[p]Lekki majowy zefirek delikatnie marszczył lustro jeziora, siedząc tak i wpatrując się w znikające słońce za koroną drzew, poczułem jakiś znajomy zapach – właśnie zaczyna kwitnąć jaśmin – a więc nadszedł ten długo wyczekiwany czas, czas spotkania z mętnookimi drapieżcami.
Jeziorowy sandacz jest jedną z najtrudniejszych i najbardziej chimerycznych ryb, z jakimi do tej pory się spotkałem. Przykładów na to, choćby tylko z ostatnich kilku lat mógłbym mnożyć wiele. Jednak ten mętnooki drapieżca ma w sobie coś takiego, co choć na chwilę nie pozwala o nim zapomnieć. Kilku miesięczne rozstanie, tylko potęguję i sprawia, że wyczekiwany pierwszy dzień połowów to istne wędkarskie święto, spinningowa uczta połączona z kwintesencją połowów. I choć jest kilka takich okresów w roku, kiedy zaspokajam swój wędkarski głód łowiąc do syta, a jednym z nich jest kończący się właśnie maj, w którym szczupaki, okonie czy nawet rzeczne bolenie stają się na chwilę substytutem, rozgrzewką przed czerwcowymi pstryknięciami. To jednak z wielką niecierpliwością wyczekuję pierwszych czerwcowych nocy.
Komentarze