Okonie na spinning zimą

/ 17 komentarzy / 8 zdjęć


Okonie na spinning zimą 

Już prawie od miesiąca mamy kalendarzową zimę…póki co jednak, owa mroźna i śnieżna pora roku bardziej przypomina późną jesień…Wielu wędkarzy lubiących wędkowanie na lodzie pewnie nie do końca cieszy się z tej sytuacji, ale na szczęście ja do nich nie należę. Jak już kiedyś wspominałem wędkarstwo podlodowe nie kręci mnie w żaden sposób, w związku, z czym panująca obecnie aura w dalszym ciągu daje mi możliwość odwiedzania moich ulubionych miejscówek w poszukiwaniu pasiastych drapieżników. Okoń, bo o nim mowa jest w sumie chyba moją ulubioną rybką, dlatego też poświęcam jej większość uwagi w każdym sezonie. Okres zimowy jest dla mnie w tym przypadku bardzo szczególny. O ile wczesną wiosną i jesienią znacznie łatwiej namierzyć tego drapieżnika i wyniki są o wiele lepsze, to właśnie w porze zimowej mamy szansę na spotkanie z tymi grubszymi sztukami…Oczywiście brań jest znacznie mniej, okresy żerowania też są krótsze, ale w sprzyjających warunkach, w odpowiednim łowisku i przy zastosowaniu dobrej i prawidłowo podanej przynęty możemy liczyć na spotkanie z prawdziwymi garbusami, a nie z całą watahą pasiastych podrostków.
Przez kilka ostatnich lat zima, a przynajmniej jej pierwsze podrygi były dosyć łagodne, dlatego też większość zbiorników praktycznie do końca stycznia była wolna od lodu. Nie inaczej jest w tym roku. Wskazuję tutaj zbiorniki ze stojącą wodą, ponieważ właśnie na nich lubię szukać grubych okoni. Oczywiście są jeszcze rzeki, ale osobiście niespecjalnie lubię je o tej porze roku. Owszem, jeśli już moje jezioro zamarznie nie mam innego wyjścia, ale do tego czasu każdą wolną chwilę spędzam nad jego brzegami…
Dlaczego akurat okoń jest dla mnie tak szczególny? Odpowiedź jest bardzo prosta. Kto łowi te piękne ryby spod lodu wie doskonale, że o tej porze są one najładniej wybarwione i jednocześnie dosyć chimeryczne, przez co skuszenie grubszej sztuki do brania jest niezwykle satysfakcjonujące. Sytuacja jest identyczna w przypadku spinningu, który momentami może być prawdziwym wyzwaniem. Zamarzające przelotki w połączeniu z lekkimi przynętami mogą naprawdę nieźle sfrustrować nawet takiego zapaleńca jak ja. Dodatkowo, o czym już wspomniałem zimą okonie mają naprawdę bardzo krótkie okresy żerowania i to niezbyt intensywnego. Grube ikrzyce nie uganiają się za drobiem czekając przyklejone do dna na łatwy kąsek. Ponadto w ich menu małe rybki często nie zajmują pierwszego miejsca na liście, tak jak ma to miejsce w cieplejszych miesiącach. Znacznie łatwiej jest im złapać małego raczka lub larwę. Nie znaczy to oczywiście, że całkowicie rezygnują z rybnej diety. Wszystko zależy od warunków i konkretnych czynników. Złotej recepty niestety nie ma, pozostaje nam jedynie obserwacja, próbowanie, kombinowanie i wyciąganie wniosków, ale po kolei…

30-tak


Gdzie i kiedy

Zimowe okonie na spinning łowię od dwóch sezonów. Nie jest to może wystarczająca ilość czasu, aby czuć się ekspertem, ale mimo to zauważyłem pewne szczególne i co najważniejsze powtarzające się schematy. Stwierdzenie, że kluczowy punkt to znalezienie odpowiedniej miejscówki nie jest odkrywcze i ja również podpisuję się pod tym obiema rękami. Swoje okonie staram się łowić od końca listopada do początku marca. Później zaczynam uganiać się za jaziami, dając jednocześnie odpocząć garbusom i spokojnie odbyć tarło, do czego zresztą Was gorąco namawiam. Drapieżnik ten ma bardzo małe przyrosty roczne, dlatego też nie męczmy go w okresie rozrodu i pozwólmy mu spokojnie się wytrzeć.
Moim ulubionym łowiskiem zimowych okoni jest pobliski zbiornik zaporowy, który bardziej przypomina jezioro leszczowe w pierwszej połowie, w drugiej zaś to typowe płytkie jezioro typu linowego z bardzo dużą populacją roślinności wynurzonej. Brzegi na całej długości okala trzcina. Zbiornik nie jest głęboki, w najgłębszym miejscu ma około 4m (nie jest to co prawda polodowcowy ,,rów mariański” typu sielawowego z ogromnymi garbusami, ale lepszy rydz niż nic, W związku z powyższym regularnie łowione sztuki powyżej 30-35cm to już naprawdę coś). Dno głównie muliste, ale w głębszej części praktycznie przy całym brzegu znajduje się głębsza rynna z twardym dnem przechodząca w muliste wypłycenie. Część płytsza, linowa jest praktycznie nie dostępna z brzegu, a to właśnie tam okonie spędzają większą część roku. Niestety nie posiadam środka pływającego dlatego też spokojnie czekam na zimę i spływające stada garbusów na głębsze zimowisko. Wielokrotnie próbowałem szukać okoni wiosną, latem i jesienią na głębszej wodzie, ale niestety z marnym skutkiem. Ryby po prostu wędrują na płytsze żerowiska, tętniące życiem i pełne drobnicy.
Moim łowiskiem nr 1 jest właśnie wyżej wspomniana rynna biegnąca wzdłuż brzegów zbiornika, której stoki z jednej strony zaczynają się łagodnie opadając od pasa trzcin, z drugiej zaś wychodzą na muliste wypłycenie. Rynna ta nie jest głęboka, maksymalnie ok. 2,5m. Dno piaszczysto-żwirowe z małą populacją roślinności. Okoni szukam głównie na przybrzeżnych stokach, tuż za pasem trzcin, lub w najgłębszym miejscu. Oczywiście zdarza się również że pasiaki odwiedzają stok przechodzący w wypłycenie, ale niezwykle rzadko. Ogólnie rzecz biorąc okoń o tej porze roku przebywa tam, gdzie gromadzą się jego ofiary. Powinniśmy go szukać właśnie na wszelkiego rodzaju stokach i spadach tuż przy pasie trzcin lub pozostałościach po roślinności, która daje narybkowi schronienie. Takie miejsca stanowią doskonałą stołówkę dla drapieżników, które nie marnują energii na uganianie się za swoimi ofiarami. Po prostu czekają przyklejone do dna na łatwy kąsek, który zapędzi się za daleko, wprost w ich paszczę.
Bardzo pomocne w sondowaniu dna jest początkowe obławianie domniemanej miejscówki klasycznym, ale raczej lekkim opadem. Dokładne obserwowanie żyłki pozwoli zbadać głębokość w takim miejscu. Im większa tym nasza przynęta będzie opadać dłużej, im mniejsza krócej. Pozwoli to narysować w głowie ukształtowanie dna i jeśli tylko znajdziemy dołek otoczony płycizną najlepiej mocno zarośniętą w lecie możemy być prawie pewni że są w nim okonie. Zasadę tą radze sobie wziąć do serca, ponieważ chwila poświęcona sondowaniu dna może nas uchronić przed wielogodzinnym i jednocześnie bezsensownym biczowaniem wody. Radzę również unikać mulistego dna, ale to akurat tyczy się nie tylko pory zimowej. Okoń podobnie jak sandacz lubi twarde, piaszczysto żwirowe dno, a kamieniste to już stu procentowy pewniak.
Rzeka o tej porze roku nie należy do moich ulubionych łowisk, ale jeśli wszystkie zbiorniki w mojej okolicy skuje lodowa tafla, nie mam innego wyjścia. Niestety jeśli chodzi o rzeki, tutaj według mnie trzeba bardzo dobrze znać odcinek na który się wybieramy. Łowienie ,,z marszu” często kończy się tylko przebytymi kilometrami, bez najmniejszego kontaktu z rybą, a jeśli już trafimy to najczęściej na pojedyncze sztuki niezbyt słusznych rozmiarów. Oczywiście nie jest to regułą, ale moim zdaniem na te ładniejsze ryby warto wybrać się cieplejszą porą roku. Jeśli jednak nie mamy innej możliwości, a wędkarstwo podlodowe nie bardzo nam podchodzi musimy zdać się na rzekę.
Rzecznych okoni szukam głównie na typowych zimowiskach. Są to wszelkiego rodzaju głębsze miejsca, zatoczki graniczące z głównym nurtem. Uciąg w takich miejscach nie może być zbyt duży, a najlepiej kiedy są to różnego rodzaju zastoiska lub delikatne cofki. Moją ulubioną miejscówką jest dosyć głęboki dołek z kamienistym dnem, graniczący z piaszczystym wypłyceniem. Z jednej strony dodatkową ochronę przed nurtem stanowi zwalone do wody drzewo. W takich warunkach zarówno okonie jak i ich ofiary mają doskonałe warunki do schronienia się i przeczekania tego trudnego okresu. Czasem zdarza się że pasiaki odwiedzają płytsze miejsca, ale dotyczy to głównie wczesnej wiosny, dlatego też głównie skupiam się na obławianiu głębszych partii łowiska. Naszą uwagę w poszukiwaniu rzecznych okoni warto zwrócić również na różnego rodzaju skarpy i zagłębienia. Idealnie jeśli w takim miejscu znajdują się podwodne przeszkody, duże kamienie, zatopione drzewa, czyli wszystko co jednocześnie daje schronienie i spowalnia nurt. Często zdarza się jednak że typowe zimowe miejscówki są wręcz martwe, a płytkie i mało ciekawe odcinki pełne dokazującej okoniowej młodzieży. Co prawda na okazy nie ma co liczyć w takich warunkach, ale doskonała zabawa i tak potrafi zrekompensować długie godziny bez brań.
W kwestii odpowiedniej pogody zasada jest praktycznie jedna i bardzo prosta. Jeśli niebo jest pochmurne, wieje lekki wiatr tworzący małą falkę, a Twoje przelotki zamarzają (mróz=ciśnienie w górze) możesz być pewien że są to idealne warunki na zimowego okonia. Najgorsze możliwe warunki (de facto najlepsze dla nas ludzi) to duże nasłonecznienie, dodatnie temperatury i brak wiatru. Owszem zdarza się że i w tym przypadku można połapać, ale jak wynika z mojego doświadczenia, takie warunki tylko umilają zerowe lub znikome wyniki nad wodą. Zauważyłem nawet pewną prawidłowość: jeśli pogoda z dnia na dzień się pogarsza tzn. wzrasta zachmurzenie, wzmaga się wiatr, a temperatury powoli spadają, brania są coraz lepsze, a okresy żerowania dłuższe i bardziej intensywne. Jeśli pogoda się poprawia brania drastycznie spadają, lub wręcz ustają.

Sprzęt

Sprzęt na zimowego okonia nie różni się niczym, od tego stosowanego w cieplejszych porach roku. Osobiście do łowienia pasiaków używam dwóch wędzisk. Pierwsze długości 2,4m i ciężarze wyrzutowym 2-10g jest świetne do delikatniejszego łowienia głównie na bardzo lekki boczny trok i paproszki. Drugi kijek ma 2,7m i ciężar wyrzutowy identyczny jak poprzednik, ale z wyraźniejszym zapasem mocy, przez co można go delikatnie przeładować. Dłuższego wędziska używam głównie do cięższego bocznego troka i do większych przynęt (5cm kopytka i twisterki) na cięższych główkach. Oba kije nie są wklejankami ponieważ jak już wielokrotnie wspominałem nie uznaję tego typu rozwiązań. Moje wędziska są szybkie, o pół parabolicznym ugięciu, dzięki czemu nie rozrywają delikatnych pyszczków okoni. Są odpowiednio czułe, dzięki czemu bez problemu wyczuwam nawet najdelikatniejsze skubnięcia. Odradzam również kije z przelotkami prowadzącymi o małej średnicy. Zmniejsza to znacznie długość rzutów, oraz często prowadzi do powstawanie tzw. brud i splątań.
O tej porze roku najczęściej zabieram dłuższy kijek z prostej przyczyny. Często stosuję nieco cięższe przynęty z racji głębokości. Ponadto zdarza się że niewielki przymrozek delikatnie skuwa przybrzeżne partie łowiska. Takich warunkach dłuższe wędzisko znacznie ułatwia manewrowanie zaciętą rybą. W tym sezonie niejednokrotnie miałem przypadek siłowego wyrzucania zaciętego okonia na cieniutką taflę lodu i dopiero potem mogłem nim „dojechać” do brzegu. Jest to bardzo irytujące i często kończy się wypięciem ryby.
W kwestii kołowrotka odradzam oszczędności. Niby się mówi że kręciołek do okoniówki to nie młyn do ciężkiego sandaczowego czy szczupakowego orania, ale takie myślenie to błąd. Najlepszym rozwiązaniem jest zainwestowanie w maszynkę ze stajni Ryobi lub któregoś z jego klonów. Seria Team Dragon, lub Spro będzie również doskonałym rozwiązaniem. Pozwoli nam to zaoszczędzić masę frustracji nad wodą. Ogólnie rzecz biorąc okoniowi kołowrotek powinien doskonale układać cienką żyłkę, nie skręcać jej zbytnio, oraz posiadać bardzo dobry hamulec i płynną pracę. Powinniśmy również pamiętać o wyrobieniu sobie odruchu zamykania kabłąka ręką i naprowadzania żyłki na rolkę po każdym rzucie. Jest również bardzo istotna sprawa i praktycznie w 100% zmniejsza ryzyko skręcania linki.
W kwestii linki osobiście łowię okonie tylko i wyłącznie na żyłki. W przypadku lekkiego paproszenia stosuję średnicę 0,14mm, zaś przy nieco cięższym jigowaniu 0,16mm. Odradzam inwestowanie w droższe produkty ponieważ przekonałem się że niejednokrotnie swoją jakością ustępują niejednemu tańszemu wyrobowi. Bardzo szybko tracą swoje właściwości i często po kilkunastu wypadach nad wodę nie nadają się do łowienia. Moim numerem jeden który stosuje od dawna jest żyłka Mikado Crystal Line, oraz Dragon z serii Millenium. Kosztują śmieszne 13-14zł a mogą śmiało zawstydzić konkurencje. Są bardzo wytrzymałe i trzymają swoje właściwości przez naprawdę długi okres czasu, a jak wiadomo zimowe warunki do najłatwiejszych nie należą. Bardzo ważne jest odpowienie nawinięcie żyłki na szpule kołowrotka. Nie można po prostu rzucić jej na ziemię i nawijać. Jest to podstawowy błąd popełniany przez początkujących spinningistów. Zasada jest bardzo prosta. Szpulka z żyłką podczas nawijania jej na kołowrotek powinna być ustawiona tak, aby zwoje schodziły od prawej do lewej strony. Jeżeli obejrzycie w sklepie opakowanie żyłki Dragon millenium jest tam to dokładnie rozrysowane. Dzięki temu rozwiązaniu linka układana jest na kołowrotku w taki sam sposób w jaki była nawinięta przez producenta. Zaręczam że sposób ten ma kolosalne znaczenie w niwelowaniu niepożądanego skręcania się i plątania, co w przypadku lekkich przynęt jest niezmiernie istotne.
Łowiąc okonie często zdarzają się przyłowy wszędobylskich szczupaczków, których brania najczęściej kończą się przegryzionym i smutnie wiszącym kawałkiem żyłki. Tzw. obcinki można zredukować do minimum poprzez zastosowanie cieniutkich przyponów o wytrzymałości do 2,5kg. Okoniom nie przeszkadzają, a przede wszystkim uchronią nas przed stratami w przynętach i niepotrzebnym kolczykowaniu szczupaczej młodzieży.
Wybierając się na zimowe okonie zabieram ze sobą tylko i wyłącznie dwa rodzaje przynęt silikonowych. Są to twisterki do 40mm, oraz 5cm kopytka. Preferuję produkty ze stajni Mikado a zwłaszcza ich doskonałe kopytka z serii Fishunter. Osławione Mann’sy i Relaxy dosłownie się chowają i chociaż mam je w pudełku to chyba tylko dla ozdoby..
W kwestii kolorów skupiam się praktycznie na 4 w przypadku twisterów,oraz w 3 jeśli chodzi o kopytka. Są to głównie naturalne kolory bez żadnej niepotrzebnej ekstrawagancji. Twisterki to głównie: herbata z pieprzem, herbata z zielonym brokatem, fiolet z niebieskim brokatem i totalny killer niemalże całoroczny: herbata z niebieskim brokatem. Kopytka zaś to herbata z pieprzem, ciemnozielony grzbiet z miętowym brzuchem, oraz piasek z czarnym grzbietem i paskiem z czerwonego brokatu. O tej porze roku taki zestaw jej zupełnie wystarczający.

No to łowimy

Zanim przystąpimy do obławiania naszej miejscówki musimy sobie uświadomić że o tej porze roku okonie mają bardzo krótkie często kilkuminastowe okresy żerowania które dodatkowo nie jest zbytnio intensywne. Grube ikrzyce nie uganiają się z narybkiem, często wybierając znacznie łatwiejszy i mniej ruchliwy pokarm. Musimy mieć to na uwadze dobierając odpowiednią przynętę, masę główki, oraz sposób prowadzenia. Osobiście moim ulubionym i sprawdzonym sposobem jest klasyczny opad, z tym że nie jest to typowe letnie i dosyć agresywne jigowanie. Przypomina to raczej flegmatyczne i niezbyt szybkie podbijanie gumki z dna tylko i wyłącznie wolnym kręceniem korbką kołowrotka. Od czasu do czasu warto jednak spróbować poprowadzić naszą przynętę nieco agresywniej, bo akurat może okazać się że wybredne pasiaki tego dnia mają nieco większy apetyt, albo są na tyle ospałe że tylko taki ruch może sprowokować je do brania. Reasumując cała technika jest dosyć nieskomplikowana.
 Rzucamy jak najdalej i jak tylko przynęta dotknie wody zamykamy kabłąk
 Natychmiast redukujemy luz na żyłce i trzymamy wędzisko dosyć wysoko
 Obserwujemy żyłkę i jeśli tylko się poluzuję (przynęta jest na dnie) podbijamy ją przez 2-3 wolne obroty
 Powyższą czynność powtarzamy,lub urozmaicamy poprzez podbicie szczytówką, lub wykonaniem tylko jednego obrotu, aż do samego brzegu.

Bardzo ważne w tym sposobie jest odpowiednio dobrany ciężar główki. Nasza przynęta nie może opadać za wolno ani za szybko. Czasu takiego opadu co prawda nie jestem w stanie podać  ale nie może on być zbyt szybki, chociaż zdarzają się przypadki kiedy okonie reagują na bardziej agresywnie podaną przynętę. Jedyna skuteczne metoda to metoda prób i błędów. Może się tak zdarzyć że zamiast 2 czy 3 obrotów trzeba będzie zrobić tylko 1, wszystko zależy od tego jak okonie żerują i czy preferują szybko skaczącego twistera przypominającego małą larwę czy rybkę próbującą się schować na dnie czy też wolno opadające kopytko imitujące łatwy do złapania narybek.
Wybierając się nad wodę zawsze zabieram ze sobą akcesoria do bocznego troka. Nie przepadam osobiście za tą metodą, ale bywają dni że jest ona znacznie skuteczniejsza niż klasyczna główka figowa. Najlepsze efekty mam w przypadku kiedy okonie tylko podskubują opadającą gumkę, lub kiedy odprowadzają ją do brzegu. W takich wypadkach bardzo wolno prowadzony twisterek na bocznym troku blisko dna jest nieoceniony. Do bocznego troka nie stosuje żadnych wymyślnych rozwiązań. Używam najszybszego i najwygodniejszego sposobu:

 Robię większą pętle na żyłce z odcinka ok. 120cm składającego na pół.
 Przecinam pętle mniej więcej w 1/3 długości, tak aby odcinek do którego przywiąże ciężarek miał ok. 30-40cm.
 Do drugiego, dłuższego odcinka przywiązuje haczyk z oczkiem, ale w klasyczny sposób, tak jak ma to miejsce w haczykach z łopatką.
 Twisterka nabijam ogonkiem do góry
 Dwa powyższe punkty znacząco zmniejszają efekt skręcania się całego zestawu

Tak przygotowanym zestawem łowię bardzo delikatnie, zwijając go bardzo powoli. Robię co jakiś czas krótkie przystanki lub szybsze, ale niezbyt agresywne podciągnięcia szytówką wędziska. Zarówno w przypadku bigowania jak i bocznego troka brania najczęściej są delikatne dlatego powinniśmy być maksymalnie skupieni, aby ich nie zmarnować. 

Okonie na spinning zimą 

Łowienie okoni na spinning w zimie potrafi dostarczyć naprawdę wielu emocji. Często kiedy odpowiednio dobierzemy sprzęt, technikę, oraz wybierzemy odpowiednie miejsce możemy liczyć na spotkanie z tymi grubszymi sztukami. Nie będzie ich co prawda zbyt dużo, ale nawet dwie czy jedna potrafi naprawdę ucieszyć i sprawić że nawet niezbyt sprzyjająca aura nie będzie aż tak bardzo dokuczliwa.
Zachęcam Was również drodzy koledzy do wypuszczania okoni, tak jak robię to ja. Nie ma już ich tyle co kiedyś i naprawdę większym sztukom należy się odrobina szacunku, chociażby ze względu na fakt że w większości przypadków są to przyszłe mamy. Pozwólmy im zatem spokojnie wydać nowe pokolenie na świat. Okonie wypuszczajcie delikatnie, kiedy przy brzegu znajduje się lód nie rzucajcie ich. Lepiej jest przejść w łatwiej dostępne do wody miejsce i spokojnie wypuścić naszą zdobycz. Jeśli już koniecznie chcecie zabrać rybkę do domu, zachowajcie umiar i zdrowy rozsądek…

Powodzenia i połamania!

 


5
Oceń
(43 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Okonie na spinning zimą - opinie i komentarze

nikodem12345678123nikodem12345678123
+1
brawo za ten wpis i oczywiście piąteczka (2014-01-23 18:52)
DelTor0DelTor0
+1
Swietny wpis Piotr, stanowczo za malo piszesz ostatnio :) (2014-01-23 19:18)
nizgornizgor
+2
Długo i nudno. Ameryki nie odkryłeś. (2014-01-23 19:23)
marciin 2424marciin 2424
+1
Nastukałeś się kolego trochę w tą klawiaturę, ale najważniejsze ,że z sensem to robiłeś. Również uważam, że garbuski to super rybki pozdrawiam i masz ***** powodzenia nad wodą, życzę przysłowiowego połamania kija :) (2014-01-23 19:43)
czerwcowy0520czerwcowy0520
+1
Dzięki koledzy za miłe słowo, koledze nizgor również dziękuje za słowa krytyki. Piszę ostatnio rzadko, ale jeśli już to nie po to żeby otrzymywać same pochwały...nie o to w tym chodzi. Nie każdemu musi się to podobać. Dla mnie najwazniejsze jest to, że być moze ktoś kto nigdy nie próbował łowić okoni zimą, przeczyta mój tekst i rady w nim zawarte pomogą mu cieszyć się ładnymi rybkami w trudnym zimowym okresie i właśnie do tych osób ten tekst jest adresowany. Ameryki nie odkryłem zgadza się, po prostu przekazałem pare moich spostrzeżeń, które się sprawdzają. Jeśłli tekst jest za długi i nudny to sorki, ale taki już mam styl, lubię po prostu temat wyczerpać do bólu. Pozdrawiam serdecznie wszystkich i również połamania:) (2014-01-23 21:12)
Michal8300Michal8300
+4
Moim zdaniem lepiej jest napisac dokładnie niż żeby potem były niedomówienia i błędy z mojej strony też 5 ! (2014-01-23 22:28)
wedka35wedka35
+1
Fajnie się czytało oczywiście 5 za wpis ciekawe kiedy kolega , nizgor opisze swoją technikę połowu. (2014-01-23 23:29)
okiem_sandaczaokiem_sandacza
+1
Powiem tak, mi się podobało. Dużo treści i ważnych podpowiedzi dla początkujących ,ale i zaawansowany podlodowiec powinien wynieść z tego wpisu jakieś przemyślenia,które pomogą w dążeniu do sukcesu. Pozdrawiam. (2014-01-24 03:10)
grisza-78grisza-78
+4
Z kilkoma sprawami się nie zgodzę - pierwsze to wklejanka ; ja łowię taką wędką od kilkunastu lat, ma ugięcie pełne paraboliczne, czyli pod większą rybą ugina się już przy samej rękojeści. Złowiłem na ten kij kilkadziesiąt dużych okoni, a nawet szczupaków. Pracuje pięknie i nigdy mnie nie zawiódł. Druga sprawa to żyłki. Ja bym sobie darował tanie produkty. Osobiście używam żyłę Silver Ghost firmy Byron, kosztuje niecałe 25 zł, czyli taka średnia półka. Średnica 0,16 jest optymalna, daje komfort łowienia i radzi sobie z rybami i z zaczepami ( nie pęka, tylko rozgina haki główek ). Reszta spoko, tylko też się dziwię, że używasz takiego małego wachlarza przynęt. Co z gumami motor oil, perłowymi, czerwonymi? Może być tak, że akurat na Twoim łowisku kolory, o których piszesz, są skuteczne, a gdzie indziej okonie będą wolały zupełnie inne barwy. Generalnie fajny wpis, zachęcający do ruszenia i polowania na te wyjątkowo trudne, chimeryczne ryby. Pozdrawiam. (2014-01-24 08:34)
czerwcowy0520czerwcowy0520
+2
Kolego grisza właśnie takie komentarze jak Twój bardzo lubię. Konkretny i zachęcający do zdrowej dyskusji. Jeśli chodzi o wklejanki ja ich po prostu nie lubię. Kompletnie nie leży mi wędzisko tego typu. Łowiłem wieloma kijami tego typu i to nie jest moja bajka. Oczywiście są też fajne i udane konstrukcje jak być może ta Twoja, ale najczęściej jest to dosyć mocny blank uciety i zaopatrzony w delikatną szczytówkę, przez co kijek zachowuje się tragicznie jak dla mnie. Preferuję pełne ultralighty o ładnym płynnym ugięciu i szybkiej akcji. Ponadto wklejki nie pasują do mojego stylu łowienia, często sięgam po wobki i latem łowię w rzekach, lubię też agresywnie podbijać cięższą gumę lub kogucika. W takich przypadkach wklejka mi się kompletnie nie sprawdza. Poza tym nigdy nie stosowałem szczytóki jako wskaźnika brań czy momentu opadnięcia przynęty. Wolę obserwować żyłkę czy też plecionkę (w przypadku sandaczowego opadu) Moje kije są wystarczająco czułe dlatego też nie jest on mi do niczego potrzebny. Jednym łowię również klenie i jazie i daje sobie świetnie radę, a przyłowy 3kg sandaczy to sama poezja:) Jesli chodzi o żyłki to naprawdę sporo ich przerzuciłem i to tych droższych...Były to głónie produkty ze stajni Dragona i Trabucco oraz Primiera Robinsona. Po miesiącu lub dwóch żadna z tych żyłek nie nadawałą się do łowienia. Niestety u mnie w mieście jest taki ,,bogaty" asortyment że wyboru zbytnio dużego nie mam. Cudem trafiłem kiedyś fajną mieciutką linkę AWA-SHIMY dedykowaną do łowienia okoni i byłem zadowolony, ale to było kiedyś. Obecnie potrafię przelatać od stycznia do października na jednej szpulce np Mikado czy Dragon Millenium. Oczywiście nie twierdze że używana przez Ciebie żyłka jest do d***, ja poprostu używam akurat takiej bo mam ją przetestowaną i wiem co kupuje:) i możesz mi wierzyć że Mikado Crystal Line za 13 zł w średnicy 0,16mm też rozgina haki w główkach. 3kg sandacze nawet przy 0,14 robiły mi z haka różne figury geometryczne:) Co do przynęt masz sporo racji w tym co piszesz. Dany kolor może sprawdzać się tylko i wyłącznie w jednym łowisku. Powiem CI że chociaż mam pudełko pełne całej masy różnistych kolorków w tym rónież wymienione perełki czerwienie i motorki w róznych odcieniach to praktycznie na wszystkcih moich łowiskach przez cały rok nawet ich nie ruszam. Nie mam do nich przekonania. Tak na dobrą sprawę mogę spokojnie cały sezon przerobić na herbacie z niebieskim brokatem. Mam po prostu przekonanie do tych kolorków i u mnie sprawdzają się znakomicie. Owszem są dni kiedy garbuski mają apeyt na coś innego, ale sa to przypadki pojedyńcze i tylko wtedy zmieniam przyzwyczajenie,a le ogólnie rzecz biorąc jadę tylko tymi kolorami które wymieniłem. POza tym kolor też ma dyskusyjne znaczenie w wielu przypadkach bo jak wiadomo najistotniejsze jest podanie. Dzięki za fajny komentarz i szansę do szybkiej dyskusji. Pozdrawiam serdecznie:) kolegów również:) (2014-01-24 16:23)
bocznytrokbocznytrok
+3
Kolego na prawde fajnie napisany artykuł, jest tu dużo rzeczy o których wiem z doświadczenia ale z twojego artykułu dowiedziałem się także kilku nowych rzeczy o których wówczas wcześniej nie mijałem pojęci. Naprawdę uwielbiam łowienie okoni i to nie tylko latem ale zimą także uważam że jest to naprawdę fajna zabawo pomimo ujemnych temperatur. Jak dla mnie jest jeden minus tego artykułu ja bym napisał to troche krucej i ściślej ale i tak jest on super napisany za niego dostajesz odemnie oczywiście pięć No i czekam oczywiście na następne wpisy, mam nadzieje że będą udane tak jak ten, Pozdrawiam BocznyTrok (2014-01-24 20:49)
owczarkiowczarki
+2
każda pora jest dobra na ryby jeśli umie się je łowić,fajny artykuł (2014-01-24 22:49)
rysiek38rysiek38
+2
Dzięki za ten wpis bo pasiaczek jest dla mnie rybką nr1 i każda wskazówka i rada wynikajaca z czyjegoś doswiadczenia jest dla mnie bardzo cenna więc poprostu pozdrawiam i V zostawiam :-) (2014-01-26 23:28)
robert75robert75
+2
Ciekawy artykuł. Ja w listopadzie tego roku pobiłem swoje okoniowe rekordy. 2 piękne ryby w ciągu 20 minut, a i łowisko w pobliżu tego opisywanego....
(2014-01-27 21:54)
czerwcowy0520czerwcowy0520
+1
Chyba kolega poznał po murku:) a te okonie to złowione na rzece k., czy zbiornikach p czy l? (2014-01-28 16:45)
RoyuRoyu
+2
Jako iż dopiero zaczynam swoją przygodę ze spinningiem muszę powiedzieć że dał mi dużo do myślenia ten artykuł. Na pewno pomoże mi to nie tylko o tej porze roku ale też w cieplejsze dni :D (2016-11-19 23:14)
SithSith
+2
W 100%% zgadzam się z tym co napisał Grisza. Dodatkowy kamyczek do ogródka - Piotrze, "tworzenie bród" piszemy przez ó, bo się domienia na brody. Generalnie **** (2017-12-06 05:14)

skomentuj ten artykuł

 




Aplikacja