Witam
Do podjęcia tematu skłoniły mnie paroletnie obserwacje na zalewie Siemianówka. I moja opinia na temat "wędkarzy"łowiących na trolling jest dosyć negatywna. Jest wprawdzie grupka prawdziwych wędkarzy łowiących tą metodą, ale jest to jakiś jednocyfrowy procencik(mniej więcej jak na lokatach bankowych), reszta to przypadkowi ludzie posiadający łódkę z silnikiem i wilczy apetyt na mięso(szczupwkowo-sumowe).
Dla nich nie ma limitów czy wymiarów (każda niewymiarowa się "zażera"), oni zapłacili i oni muszą mieć ryby. Widzę ich (i czuję jak pędzą pełnym gazem) jak po raz dziesiąty czy piętnasty dowożą na brzeg limit i na jezioro. Z wędkarstwa, to potrafią tylko kij za burtą trzymać, z zawiązaniem haczyka mieliby problem. Jeżeli chodzi o kulturę to nawet jak ją mają, to zostawiają na brzegu.
Dla nich wędkarz łowiący inną metodą to frajer albo nikt (przy ,którym można przepłynąć z pełną prędkością,nieomal go zatapiając). Tak że na Siemianówce , w sezonie nie ma ciszy, jest huk dziesiątków motorówek pozyskiwaczy mięsa. Reakcją okręgu Białystok na skargi było podniesienie opłaty za trolla ze stówy, na dwie. Nie wiem czy na innych akwenach jest inaczej, ale chyba nie. Ten typ jest wszędzie.
POZDROWIENIA BOGDAN
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze