Dłużej nie wytrzymam! Słońce za oknem, ptaszyska drą się na całe gardło, zieleń zaczyna kipieć - wiosna pełną gębą!
A ja co? Mam udawać że nie czuję? Mam czekać na pierwszego maja? W życiu... Naczytałem się ostatnio wpisów chłopaków z naszego portalu o wiosennym spininngowaniu, wyobraźnia szaleje, puls przyśpiesza...
Krótka piłka! Hajda na okonia! Ale zaraz, zaraz, wolnego, spokojnie... Co, jak, dokąd, z czym? Chwila opamiętania zawsze przychodzi w kulminacyjnym momencie. Na zewnątrz szał ptasich ciał, ciepło że aż miło ale to dopiero początek kwietnia. Co do celu to nie mam żadnych wątpliwości ale też wielkiego wyboru... Jazie i klenie wczesną wiosną to loteria. Wielka rzeka wbrew pozorom nie budzi się wcześnie. Za dwa, trzy tygodnie jeśli pogoda dopisze poganiam za kluskami ale póki co mam inny plan...
Okoń!
W grudniu stoczyłem swoje "ostatnie batalie" z pasiastymi draniami a więc trochę czasu minęło. Teraz jest idealna pora bo lada moment szczupaki, bolenie etc. i kiedy znajdę czas dla moich ukochanych Perca fluviatilis? Ciężko będzie...
Taktyka.
Woda wciąż jest zimna więc kierując się jedyną słuszną zasadą wyszukiwania rybek wiosną za cel obieram akwen płytki, z dużymi obszarami wystawionymi na "ekspozycję słoneczną". Odsłonięte płycizny z resztkami ubiegłorocznej roślinności, z najlepiej ciemnym dnem ( lepsza absorpcja ciepła naszej gwiazdy ) - to jest to czego szukam. Nie bez znaczenia jest też fakt że w takich miejscach grupuje się tzw. "sieczka" , drobnica czy też po prostu wylęg - także już tegoroczny. Wszystkie zmiennocieplne organizmy wodne ( także bezkręgowce ) szukają cieplejszej wody. Każdy stopień, dwa różnicy ma teraz znaczenie!
Wybór broni.
Ma być mobilnie, przyjemnie i tak jak lubię. Folgując "ultralightowemu" zboczeniu zabieram mojego ulubionego gnębiciela garbusków czyli Fenwicka ERR69UL - FS2. Wędeczka 0,8 - 5 gram wyrzutu o długości 2.05 m. na wodę, którą wytypowałem będzie w sam raz. Będę łowił z brzegu więc mógłbym z powodzeniem zastosować dłuższy kij ale nie odczuwam żadnego dyskomfortu. Jest wczesna wiosna więc roślinność przybrzeżna nie będzie przeszkodą.
Kołowrotek wielkości 2500 z precyzyjnym hamulcem plus żyłeczka 0.14 mm uzupełniają zestaw.
Amunicja...
Krótko mówiąc... wszystko! Pudełeczko z maleńkimi wirówkami, mini woblerki, cykadki, twisterki w kolorach od motoroil po szaloną żółć i oczywiście moje "wunderwaffe" czyli nieocenione Easy Shinery od Keitech"a w rozmiarze 2 cale. Tu preferuję ( a właściwie okonie bo to one rządzą ) kolory "uklejkowe". Do tego główeczki od 0.8 do 3 gram ze wskazaniem na te najlżejsze.
Akcja.
Kopara opada z łomotem... Normalnie własnym oczom nie wierzę! Gdyby nie kalendarz i świeża zieleń myślałbym że mamy październik...
Ale chwilę! Tytułem wstępu powinienem zdradzić od czego zaczął się u mnie stan permanentnego szoku. Otóż trzymając się założeń taktycznych zawitałem nad niewielkie wiślane starorzecze. Rozległe połacie płytkiej wody przeplatane kilkumetrowymi dołami, masa zwalonych drzew, resztki roślin i to co najważniejsze - dosyć ciepła już woda. Wystarczy zanurzyć dłoń. W jeziorach jeszcze tchnie lodowatą martwotą a tu z 12 - 15 stopni...
I zaczęło się! Drobiazg w metrowej wodzie prysnął we wszystkich kierunkach! Za chwilę to samo parę metrów w lewo, prawo... Co jest?! Dzień dziecka w ...kwietniu. Parę sekund trwało zanim zamulony zimą wędkarski móżdżek "zatrybił" co jest grane i choć trudno w to uwierzyć garbusy rozrabiają jak na początku jesieni. Z głośnym "mlaśnięciem" zbierają z powierzchni przetrącone gwałtownym atakiem rybki. Skala zjawiska powala bo to przecież początek wiosny!
Najwidoczniej okonie już się wytarły i uzupełniają kalorie na wygrzewającym się pod powierzchnią wylęgu którego jest tu mnóstwo. Istna "zupa rybna".
Naturalnym wyborem stał się easy shiner w "rybnym" kolorze. Uzbrojony w jednogramową główeczkę Gamakatsu poszybował do wody. Nie wiem czy zrobiłem dwa pełne obroty korbką...
Łup! Zacięcie ciut spóżnione ale pewne i po krótkim holu dwudziestocentymetrowy okonek jest na brzegu. Średnio ryba co cztery, pięć rzutów - nieźle! Nie muszę chyba nikogo przekonywać jaka to frajda. Większość ryb jest już wytarta jednak łowię dwie samiczki, które jeszcze nie odbyły godów. Z jednej strony świetna zabawa ale z drugiej rozsądek podpowiada że ta rybka zasługuje na okres ochronny...
Można powiedzieć że nałowiłem się do bólu nadgarstków:-) Co ciekawe sprawdziła się tylko jedna przynęta bo wszelkie próby podania okoniom błystek, woblerków czy twistera kończyły się niepowodzeniem. Keitech rządzi...
Rybki nie były duże. Kilka zaledwie miało coś około dwudziestu pięciu centymetrów ale ilość brań i agresja z jaką siadały na gumie - nie do pobicia! Tak się ładuje akumulatory w wiosennej scenerii. O tym że wszystkie okonki wróciły do wody muszę wspomnieć bo być może nie dla wszystkich będzie to oczywiste...
Epilog.
Ważna sprawa o której warto pamiętać typując łowisko wczesnowiosennych okoni to omijanie tarlisk innych gatunków. Nie jest to może bardzo łatwe ale kilkuminutowa obserwacja wody pomoże ocenić sytuację. Nieetycznym byłoby przeszkadzać w godach gatunkom w tym okresie chronionym. Mającym apetyt na wiosenne emocje polecam tropienie okoni jako genialną alternatwę dla aktywnego wypoczynku z nadzieją że ułaskawicie złowione garbusy. W końcu coraz ich mniej...
Łyżka dziegciu...
Niestety nie da się łowić w pełni selektywnie. I ja się nie ustrzegłem przyłowu w postaci szczupaczków. Były to co prawda tylko dwie niewymiarowe rybki ale zmusiły mnie do zastosowania cieniutkiego przyponu wolframowego bo lepiej spokojnie wyjąć i wypuścić niż pozwolić rybie odpłynąć z zabójczym kolczykiem... Tak to już jest na rybach że nie wszystko można przewidzieć.
Na "osłodę" w gumeczkę strzelił także wymiarowy jaź i okrasił wyprawę złotem swoich łusek. Miły akcent.
Pozostaje mi tylko zachęcić raz jeszcze niezdecydowanych. Takie udane inauguracje sezonu dają paliwo do kolejnych wyjazdów. Jak się okazało następnego dnia było jeszcze ciekawiej...
Ale po co ja to piszę - sami się przekonajcie!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze