Reklama

Zemsta na kłusownikach - port jachtowy w Płocku

08/02/2009 22:41
Pod koniec stycznia, gdzie większość osób powaliła grypa i jej powikłania ( również Nas ) to kłusownicy wykorzystali te 3 dni –przez które w nocy nie pilnowaliśmy Zatoki Portu Jachtowego (niepisanego zimowiska większości ryb ) i zrobili prawdziwą rzeź ryb, zakładając pod lodem sieci. Tak się spieszyli , że nie pozabierali dużo ryb ( karpi, leszczy, okoni i wszystkie te mniejsze powyrzucali w trzciny na półwyspie tj. długiej kępie, która oddziela Wisłę od Zatoki, a resztę drobnicy powrzucali do przerębli).

W sobotę 7 lutego pojechaliśmy w 5 osób (sami społecznicy ) nad w/w akwen i zaczęliśmy kontrolować wędkarzy i zobaczyliśmy nienaturalne podłużne otwory zrobione dużą siekierą , więc postanowiliśmy je wszystkie sprawdzić. Natrafiliśmy na bardzo długie linki poprzeciągane do dalej wykutych otworów (w trzech kolejnych dziurach zwinęliśmy po 80 m linki czarnej przygotowanej za dnia do wiązania sieci pod lodem), zauważyłem również, że na górze na parkingu z samochodu Audi 80 przyglądają nam się 3 osoby, gdy spojrzałem przez lornetkę to po odwracali twarze, żebym nie mógł ich rozpoznać. Ale siedziało w samochodzie 3 wielkich chłopów i dyskretnie wszystkich obserwowali.

Potem szybko odjechali wraz z wędkarzami, którzy jak przyjechaliśmy to 90 proc. z nich się zwijało do domu (potem dowiedziałem się dlaczego ???). Gdy pytaliśmy się wędkarzy czy coś dziwnego zauważyli, to zauważyłem że dyskretnie spoglądają na te auto na górze i że nic nie widzieli. Na lodzie zostało 3 wędkarzy, reszta szybko się zmyła—na razie nie wiedzieliśmy dlaczego.

Zaczęliśmy kończyć akcję i wróciliśmy do domów, ale mi to nie dawało spokoju, więc zapytałem się kolegów czy ktoś przyjedzie ze mną w nocy. Niestety, wszyscy byli poumawiani na jakieś imprezy, nie mieli czasu itp. Jeden kolega wędkarz Zbyszek zadeklarował chęć, gdyż chce działać jako strażnik społeczny, kłusole nieźle dali mu w kość. Tak więc kłusownicy myśleli, że jak byli za dnia, to w nocy można spokojnie się wybrać – i TU STRASZNIE SIĘ POMYLILI!!! Gdy podjechaliśmy przed północą na zgaszonych światłach i zaparkowaliśmy w niewidocznym miejscu, to zobaczyliśmy ten samochód zaparkowany na poboczu.

Gdy poświeciłem szperaczem, w środku nie było nikogo. Zabraliśmy z sobą linkę asekuracyjną, gdyż w dzień ładnie świeciło słońce i Wisła prawie cała płynie, więc w nocy trochę cykora jest, zwłaszcza, że w dzień było na lodzie około 2—3 cm rozpuszczonej wody z lodu. Gdy poświeciłem na Zatokę to od razu zauważyliśmy lśniące w świetle kawałki wyrąbanego lodu przez olbrzymią siekierę . Mimo to w pierwszej dziurze wyrąbanej w poprzek leżał kij o długości do 2 m. Do kija przywiązana była linka od snopowiązałki , więc zaczęliśmy ją wyciągać tzn. ja wyciągałem, a kolega świecił.

Wyszło około 100 m siatki z olbrzymią ilością ryb ( wielkie leszcze, karpie 2 rodzaje, olbrzymie okonie, krąpie i dużo małych sandaczyków. Wszystkie ryby wrzucaliśmy z powrotem do wody , tnąc siatkę jak się dało. W tej pracy upłynęła co najmniej godzina i dopiero usłyszeliśmy, że na tej kępie ktoś się do nas zbliża, więc w ciemności wyjąłem telefon i mówiąc głośno wezwałem policję—pewnie to usłyszeli, bo kroki ucichły. Kolega zaczął się bać czego wcale się nie zdziwiłem, bo sądząc po śladach wielkiej siekiery i pijanych dryblasów –też się trochę bałem, ale poszliśmy dalej za odgłosami z kępy, taszcząc po bardzo śliskim lodem –nie dało się normalnie iść, tylko szurać nogami po lodzie , mimo to kolega dwa razy się przewrócił na plecy.

Idąc dalej natrafiliśmy na 5 metrowy kawałek sieci, która wystawała z przerębla takiego samego jak pierwszy (wypłoszyliśmy kłusowników, gdyż nie zdążyli rozłożyć całej sieci ) i znów zaczęło się siłowanie na śliskim lodzie, wyszła cała też około 100 m i jeszcze więcej ryb, w tym czasie podjechały dwa ciemne samochody i jeden zaparkował poniżej wału, zgasił światła i silnik, natomiast drugie auto tak się ustawiało na górze żeby nas oświetlać. A my już trafiliśmy do trzeciego przerębla i znów siłowanie z siecią pełną ryb, w tym czasie od strony starego mostu zobaczyłem radiowóz policji, więc w ich kierunku puszczałem światła pulsacyjne—wtedy przyśpieszyli i włączyli na chwilkę ’’koguty bez klaksonów’’.

Wtedy to ten samochód co nas oświetlał pośpiesznie bez świateł odjechali w stronę nowego mostu—Jordanowa. A ten samochód co zjechał nad samą wodę –nawet nikt nic nie zauważył, bo nie mogli widzieć policyjnego auta. W tym czasie wyciągnęliśmy 3 sieć pełną ryb. Razem 3 sieci kłusowników i razem 300mb oraz możemy powiedzieć, że było 200 kg ryb , różnego rodzaju!NAJWIĘKSZYM dla mnie zadowoleniem i radością BYŁO UWOLNIENIE OKONIA samicy około 3 kg (jeszcze nigdy w życiu tak wielkiego garbusa nie widziałem ) była gruba od ikry i w dobrej kondycji wypuściłem ją w inne miejsca –gdzie nawet wędkarze nie chodzą ale jak na wiosnę się wytrze—to będzie dużo okonków.

A najzabawniej było gdy policjanci spotkali się z nami – poprosiłem, aby sprawdzili pojazd ciemny, nadal zaparkowany w ciemności nad samą wodą. Wóz policyjny ruszył szybko w ich stronę i posprawdzali im bagażnik, maskę od silnika i wewnątrz pojazdu i tu mało wszyscy nie pękliśmy ze śmiechu jak z samochodu wygramolił się młody człowiek ze spuszczonymi spodniami i jeszcze, ale już daruję sobie ten opis, a młodziutka ładna dziewczyna w pośpiechu wsuwała stringi. Przyjechali sobie nie w to miejsce ( byli zza Płocka z małej miejscowości ). Młody wybrał się z robakiem na rybkę, ale czy nie dostaną nerwicy to tego ja już nie wiem.

W ogóle między starym mostem, a nowym zawsze stoi zaparkowanych z 15 samochodów młodzieży i tylko zaparowane szyby świadczą o przyśpieszonych oddechach—nic mi do tego, ale zawsze po nich pozostają produkty ze Stomilu wraz z zawartością oraz pełno petów, puszek i butelek od piwa oraz masę torebek od snaków, pepisów itp., a my wędkarze zawsze po nich sprzątamy i nie należy to do przyjemności jeśli trafi się na taką zawartość. Zawsze we wrześniu sprzątają brzegi z nami bardzo młodzi ludzie z 1 lub 2 klasy i lepiej żeby tego nie widzieli. Ale młodzież musi się gdzieś wyszumieć.

A jeszcze wracając do sobotniej rannej naszej kontroli - tylko jeden wędkarz złowił okonka 12cm, więc kazałem go jeszcze żywego wypuścić do przerębla. Następnych 14 deklarowało, że nic nie bierze i szybko zaczęli się zwijać . A ja dobrze wiem jakie wielkie okonie i inne duże ryby tam są i oni je po prostu szarpią, bo jak wędkarz siedzi na lodzie z mormyszką i nic poza jazgarzami kilkoma nie ma, więc zakłada na koniec żyłki blaszkę z potężną kotwicą i w 30 minut ma ze 6 okoni po 0.5 kg , a potem w sklepie wędkarskim chwalą się jacy to z nich znawcy i opowiadają zmyślone opowieści.

W kilku sklepach w Płocku zabrakło dużych kotwiczek—wszystkie wykupili etyczni wędkarze, ale tak naprawdę to za ich cichym przyzwoleniem mamy tak wielu kłusowników stawiających sieci. Niech ja z ukrycia dojrzę takiego gościa to będzie miał prze chlapane i to dość poważnie. A I TYM od STAWIANIA SIECI nie damy spokoju. Ciekaw jestem za ile by sprzedali te 200 kilogramów RYB!

Pozdrawiam wszystkich etycznych wędkarzy Jurek
Pojazdy historyczne
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama