Wzdręga jest niezwykle płochliwą rybą, występującą głównie w jeziorach. Natrafimy na nią zwłaszcza w mazurskich łowiskach, gdzie stadnie gromadzi się w różnego rodzaju trzcinowiskach, zatokach porośniętych grążelem oraz na styku otwartej wody i trzcin. Tą popularną rybę możemy również spotkać w zbiornikach zaporowych, choć w znacznie mniejszej ilości niż w jeziorach.
Dobierając sprzęt na wzdręgę trzeba pamiętać, aby był on niezwykle lekki i precyzyjny. Z wędek polecam modele maksymalnie o długości do 3m i ciężarze wyrzutowym do 10 g. Kołowrotek musi być lekki i, co ważne, wyposażony w dobry hamulec. Na wzdręgę wystarczy żyłka o średnicy do 10 mm – takie modele są mniej rozciągliwe, idealnie sprawdzają się w łowieniu wzdręg. Jeśli chodzi o haczyki, to z doświadczenia wiem, że najlepiej sprawdzają się 10-tki.
Kolejny element naszego sprzętu to przynęty, one również nie powinny mieć dużych rozmiarów. Z gumek polecam jak najmniejsze modele, maksymalnie mierzące 1,5 cm. Można łowić zarówno modelami z ogonkiem, czasami wystarczy sam korpusik. Dodam, że przy łowieniu w trudniej dostępnych miejscach doskonałym rozwiązaniem jest lekkie nabicie ogonka przynęty na haczyk, co zwiększy naszą skuteczność łowienia. Ryba i tak zapnie się bez żadnego problemu.
Samo łowienie wzdręg także rządzi się kilkoma zasadami. Po pierwsze, wybierając miejsce do łowienia musimy zwrócić uwagę na to, aby ustawienie łodzi umożliwiało nam łowienie zarówno z otwartej wody, jak i trzcin. Idealna odległość to 15-20 m, dzięki której będziemy mogli swobodnie zarzucać wędką do wspomnianego już skraju trzcin i otwartej wody.
Łowimy oczywiście na tzw. opadzie, tzn. po zarzuceniu przynęty, zamknięciu kołowrotka szczytówkę trzymamy w górze. Starajmy się zachować kontakt z przynętą przez żyłkę, tak aby nie tworzyły się niepotrzebne luzy, ponieważ to opóźnia naszą reakcję w momencie brań.
Trzymamy wędkę i jednocześnie, gdy opada przynęta, wędkę naciągamy do siebie. Jak zaobserwowałem, 90 proc. brań następuje właśnie na opadzie, szkoda czasu na kręcenie czy podszarpywania.
I ostatnia uwaga. Kiedyś wypuszczałem złowione okazy natychmiast do wody, ale po jakimś czasie pobytu nad łowiskiem i wypuszczeniu większej liczby sztuk, zauważałem, że ryby gdzieś znikały. Dopiero po kilku latach zorientowałem się, że każda wypuszczona ryba wraca do swojego stada, więc po wypuszczeniu 15-20 sztuk stado orientowało się, co się dzieje i uciekało. Od niedawna złapane okazy trzymam więc w siatce zanurzonej w wodzie i dopiero po dłuższym łowieniu wypuszczam całość. To zapobiega rozproszeniu ryb, ponieważ te wypuszczone zabierają za sobą te jeszcze nie złapane.
Tak jak wspomniałem, wszystkie złowione sztuki wypuszczam i o to apeluję również do Was. Satysfakcja ze złowienia i wypuszczenia wzdręgi jest dużo większa, niż z niezbyt zjadliwej wzdręgi na talerzu – naprawdę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze