Reklama

Wrześniowe okonie z małej wody

15/09/2014 13:39

Połowa września a ja czuję wyraźnie,że siedzę niczym saper na uzbrojonej bombie!Z "szaleństwem w oczach" śledzę wszelkie długoterminowe prognozy pogody wypatrując oznak zbliżającego się pierwszego, zdecydowanego ochłodzenia. To zdecydowanie jest swoisty paradoks bo z jednej strony cieszę się że wciąż jest ciepło i mogę uganiać się po rzecznych burtach i "kamieniskach" za nieźle żerującymi u schyłku lata karpiowatymi drapieżnikami z drugiej zaś mam już wyraźnie odczuwalne dreszcze na samą myśl o zbliżającym się okresie intensywnego żerowania moich ukochanych okoni.To jest uzależnienie totalne!Mógłbym je porównać jedynie z obsesją polowań na sandacze i oczekiwania na magiczny "pstryk".Może skala wielkości zdobyczy nie ta sama ale emocje również najwyższej próby - gwarantuję!Najpiękniejsze jest to, że jak zacznie się w połowie lub pod koniec września to może trwać nawet do Bożego Narodzenia! Porządne wrześniowe wędkowanie można zacząć jak okonie rozkręcą się na dobre, wtedy pogrążam się w tym "szaleństwie" bez reszty chociaż gdzieś, z tyłu głowy pojawia się świadomość, że trzeba jeszcze znaleźć czas dla szczupaków, sandaczy... 

Życie wędkarza jesienią to trudna sztuka dokonywania wyborów.Uwielbiam mieć takie dylematy i dlatego ta piękna, złota pora roku mogłaby trwać dla mnie bez końca! Pierwsze okonie u progu jesieni to dla mnie okonie z małej wody.Kiedy odnotowuję poważny spadek temperatury tak w dzień jak i w nocy wiem, że warto sprawdzić czy pasiaste dzikusy zaczęły już bezlitosne łowy. Płytkie, małe zbiorniki są bardziej wrażliwe na uwarunkowania pogodowe. To tu a nie w większych jeziorach przeprowadzam wstępny rekonesans. Wszelkiego rodzaju starorzecza na stałe lub okresowo połączone z rzeką, kilkuhektarowe jeziorka a nawet większe "bajorka" są teraz na celowniku. Oczywiście muszą w nich występować okonie ale z tym ostatnio jest jakby lepiej co osobiście bardzo mnie cieszy.Będę łowił w wodzie o głębokości od, powiedzmy metra do dwóch, może dwóch i pół a zatem płytko ale to wynika po pierwsze ze specyfiki wody, a po drugie z zachowania okoni.Nie ma chyba nic piękniejszego niż pościgi wściekłych pasiaków za zdobyczą.Istne szaleństwo!Drobnica umyka na wszystkie strony próbując uniknąć pożarcia a okonie w szale żerowania jeżdżą pyskami po powierzchni.Słychać charakterystyczne cmoknięcia a garbusy czasem ścigają swe ofiary tuż pod nogami wędkarza!Wiele razy miałem przyjemność obserwowania takich gonitw i chociaż ryby wielkością nie powalały to skala zjawiska, jego gwałtowność i determinacja drapieżników potrafiły wywołać "gęsią skórkę"!

Reklama


Do polowań na wrześniowe okonie używam bardzo lekkiego sprzętu.Nie musi być specjalnie wyszukany ale napewno powinien byc finezyjny.Od paru już lat z powodzeniem używam wklejanki Kongera "Maxim Twist" o długości 2,7 m (łowię z brzegu) i cw. 2 - 12 g.Kij "stary ale jary".Bardzo lubię jego głębokie ugięcie, które nie ma w sobie nic z "sandaczowej pały" i znakomicie zgrywa się podczas walki z delikatnym pyskiem mojej zdobyczy.Wklejana, ultra delikatna szczytówka wysmienicie pokazuje każdy kontakt ryby z przynętą.Do wędki podpinam niewielki kołowrotek w rozmiarze 2000 - 2500 ( musi mieć dobry,precyzyjny hamulec ) na który nawijam najczęściej żyłkę 0.16 mm lub wyjątkowo bardzo cienką plecionkę (tej używam jednak raczej późną jesienią łowiąc "klasycznym" opadem).Zestaw obowiązkowo zaopatruję w cieniutki przypon wolframowy.Szczupak będzie częstym przyłowem a okoniom ten element na ogół wcale nie przeszkadza.Przynęty "na teraz" to głównie 3 - 5 centymetrowe twisterki i kopytka w kolorach zbliżonych do naturalnych odcieni uklejki oraz czasem bezkonkurencyjny fiolet z niebieskim brokatem lub klasyczny motoroil.Łowiąc płytko uzbrajam gumki w główki o masie od 2 do 4 gram.Okonie ścigają swe ofiary w toni a roślinności jest jeszcze sporo więc nie można ugrzęznąć w niej przynętą.Technika prowadzenia przynęty jaką w tym okresie stosuję jest specyficzna.Nie ma wiele wspólnego z tzw. "klasycznym opadem".Tu raczej staram się delikatnie grać przynętą w toni prowadząc ją swoistą sinusoidą.Powoli opuszczam i podciągam niespiesznie zwijając linkę. Ryby często skubią przynętę ale bywają też zdecydowane ataki.W jednej chwili prowadzę przynętę w toni a za moment na końcu zestawu "siada" pulsujący ciężar!Genialne doznanie...Staram się namierzać miejsca gdzie garbusy polują i tam próbuje się do nich dobrać.Żadna filozofia - potrafią być hałaśliwe jak małe bolenie.Czasem okonie po wyłowieniu kilku sztuk ze stada gdzieś znikają i trzeba ich szukać od nowa a czasem można w jednym miejscu spędzić kilka godzin i złowić kilkadziesiąt ryb...Jeśli dany zbiornik ma stałe połączenie z rzeczką, kanałem to warto poszukać pasiaków w pobliżu ujścia cieku lub "na wylocie".Takie miejsca potrafią być istnym eldorado do pierwszych poważniejszych przymrozków!


Już dziś pisząc te słowa czuję drżenie rąk na samą myśl, że to już niebawem prawdopodobnie mnie czeka...Oczyma wyobraźni widzę siebie nad brzegiem starorzecza lub małego, zagubionego pośród pól jeziorka.Poranna mgła zazdrośnie spowija swym całunem powierzchnię wody gładką niczym lustro.Pozornie martwa toń nagle ożywa gejzerami drobnych rybek ściganych przez wygłodniałe garbusy.Już wiem, że znów trafiłem do raju...
Moją zdobyczą padają głównie ryby małe i średnie. Od ledwie wymiarowych i mniejszych do ryb nawet 30 -35 centymetrowych a więc przyzwoitych.Na większe być może przyjdzie czas później, choć niespodzianki nie można nigdy wykluczyć bo, owszem - zdarzają się! Nie o wielkość tu jednak chodzi ale o ilość brań, agresję - tu nie sposób się nudzić!Trudno o okaz ale gwarantuję że już trzydziestak na delikatnym sprzęcie walczy jak szatan!Te ryby są naprawdę silne i już w świetnej kondycji.Mam nadzieję, że czeka mnie jeszcze wiele takich jesieni - obfitujących w okonie i emocje związane z polowaniem na nie.Jest nie najgorzej co nie znaczy, że nie może być lepiej. Chyba na zawsze odrzuciliśmy już kretyński stereotyp, że okoń to chwast godny tępienia. Fakt - garbus to ryba bardzo smaczna ale o wiele więcej ma do zaoferowania jako waleczny przeciwnik na końcu wędki niż jako kulinarny rarytas.Na szczęście wielu wędkarzy już to zrozumiało.Pozostaje mi życzyć wszystkim "pasiastej" jesieni ale także tej "w cętki" - jakąkolwiek preferujecie.Ważne żeby być nad wodą bo najlepsze dopiero przed nami!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama