Reklama

Pierwszy spławikowy wypad

11/02/2016 21:19

Pierwszy spławikowy wypad

     W przedostatnią sobotę stycznia, jeszcze na lodzie, zaliczyliśmy przy pięknej słonecznej pogodzie, okraszonej ostatnim śniegiem, spontaniczne prace przy renowacji pomostów wędkarskich. Pogoda była wymarzona, a niewielkiej grupie bezinteresownych zapaleńców humory na tyle dopisywały, że postanowiliśmy umówić się na kolejny weekend z lekka nadzieją na wędkowanie podlodowe. Ostatnia sobota stycznia przyniosła jednak wiosnę. Z wędkowania podlodowego wyszły przysłowiowe nici, a nam pozostało dokończenie prac przy pomostach.

     Wczesnym popołudniem, po ciepłym posiłku, skusiliśmy się na rekonesans wokół jeziora. Lekko odstępujący od brzegu lód, nawet po zacienionej stronie południowej jeziora, jednoznacznie sygnalizował, że przy lepiej nasłonecznionej stronie północnej, pojawią się odsłonięte miejsca. Miejsca, które pozwoliłyby umieścić przy trzcinowisku jakiś spławiczek. Spacerując w bajecznej atmosferze, pod koronami nadbrzeżnych olszyn, w których uwijały się czyże i sikory, bacznie obserwowaliśmy zmiany zachodzące w przybrzeżnej strefie. Wysoka jak na tą porę roku temperatura, deszczyk i wiatr zaczęły robić swoje. Lód zaczął odpuszczać przy każdej zatopionej gałązce, każdej trzcinie i stopie pomostu, tworząc różnej wielkości symetryczne kręgi. Na wędkowanie jednak było jeszcze zbyt mało miejsca. Jednak jednogłośnie stwierdziliśmy, że jak tylko pogada się utrzyma, za tydzień można będzie z powodzeniem zasiąść pierwszy raz ze spławikową wędką.
     Na ten dzień czekaliśmy z wielką niecierpliwością bacznie śledząc prognozy pogody. Z zimowych magazynów powyciągane zostały spławiki, żyłki wędki i kołowrotki oraz wszelkie dodatkowe akcesoria. Zbudowaliśmy delikatne spławikowe zestawy. Dobrze, że Ryszard w porę się zreflektował, gdyż jak się okazało, największy problem był
z zakupieniem pinki.

     W końcu doczekaliśmy się na sobotę i w taki to sposób, najwcześniej chyba jak dotychczas, już pierwszą sobotę lutego byliśmy gotowi do wędkowania spławikowego.
     Pierwszy wypad z wędka spławikową nad jezioro-marzenie. Świetna pogoda, dobre humory i ten niesamowity relaks
i przyjemność obcowania z przyrodą. Nie powiem. Trochę już mamy na karku, ale z możliwości udania się z wędką nad wodę cieszyliśmy się dosłownie jak dzieci. No cóż, takie charaktery.

     Jak to niewiele wędkarzowi potrzeba do szczęścia. Pięciometrowy bacik lub inny teleskopik, trochę zanęty i garść robaków i frajda niesamowita. Delikatny w sile, ale ostry wiaterek trochę nam skórę przetrzepał, jednak pierwsze drgnięcie
i przytopienie spławika, pierwsze zacięcie i zatrzepotanie szczytówką wędziska pozwoliło o wszelkich niedogodnościach
i przeciwnościach na dobrą chwilę zapomnieć. Liczyliśmy na pierwsze płocie i karasie, ale o te małe wzdrążki i płoteczki dostarczyły nam wystarczająco emocji.
     Okrasą naszej krótkiej wyprawy okazał się  ponad dwudziestocentymetrowy okonek złowiony przez Ryszarda. Wszelkie znaki wskazywały, że jest już po tarle.

     Szczegóły wędkowania znajdziecie na załączonym filmiku. Filmik nakręcony został z marszu,  starym ale wdzięcznym Canonem Powert Shot SX100 IS i dodany został na You tube i facebook bez jakiejkolwiek obróbki. Zapraszam na strony
https://www.facebook.com/marek.debicki.94 lub https://www.youtube.com/watch?v=8fpnnL3WzGg
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama