Reklama

Moja tajna broń...

03/03/2011 19:24

Moja przygoda zdarzyła się ok. 15 lat temu.
Przyszedł do mnie wtedy mój Kolega Maciek i zaproponował mi wyjazd na ryby nad Odrę w okolicach Jelcza-Laskowic. Bez chwili zastanowienia zgodziłem się.
Wyjazd zaplanowaliśmy na dwie nocki. Przez kilka dni solidnie przygotowywaliśmy się do naszej wyprawy, a wieść o niej szybko rozniosła się po dzielnicy, przez co w krótkim czasie dołączyło do nas jeszcze siedmiu Kolegów.
Tak, więc wyruszyliśmy w dziewiątkę na trzy auta.
Nad Odrę przyjechałem wtedy po raz pierwszy i od razu to miejsce przypadło mi do gustu, wspaniała okolica i ta wszechobecna cisza…
Nad wodą każdy z nas rozrobił swoje „supertajne” zanęty, rozłożył cały sprzęt i przystąpił do połowów. Mijały godziny, a szczytówki naszych wędek wciąż tkwiły w bezruchu, jedynie od czasu do czasu tylko drobna ryba miała ochotę żerować.
Następnego dnia sytuacja nie uległa zmianie- nad wodą zapanował dosłownie pomór.
Późnym popołudniem podeszło do naszej „watahy” trzech chłopców trzymających słoiki w rękach, może mieli gdzieś po 12 lat, najprawdopodobniej mieszkali w okolicznej wsi.
Grzecznie zapytali się o nasze sukcesy w połowach…
Oczywiście ja i moi Koledzy zaczęliśmy narzekać i żartować, że
„Ryby? Jakie ryby? Przecież tu nie ma ryb!”
Chłopcy popatrzyli na siebie jednoznacznie i zaproponowali nam kupno pijawek, które dzielnie dzierżyli w słoikach za naprawdę niewielkie, a wręcz śmieszne pieniądze.
Moi Koledzy nie chcieli nawet słyszeć o tych „krwiożerczych stworzeniach”, a co dopiero o ich kupnie. Jako jedyny dałem się skusić i nabyłem 20 sztuk.
Uzbrojony w pijawki za przynętę, ponownie rozpocząłem połowy.
Pod koniec mojej wędkarskiej wyprawy miałem na koncie kilka dorodnych leszczy oraz kilkanaście przepięknych byczków, a moi Koledzy, przecierając oczy ze zdumienia jedynie mogli obejść się smakiem. Łowienie „na pijawkę” jest bardzo skuteczne szczególnie latem. Najwięcej brań miałem zaraz przed świtem i zaraz po zmierzchu.
Do dzisiaj wspominamy ten wyjazd, który radykalnie zmienił moje podejście do połowu ryb, a pijawki stały się moją tajną bronią.
Obecnie na koncie mam już kilkadziesiąt leszczy powyżej 3 kg, a kilka oscylowało w granicach 5 kg.

Następnym razem zdradzę mój sposób „jak zmusić do współpracy wybredne leszcze”.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama