Witam chcę zachęcić wszystkich to wypuszczania ry bo w koncu wybierzemy je wszystkie i będziemy łowić tylka świeżo wpuszcone ryby a jeśli już ktoś muśi jesc ryby to niech weżmie sobie 1 kl ryby tygodniowo i wystarczy w koncu nikt nie jest tak biedny żeby jeść tylko to co złowi
Bieda raczej niema z tym nic wspólnego. Skoro stać kogoś na kartę, zanęty, przynęty sprzęt i akcesoria wędkarskie to chyba taniej by było iść do sklepu i kupić rybkę od czasu do czasu.
myślę że to jest pazerność opłaciłem kartę ponoszę duże koszty wędkowania to zabiorę a co mi tam może komuś oddam trochę się zje trochę się zamrozi/póżniej wyrzuci/taka już jest mentalność większości kolegów metoda złap i wypuść nie przysparza na łowisku przyjaciół po co łowisz skoro wypuszczasz?ryba zacięta i wyjęta z wody jak się ją wpuści i tak zdechnie!jest to jedyna metoda na to żeby można było jeszcze parę lat te ryby łapać a nie o nich z łezką w oku wspominać pozdrawiam
Witam jest to temat rzeka fakt jestem zwolennikiem wypuszczania zlowionych ryb , powodem tego jest po niekad fakt iz lapie w wiekszosci nad rzeka Odra a jakosc ryby w tej wodzie jest srednia chodzi mi tu o zapach . Uwazam jednak iz nie ma nic zlego w zjadaniu zlowionych ryb jesli jednak ryby te przede wszystkim maja wymiar lub jesli wymiar ten nie jest jakims rekordem i jesli ich ilosc nie przewyzsza naszych potrzeb .Jesli wszyscy stosowali by sie do tego mieli bysmy wiele pieknych lowisk pozdrawiam .
Witam szymon 888 następny nawiedzony i święty. Jak masz taką potrzebę wypuszczania ryb to je wypuszczaj a nie afiszuj się i nie zaśmiecaj forum na którym napisano już na ten temat tysiące słów. Pilnuj siebie i postępuj zgodnie z regulaminem APR a innych się nie martw - będziesz spał spokojnie. Pozdrawiam.
Proponuję fanom c&r aby posprzątali po sobie na łowisku - widziałe nie raz takich cwaniaczków co zostawiali po nocce wędkowania na brzegu. Pozdrawaiam.
killerek29 napisałeś święte słowo "umiar" zgadzam się z nim w 100%.
Mam ochotę na rybkę to ją jem jeśli coś ładnego się złapie ale we wszystkim trzeba mieć umiar. pół siatki płoteczek po 10 cm to jak dla mnie jest nawiedzone ale 2 blisko kilograma raz na miesiąc to co innego. A niestety często na zbiornikach i rzeczkach widać ten pierwszy wariant.
zgadzam sie z wami że gdy złowimy jakomś większom rybę to morzemy wząść ale nawet jak ona ma ledwie ponat wymiar to ani z takiej ryby nie ma mięsa ani fraidy
Taka jest mentalnosc ludzi, klusolowi nie wytlumaczysz ze robi zle, trzeba go surowo karac i tyle, to samo dotyczy miesiarzy a takich normalnych wedkarzy, ktorzy ciagle maja czytac o c&r pwenie juz szlak powoli trafiac zaczyna.
Tak jak chlopaki pisza wyzej, kto zna umiar niech zjada te ryby a kto chce niech wypuszcza, jego sprawa !
W pełni popieram przedmówcę i jednocześnie pragnąłbym skierować jego słowa do wszystkich ortodoksyjnych no-killowców. Realizujcie swoje idee w praktyce a nie "na papierze".
Nie chce nikogo przekonywac do C&R. Ale chcialbym otrzymac jedna odpowiedz od tych co pisza, ze mozemy wszystko, byle z umiarem. Gdzie wg was jest ta granica umiaru. Jak ja okreslacie ?. 20 kg czy moze 100kg /rok. A moze jakos inaczej. Moze wartosc skladki / wartosc rynkowa ryby ? Prosilbym o sumienne odpowiedzi. Naprawde jestem ciekaw waszego zdania na ten temat.
Nie chce nikogo przekonywac do C&R. Ale chcialbym otrzymac jedna odpowiedz od tych co pisza, ze mozemy wszystko, byle z umiarem. Gdzie wg was jest ta granica umiaru. Jak ja okreslacie ?. 20 kg czy moze 100kg /rok. A moze jakos inaczej. Moze wartosc skladki / wartosc rynkowa ryby ? Prosilbym o sumienne odpowiedzi. Naprawde jestem ciekaw waszego zdania na ten temat.
A i ja się też pod tym podpisuję.
Każdy ma swój umiar więc to jest pojęcie względne.
Jeżeli ktoś mówi o C&R i potem zastawia się przepisami RAPR to proszę sobie pomnożyć limity jakie są w przepisach pomnożyć przez dni w miesiącu nie mówiąc już o roku. Wiadomo nie jeździmy co dziennie na ryby, lecz to się tyczy ogółu. Nie będę liczył ale to są kolosalne wyniki i wszystko z godnie RAPR. NONSENS.
Stary, ile Ty i Toja rodzina jestes w stanie zjesc tej ryby jednorazowo na obiad ?
To jest wlasnie ten rozsadek.
Ewentualnie jeszcze jedna porcja do lodowki bo przez najblizsze kilka tygodni nie bede mogl jechac na ryby, takie jest moje zdanie.
Popzdrawiam !
Nie odpowiedziales mi na pytanie. Ja nie jestem w stanie zjesc nawet 10g ryby slodkowodnej, bo ich po prostu nie lubie :). Ale sadze ze przecietna rodzina (2 + 2) moze wciagnac na obiad okolo 2 kg ryby (liczonej na surowo z wnetrznosciami). Ale nie powiedziales co ile dni moze jesc taki obiad (zgodnie z przyjetym tzw umiarem). Raz na tydzien, na miesiac ?.Zalozmy ze raz na tydzien. Czyli miesiecznie okolo 8 kg ryb. Rocznie ok 80 kg (zakladam ze wiekszosc wedkarzy nie lowi pelnych 12 miesiecy w roku). Czy to jest wg Ciebie umiar. Nie pytam zlosliwie, po prostu chce wiedziec gdzie konczy sie umiar a zaczyna miesiarstwo.
Do kolegi Tomikan1129. Zgadzam sie z Toba. Gdyby wszyscy wedkarze brali ryby zgodnie z RAPR to po 1 roku nic w wodach by nie plywalo. Na szczescie w wiekszosci wypraw na ryby nie udaje nam sie tych limitow osiagnac :).
Odpowiedzialem Ci wyczerpujaco, przeczytaj uwaznie jeszcze raz.
Twoje srednie wyliczenia sa bledne ! Ja w zeszlym roku moze 15kg ZJADLEM razem z rodzina wiec takich jak ja i mnie podobnych wedkarzy nie wkladaj do jednego worka swojej "sredniej rocznej"
I na litosc !!! Przestancie dzielic nas na bezdusznych pozeraczy ryb i tych co je wypuszczaja !!!
WIecej na ten temat nie bede sie juz wypowiadal bo to nie ma sensu.
Do kol ....kielce... nie masz się co frustrować. To pytanie od ....pawelz... było do wszystkich, a odpowiadasz tak jak by było kierowane tylko do Ciebie.
Tak jak już napisałem że UMIAR jest pojęciem względnym.
Do założyciela tego tematu. Powiedz to klusownikom.Co ty wypuscisz to oni chetnie w sieci i na szarpaczka ,prąd i inne cuda wyłapia.Malutkie wypuszczam,duże (zgodnie z wymiarem i okresem ochronnym) zabieram.
Dla mnie umiar = relaks czyli zabieramy to co z chęcią przyrządzimy i zkonsumujemy "od ręki" Mięsiarstwo dla mnie jest wtedy gdy łapiemy i zabieramy wszystko nawet jesli jest to w granicach limitów dziennych i ilościowych a potem jak już wszyscy docenią jakim jesteśmy dobrym wędkarzem nie bardzo wiemy co z tymi rybami zrobić albo po prostu nam się niechce nic z nimi zrobić.
Bardzo wymijajaca odpowiedz. Czy jesli co 2 dni bede na rybach i bede jadl to co zlowie od reki (moge sobie taka sytuacje wyobrazic) i w dodatku z przyjemnoscia, to tez bedzie to umiar ? Prosze sie nie obrazac, nie chce nikogo oczerniac czy krytykowac. Chce tylko uswiadomic tym, co pisza o umiarze, pisza byc moze i o 100 kg ryb. Kilkuosobowa rodzina jest w stanie spokojnie tyle skonsumowac. Po prostu nikt na razie nie okreslil pojecia umiar ( i przy takim podejsciu ) i pewnie tego nie zrobi. Dlatego powolywanie sie na cos tak plynnego wg mnie nie ma sensu. Chyba ze jasno zdefiniujemy ze np umiar to 200 zl / 10 zl za kg = 20 kg ryb. Prosze to traktowac jako przyklad. Ale pisanie, ze umiar jest wtedy kiedy mam ochote na rybe i zjem od razu mnie nie przekonuje. Bo niektorzy moga miec ochote na rybe codziennie (tak ja np. na piwo, paczka czy loda).
Kolego pawelz umiar to nie wzór matematyczny tylko indywidualne podejście każdego człowieka. Ja osobiście nie mam czasu codziennie łapać ryb a tym bardziej ich przyrządzać.
Nie kazdy kto zabiera ryby to miesiarz. Tez zdarza mi sie 2-3 razy w roku (nie liczac Czarnej Przemszy) zabrac 1-2 jazie do domu. Moze dla ulatwienia podam swoja definicje umiaru. Biore z lowiska tyle ryb ile pomnozone przez szacunkowa liczbe wedkarzy nie uszczupli w zauwazalny sposob wody. I tak np na Pilicy jak wspomnialem, pozwalam sobie na max 6 jazi w roku (takich w granicach 0,5 kg - ryby je moja zona i dla niej 1 kg ryb na raz w zupelnosci starcza). Ale jelca nie wezme zadnego. Jest ich na tyle malo, ze kazda rybka stanowi spory ubytek. Z zadnej malej rzeczki pstragowo lipieniowej nie biore ryb. ale gdyby udalo mi sie zlowic na Sanie czy Dunajcu lipienia pewnie ze 2 sztuki w roku bym zabral. Ale lowie na OS" ach wiec problem mam z glowy :). Natomiast bez oporu paluje teczaki z Czarnej Przemszy. Tam ryba jest wpuszczana co piatek, placi sie za to dodatkowo 15 zl i w zasadzie jest do wylowienia. Ale juz wszystkie lipienie z CP zostaly przezemnie wypuszczone.
Kolego pawelz umiar to nie wzór matematyczny tylko indywidualne podejście każdego człowieka. Ja osobiście nie mam czasu codziennie łapać ryb a tym bardziej ich przyrządzać.
Tyle tylko ze wielu apeluje o umiar. Czyli o co ?. O to czym sami sie kierujemy. Skoro to indywidualne podejscie, to taki apel jest bez sensu. Nie wydaje Ci sie ?.
Umiarkowanie (łac. temperantia) – cnota moralna, która polega na używaniu rozumu dla panowania nad własnymi instynktami i potrzebami. Oznacza umiejętność korzystania z dóbr materialnych zgodnie z ich celem. Zapewnia panowanie woli nad popędami. Stawia pragnieniom pewne granice.
Dotyczy w pierwszym rzędzie panowania nad tymi siłami w człowieku, które mają za zadanie zachowanie życia (głód pokarmu, napoju, instynkt seksualny).
Umiarkowanie jest jedną z czterech cnót kardynalnych w chrześcijaństwie.
Starożytność
O potrzebie cnoty umiarkowania mówili już starożytni filozofowie. Umiarkowanym określali człowieka, który jest panem samego siebie.
Sokrates uznawał umiarkowanie za fundament każdej cnoty.
Arystoteles uważał, bycie umiarkowanym to uporządkowane pragnienie rzeczy, a więc w odpowiedni sposób, w odpowiednim miejscu i czasie. Twierdził też, że oznaką umiarkowania jest brak cierpienia, gdy człowiek nie doświadcza przyjemności. Fundamentalne w etyce Arystotelesa było pojęcie złotego środka, czyli równowagi pomiędzy brakiem a nadmiarem[1].
Potrafie korzystac z Wikipedii. Tylko jak to sie ma do rzeczywistosci. Potrafilbys wyrecytowac nad woda ta formulke, gdyby ktos Cie zapytal czy zachowujes sie z umiarem, zabierajac ryby z lowiska ?
Czytałem wiele wypowiedzi na temat C&R- za i przeciw.Mam takie same zdanie jak kolega Kijus.Osobiście wypuszczam ryby ale to mój osobisty wybór i nie mam zamiaru usilnie kogoś namawiać aby czynił podobnie.Tak jak koledzy zabierający ryby spotykają się z uszczypliwościami od ortodoksyjnych zwolenników C&R tak ja usłyszałem wiele niewybrednych zwrotów na temat mojej inteligencji od tych pierwszych.Moim zdaniem należy piętnować zachowania tych wędkarzy którzy pod przykrywką przynależności do PZW uprawiają zwyczajne kłusownictwo.Całe te kłótnie kto jest leszy nie mają moim zdaniem najmniejszego sensu.Pozdrawiam wszystkich równie serdecznie.
Moim zdaniem im wiecej sie o czyms mowi ,tym wiecej ludzi ma tego swiadomosc, wiec ci co pisza ze juz maja dosc o c&r niech zachowaja to dla siebie ,bo nikt ich nie zmusza do czytania tego tematu. Mieszkam w Anglii ,a tu ludzie z zasady wypuszczaja to co zlowia i uwazam to za pozytywne zjawisko. Uwazam rowniez ,ze nie ma nic zlego w tym ze raz na jakis czas ktos sobie rybke zabierze i zje (umiar-wiadomo o co chodzi ). Poza tym nie lubie dlubac w tych osciach. Im wiecej zwolennikow c&r -tym tym chyba lepiej. Prawda!?
kolego niby tak ale też nie można nikogo na siłe przekonywać że zasada złów i wypuść jest jedyna i słuszna ja osobiście zabieram jakąś część połowu i jest mi z tym dobrze ponieważ lubie zjeść świeżą rybkę tak jak zresztą moje dzieci a wolę ja zabrać niż kupić w markecie 5 razy mrożoną także każdy ma swoje sumienie i robi jak uważa i nikogo za swoje zdanie nie mozna potępiać pozdrowienia
moim zdaniem jak ktoś tak bardzo potrzebuje wypuścić rybę dla swoich idei, poczucia spełnienia i satysfakcji niech tak czyni, uważam, że wystarczy, aby każdy postępował wg regulaminu a naprawdę będzie dobrze tzn: 1.wypuszczał ryby poniżej wymiaru i w okresie ochronnym 2.złowić tyle ile potrzebuje żeby zaspokoić smak ryby w ustach, a nie nawalić wiadro patelniaków a potem nie wiadomo co z nimi zrobić 3.nie zaśmiecać dodatkowo łowiska a po łowieniu ogarnąć okolice z butelek, opakowań itp
Na koniec wyrażę swoje ubolewanie w stosunku do PZW i Gospodarstw: mała ilość zarybień i ich niechlujne realizowanie opłaty są zbyt wysokie w stosunku do łowisk i ich jakości kontrolują nas wędkarzy a nie kłusowników
Mięsiarz, dla mnie to osoba, która zabiera ryby bez specjalnego zamysłu nad konsekwencjami swoich czynów, osoba która przychodzi nad wodę PO RYBY, a nie na ryby. Posiada dużą zamrażarkę, nie wypuszcza żadnej złowionej ryby, ale trzyma się obecnych (śmiesznych) limitów, okresów i wymiarów ochronnych. Czyni spustoszenie w rybostanie, bo twierdzi, że jak nie on to inny. Wypuszczenie złowionej ryby (nawet okazu!) jest dla niego niedopuszczalne. Uważa, że zasoby ryb w naszych wodach są nieskończone. Nie ma świadomości, że grabi samego siebie.Podchodzi do wędkarstwa jak do darmowego sposobu pozyskiwania pokarmu.
Na ten sezon przyjąłem zasadę 99% no-kill, bo gdybym zabrał wszystkie ryby złowione w 2009 to nawet nie chciałoby mi się przychodzić nad odwiedzone przeze mnie wcześniej łowiska. Fajna jest świadomość, że ta jedna ryba, którą się wypuściło wciąż tam czeka i jest szansa na powtórne spotkanie. Mówiąc inaczej, jeżeli złowiłem 10 ryb i wszystkie wypuściłem to mogę założyć, że w danej wodzie jest przynajmniej 10 ryb ;)Limity dobowe dla siebie ustaliłem limitami rocznymi, a i tak nie jestem pewien czy coś zabiorę.Wyznaczyłem sobie górne i dolne wymiary ochronne poszczególnych ryb i będę się tego trzymał. Są też gatunki ryb, których nigdy (bez względu na rozmiar) nie zabiorę do domu - sandacz, szczupak, sum, okoń, lin. Jak narazie obiecałem babci karpia albo leszcza, ale tych u nas pod dostatkiem (i karłowacieją). Może kiedyś przyjdzie mi ochota na świeżą rybkę to zabiorę jednego leszcza do 35cm albo jednego karpia do 40cm. To czego się naoglądałem na początku sezonu 2010 dało mi do myślenia, prawdziwy kubeł zimnej wody. Branie, miara, siata, dom. Branie, miara, siata dom. Branie, nie-miara, worek, dom.
Kolego ,pisaq” dopóki nie zostaną zmienione te śmieszne limity to każdy będzie brał ile można i apele o wypuszczanie nie wiele dadzą , jak i to nasze pisanie . Regulamin jest podstawą naszego wędkowania i każdy kto się trzyma go jest w porządku i nikt nic na to nie poradzi . Jedynie zmiany jakie powinno się wprowadzić w regulaminie mogą ukrócić to mięsiarstwo . Dlatego te gadki o Złów i wypuść są darmowe i tylko nastawiają jednych na drugich , jak zresztą widać na tym i innych portalach . W obecnej chwili jedynie możemy apelować do zdrowego rozsądku niektórych wędkarzy , i czekać na zmiany w RAPR . Wielu się na portalach deklaruje że wypuszcza , a na łowiskach tego nie widać . Bez obrazy bo to ogólnie mówię .
z tego co tutaj piszecie to za pare lat zostaną tylko te "wymiarowe" ryby, ale o jakies 2-3 cm wieksze od wymiaru... Skoro duże zabieramy, a kłusolom w sieciach itp. nie zmieszczaz sie male rybki to wszystkie duze szlak trafi, ale za to drobnicy berdziemy mieli od *****. Nie wiem co mam na ten temat sadzic, niech kazdy ma umiar w tym co zabiera, nie mam nic przeciwko, ale UMIAR panowie!!
Do kolegow Pisaq i Kazik. Nie wiem jak przejdzie mi to przez gardlo (a raczej klawiature) :) ale zgadzam sie z wami w 100%. Zwlaszcza definicja miesiarza w wydaniu Pisaq bardzo mi sie podoba. Nic dodac nic ujac. A z kolega Kazik zgadzam sie w 100% w kwestii zaostrzenia przepisow. Zawsze o tym pisalem. Apelowanie do rozsadku nic tu nie da.
Kol ....pawelz... a co Ci tak cięzko jest zgodzić się z kimś :):) hehe.
Bardzo prosto to skomponował kol ....pisaq.... i nbic dodać nic ująć. Co do zwiększenia limitów wymiarów też już na tym portalu toczyłem boje ale wątpię że coś się zmieni ponieważ tych co chcą mniej brać już nie mówię wypuszczać jest mało. Kontroli zapewne nie będzie co dzień, a to jest ważny punkt by jakoś wybić z głowy tym że co za dużo to nie zdrowo.
P.S. W Sobotę to jest 1 maj była kontrola na naszych łowiskach w Mielcu. Na Wisłoce (rzeka) złapali paru co nie miało kart, oraz trafił się jeden z opłatami co miał 4 KLENIE niewymiarowe w siatce. Szok.
Czytam te Wasze definicje i wywody i jest mi Was żal panowie.Był już w literaturze jeden taki co walczył z wiatrakami i niestety przegrał.Jesteście Panowie skazani na porażkę jak ten od wiatraków.I nie piszę tego żeby Wam zrobić przykrość tylko po to byście sobie odpuścili.Jak i odpuście waszym winowajcą.Nie jestem mięsiarzem ale za to jestem smakoszem i biorę jedną lub dwie ryby na kolację.I chciałbym aby takich jak ja było więcej.Ale nie biorących niech będzie jak najwięcej!!!! To dla mnie zostaną większe okazy , a wtedy będę zabierał tylko i wyłącznie po jednej rybie z każdego wędkowania.Pozdro.Ps.I nie podpierać się w odpowiedzi kłusolami.Bo ci są i będą i h ...im w ...d.....!!!!!!!
Ja tak trochę za żartuję i powiem że jest obecnie taki Człowiek i to prawdziwy, który walczy z wiatrakami, a co najlepsze, że wygrywa i dobrze Mu to idzie chociaż po ciężkich trudach, ale wygrywa.
Ten ktoś to nasz portalowy kol....Jurek..... Nie jestem może za bardzo za klonowaniem ludzi lecz tego Pana to można by tak sklonować.
Jurek Kolego nie walczy z wiatrakami tylko z realnymi ,kłusolami.I jak wiem nie jest osamotniony w tym co robi.W każdym okręgu znajdzie się po pary takich jak Jurek. I chwała Im za to .Pozdro.Ps.Jurek jak wiem lubi świeżą rybę i nie jest mięsiarzem.
Kłusol to taki wiatrak jednego z walczysz a następny się pojawi.
Właśnie nie sam. Wielu znam co by chcieli tak jak on, ale nie mają z kim bo gdzie nie gdzie nie pozwala się takim osobom o taką walkę bo ręka rękę myje. Wiesz dobrze jak to jest kol...pawelek...
P.S. Podejrzewam że jak każdy lubi świeżą rybę. Sam czekam na coś ładnego bo bym sobie za grilował z rybą.
Mięsiarstwo i Umiar to są pojęcia względne i każdy będzie je interpretował pod siebie.
Kol ....pawelz... a co Ci tak cięzko jest zgodzić się z kimś :):) hehe.
Oczywiscie ze nie :). Jest wielu ludzi z ktorymi czesto sie zgadzam, mamy wiele podobnych pogladow. Ale z Kolega Kazikiem wiele razy wymienialismy sie zupelnie przeciwnymi pogladami na tym forum. Kazda nasza wypowiedz byla zaprzeczeniem wypowiedzi adwersarza. Na szczescie nie doszlo chyba nigdy miedzy nami do ostrej wymiany zdan :).
Podobnie z kolega pisaq. Moja przygoda na tym portalu nie zaczela sie najlepiej. Nalezal do grona osob z ktorych wiekszosc odeszla. Ale co bylo, to bylo. Ja tam pamietliwy nie jestem :). A i mi mam nadzieje ze pewne rzeczy zostana wybaczone. Choc kolega pisaq akurat najmniej udzielal sie w pyskowkach. Pamietam go z raczej wywazonych odpowiedzi, co nie oznacza ze musialem sie z nimi zgadzac :)
Panowie , jak to jest. Kogo by nie spytac, to oczywiscie umiar, rybka na kolacje itp. Wydawaloby sie, ze wszystko super. To ja spytam przewrotnie. Czemu w takim razie nie ma np. wprowadzonego ograniczenia typu 1 szt szczupaka na np / tydzien. Czemu nie ma np. limitu 2kg ryb ktore nie podlegaja limitom ilosciowym (tylko jest 5kg). Komu potrzeba 10 szt jazia. ?. I przychodzi mi do glowy tylko jedna odpowiedz. Ano dlatego, ze wiekszosc wedkarzy podnioslaby od razu krzyk. Nie ludzmy sie , wiekszosc pragnie pelnej lodowy. Twierdza, ze placa 200 zl / rok musza zjesc ze 40 kg miesa. I dopoki przepisy beda miesiarskie, poty nie bedzie ryb. I apelowanie, lowmy zgodnie z przepisami, (wypuszczajmy ryby niemiarowe - tego apelu nie rozumiem, to tak jakby apelowac - nie kradnijmy - wypuszczenie ryby niemiarowej powinno byc tak naturalnym odruchem jak kichanie w czasie kataru) jest dla mnie bez sensu. Jesli kazdy bedzie bral zgodnie z regulaminem ryby, to ja za 3 lata przestaje oplacac skladki PZW. Nie bedzie ryb w wodzie. Na szczescie jest grupka ludzi ktorzy rozumieja pojecie umiar i jeszcze mniejsza grupka ktora nie zabiera ryb wcale. To dzieki nim cos jeszcze plywa. Na pewno nie dzieki tym co lowia zgodnie z regulaminem, ale paluja wszystko co jest zjadliwe.
Jeszcze nigdy nie spotkałem no kilowca.Powiem więcej .Za to naiwniaków co w to wierzą bez liku.I niech się broń boże nie ujawni tu taki który się za takiego uważa .Bu ze śmiechu popękamy.I za Wasze bajery, nie z tej ziemi serdeczne dzięki.Pozdro.
Witam chcę zachęcić wszystkich to wypuszczania ry bo w koncu wybierzemy je wszystkie i będziemy łowić tylka świeżo wpuszcone ryby a jeśli już ktoś muśi jesc ryby to niech weżmie sobie 1 kl ryby tygodniowo i wystarczy w koncu nikt nie jest tak biedny żeby jeść tylko to co złowi
Bieda raczej niema z tym nic wspólnego. Skoro stać kogoś na kartę, zanęty, przynęty sprzęt i akcesoria wędkarskie to chyba taniej by było iść do sklepu i kupić rybkę od czasu do czasu.
PDK
myślę że to jest pazerność opłaciłem kartę ponoszę duże koszty wędkowania to zabiorę a co mi tam może komuś oddam trochę się zje trochę się zamrozi/póżniej wyrzuci/taka już jest mentalność większości kolegów metoda złap i wypuść nie przysparza na łowisku przyjaciół po co łowisz skoro wypuszczasz?ryba zacięta i wyjęta z wody jak się ją wpuści i tak zdechnie!jest to jedyna metoda na to żeby można było jeszcze parę lat te ryby łapać a nie o nich z łezką w oku wspominać pozdrawiam
Witam jest to temat rzeka fakt jestem zwolennikiem wypuszczania zlowionych ryb , powodem tego jest po niekad fakt iz lapie w wiekszosci nad rzeka Odra a jakosc ryby w tej wodzie jest srednia chodzi mi tu o zapach . Uwazam jednak iz nie ma nic zlego w zjadaniu zlowionych ryb jesli jednak ryby te przede wszystkim maja wymiar lub jesli wymiar ten nie jest jakims rekordem i jesli ich ilosc nie przewyzsza naszych potrzeb .Jesli wszyscy stosowali by sie do tego mieli bysmy wiele pieknych lowisk pozdrawiam .
chodzi sie "na ryby" a nie po ryby
Witam
szymon 888 następny nawiedzony i święty. Jak masz taką potrzebę wypuszczania ryb to je wypuszczaj a nie afiszuj się i nie zaśmiecaj forum na którym napisano już na ten temat tysiące słów. Pilnuj siebie i postępuj zgodnie z regulaminem APR a innych się nie martw - będziesz spał spokojnie.
Pozdrawiam.
Proponuję fanom c&r aby posprzątali po sobie na łowisku - widziałe nie raz takich cwaniaczków co zostawiali po nocce wędkowania na brzegu. Pozdrawaiam.
Umiar jest dobry we wszystkim. W zabieraniu ryb jak i w pisaniu .... to tyle z mojej strony
killerek29 napisałeś święte słowo "umiar" zgadzam się z nim w 100%.
Mam ochotę na rybkę to ją jem jeśli coś ładnego się złapie ale we wszystkim trzeba mieć umiar. pół siatki płoteczek po 10 cm to jak dla mnie jest nawiedzone ale 2 blisko kilograma raz na miesiąc to co innego. A niestety często na zbiornikach i rzeczkach widać ten pierwszy wariant.
PDK
zgadzam sie z wami że gdy złowimy jakomś większom rybę to morzemy wząść ale nawet jak ona ma ledwie ponat wymiar to ani z takiej ryby nie ma mięsa ani fraidy
Witam !
To cale c&r robi sie nudne.
Ile mozna pisac w kolko jedno i to samo ?
Taka jest mentalnosc ludzi, klusolowi nie wytlumaczysz ze robi zle, trzeba go surowo karac i tyle, to samo dotyczy miesiarzy a takich normalnych wedkarzy, ktorzy ciagle maja czytac o c&r pwenie juz szlak powoli trafiac zaczyna.
Tak jak chlopaki pisza wyzej, kto zna umiar niech zjada te ryby a kto chce niech wypuszcza, jego sprawa !
Pozdrawiam wszystkich Wedkarzy !
popieram kolege kielce. kazdy widzi innych ale siebie juz nie
W pełni popieram przedmówcę i jednocześnie pragnąłbym skierować jego słowa do wszystkich ortodoksyjnych no-killowców. Realizujcie swoje idee w praktyce a nie "na papierze".
Nie chce nikogo przekonywac do C&R. Ale chcialbym otrzymac jedna odpowiedz od tych co pisza, ze mozemy wszystko, byle z umiarem.
Gdzie wg was jest ta granica umiaru. Jak ja okreslacie ?. 20 kg czy moze 100kg /rok.
A moze jakos inaczej. Moze wartosc skladki / wartosc rynkowa ryby ?
Prosilbym o sumienne odpowiedzi. Naprawde jestem ciekaw waszego zdania na ten temat.
Do Pawełz
Stary, ile Ty i Toja rodzina jestes w stanie zjesc tej ryby jednorazowo na obiad ?
To jest wlasnie ten rozsadek.
Ewentualnie jeszcze jedna porcja do lodowki bo przez najblizsze kilka tygodni nie bede mogl jechac na ryby, takie jest moje zdanie.
Popzdrawiam !
Nie chce nikogo przekonywac do C&R. Ale chcialbym otrzymac jedna odpowiedz od tych co pisza, ze mozemy wszystko, byle z umiarem.
Gdzie wg was jest ta granica umiaru. Jak ja okreslacie ?. 20 kg czy moze 100kg /rok.
A moze jakos inaczej. Moze wartosc skladki / wartosc rynkowa ryby ?
Prosilbym o sumienne odpowiedzi. Naprawde jestem ciekaw waszego zdania na ten temat.
A i ja się też pod tym podpisuję.
Każdy ma swój umiar więc to jest pojęcie względne.
Jeżeli ktoś mówi o C&R i potem zastawia się przepisami RAPR to proszę sobie pomnożyć limity jakie są w przepisach pomnożyć przez dni w miesiącu nie mówiąc już o roku. Wiadomo nie jeździmy co dziennie na ryby, lecz to się tyczy ogółu. Nie będę liczył ale to są kolosalne wyniki i wszystko z godnie RAPR. NONSENS.
Pozdrawiam.
Do Pawełz
Stary, ile Ty i Toja rodzina jestes w stanie zjesc tej ryby jednorazowo na obiad ?
To jest wlasnie ten rozsadek.
Ewentualnie jeszcze jedna porcja do lodowki bo przez najblizsze kilka tygodni nie bede mogl jechac na ryby, takie jest moje zdanie.
Popzdrawiam !
Nie odpowiedziales mi na pytanie. Ja nie jestem w stanie zjesc nawet 10g ryby slodkowodnej, bo ich po prostu nie lubie :). Ale sadze ze przecietna rodzina (2 + 2) moze wciagnac na obiad okolo 2 kg ryby (liczonej na surowo z wnetrznosciami).
Ale nie powiedziales co ile dni moze jesc taki obiad (zgodnie z przyjetym tzw umiarem). Raz na tydzien, na miesiac ?.Zalozmy ze raz na tydzien.
Czyli miesiecznie okolo 8 kg ryb. Rocznie ok 80 kg (zakladam ze wiekszosc wedkarzy nie lowi pelnych 12 miesiecy w roku). Czy to jest wg Ciebie umiar. Nie pytam zlosliwie, po prostu chce wiedziec gdzie konczy sie umiar a zaczyna miesiarstwo.
Do kolegi Tomikan1129. Zgadzam sie z Toba. Gdyby wszyscy wedkarze brali ryby zgodnie z RAPR to po 1 roku nic w wodach by nie plywalo. Na szczescie w wiekszosci wypraw na ryby nie udaje nam sie tych limitow osiagnac :).
Odpowiedzialem Ci wyczerpujaco, przeczytaj uwaznie jeszcze raz.
Twoje srednie wyliczenia sa bledne !
Ja w zeszlym roku moze 15kg ZJADLEM razem z rodzina wiec takich jak ja i mnie podobnych wedkarzy nie wkladaj do jednego worka swojej "sredniej rocznej"
I na litosc !!! Przestancie dzielic nas na bezdusznych pozeraczy ryb i tych co je wypuszczaja !!!
WIecej na ten temat nie bede sie juz wypowiadal bo to nie ma sensu.
Pozdrawiam Wszystkich !
Do kol ....kielce... nie masz się co frustrować. To pytanie od ....pawelz... było do wszystkich, a odpowiadasz tak jak by było kierowane tylko do Ciebie.
Tak jak już napisałem że UMIAR jest pojęciem względnym.
Do założyciela tego tematu. Powiedz to klusownikom.Co ty wypuscisz to oni chetnie w sieci i na szarpaczka ,prąd i inne cuda wyłapia.Malutkie wypuszczam,duże (zgodnie z wymiarem i okresem ochronnym) zabieram.
No i właśnie pojęcie UMIAR zaczyna się pomału rozwijać. Jak tak dalej pójdzie będzie wesoło na tym forum.
Pozdrawiam.
Dla mnie umiar = relaks czyli zabieramy to co z chęcią przyrządzimy i zkonsumujemy "od ręki" Mięsiarstwo dla mnie jest wtedy gdy łapiemy i zabieramy wszystko nawet jesli jest to w granicach limitów dziennych i ilościowych a potem jak już wszyscy docenią jakim jesteśmy dobrym wędkarzem nie bardzo wiemy co z tymi rybami zrobić albo po prostu nam się niechce nic z nimi zrobić.
Bardzo wymijajaca odpowiedz. Czy jesli co 2 dni bede na rybach i bede jadl to co zlowie od reki (moge sobie taka sytuacje wyobrazic) i w dodatku z przyjemnoscia, to tez bedzie to umiar ?
Prosze sie nie obrazac, nie chce nikogo oczerniac czy krytykowac.
Chce tylko uswiadomic tym, co pisza o umiarze, pisza byc moze i o 100 kg ryb. Kilkuosobowa rodzina jest w stanie spokojnie tyle skonsumowac. Po prostu nikt na razie nie okreslil pojecia umiar ( i przy takim podejsciu ) i pewnie tego nie zrobi. Dlatego powolywanie sie na cos tak plynnego wg mnie nie ma sensu.
Chyba ze jasno zdefiniujemy ze np umiar to 200 zl / 10 zl za kg = 20 kg ryb. Prosze to traktowac jako przyklad. Ale pisanie, ze umiar jest wtedy kiedy mam ochote na rybe i zjem od razu mnie nie przekonuje. Bo niektorzy moga miec ochote na rybe codziennie (tak ja np. na piwo, paczka czy loda).
A jak jutro złapie szczupaka to na pewno go zabiorę bo mam na niego chrapkę i za mięsiarza sie nie uważam.
No i racja. Krowa która dużo ryczy mało mleka daje.I tak jest z tymi no killowcami.
Kolego pawelz umiar to nie wzór matematyczny tylko indywidualne podejście każdego człowieka. Ja osobiście nie mam czasu codziennie łapać ryb a tym bardziej ich przyrządzać.
Nie kazdy kto zabiera ryby to miesiarz. Tez zdarza mi sie 2-3 razy w roku (nie liczac Czarnej Przemszy) zabrac 1-2 jazie do domu.
Moze dla ulatwienia podam swoja definicje umiaru. Biore z lowiska tyle ryb ile pomnozone przez szacunkowa liczbe wedkarzy nie uszczupli w zauwazalny sposob wody.
I tak np na Pilicy jak wspomnialem, pozwalam sobie na max 6 jazi w roku (takich w granicach 0,5 kg - ryby je moja zona i dla niej 1 kg ryb na raz w zupelnosci starcza). Ale jelca nie wezme zadnego. Jest ich na tyle malo, ze kazda rybka stanowi spory ubytek. Z zadnej malej rzeczki pstragowo lipieniowej nie biore ryb. ale gdyby udalo mi sie zlowic na Sanie czy Dunajcu lipienia pewnie ze 2 sztuki w roku bym zabral. Ale lowie na OS" ach wiec problem mam z glowy :).
Natomiast bez oporu paluje teczaki z Czarnej Przemszy. Tam ryba jest wpuszczana co piatek, placi sie za to dodatkowo 15 zl i w zasadzie jest do wylowienia. Ale juz wszystkie lipienie z CP zostaly przezemnie wypuszczone.
Kolego pawelz umiar to nie wzór matematyczny tylko indywidualne podejście każdego człowieka. Ja osobiście nie mam czasu codziennie łapać ryb a tym bardziej ich przyrządzać.
Tyle tylko ze wielu apeluje o umiar. Czyli o co ?. O to czym sami sie kierujemy. Skoro to indywidualne podejscie, to taki apel jest bez sensu. Nie wydaje Ci sie ?.
Umiarkowanie (łac. temperantia) – cnota moralna, która polega na używaniu rozumu dla panowania nad własnymi instynktami i potrzebami. Oznacza umiejętność korzystania z dóbr materialnych zgodnie z ich celem. Zapewnia panowanie woli nad popędami. Stawia pragnieniom pewne granice.
Dotyczy w pierwszym rzędzie panowania nad tymi siłami w człowieku, które mają za zadanie zachowanie życia (głód pokarmu, napoju, instynkt seksualny).
Umiarkowanie jest jedną z czterech cnót kardynalnych w chrześcijaństwie.
StarożytnośćO potrzebie cnoty umiarkowania mówili już starożytni filozofowie. Umiarkowanym określali człowieka, który jest panem samego siebie.
Sokrates uznawał umiarkowanie za fundament każdej cnoty.
Arystoteles uważał, bycie umiarkowanym to uporządkowane pragnienie rzeczy, a więc w odpowiedni sposób, w odpowiednim miejscu i czasie. Twierdził też, że oznaką umiarkowania jest brak cierpienia, gdy człowiek nie doświadcza przyjemności. Fundamentalne w etyce Arystotelesa było pojęcie złotego środka, czyli równowagi pomiędzy brakiem a nadmiarem[1].
Potrafie korzystac z Wikipedii. Tylko jak to sie ma do rzeczywistosci. Potrafilbys wyrecytowac nad woda ta formulke, gdyby ktos Cie zapytal czy zachowujes sie z umiarem, zabierajac ryby z lowiska ?
Czytałem wiele wypowiedzi na temat C&R- za i przeciw.Mam takie same zdanie jak kolega Kijus.Osobiście wypuszczam ryby ale to mój osobisty wybór i nie mam zamiaru usilnie kogoś namawiać aby czynił podobnie.Tak jak koledzy zabierający ryby spotykają się z uszczypliwościami od ortodoksyjnych zwolenników C&R tak ja usłyszałem wiele niewybrednych zwrotów na temat mojej inteligencji od tych pierwszych.Moim zdaniem należy piętnować zachowania tych wędkarzy którzy pod przykrywką przynależności do PZW uprawiają zwyczajne kłusownictwo.Całe te kłótnie kto jest leszy nie mają moim zdaniem najmniejszego sensu.Pozdrawiam wszystkich równie serdecznie.
Moim zdaniem im wiecej sie o czyms mowi ,tym wiecej ludzi ma tego swiadomosc, wiec ci co pisza ze juz maja dosc o c&r niech zachowaja to dla siebie ,bo nikt ich nie zmusza do czytania tego tematu. Mieszkam w Anglii ,a tu ludzie z zasady wypuszczaja to co zlowia i uwazam to za pozytywne zjawisko. Uwazam rowniez ,ze nie ma nic zlego w tym ze raz na jakis czas ktos sobie rybke zabierze i zje (umiar-wiadomo o co chodzi ). Poza tym nie lubie dlubac w tych osciach. Im wiecej zwolennikow c&r -tym tym chyba lepiej.
Prawda!?
kolego niby tak ale też nie można nikogo na siłe przekonywać że zasada złów i wypuść jest jedyna i słuszna ja osobiście zabieram jakąś część połowu i jest mi z tym dobrze ponieważ lubie zjeść świeżą rybkę tak jak zresztą moje dzieci a wolę ja zabrać niż kupić w markecie 5 razy mrożoną także każdy ma swoje sumienie i robi jak uważa i nikogo za swoje zdanie nie mozna potępiać pozdrowienia
moim zdaniem jak ktoś tak bardzo potrzebuje wypuścić rybę dla swoich idei, poczucia spełnienia i satysfakcji niech tak czyni, uważam, że wystarczy, aby każdy postępował wg regulaminu a naprawdę będzie dobrze tzn:
1.wypuszczał ryby poniżej wymiaru i w okresie ochronnym
2.złowić tyle ile potrzebuje żeby zaspokoić smak ryby w ustach, a nie nawalić wiadro patelniaków a potem nie wiadomo co z nimi zrobić
3.nie zaśmiecać dodatkowo łowiska a po łowieniu ogarnąć okolice z butelek, opakowań itp
Na koniec wyrażę swoje ubolewanie w stosunku do PZW i Gospodarstw:
mała ilość zarybień i ich niechlujne realizowanie
opłaty są zbyt wysokie w stosunku do łowisk i ich jakości
kontrolują nas wędkarzy a nie kłusowników
Jak wcześniej pisałem tak też uczyniłem - dzisiaj udało mi się złowić szczupaka i kolacyjka będzie super.
Pozdrawiam i życzę sukcesów.
Witam
jacenty75 SMACZNEGO. Ja wybieram się jutro na szczupłego, uwielbiam zupę z niego.
Pozdrawiam
Tyle tych teamtów o tym ;p .
Dobrym pomysłem jest nowa akcja o nazwie C,C&R - clean,catch&release ;d .
Nie kazdy kto zabiera ryby to miesiarz...
Możesz zdefiniować pojęcie mięsiarz.
Mięsiarz, dla mnie to osoba, która zabiera ryby bez specjalnego zamysłu nad konsekwencjami swoich czynów, osoba która przychodzi nad wodę PO RYBY, a nie na ryby. Posiada dużą zamrażarkę, nie wypuszcza żadnej złowionej ryby, ale trzyma się obecnych (śmiesznych) limitów, okresów i wymiarów ochronnych. Czyni spustoszenie w rybostanie, bo twierdzi, że jak nie on to inny. Wypuszczenie złowionej ryby (nawet okazu!) jest dla niego niedopuszczalne. Uważa, że zasoby ryb w naszych wodach są nieskończone. Nie ma świadomości, że grabi samego siebie.Podchodzi do wędkarstwa jak do darmowego sposobu pozyskiwania pokarmu.
Na ten sezon przyjąłem zasadę 99% no-kill, bo gdybym zabrał wszystkie ryby złowione w 2009 to nawet nie chciałoby mi się przychodzić nad odwiedzone przeze mnie wcześniej łowiska. Fajna jest świadomość, że ta jedna ryba, którą się wypuściło wciąż tam czeka i jest szansa na powtórne spotkanie. Mówiąc inaczej, jeżeli złowiłem 10 ryb i wszystkie wypuściłem to mogę założyć, że w danej wodzie jest przynajmniej 10 ryb ;)Limity dobowe dla siebie ustaliłem limitami rocznymi, a i tak nie jestem pewien czy coś zabiorę.Wyznaczyłem sobie górne i dolne wymiary ochronne poszczególnych ryb i będę się tego trzymał.
Są też gatunki ryb, których nigdy (bez względu na rozmiar) nie zabiorę do domu - sandacz, szczupak, sum, okoń, lin.
Jak narazie obiecałem babci karpia albo leszcza, ale tych u nas pod dostatkiem (i karłowacieją). Może kiedyś przyjdzie mi ochota na świeżą rybkę to zabiorę jednego leszcza do 35cm albo jednego karpia do 40cm.
To czego się naoglądałem na początku sezonu 2010 dało mi do myślenia, prawdziwy kubeł zimnej wody. Branie, miara, siata, dom. Branie, miara, siata dom. Branie, nie-miara, worek, dom.
Kolego ,pisaq” dopóki nie zostaną zmienione te śmieszne limity to każdy będzie brał ile można i apele o wypuszczanie nie wiele dadzą , jak i to nasze pisanie . Regulamin jest podstawą naszego wędkowania i każdy kto się trzyma go jest w porządku i nikt nic na to nie poradzi . Jedynie zmiany jakie powinno się wprowadzić w regulaminie mogą ukrócić to mięsiarstwo . Dlatego te gadki o Złów i wypuść są darmowe i tylko nastawiają jednych na drugich , jak zresztą widać na tym i innych portalach . W obecnej chwili jedynie możemy apelować do zdrowego rozsądku niektórych wędkarzy , i czekać na zmiany w RAPR . Wielu się na portalach deklaruje że wypuszcza , a na łowiskach tego nie widać . Bez obrazy bo to ogólnie mówię .
Witam,
z tego co tutaj piszecie to za pare lat zostaną tylko te "wymiarowe" ryby, ale o jakies 2-3 cm wieksze od wymiaru... Skoro duże zabieramy, a kłusolom w sieciach itp. nie zmieszczaz sie male rybki to wszystkie duze szlak trafi, ale za to drobnicy berdziemy mieli od *****. Nie wiem co mam na ten temat sadzic, niech kazdy ma umiar w tym co zabiera, nie mam nic przeciwko, ale UMIAR panowie!!
Pozdrawiam.
Do kolegow Pisaq i Kazik.
Nie wiem jak przejdzie mi to przez gardlo (a raczej klawiature) :) ale zgadzam sie z wami w 100%. Zwlaszcza definicja miesiarza w wydaniu Pisaq bardzo mi sie podoba. Nic dodac nic ujac.
A z kolega Kazik zgadzam sie w 100% w kwestii zaostrzenia przepisow. Zawsze o tym pisalem. Apelowanie do rozsadku nic tu nie da.
Witam
Kol ....pawelz... a co Ci tak cięzko jest zgodzić się z kimś :):) hehe.
Bardzo prosto to skomponował kol ....pisaq.... i nbic dodać nic ująć.
Co do zwiększenia limitów wymiarów też już na tym portalu toczyłem boje ale wątpię że coś się zmieni ponieważ tych co chcą mniej brać już nie mówię wypuszczać jest mało. Kontroli zapewne nie będzie co dzień, a to jest ważny punkt by jakoś wybić z głowy tym że co za dużo to nie zdrowo.
P.S. W Sobotę to jest 1 maj była kontrola na naszych łowiskach w Mielcu. Na Wisłoce (rzeka)
złapali paru co nie miało kart, oraz trafił się jeden z opłatami co miał 4 KLENIE niewymiarowe w siatce. Szok.
Czytam te Wasze definicje i wywody i jest mi Was żal panowie.Był już w literaturze jeden taki co walczył z wiatrakami i niestety przegrał.Jesteście Panowie skazani na porażkę jak ten od wiatraków.I nie piszę tego żeby Wam zrobić przykrość tylko po to byście sobie odpuścili.Jak i odpuście waszym winowajcą.Nie jestem mięsiarzem ale za to jestem smakoszem i biorę jedną lub dwie ryby na kolację.I chciałbym aby takich jak ja było więcej.Ale nie biorących niech będzie jak najwięcej!!!! To dla mnie zostaną większe okazy , a wtedy będę zabierał tylko i wyłącznie po jednej rybie z każdego wędkowania.Pozdro.Ps.I nie podpierać się w odpowiedzi kłusolami.Bo ci są i będą i h ...im w ...d.....!!!!!!!
Ja tak trochę za żartuję i powiem że jest obecnie taki Człowiek i to prawdziwy, który walczy z wiatrakami, a co najlepsze, że wygrywa i dobrze Mu to idzie chociaż po ciężkich trudach, ale wygrywa.
Ten ktoś to nasz portalowy kol....Jurek..... Nie jestem może za bardzo za klonowaniem ludzi lecz tego Pana to można by tak sklonować.
Pozdrawiam.
Jurek Kolego nie walczy z wiatrakami tylko z realnymi ,kłusolami.I jak wiem nie jest osamotniony w tym co robi.W każdym okręgu znajdzie się po pary takich jak Jurek. I chwała Im za to .Pozdro.Ps.Jurek jak wiem lubi świeżą rybę i nie jest mięsiarzem.
Kłusol to taki wiatrak jednego z walczysz a następny się pojawi.
Właśnie nie sam. Wielu znam co by chcieli tak jak on, ale nie mają z kim bo gdzie nie gdzie nie pozwala się takim osobom o taką walkę bo ręka rękę myje. Wiesz dobrze jak to jest kol...pawelek...
P.S. Podejrzewam że jak każdy lubi świeżą rybę. Sam czekam na coś ładnego bo bym sobie za grilował z rybą.
Mięsiarstwo i Umiar to są pojęcia względne i każdy będzie je interpretował pod siebie.
Witam
Kol ....pawelz... a co Ci tak cięzko jest zgodzić się z kimś :):) hehe.
Oczywiscie ze nie :). Jest wielu ludzi z ktorymi czesto sie zgadzam, mamy wiele podobnych pogladow. Ale z Kolega Kazikiem wiele razy wymienialismy sie zupelnie przeciwnymi pogladami na tym forum. Kazda nasza wypowiedz byla zaprzeczeniem wypowiedzi adwersarza. Na szczescie nie doszlo chyba nigdy miedzy nami do ostrej wymiany zdan :).
Podobnie z kolega pisaq. Moja przygoda na tym portalu nie zaczela sie najlepiej. Nalezal do grona osob z ktorych wiekszosc odeszla. Ale co bylo, to bylo. Ja tam pamietliwy nie jestem :). A i mi mam nadzieje ze pewne rzeczy zostana wybaczone. Choc kolega pisaq akurat najmniej udzielal sie w pyskowkach. Pamietam go z raczej wywazonych odpowiedzi, co nie oznacza ze musialem sie z nimi zgadzac :)
Panowie , jak to jest. Kogo by nie spytac, to oczywiscie umiar, rybka na kolacje itp. Wydawaloby sie, ze wszystko super. To ja spytam przewrotnie. Czemu w takim razie nie ma np. wprowadzonego ograniczenia typu 1 szt szczupaka na np / tydzien. Czemu nie ma np. limitu 2kg ryb ktore nie podlegaja limitom ilosciowym (tylko jest 5kg). Komu potrzeba 10 szt jazia. ?.
I przychodzi mi do glowy tylko jedna odpowiedz. Ano dlatego, ze wiekszosc wedkarzy podnioslaby od razu krzyk. Nie ludzmy sie , wiekszosc pragnie pelnej lodowy. Twierdza, ze placa 200 zl / rok musza zjesc ze 40 kg miesa. I dopoki przepisy beda miesiarskie, poty nie bedzie ryb.
I apelowanie, lowmy zgodnie z przepisami, (wypuszczajmy ryby niemiarowe - tego apelu nie rozumiem, to tak jakby apelowac - nie kradnijmy - wypuszczenie ryby niemiarowej powinno byc tak naturalnym odruchem jak kichanie w czasie kataru) jest dla mnie bez sensu. Jesli kazdy bedzie bral zgodnie z regulaminem ryby, to ja za 3 lata przestaje oplacac skladki PZW. Nie bedzie ryb w wodzie. Na szczescie jest grupka ludzi ktorzy rozumieja pojecie umiar i jeszcze mniejsza grupka ktora nie zabiera ryb wcale. To dzieki nim cos jeszcze plywa. Na pewno nie dzieki tym co lowia zgodnie z regulaminem, ale paluja wszystko co jest zjadliwe.
Jeszcze nigdy nie spotkałem no kilowca.Powiem więcej .Za to naiwniaków co w to wierzą bez liku.I niech się broń boże nie ujawni tu taki który się za takiego uważa .Bu ze śmiechu popękamy.I za Wasze bajery, nie z tej ziemi serdeczne dzięki.Pozdro.