Tytuł ten jest znany i często opisywany w wielu gazetach, na forach i portalach. Każdy z Nas zapewne czytał kiedyś artykuł zachwalający ową metodę połowu. Pozwólcie jednak,że podejmę temat jeszcze raz - w trochę odmienny sposób...
Okoń - ten pasiasty drapieżnik naszych wód nierozerwalnie kojarzy mi się z jedną z metod jego połowu. Łowienie przy pomocy bocznego troka ma rzeszę zwolenników, ale i taką samą ilość przeciwników. Ci drudzy twierdzą, iż "szarpak boczny" ( prześmiewcze określenie) jest metodą nieetyczną ze względu na rozmiar niektórych ryb, które trudno odhaczyć.
Fakty są takie, że jest to jedna ze skuteczniejszych odmian spinningowego połowu. Niestety ze względu na to, iż w łowiskach zazwyczaj występuje przewaga ryb bez wymiaru i mniej jest osobników dużych, to właśnie te mniejsze najczęściej siadają nam na haku. I tu jest kwestia sporna: łowić na troka, męcząc w ten sposób także ryby zbyt krótkie, czy zmienić metodę na inną - kosztem większej częstotliwości ataków drapieżników z wymiarem?
Trok ma wiele plusów - zapewnia naturalne prowadzenie przynęty tuż nad dnem( a to jest to " co tygryski lubią najbardziej") oraz możliwość dalekich wyrzutów lekkich, małych przynęt. Otóż należałoby się przyjrzeć wędkarstwu samemu w sobie - jako czynności. Chcąc, nie chcąc cała filozofia polega na męczeniu ryb, tak samo dużych, jak i małych. Problem leży tylko w traktowaniu zdobyczy po złowieniu. Nieważne czy zabieramy złowione ryby, czy darujemy im wolność. Narzędzie w postaci szczypców lub wypychacza powinien posiadać każdy z nas - od grunciarza począwszy - na spinningiście skończywszy. Oczywiście osoba, która całe życie odhacza ryby palcem i złowi na troka okonka, któremu do pyska nie zmieści się ani jeden, ani tym bardziej dwa palce, może mieć wątpliwości co do etycznego połowu tą metodą...
Drugą istotną sprawą jest selektywne dobranie przynęty, które rzecz jasna nie wyeliminuje brań niewymiarowych piętnastaków,ale w dużym stopniu nie pozwoli na ataki okoniowego żłobka.
Tak więc używając do troka paprochów od 38mm wzwyż, błystki minimum nr.1 oraz niedużych woblerków, osiągniemy częściej branie, niekoniecznie małych ryb.
Kolejna rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę, chcąc łowić większe okonie tą metodą - to zależności w łowisku. Zaobserwowałam,iż niejeden wędkarz, który wyciągnie np. 10 centymetrowego pasiaczka, wyrzuca swój zestaw w dokładnie to samo miejsce, z nadzieją, że
wypracuje sobie z niego większego garbusa. Jak błędny jest taki tok myślenia, można przekonać się przy którymś z kolei wyciąganym paluszku.
Owszem - okoń jest rybą stadną, ale również jest on kanibalem. Nie oczekujmy trzydziestaka w stadzie drobnicy. Zamiast monotonnie machać wędką ( ciesząc się,że mamy branie raz za razem,a inni nic nie łowią) poszukajmy drapieżnika tam gdzie można go zastać. Na przykład kilka metrów dalej, albo w zupełnie innym miejscu...
Koledzy wędkarze, pamiętajmy aby nie oceniać pochopnie danego sposobu łowienia, gdyż to zazwyczaj nie metoda jest nieetyczną, lecz ludzie, którzy nie stosują się do zasad lub je łamią.
Boczny trok ma duży potencjał, tylko trzeba go odpowiednio wykorzystywać. Moim zdaniem jest to najwszechstronniejszy sposób amatorskiego połowu ryb, dzięki któremu można powalczyć zarówno z drapieżnikami, jak i rybami spokojnego żeru. Hol 1,5 kilogramowego leszcza , na delikatnym spinningu z wklejaną szczytówką, naprawdę może podnieść poziom adrenaliny. Ale to już raczej temat na kolejny artykuł...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze