Reklama

Majówkowe szczupaki

14/03/2015 17:36

Co prawda mamy dopiero połowę marca, ale ja już teraz przygotowuję się do otwarcia sezonu spinningowego, który dla większości z nas tak naprawdę rozpoczyna się 1 maja, wraz z końcem okresu ochronnego dla szczupaka. Pewnie niejeden z Czytelników będzie się zastanawiał czemu tak wcześnie szykuje się na zębate.

Odpowiedź jest bardzo prosta – marzec to jest okres gdzie sklepy zaczynają zaopatrywać się w towar na nowy sezon, a co za tym idzie łatwo znajdziemy to czego szukamy no i „konkurencja” nie zdąży nam wszystkiego wykupić. Później może być z tym różnie. Dodatkowym atutem zakupów w marcu jest pojawienie się nowości, które zazwyczaj trafiają do sprzedaży po targach branżowych odbywających się najczęściej w lutym.

Od paru ładnych lat moim majówkowym łowiskiem jest pewne jezioro na północ od Suwałk. Akwen nie jest zbyt wielki, ale głęboki, o stromo opadających stokach ławicy przybrzeżnej. Taki układ dna występuje na całym jeziorze, poza jednym brzegiem, gdzie latem występuje szeroki i gęsty pas grążeli a dno łagodnie opada na około 3 metry. I właśnie ta strona jeziora jest areną moich zmagań ze szczupłymi. Majowe kaczodziobe są jeszcze trochę ociężałe po tarle, ale apetyty już im dopisują. Nie ma jeszcze nowego narybku, a potencjalne ofiary są już wyrośnięte. Dlatego też używam przynęt dużych (10cm i więcej) i agresywnie pracujących, jednocześnie charakteryzujących się stosunkowo niewielką masą pozwalającą na wolne poprowadzenie na nawet metrowej wodzie. W późniejszym okresie, gdy już się pojawi narybek, duże przynęty warto zamienić na takie, których rozmiar oscyluje w granicach 5 cm. Do większych powrócimy na przełomie lata i jesieni.

Do moich ulubionych wabików należą woblery w kształcie krąpia – rękodzieło mojego kolegi Maćka oraz Rapale Shallow Shad Rap, jednym słowem woblery, które schodzą maksymalnie na 1,5 metra. Odkryciem poprzednich sezonów zostały Rapale DT-eki 1 i 4, które po zdjęciu przedniej kotwicy okazały się bezkonkurencyjne podczas łowienia w gęstym grążelowisku. Z tym, że lepsze efekty miałem na DT-eki 4 pracujące około 20cm pod liśćmi kapelonów i wywabiające z gąszcza roślin najbardziej nieśmiałe zębacze. Uzupełnieniem woblerowego arsenału były handmade"owe slidery (dzięki Maciej) i 11 centymetrowe Karasie Jaxona, którymi czesałem rzadko porośnięte jeszcze płycizny.

Kolejnymi przynętami, które zabieram na szczupakowe łowy, są wahadłówki. Wybieram błystki duże i zarazem lekkie, pozwalające na bardzo wolne prowadzenie. Najczęściej łowię na Algi w odchudzonej wersji z cienkiej blachy. Mam też to szczęście, że część mojej rodziny wyemigrowała za ocean, dzięki temu mam dostęp do tamtejszych wynalazków i spośród nieprzebranej ilości „killerów” udało mi się trafić prawdziwe perełki – 3 calowe błystki Williams Wabler i Eppinger Red Eye. Te przynęty charakteryzują się bardzo agresywną pracą, nawet przy bardzo powolnym prowadzeniu i niejednokrotnie uratowały mi dzień. W Polsce są dostępne za pośrednictwem serwisu aukcyjnego Ebay – naprawdę warto je kupić. Do blaszanego kompletu dokładam obrotówki Aglie i Longi w rozmiarze 4 i 5.

Zestaw majówkowych przynęt uzupełniam gumami, przedkładając wszelkie kopyta i rippery nad twistery, które jak dla mnie są zbyt „senne” na początku sezonu. W moim pudełku lądują 12,5 centymetrowe Cannibale Savage"a i Fatty Dragona, 11 centymetrowe King Shady Relaxa w kolorach: biały, perłowy, żółty, seledyn. Dokładam jeszcze klasykę, czyli 10 centymetrowe rippery Manns"a w kolorach: żółty, seledyn, marchewka, biały, perła, jednym słowem szczupakowy standard. Do zbrojenia stosuję główki od 5 do 10 gram. W zeszłym sezonie do moich pudełek trafiły jeszcze 13 centymetrowe Soft 4 Play Savege"a uzbrojone w plastikowe „języczki”, dzięki którym łowi się nimi niczym woblerami i Dragonowskie Jerky, jako alternatywa dla sliderów.

Woblery prowadzę powoli, starając się co jakiś czas zmieniać tempo, to przyspieszając jednym obrotem korbki, to czasem przystając na chwilę i zostawiając wobka jakby w zawieszeniu. Wahadłówki staram się prowadzić jednostajnie, jak najwolniej, aby dostojnie kolebały się z boku na bok, sprawiając wrażenie przetrąconej rybki. Dobrze, gdy błystka od czasu do czasu otrze się o dno. Tak samo łowię obrotówkami, ściągając je na granicy zgaszenia i pozwalając od czasu do czasu na kontakt z dnem. Przy dotknięciu dna obrotówka nam w większości przypadków zgaśnie, co wymusi na nas szybsze zakręcenie kołowrotkiem i w tym właśnie momencie bardzo często następuje branie. Drugim sposobem prowadzenia który stosuje, jest tak zwane „jigowanie” obrotówką, polegające na dwóch szybkich obrotach korbki, po czym robię 3-4 sekundową przerwę pozwalając swobodnie opadać błystce. Brania są najczęściej w trakcie opadu, co właśnie przypomina klasyczne łowienie na gumy. Natomiast łowienie na gumy wygląda podobnie do łowienia na wahadłówki, czyli wolne prowadzenie, urozmaicone podnoszeniem i opuszczaniem szczytówki oraz delikatnym podszarpywaniem. Na temat prowadzenia sliderów nie będę pisał, dlatego że w zasadzie każdy sposób może być w danej chwili skuteczny, trzeba po prostu próbować. O sprzęcie też nie będę pisał, bo ten dobieramy do stosowanych przynęt, dodać mogę tylko, że od wielu lat przy łowieniu szczupaków używam wyłącznie plecionki. Oczywiście nie można zapomnieć o przyponie, który zabezpieczy nasze skarby przed zjedzeniem, a kaczodziobe przed niestrawnością. Pamiętajmy też o zdrowym rozsądku i umiarze i jeżeli już mamy ochotę na świeżą rybę, to postarajmy się aby na patelnie nie trafiały okazowe sztuki, które są źródłem najlepszych genów i pozwalają nam co roku cieszyć się nowymi pokoleniami zębatych.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama