Na tegoroczną majową ucieczkę z miasta wybraliśmy, trochę przewrotnie, polski biegun zimna. W Warszawie już pękały pąki i kasztan pokazał swoje pierwsze wiosenne listki a na miejscu okazało się, że dopiero kilka dni przed naszym przyjazdem pękł lód na jeziorze. Woda była lodowata i trudno w niej było opłukać ręce po wypuszczeniu zestresowanego leszcza. W sumie mogłabym tu opisać pasmo swoich sukcesów ale nie o to chodzi. Przynajmniej tym razem ;) Oszem, złowiłam niezliczoną ilość krasnopiórek, leszczy i kilka okoni ale największe wrażenie zrobiła na mnie okolica i spokój, który mnie tam otaczał. Tym razem nie zdradzę gdzie byłam, pozostanie to moją tajemnicą i moim miejscem, z którego zdradzę Wam kilka widoków.
Komentarze