Reklama

Mój sposób na leszcza

26/01/2011 15:33
W moim następnym artykule zamieszczę pomysł na leszcza. Rybą, którą lubię najbardziej, jest duży jeziorowy leszcz. Łowię go wyłącznie z łodzi, a moje łowisko to płaski siedmiometrowy blat. Dużego leszcza trzeba karmić grubo i systematycznie, więc do nęcenia używam wyłącznie gotowanej kukurydzy, którą sypię do wody o stałej porze. Leszcze bowiem ciągle się przemieszczają i tylko solidną porcją zanęty można je zatrzymać w jednym miejscu. Nęcę zawsze wieczorem, a na leszczową zasiadkę wypływam pół godziny przed świtem. Przekonałem się, że wieczorne brania są dużo gorsze, a i w nocy nie ma rewelacji. Zauważyłem także, że najlepsze efekty mam, gdy jestem sam na łodzi, bo leszcze są bardzo ostrożne i każdy najmniejszy hałas szybko je płoszy. Dwóch zaś wędkarzy to dwa razy większe ryzyko spowodowania jakiegoś głośnego dźwięku… Łowię na dwie wędki odległościowe. Na kołowrotkach mam żyłkę 0,16 mm, a przypony wiąże z żyłki 0,14 mm. Może to się wydawać dziwne, ale zawiązuje haczyk nr 14 z długim trzonkiem, na który najpierw zakładam 2 białe robaki, a następnie zaczepiam za skórkę jedno ziarenko kukurydzy. Jest to moja podstawowa przynęta. Próbowałem na same białe i czerwone robaki, a także na większe haczyki, jednak wyniki były dużo gorsze. Używam spławików z dociążeniem 3+3, o długich i dobrze widocznych antenkach. Obciążenie zestawu jest tak rozłożone, że ostatnia, leżąca na dnie śrucina przeciąża spławik, bez niej zaś ¾ antenki wystaje nad powierzchnię wody. Gdy leszcz zasysa przynętę, spławik momentalnie unosi się do góry i kładzie na wodzie. Wtedy wykonuję delikatne zacięcie. Wiem, że wielu dziwi mój sposób na leszcze, ale jestem do tego przyzwyczajony. Ci, którzy mnie poznają sami zaczynają łowić podobnie.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama