Jak w wielu dyscyplinach sportu tak i w wędkarstwie pojawiają się już dziwne spostrzeżenia lub nawet zarzuty dotyczące metod połowu, ich następstw oraz chęci wprowadzania zaostrzeń przepisów lub nawet ostatecznej likwidacji, kierowanych oczywiście przez wędkarzy.
Zrozumiałym jest, że większość wybierających się nad wodę miłośników tego wspaniałego hobby pragnie osiągnięcia do niemalże maksimum spokoju i relaksu, a nielicznym wyprawa komponuje się w relaks z pozyskaniem smakołyków. W nawiązaniu do nie tak odległej publikacji, nie dyskryminuję tu żadnej z metod połowu gdyż osobiście też nie byłbym zadowolony gdyby np. trolingujący wędkarze pałali w moim kierunku złością zaczepiając swymi zestawami o np. daleko zakotwiczone zestawy gruntowe. Myślę, że w tym wszystkim kłania się obustronna etyka wędkarska, wzajemna tolerancja oraz wyrozumiałość co do urozmaicenia zainteresowań. Nie karćmy tu np. KARPIARZY za długie zasiadki, SPŁAWIKOWCÓW za „mącenie” wody, SPININGISTÓW za hałaśliwe przemierzanie brzegów czy też MUSZKARZY, że brodzą często w wodzie, to nie są wady tylko zalety czy też taka potrzeba wynikająca z rodzaju uprawianej dyscypliny.
Czytając ostatnio oburzenie metodą trolingu oraz komentarze z tym artykułem związane skierowane niejednokrotnie z apelem do zlikwidowania tej metody zastanawiam się czy nie zlikwidować np. metody gruntowej, na którą osobiście, przyznaję z ręką na sercu, złowiłem w swoim życiu najwięcej ryb, a na troling jakiś mały epizod i kilka okoni czy szczupaków.
Przyjaciele jeżeli chodzi o rybostan wystarczyłoby moim skromnym zdaniem ograniczyć odłowy sieciami w naszych jałowych już rzeczkach, które naprawdę są ciężkie do rozliczenia i skontrolowania – dajmy już odpocząć wędkarzom tylko owszem tym prawdziwym z zasadami. Nie to jednak jest docelowym meritum sprawy. Myślę, że nasze pisanie w komentarzach nijak ma się do rozpatrywania niektórych priorytetowych spraw mających poprawić kondycję naszego hobby. Nie wiem czy wiecie ale na zebrania zarządów kół nie mają obowiązku przychodzić tylko członkowie tych kół ale również wędkarze. To właśnie tam może zapaść wiele decyzji oraz wiele spraw może trafić do instytucji wyższych instancji w celu wyeliminowania tzw. marginesu psującego opinie wędkarzy. Owszem uczestnik takiego zebrania nie może uczestniczyć w podejmowaniu uchwał ale problem do rozpatrzenia zgłosić zawsze może nie mając za jakiś czas pretensji do nikogo, że nic w kierunku wędkarzy nie jest czynione ze strony zarządów.
Pytanie tylko jest jedno – ilu wędkarzy ma tyle wspólnego ze swym kołem do którego należy, że opłaci składkę na dany rok a następnie pojawia się za rok po kolejne znaczki, pisząc w między czasie na różnego rodzaju portalach jakich to zaniedbań dopuszczają się zarządy, czego to nie trzeba zmienić lub zlikwidować zapominając o ich SPOŁECZNYM charakterze? Zapominają jednak, że to właśnie od siebie trzeba zacząć sumienną pracę. Z autopsji dopowiem i chyba wielu z was potwierdzi, że członkowie zarządów częściej spotykają się na zebraniach oraz organizując masowe imprezy niż na wyprawach nad wodę – mimo to suchej nitki na nich nie zostawiamy. Jeśli kogoś uraziłem swym wpisem to serdecznie przepraszam ale z mojego punktu widzenia tak to się niestety klaruje, a szkoda.
Komentarze