Ale mnie bawi ta dyskusja. Kormoran nie człowiek , ano nie. Ale tez musi żyć . Dajmy zjeść wszystko kormoranom, to ani one ani my nie będziemy już nic mieli. A już GHOSTMIR ze swoimi poglądami na zmiany jakie powinny nastąpić by było lepiej, tak mnie rozbawił, że mało nie popuściłem ze śmiechu. Ty GHOSTMIR to jakiś nowy Lenin jesteś ? Gdyby to od tego zależało to nigdy byśmy już nie mieli szansy łowić. Czy myślisz że na zachodzie to wszystko jest takie cacy i nikt nie chciałby jeść ryb. Sam widziałem w Szwecji , kraju zamożnym , jak w porcie w Karlskrone ludzie łowili okonie i zabierali do domu. Fakt że starczało im kilka sztuk i szli do domu, czyli celowo przyszli po ryby. Cała wina jest w nas , ale to zawsze trudno się do tego przyznać , weźcie się do roboty zamiast tu gadać. Tu jedynie ustalajcie strategię i dzielcie się pomysłami. A co do leni, to tyczyło się nie tylko ciebie, ale większości tych pianobijców.
"PRAWO ma zabezpieczać zasoby i niszczyć złodziei.". Czy obecne prawo zabezpiecza nasze zasoby ?. Sam sobie odpowiedz. WOLNO Ci zlowic dziennie kilkanascie kg ryb (a nawet wiecej). Co powiesz jesli codziennie pojde na ryby i zapaluje wszysko (zgodnie z regulaminem) jak leci. Wyjdzie tego kilkadziesiat kg / rok. Jak chcesz walczyc z takimi ludzimi. Obecne prawo umozliwia im pozyskanie miesa za grosze. I to mi sie nie podoba. I tyle. Nie pisze zeby wprowadzic calkowity nokill. Nie jadam ryb slodkowodnych oprocz teczakow ale jestem w stanie zrozumiec tych co jedza leszcze, plotki itp ryby. Tylko niech to bedzie z umiarem. A u nasz przecietnemu Kowalskiemu umiaru brakuje. A skoro tak trzeba ga narzucic odgornie i tyle. Nie godze sie aby w majestacie prawa ktos wyrybial rzeki. Jesli uwazasz ze to niemozliwe, to grubo sie mylisz.
"weźcie się do roboty zamiast tu gadać. Tu jedynie ustalajcie strategię i dzielcie się pomysłami. A co do leni, to tyczyło się nie tylko ciebie, ale większości tych pianobijców."
Rozumiem że pijesz także do mnie, kolego, nie znasz mnie, więc daj spokój z taką gadką, powiedz co tak naprawdę można zrobić w tym kraju, bo ja nie widzę na dzień dzisiejszy by mogło iść ku dobremu, jak masz jakiś świetny pomysł to podziel się z nami,Wielokrotnie przerabiałem temat udzielania się, naprawiania świadomości wędkarzy, zasad no kill ,nic to nie dało gdyż 90% wędkarzy ma to głęboko w doopie.
tak na marginesi, jaki cel ma ta dyskusja?Może damy radę jakiś konsensusik wypracować.? Przyczyn niskich zasobów rybnych w Polsce jest szeroki wachlarz, chyba nie do ogarnięcia na chłopski rozum. [ pi ]enie o opłatach po tysiąc złotych i stójkowych z lornetami co 30 m, nie chcę wiedzieć co bierzecie , poproszę dwa razy to samo. na razie ,idę na ryby, może coś mi się uda jeszcze złowić!?
pawelz gdzieś w tej dyskusji wyczytałem że nie ma czegoś takiego jak naturalne tarło i bez dodatkowych zarybień nie ma szans. To ja Ci udowodnię, że to jest możliwe aby na przestrzeni kilku lat z zupełnie bezrybnego akwenu bez ingerencji człowieka powstało piękne rybne eldorado. Kilka miesięcy temu opisałem sytuację pewnego starorzecza. Poczytaj i obejrzyj foty oraz filmik!
Tajemnice zapomnianego starorzecza
Pomijając że zostałem obwołany nowym Leninem oraz naczelnym leniem i pianobijcą (co mi serdecznie zwisa i powiewa), postanowiłem wyrazić tylko mój bezgraniczny strach przed pewną sytuacją.
Mianowicie:
Bedzie koniec świata, gdy ludzie o tak chorych poglądach dostaną się na stołki w kołach, okręgach, ZG. Wprowadzą wtedy w życie swoje wydumane limity, wymiary, zakazy, nakazy, NK, C&R, - czyli zrobią z wędkarstwa Towarzystwo Bezzadziorowe, które będzie sie specjalizowało w fotografii.
Czytanie pierdół na temat ile to ryb łowi codziennie statystyczny wędkarz, przyprawia mnie o niestrawność, a dobija mnie twierdzenie, że statystyczny wedkarz codziennie jest nad wodą i siecze limity do bólu.
Skąd wy ludzie bierzecie te dane - ja nie wiem. Wiem tylko, że znam przyczyny braków w rybostanie, że wiem co powinno być robione, by sytuację poprawić.
Pokażcie mi tych wędkarzy co wędkują codziennie jak rok długi i udowodnijcie mi, że choć jeden z nich jest w stanie przełowić limity w ciągu choć jednego dnia, wtedy uwierzę i poddam sie bez walki.
Na razie jednak niech każdy z was popatrzy na siebie, na swą etykę, na swoje zasady...... a przede wszystkim, niech każdy pomyśli o swej uczciwości.
Ja na tym kończę ten temat, bo nie podoba mi się wyzywanie ludzi od leni, nierobów, Leninów, mięsiarzy, itd
Możecie teraz sobie tutaj wymyślać nowe limity i zakazy i ogólnie możecie sobie pasy cnoty zakładać, mnie to już nie obchodzi - Lekarze polskich wód...... Hehe.
Czlowieku, czytaj ze zrozumieniem. Ja nie napisalem ze nie istnieje ale ze obecnie jest zdecydowanie za malo efektywne. Powiedz mi jaka byla presja na to rybne eldorado w trakcie jego odradzania. ?. Jesli zadna, to i w kaluzy po ilus latach byc moze pojawia sie ryby. Wpusc teraz na to swoje eldorado kikunastu wyglodnialych "wedkarzy" a zobaczysz co z niego zostanie. Zbyt wiele wod juz widzialem wyrybionych przez wedkarzy zeby wierzyc w bajki.
Przyznam sie ze dopiero teraz obejrzalem film i przeczytalem Twoj artykul. Chlopie, jak chcesz sie cieszyc dluzszy czas tym lowiskiem ( a to rzadkosc w skali kraju) to siedz cicho i nikomu nic nie mow. Inaczej pozostanie Ci tylko film. :( No chyba ze jestes na tyle naiwny ze wierzysz ze taka woda obroni sie przed najazdem wedkarzy. Ale wydaje mi sie ze w glebi ducha wiesz co by sie stalo gdyby inni sie dowiedzieli :)
To niestety prawda, że głodni "wędkarze" są w stanie wyrybić kawał wody, w zeszłym roku złowiłem ok.300kg drapieżników, bo tylko takie poławiam, i nie jest to żaden wybitny wynik, bo było dużo lepiej w poprzednich latach.
To ze klusole sa w stanie wyrybic to jeszcze nic. Z nimi trzeba walczy i juz. Tepic na kazdym kroku. Ale najgorsze jest to ze moga to zrobic wedkarze, a prawo im na to pozwala. I wg niektorych to jest OK i nalezy to pozostawic jak jest.
Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego do czego zdolni są ludzie. Niesamowicie lubię przyrodę i obcowanie z nią. Nie lubię za to jak się zbytnio miesza naturze. Dlatego jestem przeciwny zarybianiem polskich wód takimi gatunkami jak karp czy amur w bo to jest wbrew naturze. Co do kłusoli i mięsiarzy, im się nie wytłumaczy że postępują źle bo to zwykłe ćwoki i nie mają pojęcia na czym opiera się świat. Ich trzeba po prostu karać bo dyskusja z nimi nie ma sensu. Wszelkie apele i dyskusje należy kierować do osób rozumnych. Kłusol ani nie opłaci składki ani nie użali się nad ginącym życiem środowiska wodnego. Do niego mogą przemówić tylko surowe kary. To samo tyczy się mięsiarzy! Pieniądze są potrzebne na poprawę sytuacji w Polsce ale nie dziw się że każdy stuka się w głowę jak słyszy o podnoszeniu składek skoro widzi co dzieje się z jego pieniędzmi. Gdyby pieniądze były wykorzystywane należycie. Dla dobra rybostanu w polskich wodach ale także dla dobra całej przyrody. Same wielkie karpie i amury w niezliczonych ilościach szczęścia nam nie dadzą. Liczy się spokój nad wodą, wypoczynek, czyste brzegi, i szacunek do środowiska. Jeśli pieniądze ze składek będą wpływać na te cele jestem w stanie zapłacić więcej. Lecz obecna gospodarka nie podoba mi się w ogóle. Dlatego nie mam zamiaru płacić pasibrzuchom którzy i tak mają wszystko w dupie jak mają pełne koryto.
W naszym kraju wszystko można napisać,tylko odpowiednio to kosztuje,zwłaszcza że naukowiec w Polsce zarabia nędzny grosz.
A znasz tych ludzi? To pomówienie.
W zachodniej europie nie ma rybaków śródlądowych, a przeleszczenie nie występuje,ponieważ jest odpowiednia ilość drapieżników, jeśli chodzi o ludzi lubiących smak rybki, to są jeszcze hodowle słodkowodnych ryb.
Ale my rozmawiamy o naszych rodzimych wodach i naszych warunkach. Tu jest inna mentalność ludzi. Nie ma u nas tylu drapieżników i nie będzie z dnia na dzień gdy zlikwidujemy rybactwo.
Jakoś w zachodniej europie tej "piramidy troficznej" nie widziałem :))
To co proponujesz? Więcej kormoranów, by zastąpić rybaków i drapieżniki? Zadałem Ci pytanie, na które nie odpowiedziałeś konkretami.
Nie będę więcej z tobą rozmawiał bo mam wrażenie że nie rozmawiam z wędkarzem któremu zależy na różnorodności biologicznej wód, tylko z rybakiem dla którego najważniejszy jest towar w postaci ryby "handlowej"
No panie kolego pawelz - aleś pojechał.... ja Ci kłamstwa nie zarzucam, doskonale rozumię o czym piszesz, a do wspomnianych przez Ciebie okręgów nie mam zamiaru dzwonić. Mam OS na przemszy pod nosem, znam kilku ludzi którzy zajmują się wędkarstwem komercyjnym i zdaję sobie sprawę jakie są koszta utrzymania i jaki jest próg opłacalności. Poza całą resztą Twoich wypowiedzi ..... wiedz, że ja podobnie jak Ty wędkuję od prawie 30 lat, a że nie jestem ani ślepy ani głupkowaty to widzę różnice w stanie wód, rybostanu jak i mentalności i kultury wśród wędkujących w tym kraju ludzi.
no i byłem na tych rybach obleciałem kawał Wisły i kawałek Brdy, według statystyk pewnych osób powinienem złowić co najmniej trzy szczupaki i pięć kilo okoni nie wspomnę o innych możliwościach. niestety czuję się oszukany , wróciłem o kiju.spotkałem czterech wędkarzy i niestety też nie mieli czym się pochwalić. Mam pytanie : co na to mędrcy od statystyk?
Miałem się juz nie odzywać, ale właśnie ..... te statystyki...... pierdoły jak żadko!
Mam zaliczonych 40 wyjazdów na ryby. Czyli powinienem mieć w rejestrze wpisanej ryby jakieś 80 kilo. Koledzy statystycy - nie wiem na czym opieracie swe wyliczenia, ale mijacie się z prawdą. A co do miesiarstwa, znam łowisko, na którym mogę bez zadnego problemu złowić w ciągu pięciu godzin, jakieś 100- 150 sztuk okonia. I to takiego okonia.... poważnego, a nie okonka. A uzbierałem w lodówce jakieś 40 sztuk, których nie wypuszczałem ze względu na uszkodzone skrzela. Czyli 40 wyjazdów - 40 okoni. Zapewniam, że tej wodzie nie zaszkodziłem i nie zaszkodzi jej, jeśli wszyscy tyle z niej wyciągną, bo ilość okonia w tej chwili stanowi tam juz problem. Narybek wszelkiej maści jest zagrożony. Okonie biją tam rybę, aż się woda gotuje, a rybki fruwają w powietrzu.
Jak to sie ma do tych mądrych statystyk? Podsumuje je szerokim uśmiechem politowania.
GHOSTMIR jak zrobisz ortografa, to komputer wtedy taki wyraz podkreśla na czerwono. Można go wtedy poprawić przed wysłaniem, ewentualnie kliknąć w ten wyraz prawym klawiszem myszki i z rozwiniętej listy wybrać odpowiedni, poprawny, który automatycznie jest zastępowany.
Statystyka to piękna dziedzina aczkolwiek trudna. Jeśli nie macie pojęcia czym jest statystyka i do czego służy nie zabierajcie głosu, bo Wasza dziwna krytyka niczemu nie służy, prócz zaśmiecania forum.
Mamy kolejnego poprawiacza ortów - dziękuję Kolego za upomnienie. Przyznaję, czasem i ja popełniam błędy.
A co do statystyki, jak mawiał Józef Fisarionowicz, "śmierć jednostki jest tragedią, ale śmierć milonów, to już statystyka".
Jak by Kolega nie usiłował podciągać naszych wędkarskich problemów pod statystykę, zawsze będzie Kolega w błędzie. To po prostu bzdety i głupoty, a nie statystyka, ponieważ nie ma ona w niczym poparcia.
PS:
Co sie tyczy pisania, piszę bez uzycia edytorów, i czasem palne byka, natomiast widzę , ze Kolega ma bardzo obcykane uzywanie programów i skryptów korekcyjnych. I tak, statystycznie wypadam lepiej od Kolegi, bo moje mysli płyna bezpośrednio na ekran, a Kolega posiłkuje się poprawiaczami.
No ze studenciną nie pogadasz! On wie, on widział, on czytał! A reszta niech się słucha, a jak ktoś powie coś niewygodnego to po co w ogóle zabierał głos skoro nie ma o tym( i o niczym!) pojęcia!?
Statystyka jest to taka potężna broń która potrafi zrobić z no-killa mięsiarza ;) Statystyka, a życie to dwie różne płaszczyzny, jak Pan Magister pójdzie do Powiatowego Urzędu Pracy to dowie się czym jest to drugie...
I dla Twojej informacji komputer niczego nie podkreśla, robi to oprogramowanie z wbudowanym narzędziem sprawdzania pisowni. Korzysta przy tym z bazy danych - słownika, który można bezproblemowo edytować i uzupełniać. Wyrazy widoczne w menu kontekstowym to zbiór wyrazów podobnych zawartych w tymże słowniku. Nie wiesz - nie udzielaj się bo zaśmiecasz i wprowadzasz ludzi w błąd.
WuPe- Statystyka w skrócie -Analiza danych opisujących zjawiska masowe. Nic w tym pięknego natomiast wątek Czemu ryb jest coraz mniej? Jeszcze jest „mądry ‘’ więc nie psujmy stylistycznie tego co masowe …za trudne ?
A taka ciekawostka do tematu ,moj wspaniały okreg Płocko-Włocławski wzwiazku z tym iz rybacy niechcą wykupywać licencji na Wisłe bo wszystko wyłowili to poszedł im na reke i dał do wyłowienia 30 jezior okregu .To jakaś paranoja tam zostanie z tych jezior sama ukleja i zaby:(a najleprze np j.zdworskie z 1ha minimalny odłow to 5 ton a gornych limitow wogole niema.Jak tak mozna wogole zrobić!Tymi jeziorami opiekowali sie wedkarze wpuszczali ryby a teraz co przyjda rybacy i zostawia pustynie
Znam na Kaszubach jezioro, które jest w rękach prywatnych. Właściciel pozwala łowić tylko wędkarzom, których dobrze zna i nie pobiera za to opłat. Na kłusoli poluje, o ile mi wiadomo, ze strzelbą, aby słowom nadać "odpowiedniej wagi." Efekty są taki, że jezioro małe, ale ryb dużo.
Apropos statystyk : byłem wczoraj na rybkach od 17 do 20-tej. Wybitnie dopisało mi szczęście i złapałem leszcza 48cm, lina 30cm, karpika 36cm. Taki wynik miałem ostatnio w maju br. Lina większego niż 26-27cm na moich wodach złapać można raz albo dwa w sezonie. Na rybach byłem w tym roku już kilkadziesiąt razy! Statystycy mi powiedzą, że niszczę wodę i rybostan???
Podobnymi statystykami posługuje się nasz kochany ZG. Oni też myślą, ze kazdy nasz wyjazd na ryby, kończy się złowieniem wszelkich limitów. Dlatego olewają zarybianie, bo statystyki mówią, ze ryb jest od cholery! No a ja sie w sumie nie dziwię, bo jak tacy statystycy jak ci tutaj przesyłają im dane, to ZG nie ma bladego pojęcia jak wygląda sytuacja. I koło się zamyka. A potem mi jakis studencik napisze, że GHOSTMIR w ciągu roku pozbawia zycia 730 kilo ryby.
Ż E N A D A ! Innego okreslenia nie użyję, bo jestem ostoją spokoju.
Ja się boję, ze te statystyki nas kiedyś statystycznie wykończą. To tak jak ze średnim dochodem..... Górnik zarabia średnio 5.000 złotych..... hehehehehe. To ja chyba robię w kiosku Ruchu.
Teraz mnie wykańcza jakiś ćwok, który kopiuje całe wątki od początku do końca i wkleja je w temat. Juz kilka razy to miało miejsce. Nie ma nicka, nie ma sygnatury, ale usiłuje dopisywać pointy. Niech się ujawni ciul zafajdany - cos mi sie zdaje że wiem co to za ćwok paskudny...... obym się mylił.
"no i byłem na tych rybach obleciałem kawał Wisły i kawałek Brdy, według statystyk pewnych osób powinienem złowić co najmniej trzy szczupaki i pięć kilo okoni nie wspomnę o innych możliwościach. niestety czuję się oszukany , wróciłem o kiju.spotkałem czterech wędkarzy i niestety też nie mieli czym się pochwalić. Mam pytanie : co na to mędrcy od statystyk?". Ano tylko to, ze moj znajomy pojechl z kumplem (swoim nie moim) gdzies pod lowicz na karasie. Zlowil 12 kg ryb i zapalowal. Zwiedzialo sie juz pol miasta w ktorym mieszkam o tym zbiorniku. Daje mu 1 rok zycia. Podobnie jak w Drzewicy. Po najezdzie "wedkarzy" z mojego miasta pozostaly tam po 2 latach niedobitki. Odpowiedz mi na jedno pytanie. CO ZROBIC Z TAKIMI LUDZMI ???. Ukarac ich nie mozesz bo lowia zgodnie z regulaminem. Niech choc jedna osoba odpowie mi na tak zadane pytanie. Ja twierdze ze sa wyjsca 2. 1) zwiekszyc oplaty i walic rybe do wody i pilnowac (samo nie obroni sie zadne lowisko. 2) zmniejszyc presje poprzez odpowiednie uregulowania prawne (np. limit wyjsc na wode, czy ograniczony nokill)
Trzeciego rozwiazania nie widze. Ale wszyscy tu obecni je znaja, bo nikt z moimi tezami sie nie zgadza.
A ja widzę trzecie rozwiązanie. Zmniejszyć limity dobowe! Wtedy takie mięsiarstwo nie będzie w "przestępstwem w majestacie prawa" i będą możliwości ukarania. Niektóre limity dobowe przekształcić w tygodniowe. Z tego co wiem, limit wszelkich innych ryb nie wymienionych w RAPR to 5kg dziennie. Zrobić 5kg tygodniowo. Tutaj przepraszam za sarkazm, ale muszę to powiedzieć - nawet taki "mięsiarz"(wiem, bo sam się chwalił jakie to ilości ryby zabrał z wody w tym sezonie) jak Kol. GHOSTMIR spokojnie zmieści się w tych limitach i nie naruszy przepisów, a taki nieetyczny Zdzich będzie miał obawy przed PSR czy przed policją. I już nie będzie targał siaty ryb z szyderczym uśmiechem na twarzy. I właśnie, PSR i policja... niech się w końcu ruszą, bo jak narazie to słyszę tylko legendy o szybkich, niespodziewanych kontrolach i skutecznych "nalotach" na kłusoli. Sama SSR może niewiele.
Jak czytam wszystkie posty, to okazuje sie ze nikt z obecnych na tym forum nie lowi ryb !!!. Jeden zlowil okonka, drugi karpia od maja itp. I oczywiscie wiekszosc ryb wraca do wody. Czyli idylla. Nikt w Polsce nie lowi ryb, no bo przeciez wam sie to nie udaje. Albo ktos tu sciemnia, albo zyjemy w dwoch roznych swiatach. Nie chce nikogo obrazic, ale jest trzecie rozwiazanie. I przepraszam z gory jesli kogos dotknalem. Moze trzeba by troszke podszkolic sie w lowieniu ryb jesli macie takie wyniki. Do GHOSTMIR. Odnosnie tego zbiornika ktorego nie da sie przelowic. Nie wiem czy zartujesz, czy po prostu dorabiasz teorie do idei. Slyszalem juz ze 100 razy teksty w stylu - tu jest tyle leszcza ze karlowacieje. Tego sie nie da wyrybic. Teraz Ci sami ludzie lamentuja, ze kiedys to tu byly leszcze. Spytaj kogos znajomego (jesli kogos takiego znasz), jak wygladala sprawa na Drzewicy z okonie jeszcze kilka lat temu. Teksty - Panie to nie do wylowienia byly na porzadku dziennym. No i walili co popadnie. A spytaj teraz. Uslyszysz - Panie ile tu bylo okonia. I co sie z nim stalo ?. Dlatego wroze identyczny los temu zbiornikowi o ktorym napisalem post wyzej, pod Lowiczem. Podobno, na ten moment, karas jest tam nie do przebrania. Daje rok i mozemy wrocic do temantu. A co do statystyki. Owszem srednie wartosci wynikajace ze statystyk, moga wydawac sie glupie - (ja i pies mamy po trzy nogi), ale bez tego bylibysmy slepi i glusi. Rozumiem , ze kazdy z was przeprowadzal tka operacje jak planowanie. Chociazby wyjazd na wczasy. I niektorzy liczyli sobie czas po jakim dojada na miejsce. Ciekawe jak. ?. Ktos powie ze 300 km przejedzie w 3 godz a ja powiem ze glupoty gada bo ja jade ten odcinek w 5. Czyli niech lepiej nie liczy i zda sie na slepy los ?. Tak powinno byc z waszego toku rozumowania. Jak dzierzawca wody ma policzyc jakie poniesie straty w postaci zjedzonych ryb i zaplanowac zarybienia na przyszlosc. ?. Jak ma skalkulowac cene. ?. Zapytam wprost. Jaka wg was powinna byc skladka w PZW i skad bierzecie taka kwote ? Tylu tu madrych ludzi dla ktorych statystyka to smieszna rzecz, wiec niech odpowiedza na to pytanie.
Nikt tutaj nie powiedział, że nie łowi ryb albo że wszystkie wracają do wody. Między wierszami czytam o karpiu od maja - karpie łowię ( raczej trafiają mi się) dość często, chodziło mi o takie zestawienie, że w jednym dniu właśnie takie gatunki w dość krótkim czasie. My raczej wszyscy potrafimy łowić ryby, jednak nie wychodzi nam to tak jakbyśmy chcieli. Co do statystyki, to nie jest wcale śmieszna. Problem raczej w tym, że statystyka jest dziedziną opierającą się na wartościach średnich z wielu punktów i nijak nie da się tych wartości przyporządkować do konkretnego punktu, w naszym przypadku zbiornika czy łowiska. Krótko mówiąc - nie ma sensu opierać się na danych statystycznych, bo nigdy nie znajdziesz gościa który wyłowi ryb zgodnie ze statystyką. Jeden złapie w sezonie 50kg lina, drugi 2kg a trzeci 10kg, statystyka sobie a realia rybostanu na każdym odrębnym zbiorniku sobie. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz o co nam chodzi i przestaniesz się niepotrzebnie unosić.
A to o czym ja pisalem w 2 pkt ?. Zmniejszeni presji na wode to zmniejszenie m.in limitow (ograniczone no kill). Ale to musi byc prawnie uregolowane. Tak jak np. pisales, 5 kg na tydzien i finito. Ale pozostawienie furtki, ze da sie i 100 kg w tydzien, i liczenie na zdrowy rozsadek, niczego dobrego nie wrozy. 10 zachwa sie rozsadnie, ale wystarczy dwoch zeby "wyrownac srednia".
Jeżeli ktoś ma na tyle "władzy", aby ustalić limit wyjść na wodę to równie dobrze może zmienić te cholerne limity! Limity, limity i jeszcze raz limity połowów! Bo co jest winny taki ja, skoro na 93020392 wyjść zabrałem 5 rybek? A statystycznie wychodzi, że 50kg ryby leży u mnie w zamrażarce. Zatem wolałbym, aby obowiązywały takie a nie inne limity i móc spokojnie wypoczywać nad wodą, niż żebym musiał traktować wyprawę na pobliską zaporówkę jak wypad do Szwecji.
Jeżeli statystyka nie oddaje dokładnie tego co jest naprawdę to tutaj kłaniają się nasze rejestry połowów - ja wpisuję wszystko sumiennie i starannie - niech oni tak to czytają i zliczają, żeby nikt mi nie zarzucił, że wg statystyki muszę zmienić zamrażarkę...
Z całym szacunkiem, jeżeli Kolega potrzebuje 5 godzin na pokonanie 300km to radzę zmienić rower ;) A tak na poważnie to tutaj też można się "nadziać" na przekłamanie statystyki, bowiem - statystycznie rzecz biorąc - jeden odcinek trasy można pokonać w ~5godzin. Zatem wybierając się do Stalowej Woli powinienem zarezerwować sobie 5godzin i 30minut na dojazd. Ale statystyka nie bierze pod uwagę wszelkich ustępstw, wyjątków, aktualnych warunków i wszystkich niespodzianek. Remonty dróg, objazdy, skróty, wypadki, możliwość złapania "kapcia", nieplanowana przerwa na pstrąga w zajeździe(mniam!) czy kawkę w przydrożnym barze. Do Stalowej Woli raz jechałem niewiele ponad 3godz, kiedy indziej 5, a zdarzyło się nawet i 6godzin za kółkiem - psuję statystykę :
Acha! I nie możemy założyć, że cały odcinek trasy przejedziemy z niezmienną prędkością. Tu trasa, tam miasto, tam wioski itp zatem postoje na światłach, korki, mijanie pielgrzymek, przepuszczanie uprzywilejowanego stada krów itp - w tym nam statystyka nie pomoże. Choć statystycznie szansa na spotkanie na drodze pielgrzymki do Częstochowy jest równa 0,7%, więc możemy założyć że zyskamy te 5minut nie omijając pielgrzymki. A tu ciach...., z przodu widzimy korek, słyszymy jakieś śpiewy i te 5-10min poszłooo się...wietrzyć :p
To moze z innej beczki. Tok na "polpowaznie". Ile minut przed rozpoczeciem pracy wychodzisz z domu ?. I dlaczego ?. Czy jesli raz Ci wypadnie, ze dotarcie zajelo Ci 2 razy dluzej niz zwykle to zaczniesz wychodzic wczesniej ?
Praca może być wyjątkiem, bo chyba nie każdy jest zmotywowany do punktualnego stawienia się w swoim miejscu pracy :p Natomiast jeżeli punktualność byłaby konieczna to trzeba sobie dawać troszkę rezerwy na wszelkie niespodzianki. Wyjeżdżam około godziny 7:40, aby być na 7:55 - 8:00. Korek, dłuższy postój na światłach, przebudowa drogi - zmiana organizacji ruchu, zwiększone natężenie ruchu - to wszystko u mnie jest na porządku dziennym, ponadto jest to czysto losowe. Także czasami trzeba byłoby wyjeżdżać o 7:20, ale po co skoro nikt nie zrobi mi awantury o lekkiej spóźnienie? :p Natomiast wyjeżdżam wcześniej, aby mieć większy zapas czasu, a jeżeli uda mi się uniknąć tych niespodzianek to mam czas w spokoju wypić kawę w pracy i pośmiać się z kolegami ;) A nie mówię już o kontrolach policji czy innych nieprzyjemnościach (awarie, kapcie, wypadki na drogach itp).
pisaq, a od czego jest odchylenie standardowe? Rozumiem, że zabierając nadal głos w dyskusji liznąłeś tematu więc pewnie wiesz od czego są te wszystkie dystrybuanty, mediany, średnie arytmetyczne, wariancje, odchylenia standardowe, środowiskowe, interakcyjne, prawdopodobieństwa, korelacje, wartości genotypowe, fenotypowe, genetyczne, hipotezy, przedziały ufności, powtarzalność, odziedziczalność, estymatory, kowariancje, indeksy selekcyjne, testy parametryczne, nieparametryczne, zmienne losowe etc. Jako światły człowiek, proponujesz innym takie głupoty... Wstyd.
I jeszcze by rozwiać wątpliwości zacytuję mądre słowa: Prawidłowość w czystej formie nie występuje w przyrodzie. Jest ona zawsze zniekształcona przez czynniki uboczne. Prawidło9wosć zaobserwowana w doświadczeniach jest zależna od wszystkich czynników działających na zjawisko w czasie jego przebiegu, a więc zarówno od przyczyn głównych, wyznaczających tę prawidłowość, jak i ubocznych, wywołujących zmienność przypadkową. Zauważona więc przez nas prawidłowość odnosi się tylko do tych warunków, w których zjawisko zachodziło przy jej ustalaniu. Ze zmianą czynników działających na zjawisko będzie się zmieniał jego przebieg, mimo że obiektywnie prawo przyrodnicze pozostanie niezmienione. Ponieważ prawo wielkich liczb stwierdza prawidłowość przyrodniczą jako fakt statystyczny, ponieważ tę prawidłowość można ustalić przez indukcję niezupełną - z tego wynika, że prawa biologiczne maja charakter statystyczny i za pomocą statystyki mogą być określane.
Kolego pisaq. Limity, limity tygodniowe i miesięczne a nawet roczne można sobie wsadzić gdzieś:). Już Ci tłumaczę dlaczego. Wyobraź sobie że jesteś kontrolowany raz na 2 lata bądź tak jak ja i wielu wielu innych wędkarzy oraz mięsiarzy, wcale. Co teraz dadzą limity skoro masa wędkarzy nie wypełnia nawet rejestrów a do domu bierze wedle uznania a nie limitów, których wcale nie zna? Dodam, że to uznanie jest różne. Jeden bierze z umiarem drugi i trzeci bez, nie zachowując nawet okresu i wymiaru ochronnego. Albo ma to w dupie albo wcale go nie zna. Bo i po co ma znać skoro ta wiedza jest mu do niczego nie potrzebna? Limity bez kontroli to bezsens. To co napisałeś nabiera sensu wówczas gdy komuś zechce się egzekwować ustalone prawo. Pamiętajmy to wciąż jest Polska.
Ale nie mozna popadac w skrajnosci. Idac Twoim tokiem rozumowania, to po co wogole regulamin, skoro nikt nikogo nie kontroluje. Dajmy sobie spokoj z okresami, wymiarami itp. Zniesmy jakiekolwiek limity. Wolna amerykanka. Kazdemu wg jego sumienia. Wg mnie nalezy skonstruowac dobre prawo i znalezc srodki do jego egzekwowania. Jak, to juz nie chce sie powtarzac. A inaczej, to bedzie jak bylo i nic sie nie zmieni. Skoro nie zmienilo sie od kilkunastu lat, to trzeba byc niepoprawnym optymistom, zeby wierzyc ze zmieni sie teraz.
Mirek ,całe życie z wariatami. Zazdroszczę Ci tych zapasów z lodówy bo u mnie tylko dwa okonki po 25 cm.
Ale mnie bawi ta dyskusja. Kormoran nie człowiek , ano nie. Ale tez musi żyć . Dajmy zjeść wszystko kormoranom, to ani one ani my nie będziemy już nic mieli.
A już GHOSTMIR ze swoimi poglądami na zmiany jakie powinny nastąpić by było lepiej, tak mnie rozbawił, że mało nie popuściłem ze śmiechu. Ty GHOSTMIR to jakiś nowy Lenin jesteś ? Gdyby to od tego zależało to nigdy byśmy już nie mieli szansy łowić.
Czy myślisz że na zachodzie to wszystko jest takie cacy i nikt nie chciałby jeść ryb. Sam widziałem w Szwecji , kraju zamożnym , jak w porcie w Karlskrone ludzie łowili okonie i zabierali do domu. Fakt że starczało im kilka sztuk i szli do domu, czyli celowo przyszli po ryby. Cała wina jest w nas , ale to zawsze trudno się do tego przyznać , weźcie się do roboty zamiast tu gadać. Tu jedynie ustalajcie strategię i dzielcie się pomysłami. A co do leni, to tyczyło się nie tylko ciebie, ale większości tych pianobijców.
"PRAWO ma zabezpieczać zasoby i niszczyć złodziei.".
Czy obecne prawo zabezpiecza nasze zasoby ?. Sam sobie odpowiedz. WOLNO Ci zlowic dziennie kilkanascie kg ryb (a nawet wiecej). Co powiesz jesli codziennie pojde na ryby i zapaluje wszysko (zgodnie z regulaminem) jak leci. Wyjdzie tego kilkadziesiat kg / rok. Jak chcesz walczyc z takimi ludzimi. Obecne prawo umozliwia im pozyskanie miesa za grosze. I to mi sie nie podoba. I tyle. Nie pisze zeby wprowadzic calkowity nokill. Nie jadam ryb slodkowodnych oprocz teczakow ale jestem w stanie zrozumiec tych co jedza leszcze, plotki itp ryby. Tylko niech to bedzie z umiarem. A u nasz przecietnemu Kowalskiemu umiaru brakuje. A skoro tak trzeba ga narzucic odgornie i tyle. Nie godze sie aby w majestacie prawa ktos wyrybial rzeki. Jesli uwazasz ze to niemozliwe, to grubo sie mylisz.
"weźcie się do roboty zamiast tu gadać. Tu jedynie ustalajcie strategię i dzielcie się pomysłami. A co do leni, to tyczyło się nie tylko ciebie, ale większości tych pianobijców."
Rozumiem że pijesz także do mnie, kolego, nie znasz mnie, więc daj spokój z taką gadką, powiedz co tak naprawdę można zrobić w tym kraju, bo ja nie widzę na dzień dzisiejszy by mogło iść ku dobremu, jak masz jakiś świetny pomysł to podziel się z nami,Wielokrotnie przerabiałem temat udzielania się, naprawiania świadomości wędkarzy, zasad no kill ,nic to nie dało gdyż 90% wędkarzy ma to głęboko w doopie.
tak na marginesi, jaki cel ma ta dyskusja?Może damy radę jakiś konsensusik wypracować.? Przyczyn niskich zasobów rybnych w Polsce jest szeroki wachlarz, chyba nie do ogarnięcia na chłopski rozum. [ pi ]enie o opłatach po tysiąc złotych i stójkowych z lornetami co 30 m, nie chcę wiedzieć co bierzecie , poproszę dwa razy to samo.
na razie ,idę na ryby, może coś mi się uda jeszcze złowić!?
pawelz gdzieś w tej dyskusji wyczytałem że nie ma czegoś takiego jak naturalne tarło i bez dodatkowych zarybień nie ma szans. To ja Ci udowodnię, że to jest możliwe aby na przestrzeni kilku lat z zupełnie bezrybnego akwenu bez ingerencji człowieka powstało piękne rybne eldorado. Kilka miesięcy temu opisałem sytuację pewnego starorzecza. Poczytaj i obejrzyj foty oraz filmik! Tajemnice zapomnianego starorzecza
Pomijając że zostałem obwołany nowym Leninem oraz naczelnym leniem i pianobijcą (co mi serdecznie zwisa i powiewa), postanowiłem wyrazić tylko mój bezgraniczny strach przed pewną sytuacją.
Mianowicie:
Bedzie koniec świata, gdy ludzie o tak chorych poglądach dostaną się na stołki w kołach, okręgach, ZG. Wprowadzą wtedy w życie swoje wydumane limity, wymiary, zakazy, nakazy, NK, C&R, - czyli zrobią z wędkarstwa Towarzystwo Bezzadziorowe, które będzie sie specjalizowało w fotografii.
Czytanie pierdół na temat ile to ryb łowi codziennie statystyczny wędkarz, przyprawia mnie o niestrawność, a dobija mnie twierdzenie, że statystyczny wedkarz codziennie jest nad wodą i siecze limity do bólu.
Skąd wy ludzie bierzecie te dane - ja nie wiem. Wiem tylko, że znam przyczyny braków w rybostanie, że wiem co powinno być robione, by sytuację poprawić.
Pokażcie mi tych wędkarzy co wędkują codziennie jak rok długi i udowodnijcie mi, że choć jeden z nich jest w stanie przełowić limity w ciągu choć jednego dnia, wtedy uwierzę i poddam sie bez walki.
Na razie jednak niech każdy z was popatrzy na siebie, na swą etykę, na swoje zasady...... a przede wszystkim, niech każdy pomyśli o swej uczciwości.
Ja na tym kończę ten temat, bo nie podoba mi się wyzywanie ludzi od leni, nierobów, Leninów, mięsiarzy, itd
Możecie teraz sobie tutaj wymyślać nowe limity i zakazy i ogólnie możecie sobie pasy cnoty zakładać, mnie to już nie obchodzi - Lekarze polskich wód...... Hehe.
karpi oczywiście tam nie ma!
"że wiem co powinno być robione, by sytuację poprawić."
Podziel się z nami.
Czlowieku, czytaj ze zrozumieniem. Ja nie napisalem ze nie istnieje ale ze obecnie jest zdecydowanie za malo efektywne.
Powiedz mi jaka byla presja na to rybne eldorado w trakcie jego odradzania. ?.
Jesli zadna, to i w kaluzy po ilus latach byc moze pojawia sie ryby.
Wpusc teraz na to swoje eldorado kikunastu wyglodnialych "wedkarzy" a zobaczysz co z niego zostanie. Zbyt wiele wod juz widzialem wyrybionych przez wedkarzy zeby wierzyc w bajki.
Dobra, przekonałeś mnie!
Przyznam sie ze dopiero teraz obejrzalem film i przeczytalem Twoj artykul.
Chlopie, jak chcesz sie cieszyc dluzszy czas tym lowiskiem ( a to rzadkosc w skali kraju) to siedz cicho i nikomu nic nie mow. Inaczej pozostanie Ci tylko film. :(
No chyba ze jestes na tyle naiwny ze wierzysz ze taka woda obroni sie przed najazdem wedkarzy. Ale wydaje mi sie ze w glebi ducha wiesz co by sie stalo gdyby inni sie dowiedzieli :)
To niestety prawda, że głodni "wędkarze" są w stanie wyrybić kawał wody, w zeszłym roku złowiłem ok.300kg drapieżników, bo tylko takie poławiam, i nie jest to żaden wybitny wynik, bo było dużo lepiej w poprzednich latach.
To ze klusole sa w stanie wyrybic to jeszcze nic. Z nimi trzeba walczy i juz. Tepic na kazdym kroku.
Ale najgorsze jest to ze moga to zrobic wedkarze, a prawo im na to pozwala. I wg niektorych to jest OK i nalezy to pozostawic jak jest.
" wg niektorych to jest OK i nalezy to pozostawic jak jest."
Powiedział bym nawet że dla większości wędkarzy takie prawo jest OK.
Ja sobie doskonale zdaję sprawę z tego do czego zdolni są ludzie. Niesamowicie lubię przyrodę i obcowanie z nią. Nie lubię za to jak się zbytnio miesza naturze. Dlatego jestem przeciwny zarybianiem polskich wód takimi gatunkami jak karp czy amur w bo to jest wbrew naturze. Co do kłusoli i mięsiarzy, im się nie wytłumaczy że postępują źle bo to zwykłe ćwoki i nie mają pojęcia na czym opiera się świat. Ich trzeba po prostu karać bo dyskusja z nimi nie ma sensu. Wszelkie apele i dyskusje należy kierować do osób rozumnych. Kłusol ani nie opłaci składki ani nie użali się nad ginącym życiem środowiska wodnego. Do niego mogą przemówić tylko surowe kary. To samo tyczy się mięsiarzy! Pieniądze są potrzebne na poprawę sytuacji w Polsce ale nie dziw się że każdy stuka się w głowę jak słyszy o podnoszeniu składek skoro widzi co dzieje się z jego pieniędzmi. Gdyby pieniądze były wykorzystywane należycie. Dla dobra rybostanu w polskich wodach ale także dla dobra całej przyrody. Same wielkie karpie i amury w niezliczonych ilościach szczęścia nam nie dadzą. Liczy się spokój nad wodą, wypoczynek, czyste brzegi, i szacunek do środowiska. Jeśli pieniądze ze składek będą wpływać na te cele jestem w stanie zapłacić więcej. Lecz obecna gospodarka nie podoba mi się w ogóle. Dlatego nie mam zamiaru płacić pasibrzuchom którzy i tak mają wszystko w dupie jak mają pełne koryto.
W naszym kraju wszystko można napisać,tylko odpowiednio to kosztuje,zwłaszcza że naukowiec w Polsce zarabia nędzny grosz.
A znasz tych ludzi? To pomówienie.
W zachodniej europie nie ma rybaków śródlądowych, a przeleszczenie nie występuje,ponieważ jest odpowiednia ilość drapieżników, jeśli chodzi o ludzi lubiących smak rybki, to są jeszcze hodowle słodkowodnych ryb.
Ale my rozmawiamy o naszych rodzimych wodach i naszych warunkach. Tu jest inna mentalność ludzi. Nie ma u nas tylu drapieżników i nie będzie z dnia na dzień gdy zlikwidujemy rybactwo.
Jakoś w zachodniej europie tej "piramidy troficznej" nie widziałem :))
To co proponujesz? Więcej kormoranów, by zastąpić rybaków i drapieżniki? Zadałem Ci pytanie, na które nie odpowiedziałeś konkretami.
Nie będę więcej z tobą rozmawiał bo mam wrażenie że nie rozmawiam z wędkarzem któremu zależy na różnorodności biologicznej wód, tylko z rybakiem dla którego najważniejszy jest towar w postaci ryby "handlowej"
No panie kolego pawelz - aleś pojechał.... ja Ci kłamstwa nie zarzucam, doskonale rozumię o czym piszesz, a do wspomnianych przez Ciebie okręgów nie mam zamiaru dzwonić. Mam OS na przemszy pod nosem, znam kilku ludzi którzy zajmują się wędkarstwem komercyjnym i zdaję sobie sprawę jakie są koszta utrzymania i jaki jest próg opłacalności. Poza całą resztą Twoich wypowiedzi ..... wiedz, że ja podobnie jak Ty wędkuję od prawie 30 lat, a że nie jestem ani ślepy ani głupkowaty to widzę różnice w stanie wód, rybostanu jak i mentalności i kultury wśród wędkujących w tym kraju ludzi.
no i byłem na tych rybach obleciałem kawał Wisły i kawałek Brdy, według statystyk pewnych osób powinienem złowić co najmniej trzy szczupaki i pięć kilo okoni nie wspomnę o innych możliwościach. niestety czuję się oszukany , wróciłem o kiju.spotkałem czterech wędkarzy i niestety też nie mieli czym się pochwalić. Mam pytanie : co na to mędrcy od statystyk?
Miałem się juz nie odzywać, ale właśnie ..... te statystyki...... pierdoły jak żadko!
Mam zaliczonych 40 wyjazdów na ryby. Czyli powinienem mieć w rejestrze wpisanej ryby jakieś 80 kilo. Koledzy statystycy - nie wiem na czym opieracie swe wyliczenia, ale mijacie się z prawdą. A co do miesiarstwa, znam łowisko, na którym mogę bez zadnego problemu złowić w ciągu pięciu godzin, jakieś 100- 150 sztuk okonia. I to takiego okonia.... poważnego, a nie okonka. A uzbierałem w lodówce jakieś 40 sztuk, których nie wypuszczałem ze względu na uszkodzone skrzela. Czyli 40 wyjazdów - 40 okoni. Zapewniam, że tej wodzie nie zaszkodziłem i nie zaszkodzi jej, jeśli wszyscy tyle z niej wyciągną, bo ilość okonia w tej chwili stanowi tam juz problem. Narybek wszelkiej maści jest zagrożony. Okonie biją tam rybę, aż się woda gotuje, a rybki fruwają w powietrzu.
Jak to sie ma do tych mądrych statystyk? Podsumuje je szerokim uśmiechem politowania.
Powiem tak, STATYSTYCZNIE... to ja i mój pies mamy po trzy nogi.
GHOSTMIR jak zrobisz ortografa, to komputer wtedy taki wyraz podkreśla na czerwono. Można go wtedy poprawić przed wysłaniem, ewentualnie kliknąć w ten wyraz prawym klawiszem myszki i z rozwiniętej listy wybrać odpowiedni, poprawny, który automatycznie jest zastępowany.
Statystyka to piękna dziedzina aczkolwiek trudna. Jeśli nie macie pojęcia czym jest statystyka i do czego służy nie zabierajcie głosu, bo Wasza dziwna krytyka niczemu nie służy, prócz zaśmiecania forum.
Mamy kolejnego poprawiacza ortów - dziękuję Kolego za upomnienie. Przyznaję, czasem i ja popełniam błędy.
A co do statystyki, jak mawiał Józef Fisarionowicz, "śmierć jednostki jest tragedią, ale śmierć milonów, to już statystyka".
Jak by Kolega nie usiłował podciągać naszych wędkarskich problemów pod statystykę, zawsze będzie Kolega w błędzie. To po prostu bzdety i głupoty, a nie statystyka, ponieważ nie ma ona w niczym poparcia.
PS:
Co sie tyczy pisania, piszę bez uzycia edytorów, i czasem palne byka, natomiast widzę , ze Kolega ma bardzo obcykane uzywanie programów i skryptów korekcyjnych. I tak, statystycznie wypadam lepiej od Kolegi, bo moje mysli płyna bezpośrednio na ekran, a Kolega posiłkuje się poprawiaczami.
PDK
No ze studenciną nie pogadasz! On wie, on widział, on czytał! A reszta niech się słucha, a jak ktoś powie coś niewygodnego to po co w ogóle zabierał głos skoro nie ma o tym( i o niczym!) pojęcia!?
Statystyka jest to taka potężna broń która potrafi zrobić z no-killa mięsiarza ;)
Statystyka, a życie to dwie różne płaszczyzny, jak Pan Magister pójdzie do Powiatowego Urzędu Pracy to dowie się czym jest to drugie...
I dla Twojej informacji komputer niczego nie podkreśla, robi to oprogramowanie z wbudowanym narzędziem sprawdzania pisowni. Korzysta przy tym z bazy danych - słownika, który można bezproblemowo edytować i uzupełniać. Wyrazy widoczne w menu kontekstowym to zbiór wyrazów podobnych zawartych w tymże słowniku.
Nie wiesz - nie udzielaj się bo zaśmiecasz i wprowadzasz ludzi w błąd.
WuPe- Statystyka w skrócie -Analiza danych opisujących zjawiska masowe. Nic w tym pięknego natomiast wątek Czemu ryb jest coraz mniej?
Jeszcze jest „mądry ‘’ więc nie psujmy stylistycznie tego co masowe …za trudne ?
;-)
A taka ciekawostka do tematu ,moj wspaniały okreg Płocko-Włocławski wzwiazku z tym iz rybacy niechcą wykupywać licencji na Wisłe bo wszystko wyłowili to poszedł im na reke i dał do wyłowienia 30 jezior okregu .To jakaś paranoja tam zostanie z tych jezior sama ukleja i zaby:(a najleprze np j.zdworskie z 1ha minimalny odłow to 5 ton a gornych limitow wogole niema.Jak tak mozna wogole zrobić!Tymi jeziorami opiekowali sie wedkarze wpuszczali ryby a teraz co przyjda rybacy i zostawia pustynie
Znam na Kaszubach jezioro, które jest w rękach prywatnych. Właściciel pozwala łowić tylko wędkarzom, których dobrze zna i nie pobiera za to opłat. Na kłusoli poluje, o ile mi wiadomo, ze strzelbą, aby słowom nadać "odpowiedniej wagi." Efekty są taki, że jezioro małe, ale ryb dużo.
Apropos statystyk : byłem wczoraj na rybkach od 17 do 20-tej. Wybitnie dopisało mi szczęście i złapałem leszcza 48cm, lina 30cm, karpika 36cm. Taki wynik miałem ostatnio w maju br. Lina większego niż 26-27cm na moich wodach złapać można raz albo dwa w sezonie. Na rybach byłem w tym roku już kilkadziesiąt razy! Statystycy mi powiedzą, że niszczę wodę i rybostan???
;-) ;-))
Podobnymi statystykami posługuje się nasz kochany ZG. Oni też myślą, ze kazdy nasz wyjazd na ryby, kończy się złowieniem wszelkich limitów. Dlatego olewają zarybianie, bo statystyki mówią, ze ryb jest od cholery! No a ja sie w sumie nie dziwię, bo jak tacy statystycy jak ci tutaj przesyłają im dane, to ZG nie ma bladego pojęcia jak wygląda sytuacja. I koło się zamyka. A potem mi jakis studencik napisze, że GHOSTMIR w ciągu roku pozbawia zycia 730 kilo ryby.
Ż E N A D A ! Innego okreslenia nie użyję, bo jestem ostoją spokoju.
No to tak jest dlatego, że statystycznie rzecz biorąc, statystyki wyliczają ludzie, którzy statystycznie używają tylko 33% mózgu! ;)
Ja się boję, ze te statystyki nas kiedyś statystycznie wykończą. To tak jak ze średnim dochodem..... Górnik zarabia średnio 5.000 złotych..... hehehehehe. To ja chyba robię w kiosku Ruchu.
Ciebie Mirek nie wykończą statystyki, ale ten portal, kilku userów i oczywiście brak ryb ;)
Teraz mnie wykańcza jakiś ćwok, który kopiuje całe wątki od początku do końca i wkleja je w temat. Juz kilka razy to miało miejsce. Nie ma nicka, nie ma sygnatury, ale usiłuje dopisywać pointy. Niech się ujawni ciul zafajdany - cos mi sie zdaje że wiem co to za ćwok paskudny...... obym się mylił.
Jeśli myślimy o tej samej osobie to lepiej, żeby to nie był ON bo mnie krew zaleje.
"no i byłem na tych rybach obleciałem kawał Wisły i kawałek Brdy, według statystyk pewnych osób powinienem złowić co najmniej trzy szczupaki i pięć kilo okoni nie wspomnę o innych możliwościach. niestety czuję się oszukany , wróciłem o kiju.spotkałem czterech wędkarzy i niestety też nie mieli czym się pochwalić. Mam pytanie : co na to mędrcy od statystyk?".
Ano tylko to, ze moj znajomy pojechl z kumplem (swoim nie moim) gdzies pod lowicz na karasie. Zlowil 12 kg ryb i zapalowal. Zwiedzialo sie juz pol miasta w ktorym mieszkam o tym zbiorniku. Daje mu 1 rok zycia. Podobnie jak w Drzewicy. Po najezdzie "wedkarzy" z mojego miasta pozostaly tam po 2 latach niedobitki.
Odpowiedz mi na jedno pytanie. CO ZROBIC Z TAKIMI LUDZMI ???. Ukarac ich nie mozesz bo lowia zgodnie z regulaminem. Niech choc jedna osoba odpowie mi na tak zadane pytanie. Ja twierdze ze sa wyjsca 2.
1) zwiekszyc oplaty i walic rybe do wody i pilnowac (samo nie obroni sie zadne lowisko.
2) zmniejszyc presje poprzez odpowiednie uregulowania prawne (np. limit wyjsc na wode, czy ograniczony nokill)
Trzeciego rozwiazania nie widze. Ale wszyscy tu obecni je znaja, bo nikt z moimi tezami sie nie zgadza.
A ja widzę trzecie rozwiązanie.
Zmniejszyć limity dobowe! Wtedy takie mięsiarstwo nie będzie w "przestępstwem w majestacie prawa" i będą możliwości ukarania.
Niektóre limity dobowe przekształcić w tygodniowe.
Z tego co wiem, limit wszelkich innych ryb nie wymienionych w RAPR to 5kg dziennie. Zrobić 5kg tygodniowo.
Tutaj przepraszam za sarkazm, ale muszę to powiedzieć - nawet taki "mięsiarz"(wiem, bo sam się chwalił jakie to ilości ryby zabrał z wody w tym sezonie) jak Kol. GHOSTMIR spokojnie zmieści się w tych limitach i nie naruszy przepisów, a taki nieetyczny Zdzich będzie miał obawy przed PSR czy przed policją. I już nie będzie targał siaty ryb z szyderczym uśmiechem na twarzy.
I właśnie, PSR i policja... niech się w końcu ruszą, bo jak narazie to słyszę tylko legendy o szybkich, niespodziewanych kontrolach i skutecznych "nalotach" na kłusoli. Sama SSR może niewiele.
Jak czytam wszystkie posty, to okazuje sie ze nikt z obecnych na tym forum nie lowi ryb !!!. Jeden zlowil okonka, drugi karpia od maja itp. I oczywiscie wiekszosc ryb wraca do wody. Czyli idylla. Nikt w Polsce nie lowi ryb, no bo przeciez wam sie to nie udaje. Albo ktos tu sciemnia, albo zyjemy w dwoch roznych swiatach.
Nie chce nikogo obrazic, ale jest trzecie rozwiazanie. I przepraszam z gory jesli kogos dotknalem. Moze trzeba by troszke podszkolic sie w lowieniu ryb jesli macie takie wyniki.
Do GHOSTMIR.
Odnosnie tego zbiornika ktorego nie da sie przelowic. Nie wiem czy zartujesz, czy po prostu dorabiasz teorie do idei. Slyszalem juz ze 100 razy teksty w stylu - tu jest tyle leszcza ze karlowacieje. Tego sie nie da wyrybic. Teraz Ci sami ludzie lamentuja, ze kiedys to tu byly leszcze. Spytaj kogos znajomego (jesli kogos takiego znasz), jak wygladala sprawa na Drzewicy z okonie jeszcze kilka lat temu. Teksty - Panie to nie do wylowienia byly na porzadku dziennym. No i walili co popadnie. A spytaj teraz. Uslyszysz - Panie ile tu bylo okonia. I co sie z nim stalo ?. Dlatego wroze identyczny los temu zbiornikowi o ktorym napisalem post wyzej, pod Lowiczem. Podobno, na ten moment, karas jest tam nie do przebrania. Daje rok i mozemy wrocic do temantu.
A co do statystyki. Owszem srednie wartosci wynikajace ze statystyk, moga wydawac sie glupie - (ja i pies mamy po trzy nogi), ale bez tego bylibysmy slepi i glusi. Rozumiem , ze kazdy z was przeprowadzal tka operacje jak planowanie. Chociazby wyjazd na wczasy. I niektorzy liczyli sobie czas po jakim dojada na miejsce. Ciekawe jak. ?. Ktos powie ze 300 km przejedzie w 3 godz a ja powiem ze glupoty gada bo ja jade ten odcinek w 5. Czyli niech lepiej nie liczy i zda sie na slepy los ?. Tak powinno byc z waszego toku rozumowania. Jak dzierzawca wody ma policzyc jakie poniesie straty w postaci zjedzonych ryb i zaplanowac zarybienia na przyszlosc. ?. Jak ma skalkulowac cene. ?. Zapytam wprost.
Jaka wg was powinna byc skladka w PZW i skad bierzecie taka kwote ?
Tylu tu madrych ludzi dla ktorych statystyka to smieszna rzecz, wiec niech odpowiedza na to pytanie.
Nikt tutaj nie powiedział, że nie łowi ryb albo że wszystkie wracają do wody. Między wierszami czytam o karpiu od maja - karpie łowię ( raczej trafiają mi się) dość często, chodziło mi o takie zestawienie, że w jednym dniu właśnie takie gatunki w dość krótkim czasie. My raczej wszyscy potrafimy łowić ryby, jednak nie wychodzi nam to tak jakbyśmy chcieli. Co do statystyki, to nie jest wcale śmieszna. Problem raczej w tym, że statystyka jest dziedziną opierającą się na wartościach średnich z wielu punktów i nijak nie da się tych wartości przyporządkować do konkretnego punktu, w naszym przypadku zbiornika czy łowiska. Krótko mówiąc - nie ma sensu opierać się na danych statystycznych, bo nigdy nie znajdziesz gościa który wyłowi ryb zgodnie ze statystyką. Jeden złapie w sezonie 50kg lina, drugi 2kg a trzeci 10kg, statystyka sobie a realia rybostanu na każdym odrębnym zbiorniku sobie. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz o co nam chodzi i przestaniesz się niepotrzebnie unosić.
A to o czym ja pisalem w 2 pkt ?.
Zmniejszeni presji na wode to zmniejszenie m.in limitow (ograniczone no kill).
Ale to musi byc prawnie uregolowane. Tak jak np. pisales, 5 kg na tydzien i finito.
Ale pozostawienie furtki, ze da sie i 100 kg w tydzien, i liczenie na zdrowy rozsadek, niczego dobrego nie wrozy. 10 zachwa sie rozsadnie, ale wystarczy dwoch zeby "wyrownac srednia".
Jeżeli ktoś ma na tyle "władzy", aby ustalić limit wyjść na wodę to równie dobrze może zmienić te cholerne limity! Limity, limity i jeszcze raz limity połowów!
Bo co jest winny taki ja, skoro na 93020392 wyjść zabrałem 5 rybek? A statystycznie wychodzi, że 50kg ryby leży u mnie w zamrażarce. Zatem wolałbym, aby obowiązywały takie a nie inne limity i móc spokojnie wypoczywać nad wodą, niż żebym musiał traktować wyprawę na pobliską zaporówkę jak wypad do Szwecji.
Jeżeli statystyka nie oddaje dokładnie tego co jest naprawdę to tutaj kłaniają się nasze rejestry połowów - ja wpisuję wszystko sumiennie i starannie - niech oni tak to czytają i zliczają, żeby nikt mi nie zarzucił, że wg statystyki muszę zmienić zamrażarkę...
Z całym szacunkiem, jeżeli Kolega potrzebuje 5 godzin na pokonanie 300km to radzę zmienić rower ;) A tak na poważnie to tutaj też można się "nadziać" na przekłamanie statystyki, bowiem - statystycznie rzecz biorąc - jeden odcinek trasy można pokonać w ~5godzin. Zatem wybierając się do Stalowej Woli powinienem zarezerwować sobie 5godzin i 30minut na dojazd. Ale statystyka nie bierze pod uwagę wszelkich ustępstw, wyjątków, aktualnych warunków i wszystkich niespodzianek. Remonty dróg, objazdy, skróty, wypadki, możliwość złapania "kapcia", nieplanowana przerwa na pstrąga w zajeździe(mniam!) czy kawkę w przydrożnym barze.
Do Stalowej Woli raz jechałem niewiele ponad 3godz, kiedy indziej 5, a zdarzyło się nawet i 6godzin za kółkiem - psuję statystykę :
Acha! I nie możemy założyć, że cały odcinek trasy przejedziemy z niezmienną prędkością. Tu trasa, tam miasto, tam wioski itp zatem postoje na światłach, korki, mijanie pielgrzymek, przepuszczanie uprzywilejowanego stada krów itp - w tym nam statystyka nie pomoże.
Choć statystycznie szansa na spotkanie na drodze pielgrzymki do Częstochowy jest równa 0,7%, więc możemy założyć że zyskamy te 5minut nie omijając pielgrzymki. A tu ciach...., z przodu widzimy korek, słyszymy jakieś śpiewy i te 5-10min poszłooo się...wietrzyć :p
To moze z innej beczki. Tok na "polpowaznie".
Ile minut przed rozpoczeciem pracy wychodzisz z domu ?. I dlaczego ?.
Czy jesli raz Ci wypadnie, ze dotarcie zajelo Ci 2 razy dluzej niz zwykle to zaczniesz wychodzic wczesniej ?
Praca może być wyjątkiem, bo chyba nie każdy jest zmotywowany do punktualnego stawienia się w swoim miejscu pracy :p
Natomiast jeżeli punktualność byłaby konieczna to trzeba sobie dawać troszkę rezerwy na wszelkie niespodzianki.
Wyjeżdżam około godziny 7:40, aby być na 7:55 - 8:00.
Korek, dłuższy postój na światłach, przebudowa drogi - zmiana organizacji ruchu, zwiększone natężenie ruchu - to wszystko u mnie jest na porządku dziennym, ponadto jest to czysto losowe. Także czasami trzeba byłoby wyjeżdżać o 7:20, ale po co skoro nikt nie zrobi mi awantury o lekkiej spóźnienie? :p Natomiast wyjeżdżam wcześniej, aby mieć większy zapas czasu, a jeżeli uda mi się uniknąć tych niespodzianek to mam czas w spokoju wypić kawę w pracy i pośmiać się z kolegami ;)
A nie mówię już o kontrolach policji czy innych nieprzyjemnościach (awarie, kapcie, wypadki na drogach itp).
pisaq, a od czego jest odchylenie standardowe? Rozumiem, że zabierając nadal głos w dyskusji liznąłeś tematu więc pewnie wiesz od czego są te wszystkie dystrybuanty, mediany, średnie arytmetyczne, wariancje, odchylenia standardowe, środowiskowe, interakcyjne, prawdopodobieństwa, korelacje, wartości genotypowe, fenotypowe, genetyczne, hipotezy, przedziały ufności, powtarzalność, odziedziczalność, estymatory, kowariancje, indeksy selekcyjne, testy parametryczne, nieparametryczne, zmienne losowe etc. Jako światły człowiek, proponujesz innym takie głupoty... Wstyd.
I jeszcze by rozwiać wątpliwości zacytuję mądre słowa:
Prawidłowość w czystej formie nie występuje w przyrodzie. Jest ona zawsze zniekształcona przez czynniki uboczne. Prawidło9wosć zaobserwowana w doświadczeniach jest zależna od wszystkich czynników działających na zjawisko w czasie jego przebiegu, a więc zarówno od przyczyn głównych, wyznaczających tę prawidłowość, jak i ubocznych, wywołujących zmienność przypadkową. Zauważona więc przez nas prawidłowość odnosi się tylko do tych warunków, w których zjawisko zachodziło przy jej ustalaniu. Ze zmianą czynników działających na zjawisko będzie się zmieniał jego przebieg, mimo że obiektywnie prawo przyrodnicze pozostanie niezmienione. Ponieważ prawo wielkich liczb stwierdza prawidłowość przyrodniczą jako fakt statystyczny, ponieważ tę prawidłowość można ustalić przez indukcję niezupełną - z tego wynika, że prawa biologiczne maja charakter statystyczny i za pomocą statystyki mogą być określane.
Kolego pisaq. Limity, limity tygodniowe i miesięczne a nawet roczne można sobie wsadzić gdzieś:). Już Ci tłumaczę dlaczego. Wyobraź sobie że jesteś kontrolowany raz na 2 lata bądź tak jak ja i wielu wielu innych wędkarzy oraz mięsiarzy, wcale. Co teraz dadzą limity skoro masa wędkarzy nie wypełnia nawet rejestrów a do domu bierze wedle uznania a nie limitów, których wcale nie zna? Dodam, że to uznanie jest różne. Jeden bierze z umiarem drugi i trzeci bez, nie zachowując nawet okresu i wymiaru ochronnego. Albo ma to w dupie albo wcale go nie zna. Bo i po co ma znać skoro ta wiedza jest mu do niczego nie potrzebna? Limity bez kontroli to bezsens. To co napisałeś nabiera sensu wówczas gdy komuś zechce się egzekwować ustalone prawo. Pamiętajmy to wciąż jest Polska.
WuPe dałeś po garach!! Co nam daje kawałek encyklopedii w dyskusji? Pięknie umiesz przepisywać ale daj coś w temacie.
Ale nie mozna popadac w skrajnosci. Idac Twoim tokiem rozumowania, to po co wogole regulamin, skoro nikt nikogo nie kontroluje.
Dajmy sobie spokoj z okresami, wymiarami itp. Zniesmy jakiekolwiek limity. Wolna amerykanka. Kazdemu wg jego sumienia.
Wg mnie nalezy skonstruowac dobre prawo i znalezc srodki do jego egzekwowania. Jak, to juz nie chce sie powtarzac. A inaczej, to bedzie jak bylo i nic sie nie zmieni. Skoro nie zmienilo sie od kilkunastu lat, to trzeba byc niepoprawnym optymistom, zeby wierzyc ze zmieni sie teraz.