Reklama

Sumowe Szachty

05/08/2015 11:48

Dla każdego poznaniaka nazwa „Szachty” jest dobrze znana. To nic innego jak przeurocze miejsce na południowym skraju Poznania, obejmujące około 40 glinianek. Teren ten dobrze jest także znany wielu wędkarzom. Ostatnio rewelacyjną wręcz sprawą jest fakt, że w końcu tereny te, miasto powoli przystosowuje także dla celów rekreacyjnych. http://www.codziennypoznan.pl/artykul/2015-03-23/szachty-na-swierczewie-wiosna-idzie-park-pieknieje. Mnie osobiście zauroczyła tam niezliczona ilość gniazdujących rybitw, a także różnorodność flory i fauny.

Reklama
Przygotowania do zawodów

Przeglądając pocztę, krótko pod koniec czerwca otrzymuję niespodziewanego e-maila od Pawła, z jeszcze bardziej zaskakującą propozycją. W dniach 3-5.07.br. na Szachtach, organizowane są na łowisku o tej samej nazwie „Zawody Sumowe”. Może wystartujemy? Po krótkim zastanowieniu się, rękawica została podniesiona i tym sposobem przystąpiliśmy do przygotowań do udziału w „Zawodach Sumowych”.

Paweł sporządził listę rzeczy wymaganych, niezbędnych i potrzebnych, którą przesłał mi do konsultacji. Jak uzupełniłem ją o swoje propozycje i ponownie przeczytałem spis, nogi się pode mną ugięły (załącznik 1). 

Reklama

Z doborem sprzętu nie miałem większych problemów, a raczej wiele możliwości manewru, gdyż dysponowałem typowo karpiowymi zestawami.

Wędki

1x karpiówka Jaxon Monolith XT Carp 360 / 3.00 lb (2 segmenty).
2x karpiówka Mikado Sensual Carp 390 / 3.00 lb ( 3 segmenty);
Dwusegmentowy Jaxon Monolith XT z założonym Hegemonem i nową nawiniętą plecionką Monolith Premium, dawał pewne szansę na w miarę równą walkę z większą zdobyczą.
Podobnie jak solidny Gravell Vorteks podpięty do bardziej elastycznego Mikado Sensul. W sumie o sprzęt się nie bałem, gdyż wytrzymywał w ubiegłych latach walkę z dużymi amurami.

Reklama


Kołowrotki

- Grauvell, Vorteks TS 6000, plecionka Jaxon Monolith Exelence 0,22mm
- Jaxon Hegemon HRF 5000, plecionka Jaxon Monolith Premium 0,25mm;
- Cormoran Sinus BR XL 5500 5Pi, żyłka Jaxon Monolith Carp 0,35mm

Przypony sumowe

W przypony sumowe musiałem zainwestować, gdyż posiadałem tylko dwa gotowce na zielonej lince, zakupione jeszcze w ubiegłym roku. Tak więc w wyniku nowych zakupów, stałem się posiadaczem 20m linki sumowej firmy Rhino Black Cat o wytrzymałości 80 kg (176 lbs). Trochę ta linka kosztuje, ale chodzi o jej odporność na ścieranie i mam nadzieję, że jest warta swojej ceny.

Wpadłem też na szaleńczy pomysł, aby zmontować jeden zestaw z kotwiczką z wykorzystaniem karpiowego leadcoru. Przekonała mnie do tego jego odporność na przetarcia, łatwość wiązania i stosunkowa duża wytrzymałość około 50lbs.

Przynęty

Niestety, kosmiczne wręcz temperatury, dodatkowo brak możliwości pozyskania i przechowania żywca ograniczyły nasze przynęty do rosówek, drobiowej wątróbki i wyrabianej z jajkiem pasty. Jednak już na samym początku, zaraz po zajechaniu na łowisko okazało się, że popełniliśmy w tych temperaturach błąd, poprzez niewłaściwe zabezpieczenie rosówek. Pomimo zachowania wszelkiej ostrożność, rozszczelniło się nam małe termiczne opakowanie (stare, wysłużone, reklamówka piwa Warka) i rosówki po prostu padły. Żadne próby schładzania, cucenia nie przyniosły pożądanego efektu. Szybko więc się nauczyliśmy, że jakaś porządniejsza chłodziarka lub podobne urządzenie jest wręcz w takich temperaturach niezbędne. Liczyliśmy skrycie, że czarnym koniem w zakresie przynęt okaże się pozyskana przez Pawła w Makro świeża makrela. Całe szczęście, że właściciel łowiska zezwolił na pozyskanie żywca z łowiska na dodatkową spławikówkę.
Taktyka łowienia

Byliśmy bez pontonu, bez łodzi, skazani więc byliśmy na dosłowne „obmacanie” wstępnie wybranych miejscówek. Pierwsze próby szybko wykazały, że dno jest mocno porośnięte dość bujnym rogatkiem. Ściąganie wyrzuconego na dowolną odległość ciężarka karpiowego skutkowało ściąganiem potężnej masy, wbrew pozorom czystego i zdrowego zielska.

W takim przypadku decyzja mogła być tylko jedna. Montowanie zestawów z końcowym obciążeniem i próba ustawienia przyponów z przynętą na roślinnością. Myśląc o zwabieniu drapieżnika w rejon naszego łowiska zastosowaliśmy dywanowe nęcenie pojedynczymi płatami drobiowej wątróbki oraz wyrobioną z jajkiem pastą, będąca mieszanką mixu 4Success halibut i krill.

Rozpoczynamy nietypowe wędkowanieNieźle się napociliśmy przygotowując sprzęt i łowisko w tych temperaturach i tutaj pożytecznym okazał się parasol wędkarski. Od temperatury nas nie chronił, ale skrywał nasze ciała przed palącym słońcem. Bardzo pomocne okazały się też ręczniki, które namoczone lekko schłodzoną wodą założone jak turbany, chłodziły nasze głowy.

Przyszła w końcu pora złowić jakiegoś żywca. Do jego pozyskania wykorzystałem Kongera Spirado cw.40g, z małym kołowrotkiem Mitchell Avoced Bronze 4RD 200 i 3g spławiczkiem Obserwując naświetloną wodę, w rejonie brzegu, wypatrzyliśmy niewielki pas dna wolnego od rogatka. Pokrywała go jedynie wąska warstwa roślinności przypominającej podwodny mech. Po wysondowaniu okazało się, że za półmetrową półką, znajduje się spad schodzący maksymalnie do głębokości 1,5m. Mając na uwadze niewielką głębokość i dość przejrzystą wodę, wybraliśmy pojedyncze stanowisko schowane w cieniu za bujnym trzcinowiskiem.

Reklama

Jako przynętę i zarazem zanętę postanowiliśmy wykorzystać wyżej wspomniane ciasto. Garść wyrobionych kuleczek do wody, kuleczka na haczyk i oczekiwanie. Pomimo upału, krótko przed 18.00 na spławikówce notuję wystawienie spławika i lekkie jego przemieszczanie. Zaraz po zacięciu 40g Konger wygina się w pałąk. Wypłycenie pozwala na szybkie podniesienie ryby pod powierzchnię, która uderza w powierzchnię wody ogonem wielkości rozczapierzonej dłoni „drwala”. Tuż po zaczerpnięciu powietrza złociutka łopata wykłada się na bok i po chwili ląduje w podbieraku. Szybka miara i leszcz długości 54cm cały i zdrowy wraca do wody.

Długoby opisywać, ale tego dnia, do późnego wieczora łapiemy jeszcze z Pawłem na zmianę liny (największy 40cm), karpiki po około 3kg i kolejne piękne leszcze, dosłownie jak płoteczki. Ryby piękne, ale my nadal żywca nie mamy.

Reklama
Pierwsza niespodziankaPo upalnej nocy, dzień wita nas pięknym brzaskiem od strony Świerczewa (część miasta Poznania). Krótko po piątej, po sprawdzeniu zestawów, które pozostały przez noc bez oznak brania, zajmuję stanowisko przy spławikówce. Dokładnie o 5.45 następuje branie, tak delikatne jak dotychczas. Zacinam odruchowo zastanawiając się, czy tym razem będzie to karp, czy leszcz, a może w końcu oczekiwany żywiec? Jednak nastąpiło coś przedziwnego. Wygięte mocno wędzisko przez chwilę ani drgnęło, zapracowała tylko szpula kołowrotka. Jednak po chwili następuje szybkie odejście ryby w zatokę w kierunku trzcin. Jazgot kołowrotka i moje zawołanie „większa ryba”, szybko zmobilizowały Pawła, który w sekundę pojawił się obok z wielkim podbierakiem i swoją rewelacyjną kamerą. Będzie więc jakiś dokument.

Zastanawiamy się z Pawłem, cóż to nam się zapięło i dlaczego na tak delikatny zestawik? Po około dwuminutowej jeździe ryba staje. Obaj zdajemy sobie sprawę, że próba zbyt dynamicznego podniesienia jej z dna przy żyłce głównej 0,20mm skończy się niechybnie jej stratą.

Staram się umiarkowanym pompowaniem pobudzić rybę do manewru i ruszenia od dna. Każde podciągnięcie zestawu daje mi dziwny efekt, w postaci trzepania szczytówką. Ponownie napinam zestaw i wyraźnie czuję pach, pach, pach. Zaczyna mi to dziwnie pachnieć, mówię do Pawła. Czuję rybę na zestawie, a ona ani rusz, tylko to pach, pach. Nie wiem dlaczego, ale przypomniało mi się prowokowanie węgorza i zaczynam po prostu grać na napiętej żyłce. Brzdęk, brzdęk, brzdęk i to się w końcu rybie mocno nie spodobało. Ruszyła ostro po dużym łuku na środek zatoki i po długim odjeździe ponownie przyziemiła. Kolejne próby umiarkowanego pompowania, doprowadziły w efekcie do podniesienia ryby i potężnego uderzenia czarnym ogoniskiem o powierzchnię wody, a w dalszej kolejności do zerwania całego zestawu.

Reklama

Chwilę jeszcze staliśmy na brzegu z Kolegą dosłownie z otwartymi ustami, wpatrując się w kołyszący się na powierzchni stawu spławiczek. Tyle widzieliśmy suma, z którym nierówna walka trwała dobrze ponad dziesięć minut.

Następnego ranka, z tego samego miejsca tuż przed drugą po północy, Paweł już na przystosowanym fedderze i karpiową żyłką, odnotował kolejne sumowe branie. Niestety po niezwykle dynamicznym holu zestaw także nie wytrzymał, a zawody dobiegały końca.

Na podsumowaniu okazało się, że pomimo obecności piętnastu dwuosobowych zespołów, suma nie udało się nikomu przechytrzyć. Na pocieszenie rozlosowano więc puchary, a wspaniałomyślny organizator dał nam jeszcze szansę na złapanie suma przyznając cztery darmowe doby wędkowania na Łowisku Szachty.

Reklama
Wnioski

1. Taki wędkarski wypad daje możliwość poznania wielu ciekawych i przyjaznych ludzi.2. Zawsze jest możliwość podpatrzenia lepszych specjalistów i zdobycia doświadczeń.3. Pasta z mixu 4Success stanowi dość ciekawą i skuteczną alternatywę w stosunku do innych typowo sumowych przynęt i nie tylko.4. Jak tylko będzie wolne to samo miejsce na łowisku, które zajmowaliśmy podczas zawodów, postaramy się przygotować w nim niespodziankę dla sumów z odpowiednimi zestawami.5. Warto jest podejmować starania, mające na celu ściągnięcie drapieżnika poprzez stosowane nęcenie.6. Wędkarstwo sumowe na prawdę wciąga! 7. Wrócimy na Szachty na pewno, bogatsi o nowe doświadczenia.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama