Dociąż gumę na sandacza

/ 12 komentarzy / 5 zdjęć



Po ciepłych miesiącach zostało tylko wspomnienie, a nadchodzący chłód zelektryzował niejednego łowcę sandaczy. Osobiście prawdopodobnie nie wyruszę nad wodę w najbliższych dniach, ponieważ urodził mi się syn i muszę poświęcić trochę czasu na wychowanie młodego wędkarza. Co prawda samo wędkowanie zeszło na dalszy plan, ale za to pobyt w domu umożliwił poklepanie trochę w klawiaturę, a być może przy okazji uda mi się komuś pomóc lub coś podpowiedzieć.  Ponieważ o przynętach gumowych zostało powiedziane pewnie już prawie wszystko, każdy mniej więcej wie jak powinien dobierać kolory i w jaki sposób skompletować zawartość pudełka na jesienne wyprawy, chciałem chwilę czasu poświęcić na zagadnieniu obciążenia przynęt silikonowych.  Temat niby banalny, jednak uwierzcie mi, że od tego jakiego ciężaru główki jigowej użyjecie do uzbrojenia swojej gumy, często zależy czy ryby w ogóle zainteresują się przynętą. Podczas kupowania haków, najpierw należy zwrócić uwagę na ich wytrzymałość. 
















Średnio w sezonie zostawiam w wodzie kilka kilogramów ołowiu. Relacja jakości do ceny główek to w tym wypadku kluczowa sprawa.

Od razu należy sobie odpuścić haki, które da się rozgiąć w rękach. Pewnie ktoś się tu oburzy, ponieważ łowienie miękkimi hakami pozwala zmniejszyć straty w przynętach. Może i racja, jednak biorąc pod uwagę, że podczas łowienia sandaczy z zasady hamulec kołowrotka betonuje się na amen, prędzej czy później spotka was spotkanie z rybą, która rozegnie hak w czasie pierwszego odjazdu. Podczas pierwszej takiej przygody, gdy już dotrze do delikwenta, że w łowisku w którym łowi, oprócz maluchów między 50 a 60cm, są około metrowe kabany, jest już po ptakach, ponieważ na większości naszych wód, taka potyczka zdarza się najczęściej raz na sezon. Ktoś może stwierdzić, że jeśli hak nie będzie najsłabszym elementem zestawu, to ryba może złamać nam wędkę. Nic podobnego. Hamulec w dobrym kołowrotku spinningowym odda pierwsze kilka metrów plecionki podczas zrywu ryby, jeśli nawet dokręcony jest na tyle aby pozwolić na skuteczne wbicie haku, podczas zacięcia. Przy odjeździe jeśli całkowicie nie zbaraniejemy (zdarza się to niestety) będzie parę sekund na odkręcenie hamulca. Na rynku wędkarskim wybór haków jest ogromny. Aby nie przepłacać kupuję zazwyczaj haki Provocatora. Pozwoliłem sobie na tą reklamę ponieważ uważam, że dobre rzeczy należy promować.  Łowię nimi ponad trzy sezony i właściwie nie da się Provocatorom nić zarzucić. W przypadku haków cena jest ważna. Średnio w czasie jednego sezonu schodzi mi kilka kilogramów ołowiu. Podczas łowienia sandaczy nie da się na główkach zaoszczędzić. Wędkarz często jest zmuszony podać przynętę w miejsce, w którym na 50% ją urwie. Co jednak począć. Sandacze uwielbiają karcze, powalone do wody drzewa i wszelkiego innego rodzaju przeszkody, które pewnie są już obwieszone przynętami jak choinki. Aby Was zbytnio nie zanudzać tymi wywodami, przejdę od razu do znaczenia ciężaru główek jigowych. Z moich obserwacji wynika, że nie ma żadnego gotowego schematu ani prostej recepty. 



















Posiadanie przy sobie haków w różnych rozmiarach i ciężarze jest tak samo ważne jak różnorodność kolorów i kształtów przynęt silikonowych. 

Sandacze potrafią zaskakiwać, a sposób ich żerowania lub atakowania wszystkiego co się rusza (z żerowaniem czasami chyba nie ma to nic wspólnego) zależy zapewne od pogody i warunków panujących na łowisku. Późną jesienią sandacze zajmują stanowiska w miejscach gdzie grupuje się białoryb. W zbiornikach zaporowych, przepływowych jeziorach lub kanałach, szukamy sandaczy z reguły w miejscach głębokich, w których głębokość często przekracza nawet 8 lub 10 metrów. W takich własnie dołach skutecznie łowiłem ryby gumami na główkach ośmio gramowych jak i trzydziestopięcio gramowych. Skąd ta rozbieżność? Drobnica w chłodnych miesiącach nie jest tak ruchliwa jak w sezonie. Zdarza się, że sandacz reaguje najlepiej na lekko obciążone gumy bez pracy własnej. Sprawdzają się drop shotowe jaskółki i inne dziwactwa, których byśmy nie użyli na początku sandaczowego sezonu. Wolny opad lub lub delikatne szuranie po dnie najlepiej zdaje egzamin. Niestety nie zawsze. W miejscucu w którym w poniedziałek łowiliśmy niezwykle lekko, już we wtorek trzeba będzie założyć hak z główką 0.20, 0.25, lub nawet 0.35gram. Sandacz nawet jeśli nie żeruje, potrafi zareagować na coś co wali o dno i go wkurza. Jaki to będzie ciężar? Trudno powiedzieć i najlepiej mieć przy sobie każdą gramaturę. Wiem, że brzmi to strasznie ale niestety tak to wygląda. Łowiąc z brzegu mam przy sobie trochę lekkich i trochę cięższych główek. Gdy do dyspozycji jest łódź, zabieram ze sobą już wszystkie gramatury, aby nie nic nie mogło mnie zaskoczyć. Podsumowując, w dniach w których na naszych bankówkach brania ustają, oprócz szukania skutecznej przynęty, należy poszukać skutecznego obciążenia. Podobnie sytuacja ma się w rzekach. Z tą różnicą, że najlżejsze obciążenie, którego użyjemy to takie, które pokona siłę nurtu i dotrze do dna. Znowu maksymalne ciężary mogą dochodzić do nawet 50 lub 60gram. Nie wolno bać się używać takich obciążeń. Pod warunkiem, że używamy odpowiedniego wędziska. W innym razie prawie na 100% w końcu go złamiemy. Najwygodniej mieć przy sobie dwa zestawy ale o tym już innym razem.





















 


5
Oceń
(42 głosów)

 

Dociąż gumę na sandacza - opinie i komentarze

Zibi60Zibi60
0
Fachowe rady miło poczytać, lecz i tak za chwilę pojawią się pytania...5* Ps. Piękne fotki zanderków. (2013-09-30 12:42)
robertoroberto
0
Niby banały- ale jakie ważne. ***** (2013-09-30 14:19)
marekzalewskimarekzalewski
0
Gratuluję ojcowstwa i pozdrawiam :) 5 za poradę !!! (2013-09-30 14:43)
matip52matip52
0
Gratuluję synka :) (2013-09-30 15:27)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Dokładnie opisałeś to co dziś przeżyłem . Na jeziorku gdzie standardem jest 10-12 główka, od biedy 15g , byłem zmuszony używać 17 i 20g. A wody pod kilem raptem +3m... I tylko w ten sposób miałem kontakty z rybami choć nie jadły. Ale były agresywne i to też trzeba umieć wykorzystywać... PS. Gratuluje syna! Artykułu też:) (2013-09-30 19:18)
marek-debickimarek-debicki
0
Gratulacje podwójne! Takie relacje i porady czyta się po kilka razy, czysta praktyka i potężne doświadczenie Łowcy. Pozdrawiam serdecznie, gratuluję jeszcze raz i pozdrawiam i *****pozostawiam. (2013-09-30 22:46)
grisza-78grisza-78
0
Ode mnie również podwójne gratulacje!!!!! Profesjonalne artykuły zawsze się miło czyta! ***** (2013-10-01 09:45)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
0
Fajne się czytało, i można czegoś się nauczyć. zostawiam *****. Na szczęście ja nie zostawiam tyle ołowiu w wodzie, ponieważ stosuję główki z antyzaczepem. Co naprawdę umila wędkowanie w zawadach i zielsku. (2013-10-01 12:22)
DzikuDziku
0
Seba to Twoje to pudełko na zdjęciu?? Jak Twoje to interesuje mnie gdzie kupiłeś tego wobka z brązowym grzbietem co wystaje z pod gum. A tak poza tym to fajny artykuł, niektórzy moi znajomi wędkarze dziwią się że czasem łowię na główki 30g, 35g, 40g, a nawet 50g. Bo oni to maks 28g. Ja im wtedy mówię: Stary spróbuj poprowadzić 28g główkę po dnie przy silnym nurcie, tudzież kieleckiej pogodzie na Zegrzu. Nie da rady... (2013-10-01 18:10)
esox61esox61
0
Ja łowię jeziorowe sandały stąd ołowiu do wody nie ładuję. No ale zbiorniki zaporowe i rzeki to niestety zawady :( Muszę w końcu poprosić kogoś o nagranie jak uwalniam główki z zawad. Powinno to wielu pomóc i straty będą mniejsze o dwie trzecie. Ja ograniczam straty stosując plecionkę 0,18mm na sandały i esoxy do klasycznego spinera oraz 0,25mm do multika. Poprzez odstrzeliwanie przynęt na plecionce jesteśmy w stanie ok 80% zaczepów pokonać. Wpis super :) (2013-10-01 22:57)
Sebastian KowalczykSebastian Kowalczyk
0
Dziku tego wobka kupiłem w Leclercu, być może jeszcze są. Dzięki wszystkim za pozytywne komentarze. (2013-10-02 09:02)
blaszkablaszka
0
Fachowo opisane. Gratulacje!!! (2013-10-02 19:36)

skomentuj ten artykuł