Reklama

Wypuść, aby móc później złowić

25/07/2008 15:19

O zasadzie Złów i Wypuść, znanej na świecie jako Catch and Release, pisaliśmy już wielokrotnie. Postanowiliśmy jednak powrócić do tematu ponownie, by spytać o sens idei C&R i ewentualne dowody naukowe mówiące o korzyściach wypuszczania ryb. Specjalnie dla portalu wedkuje.pl odpowiedzi udziela Mateusz Baran – znany propagator zasady „Złów i Wypuść” oraz jeden z twórców portalu „Ratuj szczupaka”.



- Jakie korzyści może odnieść pojedynczy wędkarz stosujący zasadę C&R. Mówiąc prościej - dlaczego nam wędkarzom, wypuszczanie ryb się opłaca?

- Zanim zaczniemy mówić o korzyściach należy wyjaśnić jedną bardzo istotną rzecz. Catch & Release czyli złów i wypuść, nie powinna być traktowana jako idea sama w sobie. Jest to narzędzie służące lepszej ochronie populacji ryb w danym akwenie. Oczywiście z perspektywy panującej na naszych wodach sytuacji, gdzie pogłowie ryb zostało bardzo mocno przetrzebione, takie podejście jest często naturalnym odruchem wędkarzy, dla których dobro ulubionego łowiska jest cenniejsze niż pozyskane rybie mięso. Tym niemniej C&R powinno iść w parze z przemyślanymi i regularnymi zarybieniami, zdecydowanie lepszą ochroną czy zmianami w regulaminie. Dopiero wówczas stworzony zostanie system, który całościowo przełoży się na poprawę jakości naszych codziennych wędkarskich wypraw.
Wracając do korzyści, to chyba każdy z nas marzy o okazach. Wypuszczanie dużych ryb sprawia, że z łowiska nie ubywa tych najcenniejszych dużych egzemplarzy. Przekazują one swoje geny dalszym pokoleniom, w dalszym ciągu pełnią swoją często bezcenną funkcję w ekosystemie wodnym, aż w końcu wielokrotnie dają wiele radości kolejnym łowcom. W krajach, w których C&R jest praktykowane od wielu lat, są dobrze udokumentowane przypadki łowienia tych samych okazowych ryb kilkukrotnie w ciągu tego samego roku. Taka ryba przyczynia się do poszerzenia wiedzy o jej zachowaniu, zwyczajach, a nawet biologii danego gatunku. W Kanadzie łowione przez wędkarzy jesiotry są znakowane, mierzone, ważone. Kolejny łowca tej samej ryby, przesyłając wyniki do współpracujących z wędkarzami naukowców, przyczynia się do poznania tras wędrówek tych wielkich ryb anadromicznych, ich kondycji, stanu populacji, a w konsekwencji do ich lepszej ochrony.
Z ekonomicznego punktu widzenia, na świecie są całe regiony żyjące z turystyki wędkarskiej. W Holandii obliczono, że złowienie metrowego szczupaka kosztuje przeciętnego wędkarza przeszło 1000 Euro. Są to opłaty za licencje, paliwo, przynęty, noclegi, itp. Wędkarze żyją jako przewodnicy, specjalizując się w połowie danego gatunku lub zgłębiając tajniki konkretnego łowiska. Warunek jest jeden. W łowisku muszą być duże ryby, bo tylko one pobudzają wyobraźnię każdego wędkarza i skłonią go do pokonania największych nawet odległości w celu spotkania z rybą życia. Tylko walka z okazem może przyciągnąć młodzież, która w dobie wirtualnej rzeczywistości i sportów ekstremalnych szuka mocnych wrażeń, a za takie ciężko uznać hol ledwo wymiarowych leszczyków i płotek.

- Jak kształtuje się tendencja popularności i stosowania zasady C&R w Polsce - czy mówimy o tendencji spadkowej czy wzrostowej?

- Debata pomiędzy zwolennikami C&R czy No kill, a wędkarzami którzy mimo wszystko wolą widzieć złowione rybki na patelni, trwa i pewnie szybko się nie skończy. Musimy pamiętać, że mimo wszystko czerpiemy przyjemność z walki z żywym zwierzęciem, więc ideologiczne uwalnianie każdej złowionej ryby będzie bardzo wątpliwe etycznie. Techniki Złów i Wypuść mają przede wszystkim zachęcać do umiaru i do świadomego podejścia do wędkarstwa. Podejścia, w którym zdajemy sobie sprawę, że nasze interakcje z przedstawicielami wodnego świata nie pozostają obojętne na stan ekosystemu wodnego.
Po kilku latach propagowania technik C&R, śledząc prasę wędkarską i portale internetowe poświęcone naszemu hobby, obserwuje wiele pozytywnych zmian w nastawieniu i podejściu do wędkarstwa. Niestety przy tak masowej presji na mimo wszystko stosunkowo niewielką ilość wody w naszym kraju, potrzebujemy wciąż znacznie bardziej radykalnych działań i zmian, jeśli chcemy przywrócić dawną świetność większości naszych łowisk. Także ilość zwolenników C&R rośnie i będzie rosła, bo niestety szara codzienność nie pozostawia nam wyboru. Nie jest tajemnicą, że nie ma na świecie łowisk, które eksploatowane przez człowieka byłby w stanie samoistnie utrzymywać się na niezmienionym poziomie. Skoro "udało się" przełowić morza i oceany, jak mogą się oprzeć takiej presji skromne jeziora i rzeki?
Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za stan swojego łowiska. Możemy być przykładem dla naszych młodszych kolegów, przekonywać tych bardziej upartych, że nie każda ryba musi skończyć na kuchennym stole, bądź o zgrozo w misce kota. Tylko tworząc silną grupę, świadomą ekologicznych problemów i swego wpływu na przyrodę, będziemy się liczyć w rozmowach o przyszłości naszego hobby.

- Czy istnieją wędkarze, co do których można z góry określić, że będą zwolennikami bądź przeciwnikami tej zasady? Mówi się, że dla wielu, zwłaszcza biedniejszych, łowienie jest wciąż sposobem na życie…

- Jestem zdania, że każdy z nas uczy się całe życie. Nigdy nie jest za późno na zmiany, choć niewątpliwie ciężko przełamać w sobie utarte przez wiele lat nawyki. Nie zmienia to jednak faktu, że warto próbować. W końcu wszystkim nam powinno zależeć na rybnych i atrakcyjnych łowiskach. Ja też jako młody chłopak zabierałem każdego złowionego okonka czy szczupaczka. Tak robił mój dziadek, wujek, kolega... Dopiero z czasem, obserwując zachodzące negatywne zmiany zrozumiałem, że bez zachowania umiaru coraz dalej będę musiał jeździć w poszukiwaniu wędkarskiego szczęścia. Dziś, mimo że bardzo lubię świeżo przyrządzoną rybkę, ograniczam się do ledwie kilku w roku. Tak przyznaje się do tego, bo wiem że jestem skutecznym wędkarzem. Wyposażony w super czułe wędki, w echosondy, GPSy, mocne linki jestem w stanie łowić nie jedną, ale kilka, kilkanaście, a w sprzyjających warunkach i kilkadziesiąt sporych ryb dziennie. Gdybym zabierał każdą rybę sam znacznie przyczyniłbym się do zubożenia stada ichtiofauny. Jeśli to zrozumiemy, jeśli przestaniemy szukać winnych jak najdalej od siebie, wówczas jest szansa na lepsze jutro.
Na szczęście coraz więcej młodych ludzi zaszczepia w sobie nawyki uwalniania przynajmniej części złowionych ryb. Naszym zadaniem jest sprawienie, aby robili to prawidłowo, aby uwalniane ryby przeżywały i miały szanse spotkać się z nami jak podrosną.

- Jakie szanse na przeżycie ma wypuszczona ryba - czy istnieje na to jakiś dowód naukowy?

- Przy zachowaniu należytej ostrożności i stosowaniu się do podstawowych zasad C&R, przeżywalność złowionych ryb dochodzi nawet do 95%. Problem tkwi w tym, że uwalniając rybę tracimy ją z oczu i nie wiemy jaki jest jej dalszy los. Prawda jest też taka, że mimo najszczerszych chęci, nie każda uwolniona ryba przeżyje przygodę z wędkarzem. Jednak na świecie są prowadzone badania, które mają na celu potwierdzenie współczynnika przeżywalności uwalnianych przez wędkarzy ryb. Zresztą nikt kto łowił na łowiskach objętych C&R nie ma chyba wątpliwości, że metoda ta jest niebywale skuteczna. W USA swego czasu prowadzono badania nad śmiertelnością wśród wypuszczanych po zawodach ryb. Wypuszczane ryby były odgrodzone od reszty zbiornika i bacznie obserwowane przez płetwonurków. Wyniki wyraźnie wskazują, że ryby dobrze znoszą taką "przygodę" pod warunkiem zachowania kilku reguł. I tak najwyższa przeżywalność, sięgająca wspomnianych 95% miała miejsce w chłodnych porach roku, gdzie wymęczona holem ryba trafiała do chłodnej, dobrze natlenionej wody. Ten procent był odpowiednio mniejszy w najgorętszych okresach i w sytuacjach, gdy ryby były przetrzymywane zbyt długo na powietrzu. Zatem podstawową zasadą jest skracanie do absolutnego minimum czasu przebywania ryby poza wodą. Powinno to mieć dla nas priorytetowe znaczenie szczególnie w okresie letnim, gdzie dodatkowo wysoka temperatura wody nie jest naszym sprzymierzeńcem. Stwierdzono również, że ryby całkiem dobrze znosiły drobne rany. Musimy pamiętać, że podczas swego życia nasi ulubieńcy przechodzą wiele mniejszych i większych urazów. Podczas tarła dochodzi do różnych obtarć, utraty śluzu, łusek, ryby przeżywają ataki rozmaitych drapieżników, choroby...
Największe szanse na przeżycie nasza zdobycz ma jednak w wodzie. Całe to rozważanie na temat C&R nie ma sensu, jeśli ryby nie wypuścimy. Wszelkie rany najlepiej goją się w wodzie, także nawet jeśli nie wszystko poszło zgodnie z planem, nawet jeśli ryba lekko krwawi, dajmy jej szansę...

- Jakiego sprzętu powinniśmy używać, aby zwiększyć szanse przeżycia ryby?

- To jest temat na oddzielny artykuł. Zapraszam do odwiedzenia strony Akcji Ratuj Szczupaka - www.szczupak.org. Znajdziecie tam dokładnie opisane techniki i zasady prawidłowego obchodzenia się ze zdobyczą i uwalniania ryb. Są one oczywiście przedstawione w kontekście szczupaka, ale zapewniam, że są to tak uniwersalne zagadnienia, że znajdą zastosowanie w przypadku wszystkich innych gatunków poławianych ryb. To do czego często namawiam to ćwiczenia. Warto ćwiczyć prawidłowe uchwyty czy posługiwanie się podbierakiem na mniejszych rybach. Nie czekajcie biernie na spotkanie z okazem. Bądźcie na nie przygotowani. Tego życzę wszystkim czytelnikom portalu wedkuje.pl.

rozmawiała Martyna Mikulska

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama