Surfcasting z plaży a urlop nad Bałtykiem

/ 2 komentarzy / 7 zdjęć


Gdzie łowić? Duże wzięcie mają portowe falochrony. Są popularne, ale najlepsze robią się dopiero wtedy, kiedy pod brzeg podchodzą ławice śledzi. Wtedy są oblegane. Śledzie łowi się na zestaw nazywany choinką. Składa się on z pięciu małych haczyków udekorowanych jakimiś błyszczącymi pasemkami. I nie zapominajcie o limicie ilościowym 5 KG tylko bo są surowe kary . Na końcu jest ołowiany ciężarek. Jego wagę dobiera się stosownie do możliwości wyrzutowych kija. Gdy zestaw opadnie na dno, zaczyna się go bardzo powoli ściągać. Kiedy choinka trafi na ławicę śledzi, trzeba nią trochę poszarpywać i powoli podciągać. Za jednym razem wyciąga się kilka śledzi. Z główek portowych falochronów można też łowić inne ryby, ale tylko o przedświcie. Później, kiedy już robi się jasno, ryby odchodzą w morze poza zasięg rzutu. Żadna jednak główka nie zastąpi plaży. Na początku zawsze jest trochę obawy, no bo przecież nie znamy łowiska. To prawda, trzeba trochę połowić w morzu, żeby wiedzieć, gdzie warto zarzucić. Najlepszym wskaźnikiem są rewy, nazywane też refkami, czyli wały piasku ułożone na dnie równolegle albo ukośnie do brzegu i niezbyt od niego odległe. Najłatwiej je wypatrzyć, gdy morze jest spokojne, bo wówczas ciemne i jasne partie dna są dobrze widoczne. Wprawione oko wyśledzi refki także wtedy, gdy morze jest wzburzone. Nad nimi bowiem łamie się fala. Każdy biały grzbiet oznacza płyciznę. Właśnie tam trzeba rzucać i nie martwić się, gdy nie będzie brań. Są refki, są ryby, co najwyżej mogą nie brać. W morzu to też się zdarza, choć nie tak często jak w rzekach i jeziorach.Niektórzy wędkarze sądzą - i to ich zniechęca do plażowego wędkowania - że potrzebny jest do tego specjalny sprzęt. W pewnym sensie to racja. Potrzebny jest sprzęt, którym na kilkadziesiąt metrów można wyrzucić zestaw ważący około 100 gramów. W praktyce nadaje się do tego każde wędzisko, które można kupić za kilkadziesiąt złotych. Najlepiej szklane, żeby wytrzymywało przeciążenia powstające podczas wymachu. Nie potrzeba żadnych specjalnych kołowrotków ani drogich żyłek. Przydadzą się natomiast spodniobuty. Będziemy bowiem wchodzić do wody po to, żeby jak najdalej rzucić. Zestaw powinien polecieć za pierwszą refkę i ułożyć się na stoku drugiej. Spodniobuty będą też potrzebne do zdobywania przynęt. Nie każdy ma zaufanie do dendroben, a nakopać nad morzem robaków lub nałapać rosówek to wyczyn nie lada jaki. Ale i w tym przypadku nie taki diabeł straszny jak się z początku wydaje. Morskie ryby najlepiej biorą na pokarm naturalny występujący w morzu. Łatwo go znaleźć, trzeba tylko wiedzieć, gdzie i jak go szukać. Zaraz o tym będzie.Kiedy bierzemy się do łowienia nieznanym dotychczas sposobem, najlepiej poznawać jego tajniki podglądając innych, bardziej w tym rzemiośle obytych. Tak samo jest z wędkowaniem plażowy. Dobrze byłoby mieć przy sobie doświadczonego przewodnika i zarazem nauczyciela, ale na naszym wybrzeżu niewielu jeszcze ludzi ten fach uprawia. Moja zatem rada: jedźmy tam, gdzie się odbywają wędkarskie zawody w interesującej nas dyscyplinie. To dobra okazja, żeby zobaczyć jak, czym, na co i jaką technika łowią mistrzowie i kandydaci na mistrzów. Zawody w wędkarstwie plażowym od dość dawna organizowane są w Orzechowie, odbywają się także w Kołobrzegu, a w tym roku na ogólnopolską imprezę szykują się wędkarze z Darłowa.


Zawody na plażach Orzechowa (wieś kilkanaście kilometrów od Ustki) już od 2000 roku organizowali państwo Staszkiewiczowie, właściciele sklepu wędkarskiego w Ustce (tel. 059 815 34 45). Przez dwa lata sponsorowała ich firma Robinson, później sami fundowali nagrody, teraz organizację zawodów przejęło miejscowe koło PZW. P. Stanisław Staszkiewicz włożył w tę imprezę wiele swojego życia. Zrezygnował tylko dlatego, że zdrowie nie dopisuje, ale to właśnie jemu należy zawdzięczać rozpropagowywanie orzechowskiego wędkowania. Swoją imprezą zainteresował niemal całą wędkarską Polskę. Na razie jednak do Orzechowa ściągają głównie wędkarze z Ustki, Słupska i Koszalina. Także wśród wielu swoich zaszczepił plażowe łowienie i tym łatwiej to poszło, że w wodach śródlądowych ryb coraz bardziej ubywa.


Plaże Orzechowa to strome piaszczysto-kamienne klify, coraz mocniej podmywane. W niektórych miejscach woda dochodzi do nich już na odległość pięciu metrów. Kamienie z klifów pokrywają morskie dno, a takich właśnie miejsc ryby lubią się trzymać. Łowi się tu leszcze, węgorze, okonie, flądry, a nawet turboty. Zawody w wędkowaniu z plaży mają się po raz pierwszy odbyć w Darłowie. Przygotowania idą pełna parą. Wybrano już odpowiedni fragment brzegu. Konsultantem był p. Mariusz Suwalski. Jest to postać znana tutejszym wędkarzom. Jego przygoda z wędkarstwem zaczęła się przypadkowo. Był zawodowym piłkarzem. Doznał kontuzji nogi i po leczeniu sam zadawał sobie trud rehabilitacji. Codziennie, skoro świt, biegiem przemierzał plaże. A że był tam przed innymi, zainteresował się zbieraniem bursztynu. Dotknął wody, a stąd do wędkarstwa już tylko jeden krok. Tym łatwiej go było zrobić, że szwagier łowił ryby i wcześniej wiele razy namawiał go na wspólne wędkowanie. 


Zanim jednak po raz pierwszy wziął do ręki wędkę, zdarzyło się coś, co go w zasadzie najbardziej zmotywowało: na plaży znalazł diabła morskiego i ładnie go spreparował. Tak ładnie, że znajomy namówił go na sprzedaż. Drugiego diabła p. Mariusz nie mógł znaleźć, więc postanowił go złowić. I tak go wędkowanie w morzu wciągnęło, że teraz w wody śródlądowe wędki w ogóle nie zarzuca. Ciągła, niemal codzienna obecność na łowisku wiele go nauczyła. Stał się bacznym obserwatorem przyrody. Kiedy drugiego diabła wyciągnął już na wędkę, zainteresował się, co ma w żołądku.Diabła złowił go na rosówkę, bo inni mu radzili, że to najlepsza przynęta na morskie ryby. Ale diabeł miał w żołądku garnele. Garnela więc stała się pierwszym p. Mariusza wyzwaniem. Zaczął jej szukać. Niełatwo wypatrzyć małego, kilkucentymetrowego raczka, jeżeli się w ogóle nie wie, gdzie on występuje. Zaczął od przeszukiwania kamiennych umocnień falochronu. Znalazł i garnelę, i innego skorupiaka, bardzo do garneli podobnego. Ten skorupiak jest bardziej przejrzysty i wyraźnie czerwony, gdy tymczasem garnela ma barwę miodu. Szybko się przekonał, że na garnelę ryby biorą o wiele lepiej niż na tego miodowego raczka. Ale przecież ryby nie samą garnelą się żywią. W znalezieniu innych żyjątek mogących być pokarmem ryb, a zatem i przynętą, pomogły poranne wyprawy na łowisko.


Łowienie i przechowywanie garneli

Garnele łatwo znaleźć w płytkich wodach blisko brzegu. Najwięcej jest ich tam w okresie od połowy maja do końca października. W miarę, jak temperatura wody się obniża, przenoszą się w głębsze partie morza. Następnego roku wiosną znów wpływają na przybrzeżne płycizny. Są mieszkańcami piaszczystego dna. Lubią jednak tylko piasek twardy i ziarnisty. Jeżeli stąpamy po piasku sypkim, w którym grzęzną nam nogi, to nie warto ich tam szukać. Garnele polują na inne małe zwierzęta głównie nocami, dni spędzają zagrzebane w podłożu.W naszej strefie brzegowej samice mają pięć centymetrów, samce cztery. Do łowienia garneli potrzebny jest podbierak z dosyć gęstą siatką. Nie musi mieć twardych ramion, bo nie ciągniemy go po piasku, tylko nad piaskiem. Garnele się płoszą, gdy słyszą nasze kroki i odgłos podbieraka. Odrywają się od dna i usiłują uciec. Są jednak od nas wolniejsze i przynajmniej kilka z nich zawsze siatką zagarniemy Żywe garnele można trzymać w dużym szklanym naczyniu wypełnionym morską wodą. Należy je ustawić w chłodnym miejscu. Na łowisko dobrze jest zabierać garnele w termosie.P. Mariusz uważa, że przedświt to najlepsza pora do plażowego wędkowania. Nad morzem nie ma wtedy psa z kulawą noga, za to plaża żyje. Z zalewanego wodą piasku wygrzebują się małe tubisy. Są doskonałą przynętą na węgorze, leszcze i okonie. W wodzie, tuż przy brzegu, gdzie jest nie głębiej niż kilkanaście centymetrów, można znaleźć kłębki trawy lub innych roślin morskich wyrwanych z dna. Wystarczy taki kłębek wziąć na piasek i trochę nim potrzepać. Wysypią się kiełże, ślimaki i wiele innych żyjątek, a każde z nich nadaje się na haczyk. Gdy niebo już się rozjaśni, na pograniczu piasku mokrego i suchego pokazują się niezliczone ilości białych robaków. Mają dwa, najwyżej trzy centymetry i skaczą jak pchły. To doskonała przynęta na płocie i leszcze. 


Wszystkie ryby łowię na denne zestawy – mówi p. Mariusz. – Wyjątkiem są belony. W maju jest ich tyle, że przybrzeżne wody aż się gotują. Dwa lata temu było ich tak dużo, że po garnele nie musiałem wchodzić do wody. One same w popłochu wychodziły na piasek, żeby belony ich nie pożarły.

 

>Belony są przy kamiennych umocnieniach lub przy palach wzmacniających plaże. Łowię je zestawem ze spławikiem. Na haczyk zakładam dwie garnele. Gdy tylko zarzucę, zaraz jest branie. Spośród tych ryb, które łowię w Bałtyku, belona jest jedną z najbardziej walecznych. Kiedy zamierzam łowić inne ryby, zaczynam od zestawu dennego. Sporządzam go tak, że za ołowiem jest jeden przypon, a przed ołowiem drugi. Jeżeli brania mam na przypon będący przedłużeniem zestawu, to nic w nim nie zmieniam. Kiedy natomiast brania są na przypon przed ołowiem, zestaw buduję inaczej. Najpierw jest ołów, a nad nim dwa przypony. Pierwszy krótszy, drugi dwa razy dłuższy. Przypony są tak uwiązane, że haczykami się nie stykają.Na pytanie, gdzie łowi, p. Mariusz odpowiada: 

Gdzie są rewki, tam zawsze są też ryby. Latem łowię w nocy i przed świtem. Wtedy ryby są bardzo blisko brzegu, więc nie muszę daleko rzucać. Po każdym rzucie zestaw powinien leżeć na stoku refki. Jeżeli morze jest spokojne, to do brzegu sam go co parę minut podciągam, żeby penetrować jak największy obszar. Kiedy są fale, to one same napierają na żyłkę i przesuwają zestaw.Darłowskie plaże są do wędkowanie bardzo dobre. Poza refkami mają wiele innych obiecujących łowisk. Jednym z nich są o kamienne wały na wschód od portowego mola, usypane z granitowych bloków. Kiedyś nie można było do nich dojść, teraz plaża się do wałów przybliżyła i przy spokojnym morzu można tam dotrzeć w spodniobutach. Za wałami refek wprawdzie nie ma, ale jest dosyć głęboko: cztery, często nawet sześć metrów. Ryby są tam przez całą dobę. 

Doskonałe są też wcinające się w morze palisady. Nie wszyscy wiedzą, że na ich końcach jest bardzo głęboko. Może być i cztery metry, gdy tymczasem kilka kroków w bok jest tylko półtora metra. Te rowy wypłukuje woda. Przy palach łowi się najwięcej okoni.Do łowienia w morzu dobra jest każda pora roku i każda pogoda, byle nie sztorm. Mocno wzburzone morze jest o wiele lepsze niż spokojne. Po prostu kiedy są fale, łowi się o wiele więcej ryb. Czasami, kiedy wiatr wieje od lądu, nie chce mi się wędki zarzucać, bo jestem pewien, że brania będą bardzo kiepskie – mówi p. Mariusz. - Najlepsze brania są wtedy, kiedy wiatr wieje mi w twarz. 


Najlepszym przepowiadaczem pogody są garnele. Na dzień przed sztormem (przynosi go wiatr od morza) gdzieś znikają. Podejrzewam, że odpływają na głębszą wodę. To tłumaczy bardzo dużą aktywność ryb tuż przed sztormem, bo i one wiedzą, że wtedy garnele odpływają od brzegu. W dzień po sztormie też garneli nie można nałapać. Nie ma ich nawet pod kamieniami. Dlatego pewien ich zapas przechowuję w dużym słoju z morska wodą. Przydają się, bo kiedy sztormy trwają przez kilka dni, odstępuję od łowienia na plaży i idę wędkować do awanportu (basen pomiędzy portowymi falochronami – przyp. red.). Wszystkie tamtejsze ryby, tak jak te z morza, też dają się łowić na garnele, tubisy i piaskowe pchły. Najgorszy dla plażowego wędkowania jest okres od końca marca do połowy kwietnia – mówi p. Mariusz. Wszystkie inne miesiące są dobre, a szczyt najlepszych połowów przypada na lipiec i sierpień. Wtedy przy brzegu są wszystkie ryby z wyjątkiem łososi. Łowię na wschód o falochronów i w zasięgi mojej wędki żerujących łososi i troci nie widziałem ani razu. Rybacy łowią je sieciami, które jednak stawiają kilkaset metrów od brzegu. Na zachód od portowego mola łososie pokazują się w wodzie głębokiej na kilkanaście centymetrów. Rzadko jednak tam zaglądam, bo to kawał drogi. 


Nie tylko brzeg jest różny, ale i rok do roku bywa niepodobny. Na przykład węgorze. Największe sztuki zawsze brały w nocy, a w ubiegłym roku tylko w południe. Nocą i owszem, łowiło się sporo węgorzy, ale same małe. W przyrodzie ciągle coś się zmienia, ale według ryb można regulować zegarki. Od pierwszej w nocy do czwartej rano biorą węgorze, leszcze i płocie, od czwartej do ósmej flądry, od dziesiątej do późnego popołudnia najbardziej aktywne są okonie. Pogoda też ma wpływ na to, jakie ryby będziemy łowić. Na przykład leszcze i flądry najlepiej biorą w dni pochmurne. Okonie wolą pogodę słoneczną, ale zawsze siedzą w wodzie głębszej niż inne ryby. Za dnia łowi się sporo węgorzy i jestem w stanie przewidzieć, czy będą brały. Poznaje to po kolorze wody. Biorą, kiedy woda jest lekko przetrącona, brązowawa.Nie zawsze wracam do domu z rybami. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna. Łowię tak samo, pogoda się nie zmienia, a ryb w łowisku nie uświadczam. Za to nazajutrz są tam gdzie zawsze. Ot, zagadka.Jeszcze słówko o haczykach. Garnele i pchły nabijam na leszczowe haczyki średniej wielkości. Obowiązkowo złote. Na haczyki w innych kolorach brań jest wyraźnie mniej.

 

5
Oceń
(9 głosów)

 


 

Surfcasting z plaży a urlop nad Bałtykiem - opinie i komentarze

umichaumicha (2015-06-18 21:59)
+1
Dobrze to opisałeś , powiedz mi jeszcze czy można łowić wszędzie czy są wyznaczone strefy by jakiegoś pływaka ciężarkiem w "łeb " nie trafić
piotrek0402681 piotrek0402681 (2015-06-22 08:11)
0
Za park krajobrazowy Woliński jest dopłata ,ja w nim nie wędkuje .Niby nie wolno łowić z falochronów ale się nie czepiają .Pozdrawiam Plażowców .

skomentuj ten artykuł

Zobacz podobne wpisy


 




Aplikacja