Reklama

Na żywą czy na martwą przynętę łowić ryby? Oto jest pytanie

30/10/2008 23:01

Witam wszystkie koleżanki i kolegów po kiju.
Chciałbym podzielic się z Wami moimi spostrzeżeniami na temat połowu szczupaka na martwą rybkę. Nasuwa się pytanie , która z metod jest bardziej skuteczna: martwa czy żywa przynęta? Postaram się odpowiedziec na to tak. To zależy od wielu czynników, a mianowicie: najważniejsze dowiedziec sie czy łowienie na żywą przynęte nie jest zabronione w danym akwenie (!!!), charakterystyka i ukształtowanie dna w naszym łowisku (występowanie licznych zaczepów może całkowicie wyeliminowac metode żywcową), dostępnośc do łowiska (czasami okazuje się że nie ma przetsrzeni nad głową do porządnego wymachu i posłania zestawu na żądaną odległośc i wiele różnych aspektów z którymi na pewno spotaliście się nad wodą. Pamiętam jeden rok, w którym wprowadzono całkowity zakaz połowu na żywą przynętę i spekulacje ludzi dookoła na temat, że przyczyni się to do spadku sprzedaży elementów zestawów żywcowych takich jak spławiki, podrywki, sadzyki do przetrzymywania żywców itp., co dla mnie było jakimś absurdem. Przecież jeśli nawet by do tego doszło to nic nie stoi na przeszkodzie producentom tychże wyrobów na przekształcenie swojej branży na produkcje produktów niezbędnych do połowu na popularnie zwanego "trupka". Sam od 2,5 roku nie stosowałem innej przynęty niż martwe rybki lub ich części ewentualnie filety i wiem jak dużo gadżetów potrzebuje do połowu na martwą rybkę i nie mam co narzekac na swoje wyniki. Może nie są to ryby olbrzymy po 10kg i wieksze ale jest mnóstwo ryb srednich około 2-5kg, których generalnie mam wiele na swoim koncie.
Wszyscy wiemy, że podstawowymi gatunkami zasilającymi żołądki naszych "zębatych" są płocie, karasie, okonie, ukleje oraz wiele rożnych gatunków ryb, a także nieżadko łupem tych przezabujczo pięknie ubarwionych łowców padają ich pobratymcy własnego gatunku (zwłaszcza podczas tarła samice mogą pożerac mnejszych od siebie samców [co bardzo mnie przeraża brrr ;]). Jednak w okresie jesienno-zimowym nasze esoxy potrzebują nagromadzic odpowiedni zapas energii na przetrwanie zimy i przystąpieniedo tarła. I w tym momencie należy zadac sobie pytanie: czy stac jest dużą samice na uganianie się za żywym pokarmem, tracic zbędne kalorie, czy lepiej jest przebywac w pobliżu skupisk białej ryby w oczekiwaniu na to , że któraś w końcu padnie i będzie łatwą zdobyczą. Brzmi łatwo, ale w praktyce jest gorzej, co pewnie wiekszośc z nas może potwierdzic.Co do rodzajów martwych ryb używanych często przeze mnie w wiekszości są to gatunki ryb oceanicznych takie jak makrela, śledź, smelt (taka śmierdząca rybka jak nasz jelec z wyglądu) ale również stosuje naturalny pokarm esoxów występujący w danym akwenie jak płoc, okoń.
Jak wspomniałem powyżej od 2,5 roku łowie tylko przy użyciu martwych przynęt i idzie mi to nieźle. A to za sprawą tego, że w kraju w którym przebywam jest CAŁKOWITY ZAKAZ POŁOWU DRAPIEŻNIKÓW NA ŻYWĄ PRZYNĘTE!!! W związku z tym jest tu bardzo rozwinięty rynek "gadżetów" niezbędnych do tej metody. Sam posiadam niezliczoną ilośc "pierdołek". które ułatwiają mi możliwośc połowu esów na trupka od róznego rodzaju sygnalizatorów elektronicznych, swingerów, dropp-offów (taki swinger tylko podwieszany na tylnej podpórce, możecie to zobaczyc na zdjęciach) poprzez systemiki do paternoster, gotowych systemików do spinningu martwą rybką poprzez narzędzia do produkcji przyponów a kończąc na całej gamie olejków zapachowych (i nie chodzi mi tu o wanilie czy arak, lecz o sardynke, śledzia, makrele itp). Z dostępnościa ryb morskich u nas w kraju może byc niewielki problem (może poza Pomorzem), jednak można wówczas stosowac atraktory w płynie. Pamiętam jeden wyjazd na ryby, nic nie brało przez parę godzin więc człowiek zaczyna eksperymentowac. W plecaku miałem atraktor o zapachu sardynki a na zestawach okoń i płoc (wtedy jeszcze nie używałem ryb morskich jako przynęt). Ale nie miałem wówczas strzykawki i igły żeby zaaplikowac atraktor, jednak człowiek w wędkarskim powiedział mi, że on wlewa odrobine "śmierdziela" do worka i wrzuca przynęty do środka, energicznie potrząsa i zostawia je tak, co oczywiście zrobilem. Na efekty nie czekałem zbyt długo; po 10 minutach od zarzucenia w to samo "martwe" jak dotąd miejsce miałem 71 cm szczupaka na brzegu i po odhaczeniu i sesji zdjęciowej (kiepskiej bo już miałem branie na drugim zestawie i nie chciałem aby głeboko sie zaciął) wrócił w świetnej kondycji do wody. Drugą ryba okazał sie szczupak nieco wiekszy 83cm, który również wrócił do wody. Dziwne? mnie już to nie dziwi, bo coraz częściej stosuje ten trick, z tym że używam strzykawy do zaaplikowania atraktora. I powiem szczerze, że juz nie mogę się doczekac na sprawdzenie tej metody u mnie na miejscówkach, na moim Wisłoku. W 2009r wracam na stałe i postanawiam skupic się na tej metodzie, ale i żywca na paternosterze też spróbuje!!!
Pozdrawiam. TG
P.S Jestem teraz na etapie nęcenia łowiska siekanymi rybami, w celu sprowadzenia tych największych ryb w moją miejscówkę. O efektach tego nietypowego sposobu napiszę wkrótce. DARZ WÓD!!! Czy jakoś tak.
Pozdrawiam TomaszG

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama