Reklama

Nocny spinning na małej rzece

24/06/2015 00:00

Tekstów co do nocnego spinningu w dużych rzekach można znaleźć sporo a i ja też kilka razy tak łowiłem. O ile łowiąc na przykład w Wiśle mając do dyspozycji wejście na ostorgę lub kamienistą opaskę to szerokość rzeki i praktycznie nieograniczony zasięg rzutu i co się z tym wiąże przerzucenie rzeki nie wchodzi w grę to w ciekach o szerokości do 20 bądź max 25 celność i wyczucie ma kolosalne znaczenie. Znajomość danej wody to klucz do sukcesu. Łowię w rzekach o stromych brzegach porośniętych mnóstwem wszelakich roślin i drzew co mocno weryfikuje właściwe podejście do łowiska.

Reklama

Podstawowym gatunkiem na jaki poluję to oczywiście kleń choć czasami zdarzyło mi się złowić kilka razy przy pełni szczupłego, bolusia, i okonia a nocna brzana choć u mnie na dzień dzisiejszy to szczyt marzeń w małej rzece może przyprawić o palpitację serca. Sandacze na „moim” odcinku rzeki to niebywała rzadkość więc się na nie zupełnie nie nastawiam.

Miejscówka
Warto przed nocną wyprawą nad małą rzekę o ile mało ją znamy przejść za dnia kilka razy za dnia i zapamiętać ukształtowanie dna. Ewentualne „zaczepy” czyli zatopione drzewa i większe kamienie przy których lubią zbierać się wszelakie niespodzianki w postaci gałęzi po stołówce bobrów oraz wszelkie świadectwa panowania homo sapiens w postaci foliowych worków, pampersów, itd. Itp. Dojście do wybranych miejscówek warto za dnia o ile są mocno zarośnięte trochę udrożnić i usunąć część suchych gałęzi na które ewentualnie moglibyśmy nadepnąć. Wybieram miejsca na zakolach gdzie głębsza woda graniczy z płyciznami i najczęściej łowię od wody płytkiej ściągając woblerka właśnie od wody głębszej. Powód jest prosty bo nieudany rzut na płyciznę potrafi spłoszyć na długo wszelkie żerujące tam na drobnicy ryby bez względu na gatunek a z drugiej strony drapieżnik szukający ofiary lubi stać na granicy wody głębszej z płycizną. Zdarza się, że łowię od płytkiej na głęboką ale znam swoje miejsca na pamięć i i nie obawiam się spalenia miejscówki. Świetne też są prostki i poniekąd dużo łatwiejsze w podejściu bo możemy rzucić pływającego wobka mniej więcej na środek rzeki poczekać aż spłynie na wybrana przez nas odległość i powoli prowadzić wzdłuż brzegu gdzie nocą wszelakie drapieżniki szukają swoich ofiar. Ciche podejście do łowiska ma kolosalne znaczenie na małej rzece i dlatego warto przygotować się co do omijanych przeszkód wcześniej. Oczywiście niespodzianka w postaci plastikowej butelki na którą nadepniemy nad brzegiem w kilku ostatnich krokach może doprowadzić do małej depresji kiedy usłyszymy chlupot uciekających ryb co już przeżyłem kilkakrotnie.

Reklama

Przynęty
Dla mnie podstawowym i bezsprzecznie najlepszym wabikiem jest pływający uklejopodobny wobler o dość delikatnej pracy „ogonowej” a bardziej bocznej „lusterkującej”. Długość oscyluje pomiędzy trzy a sześć centymetrów bo nawet siódemka dla klenia w granicach wymiaru jest atrakcyjna. Kolory jak dla mnie po tylu latach nocnych doświadczeń mają zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Czasami sięgam po obrotówki ale to margines a jeżeli już to wybieram te z chwostem i co do stosowanych przynęt innych nie stosuję. 

Reklama

Sprzęt
Niezmienny co do wędziska i kołowrotka (opisany w poprzednich wpisach) i tylko co do żyłki nie schodzę poniżej 18 mm bo choć znam swoje łowiska to ciężko jest określić gdzie po zacięciu i w największym ferworze walki spłynie nam ryba i czy czasem nie wpłynie w jakiś „tajemny zakamarek” który spowoduje naszą porażkę. W wybranych miejscach za dnia staram się przy użyciu wybranej żyłki wykonać przynętami których będę używał nocą kilkanaście rzutów sprawdzających „czas” lotu woblera aby nie przerzucić i nie zaliczyć wiklin bądź traw na drugiej stronie rzeki. Wyczucie sprzętu za dnia daje duży komfort łowienia w ciemności.

Dodatki
Niewątpliwie na nocną wyprawę musimy zabrać ze sobą jedną a w razie „W” najlepiej dwie latarki (jedna czołówka i zapasowa mała „zwykła”) i coś na komary które bywają utrapieniem. W kamizelce bądź torbie warto mieć wszystko poukładane tak abyśmy umiejscowienie danej rzeczy znali na pamięć. Jeżeli czegoś szukamy przy użyciu latarki to starajmy się nie rzucać światła na lustro wody bo tym również płoszymy ryby. Dobry nóż również zawsze może się przydać. 

Reklama

Bezpieczeństwo
Jeżeli jesteśmy na mało znanej wodzie unikajmy brodzenia bo żadna ryba nie jest warta naszego zdrowia i życia. Wiem o czym pisze bo zaliczyłem na szczęście za dnia kilka takich niespodzianek -niby woda w pół uda robimy krok i jest po pachy dwa następne kroki i znowu w pół uda -nocą to zupełnie inne mentalne doświadczenie. Rzeczą równie niebezpieczną są śliskie obrośnięte glonami kamienie i choć woda może być płytka a za dnia nie mamy z tym problemu to upadek po ciemku jest niezwykle niemiły. Choć wychowałem się nad Wisłokiem to unikam brodzenia nocą i tylko czasami przechodzę na drugi brzeg rzeki i tylko w sprawdzonych i pewnych miejscach gdzie dno jest równe i woda powyżej kolana a poniżej pasa.

Nocny spinning w małej rzece to zupełnie inny wymiar tej metody wędkarstwa. Choć raz warto spróbować i albo będziemy planować kolejny wypad albo po zmierzchu będziemy kończyć polowanie nie myśląc o nocnym przedzieraniu się przez wszelakie chaszcze, potykaniu się o zapomniane gałęzie, walce z komarami, skaczącym ciśnieniem spowodowanym chlapnięciem bobrowego ogona… . Nocne branie nawet mniejszych ryb odczuwamy zupełnie inaczej niż za dnia i choć raz naprawdę warto to przeżyć.

Reklama

Powodzenia miłośnikom nocnych łowów życzę.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama