A więc od początku. Dwa lata temu postanowiłem zająć się wędkarstwem na poważnie. W tym celu zakupiłem sobie pierwsze wędeczki z przeznaczeniem na grunt i do spławika. Ale już po kilku wyprawach stwierdziłem iż z miłą chęcią zająłbym się także spinningowaniem. Po wypatrzeniu wędziska wraz z kołowrotkiem nadszedł czas na zakup. Jakież było moje zdziwienie gdy zamiast ładnie opisanej i prezentującej się wędce na Allegro, otrzymałem złamanego kija. Znając mnie zareklamowałbym to zajście, ale paczkę odbierała moja mama i już było "po ptakach". Była to już zima więc sprawę mojego spinningu odłożyłem na wiosnę, tak aby odpowiednio przywitać następny sezon na szczupaka. Po świętach Bożego Narodzenia wybrałem się do zaprzyjaźnionego wędkarza- Jacka, który to prowadzi sklep wędkarski w moim mieście. Chciałem u niego dokupić bądź zamówić samą szczytówkę od mojego złamanego wędziska. Ku mojemu zdziwieniu odradził mi to, argumentując iż ,można by je zamówić ale wyszło by to drożej, a dodatkowo musiałbym tez na nie trochę poczekać. W zamian za to poradził bym kupił zupełnie nowe wędzisko i tak zapoznałem się z Robinsonem a dokładniej - Robinson Carbo Mix Spin Master 270/30g. Po wyjściu z sklepu nie wierzyłem że kupiłem wędzisko tak tanio bo za ok 50zł. A wiec mogłem już zacząć powoli przygotowania do maja. Z zakupionego zestawu z Allegro postał mi kołowrotek i nowa żyłka. Po dopasowaniu elementów, wędka była bardzo lekka i kilkugodzinne trzymanie jej w ręce w ogóle mnie nie męczyło. Jacek z resztą uprzedzał mnie iż jest to lekkie wędzisko, które ma znakomita akcję a do tego świetnie leży w ręce. Mówiąc szczerze to najbardziej zainteresowała mnie cena bo jako uczeń mam wiele przeróżnych wydatków. Ale wracając do wędeczki przeleżała sobie kilka miesięcy, od czasu jedynie otwierana i podziwiane prze zemnie. Czas leciał i leciał i już niedługo miał rozpocząć się sezon na mojego ukochanego szczupaka. A jak oprócz wędki nic więcej nie posiadałem. Wyzbierałem wszelkie drobniaki i udało mi się zakupić przypony stalowo-wolframowe. Ale jednak jeszcze nie miałem na co łowić tych szczupaków. I tu znów los podrzucił mi firmę Robinson, a mianowicie podczas jednych z zakupów w Auchanie napotkałem na woblery tejże firmy. No normalnie szok- mówię, 14zł za 3 szczupakowe woblery- od razu je zakupiłem. Były to 3 woblery z serii Good fish. Jeden to klon okonia, drugi i trzeci podobny kolorystycznie... do niczego co raczej pływa w naszych wodach, gdyż tak jaskrawej żółtej fluo, ani brązowej rybki nigdy nie widziałem. No cóż często jest tak że to co ma się podobać rybom podoba się nam - wędkarzom. No i w końcu nastał długo oczekiwany przeze mnie maj. Możecie mi wieżyc, cieszyłem się jak dziecko. Od razu jak wstałem pojechałem autobusem nad Wartę. Po rozłożeniu całego zestawu założyłem woblerka (okoń). Postanowiłem iść z prądem, rzucać i ściągać zestaw pod prą. Było to bardzo powolne zwijanie, próbowałem wykorzystać cała wiedzę którą otrzymałem od zaprzyjaźnionych wędkarzy. Obserwując prace woblerka byłem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony. Pracował równo, nie plątał się z żyłka a także nie wykładał się na boki. Co do wędziska naprawdę Jacek się nie mylił pracowało super, cały czas czułem woblerka oraz jego pracę. Przez kilka godzin spaceru rzeka ręka nie zabolała mnie ani razu, a także nie czułem zmęczenia. Po kolejnym rzucie poczułem" coś dziwnego na drugim końcu żyłki ". Okazało się że "okoniem" zainteresował się ładny szczupak mierzący 52cm. Jakie emocje- w końcu złowiłem upragnionego szczupaka i to takie "bydle". Naprawdę czułem że jest to co lubię. Niestety nie miałem jak zrobić rybie zdjęcia, ale jak najszybciej wypuściłem ją z powrotem do swego królestwa. Wędka zdała egzamin i naprawdę na 6+, idealnie amortyzowała próby ucieczki szczupaka i w pełni się sprawdziła. Co do przynęty tez byłem bardzo zadowolony. Z reszta cała seria tych przynęt bardzo mi przypadło do gustu. Bo jak nazwać fakt iż na swojej dziewiczej wyprawie złowiłem 2 ładne szczupaki? Pierwszy tak jak opisałem został złowiony po holu, jednak drugi złowił się pod samym brzegiem. Doskonale widziałem jak płynął by pochwycić woblera. Naprawdę niezapomniany widok, jak ryba ryje z całej siły na wolno prowadzonego woblerka. Druga rybka była mniejsza, a mianowicie 33cm, ale także zostawiła ślad w mojej wędkarskiej psychice. Po szybkim odhaczeniu i wypuszczeniu rybki (oraz ochlapaniu przez nią) zabrałem się do dalszego łowienia. Było ok godziny 13, ale pogoda w ogóle nie zachęcała do dalszego łowienia. Jednak do autobusu zostało mi ok godziny. Postanowiłem jeszcze przejść i porzucać koło szkoły. W tamtym rejonie rzeka słynie jednak z dużej ilości zaczepów. Ale jak to mówią "Gdzie patyki, tam wyniki". No i bardzo szybko pożałowałem tych słów. Pierwszy rzut i ..., zaczep!!! OMG- pomyślałem. Postanowiłem na wszelkie możliwe i znane mi sposoby odzyskać "Okonia". Na próżno. Jednak tak "zakumulowałem" się z tym woblerem ze postanowiłem go wyrwać wchodząc do wody. Tak, dobrze przeczytaliście chciałem wejść do wody po woblera. Pewnie teraz macie niezły ubaw:). No ale jak postanowiłem, tak też uczyniłem. Zdjąłem bluzę, buty, skarpetki, oraz wyjąłem z kieszeni dokumenty, klucze od mieszkania oraz portfel. Nie zapomniałem nawet o zegarku który wodoodporny nie był. Wobler był ok 2. od brzegu zaczepiony o krzak. Zwijając żyłkę doskonale go widziałem. Na początku chciałem go oderwać jakimś patykiem, niestety nie zaowocowało to odzyskaniem woblerka. Głębokość rzeki oscylowała w granicach 170-190cm. Jednak tam miała ok 1m. Jako dobry pływak nie przestraszyłem się dość mocnego nurtu, i w końcu wszedłem po woblera... W całym moim planie nie przewidziałem jednak jednego, a mianowicie dna rzeki. A był to bardzo grząski muł, i natychmiast zacząłem się zapadać. Prędko oderwałem pół gałęzi o która zaczepił wobler i dotarłem do brzegu. Planowałem jedynie wejść po kolana (dlatego podwinąłem spodnie) jednak zamoczyłem się cały po szyje. Po wyjściu z rzeki byłem cały przemoczony i nic co miałem na sobie nie było suche. Prędko założyłem wcześniej zdjęte ubrania i gadżety. Chciałem odruchowo spojrzeć na godzinę w telefonie jednak nigdzie go nie było. Zacząłem patrzeć w torbie wędkarskiej ale tam tez go nie było. I nagle zdałem sobie sprawę z tego ze w ogóle go nie wyjąłem ze spodni (ach te bojówki:) ). Ale już niestety było za późno...Telefon całkowicie przemókł i nasiąknął wodą. W serwisie powiedzieli mi że nigdy nie widzieli tak zamoczonego telefonu. Ale czego nie robi się dla ukochanej przynęty. Powiem szczerze że telefon nawet po naprawie nie nadawał się już do użytku a z odzyskanego woblera pozyskałem jeszcze kiła ładnych szczupaków. Co do moje powrotu autobusowego to nie zapomnę spojrzeń ludzi którzy patrzeli się na mnie jakbym przed chwila wylał na siebie całe wiadro wody. No ale cóż, mam przynajmniej bardzo śmieszne "przeżycie z ryb". Po tym zdarzeniu byłem co prawda 3 dni bez telefonu, oraz bardzo bałem się że zachoruje, to jednak wszystko skończyło się dobrze. A co do sprzętu Robinsona tj. wędzisko i woblery, to kolekcja została powiększona o gumy a także inne akcesoria wykorzystywane prze zemnie w wędkarstwie spinningowym jak i gruntowym. Co do wędziska wiem że jest naprawdę fajne, skoro przerwało ze mną już 2 sezony i ciągle były na nie łowione okonie i szczupaki. Z tego wynika iż są to naprawdę solidne wędziska w rozsądnych cenach (szczególnie dla uczniów). Jestem bardzo zadowolony z zakupu i coś mi się wydaje, że będę musiał postawić jakieś dobre piwo Jackowi za to że poradził mi ten zakup. :)
Tekst zgłoszony na konkurs wedkuje.pl
PS Zdjęcia dodałem jako dokumenty gdyż nie mogłem ich zmniejszyć do odpowiedniego rozmiaru.
Komentarze