Niedawno wróciłem z wyjazdu trociowego. Po powrotach z takich wypadów nigdy nie miałem problemów z przelaniem na papier pozytywnych, kapiących adrenaliną wrażeń. Niestety, tym razem do napisania tego tekstu nie skłoniły mnie przygody z wielkimi rybami szalejącymi na wędce (o trociach, a raczej ich braku będziecie mogli przeczytać w artykule „Otwarcie sezonu 2012”). Chciałbym podzielić się z Wami przemyśleniami na temat pewnego faktu, który miał miejsce tuż przed oddaniem tego numeru do druku. Słuchając informacji o wynikach na Inie, o pieniądzach przeznaczonych na zwiększenie populacji i ochronę wpływających w nią troci i łososi, o zalesianiu jej brzegów i budowaniu przepławek, wydawać by się mogło, że „idzie ku lepszemu”. Otóż nie do końca tak jest! Odsyłam Was znad Iny prosto nad Słupię. Te dwie rzeki rozdziela granica województw pomorskiego i zachodniopomorskiego, a człowiek czuje się tam, jakby znalazł się w zupełnie innym świecie. Uściślając, w świecie o wiele gorszym. Pozwólcie jednak, że przejdę do konkretów. Otóż ni mniej, ni więcej tylko władze gmin, przez które przepływa Słupia, uznały, że rosnące w niej drzewa stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa powodziowego oraz – uwaga – utrudnienie dla turystyki kajakowej. I się zaczęło: „Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Gdańsku poszukuje osoby lub firmy zainteresowanej zakupem «na pniu» drzew i krzewów rosnących w korycie rzeki Słupii” (pisownia oryginalna) na wielokilometrowych odcinkach jej brzegów. Tak zaczyna się ogłoszenie o przetargu na wielką wycinkę wydane przez wspomniany RZGW. Co ciekawe, ZO PZW Słupsk nie został o tym poinformowany, choć jest prawnym użytkownikiem obwodów na Słupi. Dopiero po informacjach od wędkarzy Zarząd podjął kroki zmierzające do zablokowania przetargu. W zestawieniu z sytuacją nad Iną brzmi to jak jakiś ponury żart: tu zalesiają, tam niemal w tym samym czasie planują wycinanie. Kiedyś Słupia była nazywana królową polskich rzek trociowych. Popularne wtedy było złośliwe powiedzenie: „Każdy głupi złowi w Słupi”. Dziś to już zamierzchła przeszłość. Przyczyniły się do tego wieloletnie niszczycielskie działania człowieka. Jedyną nadzieją dla upadłej Królowej jest to, że jej współcześni gospodarze wyciągną wnioski z lekcji zwanej Ina
Komentarze