A ja nie krytykuję komercji, uczęszczam i na wody PzW i na komercję jak ma ryba nie brać to i tu nie bierze i tu, zbiornik jak zbiornik. Z tą tylko różnicą że na komercji nie muszę sprzątać łowiska aby móc na nim zasiąść. Ale porównywać wędkowanie na łowisku komercyjnym do podrywania prostytutki w domu publicznym? Nie komentuję. Albo rysujący się uśmiech na twarzy? To trzeba uważać żeby zajady nie popękały. Mózg się chłopaki lasuje jak się Was czasami posłucha/przeczyta.
i w końcu zaczęła się na tym forum jakaś ludzka rozmowa na temat wędkarstwa.Bo w oczach wielu wędkarzy na łowisku komercyjnym to każdy głupi potrafi złapać,jak np mój kumpel, to zaprosiłem go żeby mi pokazał jaki to on jest mądry. i tak po dwóch godzinach kiedy to miał pierwsze poważne branie zerwał karpia mówię mu zmień przypon bo z takim 0,12 mm to tu nic nie wyciągniesz- nie on dalej mądry że wyciągnie i nie wyciągnął.później się okazało że żyłka główna to 0,16 mm bo on łapie płotki bo jego dzieci lubią. i tak po kilku godzinach i kilku zerwanych karpiach złapał jednego , cieszył się jak głupi ,poszliśmy na wagę i okazało sie że ma 1,85 kg, to ja mu przypomniałem że jak ja złapałem tu takiego 6,5 kg co mu go pokazywałem to stwierdził że każdy głupi potrafi złapać to się pytam jak mam mówić do ciebie ?
A ja nie krytykuję komercji, uczęszczam i na wody PzW i na komercję jak ma ryba nie brać to i tu nie bierze i tu, zbiornik jak zbiornik. Z tą tylko różnicą że na komercji nie muszę sprzątać łowiska aby móc na nim zasiąść. Ale porównywać wędkowanie na łowisku komercyjnym do podrywania prostytutki w domu publicznym? Nie komentuję. Albo rysujący się uśmiech na twarzy? To trzeba uważać żeby zajady nie popękały. Mózg się chłopaki lasuje jak się Was czasami posłucha/przeczyta.
dzięki za te zajady to jakoś przeboleję i zrozumiem no bo jak piszesz że ci się mózg już lasuje
Tak Pisaku Drogi. Nie uważam za wędkarstwo czegoś co robią kolesie na stawie o wymiarach 100 na 50m w którym są tylko medalowe okazy. Cóż do diaska znaczy fota z 20 kilowym świniakiem, na której powinien być napis " ZOSTAŁEM ZŁOWIONY BO NIE BYŁO INNEJ MOŻLIWOŚCI".
Byłem dziś na rybach . Nocą nie było brań... no może były ze dwa, ale nic się nie uwiesiło. Ale zanęciłem łowisko tak jak umiem i raniutko, już o 6.00 pociągnąłem linka. Bidulek miał 30 cm. Po chwili jechałem drugiego, który też miał około 30 cm. Ale już koło siódmej zatrajkotało i walczyłem z takim świniakiem około 7-8 kg - na PŁOCIOWYM zestawie. Niestety walkę przegrałem, bo miejscówka powstała w skutek powodzi, woda jest o półtora metra wyżej niż zwykle i dziadyga poszedł w krzaczory, a haczyk nr 16 i przypon o,12. Około ósmej, po zmianie przyponu na mocniejszy miałem jazdę z leszczem którego wylądowałem - 70 cm, ale go puściłem bo był piękny i zasługiwał na to. Potem było kilka linów poniżej wymiaru. Na sam koniec przegrałem walkę z liniskiem który mi się będzie po nocach śnił. Powtórzył numer świniaka, ale zaprezentował mi się w całej krasie, a że byłem sam to nie dałem rady go utrzymać na wiekowej bolonce.
I TO JEST WĘDKARSTWO! bo wokół nikomu nawet płotka nie mrugnęła. Aaaaa... zapomniałem. Były jeszcze try płocie około 35 cm i jedna wzdręga 30 cm.
Ogólnie jako NMRP postanowiłem zeżreć trzy wymiarowe linki.
Tam nie miałem możliwości złowienia okazu na rekord, tam nie było eleganckich brzegów wykposzonych i pochylni z wózkiem po której można wyciągnąć smoka.
To dzikie łowisko - tam trzeba iskierkę posiadać - tę co pozwala na takie jazdy.
Ale spoko Kolego, bo wiesz że mam szacun dla Ciebie za jasne poglądy, dlatego jeśli masz porównywać moje wędkarstwo z wyciąganiem na komercjach jednego ze stu jego medalowych pobywateli - gdzie to nie ma możliwości złowienia niczego innego niż rekordowego karpucha, to spokojnie porównuj, ja szanuje Twoje zdanie i życzę Ci wielu spektakularnych przygód na wystrzyżonych łowiskach gdzie płaci się za możliwość zrobienia se życiowej foty.
Każdy ma prawo, ja wiem i tego nie neguję, ale proszę mi nie wmawiać, że to jest to samo, co pokonać rybola w jego naturalnym środowisku, tam gdzie pełno zaczepów, krzaczorów, trzcin, górek, dołków, urwisk, wodorostów.....
Ja myślę że to inna bajka niż staw z wyglancowanym dnem, wypucowanymi brzegami, i jednostajną głębokością. Sorry Pisaczku, ale ja też mam prawo do własnej teorii wędkarstwa.
Pozdro Koleś.
PS : przewaliłeś ponoć wybory - a ja na Ciebie głosowałem. :-)
Tak Pisaku Drogi. Nie uważam za wędkarstwo czegoś co robią kolesie na stawie o wymiarach 100 na 50m w którym są tylko medalowe okazy. Cóż do diaska znaczy fota z 20 kilowym świniakiem, na której powinien być napis " ZOSTAŁEM ZŁOWIONY BO NIE BYŁO INNEJ MOŻLIWOŚCI".
Byłem dziś na rybach . Nocą nie było brań... no może były ze dwa, ale nic się nie uwiesiło. Ale zanęciłem łowisko tak jak umiem i raniutko, już o 6.00 pociągnąłem linka. Bidulek miał 30 cm. Po chwili jechałem drugiego, który też miał około 30 cm. Ale już koło siódmej zatrajkotało i walczyłem z takim świniakiem około 7-8 kg - na PŁOCIOWYM zestawie. Niestety walkę przegrałem, bo miejscówka powstała w skutek powodzi, woda jest o półtora metra wyżej niż zwykle i dziadyga poszedł w krzaczory, a haczyk nr 16 i przypon o,12. Około ósmej, po zmianie przyponu na mocniejszy miałem jazdę z leszczem którego wylądowałem - 70 cm, ale go puściłem bo był piękny i zasługiwał na to. Potem było kilka linów poniżej wymiaru. Na sam koniec przegrałem walkę z liniskiem który mi się będzie po nocach śnił. Powtórzył numer świniaka, ale zaprezentował mi się w całej krasie, a że byłem sam to nie dałem rady go utrzymać na wiekowej bolonce.
I TO JEST WĘDKARSTWO! bo wokół nikomu nawet płotka nie mrugnęła. Aaaaa... zapomniałem. Były jeszcze try płocie około 35 cm i jedna wzdręga 30 cm.
Ogólnie jako NMRP postanowiłem zeżreć trzy wymiarowe linki.
Tam nie miałem możliwości złowienia okazu na rekord, tam nie było eleganckich brzegów wykposzonych i pochylni z wózkiem po której można wyciągnąć smoka.
To dzikie łowisko - tam trzeba iskierkę posiadać - tę co pozwala na takie jazdy.
Ale spoko Kolego, bo wiesz że mam szacun dla Ciebie za jasne poglądy, dlatego jeśli masz porównywać moje wędkarstwo z wyciąganiem na komercjach jednego ze stu jego medalowych pobywateli - gdzie to nie ma możliwości złowienia niczego innego niż rekordowego karpucha, to spokojnie porównuj, ja szanuje Twoje zdanie i życzę Ci wielu spektakularnych przygód na wystrzyżonych łowiskach gdzie płaci się za możliwość zrobienia se życiowej foty.
Każdy ma prawo, ja wiem i tego nie neguję, ale proszę mi nie wmawiać, że to jest to samo, co pokonać rybola w jego naturalnym środowisku, tam gdzie pełno zaczepów, krzaczorów, trzcin, górek, dołków, urwisk, wodorostów.....
Ja myślę że to inna bajka niż staw z wyglancowanym dnem, wypucowanymi brzegami, i jednostajną głębokością. Sorry Pisaczku, ale ja też mam prawo do własnej teorii wędkarstwa.
Pozdro Koleś.
PS : przewaliłeś ponoć wybory - a ja na Ciebie głosowałem. :-)
Nie kazde lowisko komercyjne to staw o pow. 100 x 100 m. W Polskiej rzeczywistosci, gdzie monopol na wody ma PZW przyjelo sie mylic pospolite burdele z lowiskami komercyjnymi. Owszem, lowienie w tzw burdelu niewiele ma wspolnego z wedkarstwem. Tam po prostu mozemy pojechac po "mieso". Lowienie na prawdziwej wodzie komercyjnej juz nie jest takie latwe. Kilka przykladow (zapraszam wszystkich ktorzy uwazaja ze latwo tam zlapac rybe): 1) Wisla Wilka - muchowa. Powodzenia jesli nikt tam nie lowil. 2) Raba Jelenskiego. Nie bylem nigdy ale mam kolegow ktorzy tam jezdza - czesto wracaja o kiju. 3) Cholerzyn - wyrobisko po kopalni piachu Jelenskiego. 3 razy wrocilem o kiju mimo ze pierszy moj wyjaz to kilkanascie teczakow (w tym kilka pow 50 cm) na 4. 4) jest jeszcze CP. To nie komercja ale tez dodatkowe oplaty.
Zgodze sie z kol. Norbiko1. Prawdziwe lowisko komercyjne rozni sie tym od wody PZW ze sa tam ryby (co nie znaczy ze zawsze biora), nikt nie zagania mnie do pracy (nie kaze sprztac, pilnowac, dzwonic po PSR SSR czy policje - woda jest dostatecznie dobrze pilnowana).
Zaczynam sie obawiac, ze bylejakosc naszych wod (PZW) tak weszla w skore wiekszosci wedkarzy ze jak zobacza inne niz PZW rybne lowisko (czyli takie jak powinno wygladac kazde w naszym kraju) to od razu jest ono eliminowane z ich kregu zainteresowan. Najlepsze sa takie gdzie siedzi sie caly dzien, lowi 1 - 2 plotki wsrod tlumu innych szukajacych tej ostatniej ryby. A ci co lowia tam gdzie ryby sa to nie wedkarze. Bo prawdziwy wedkarz lowi tam gdzie nie ma ryb
. Bo prawdziwy wędkarz łowi tam gdzie nie ma ryb -kolego to jest świetna myśl !!!!!! i nawet wiem dlaczego bo on lubi przebywać na łonie natury, żyje w zgodzie z przyrodą, relaksuje się nad wodą he he he dobre !!! ale mam wrażenie że coraz więcej jest takich nawiedzonych ludzi co to uważają że to oni są wędkarze a jak ja jeżdżę na łowisko komercyjne to odrazu głupek. najlepszy tekst słyszałem dziś w sklepie wędkarskim jak gościu kupuje robaki i pani mi pakuje w jednorazówkę plastikową a on z gębą dlaczego to nie jest torba ekologiczna bo jak by mu się zdarzyło zapomnieć ją podnieść nad wodą to się nie rozłoży. tylko wziąć przywalić pałą aż by się rozłożył !!!!!!
Cały czas widzę, że nie każdy rozumie pojęcie łowiska komercyjnego. Nie chodzi o niewielki staw hodowlany, gdzie nie trzeba nęcić, można dać byle co na hak itp
Łowisko komercyjne to takie samo łowisko jak inne, ale znajduje się w rękach prywatnego przedsiębiorcy, a nie PZW. Z racji tego, że dla takiego przedsiębiorcy klient oznacza pieniążki, to właściciel dba o klienta.
Bierzemy pierwszy lepszy zbiornik PZW z naszych okolic. Jak dla mnie Rogoźnik I. Teraz wyobrażamy sobie, że nie należy on do PZW a do prywaciarza. Gość dba, pilnuje, zarybia, kontroluje, sprząta, organizuje parking, kosze na śmieci, ustala mądry regulamin. Ryby są, nawet ładne, jest czysto, przyjemnie, ale nie jest łatwo!
Co w tym złego?
W pewnej części wody PZW to skłusowane, niedopilnowane, zanieczyszczone, zaśmiecone, niezarybione łowiska, którymi przejmuje się tylko garstka zapaleńców o ograniczonych możliwościach.
AAA! Dzięki Norbert, że zwróciłeś mi uwagę. Źle się wyraziłem. Sam tutaj wymądrzam się na temat komercji, a pomyliłem definicje. Oczywiście z tym podrywaniem prostytutki w domu publicznym nie chodziło mi o komercje, ale o typowe stawy hodowlane ;)
AAA! Dzięki Norbert, że zwróciłeś mi uwagę. Źle się wyraziłem. Sam tutaj wymądrzam się na temat komercji, a pomyliłem definicje. Oczywiście z tym podrywaniem prostytutki w domu publicznym nie chodziło mi o komercje, ale o typowe stawy hodowlane ;)
I dla tego powszechnie nazywa sie je "burdelami" :)
Widze, ze pomimo wielu nieporozumien z dawnych czasow na wiele aspektow mamy podobne zdanie :). Co do lowisk komercyjnych w 100% zgadzam sie z Toba
Pawelz, nieporozumienia muszą być, yin-yang. Niemniej jednak cieszę się, że w tej kwestii mamy podobne zdania. Jak już wcześniej napisałem - wierzę w nasze wody. Nieraz mnie pozytywnie lub negatywnie, ale zaskakiwały. Są u nas piękne i rybne łowiska, ale nie ma za bardzo komu o nie dbać. Gdyby była konkurencja dla wędkarskiego monopolisty to może jakość usług podskoczyłaby w górę (tak jak TPSA vs NETIA, walka o klienta zmusza ich do stałego zmieniania ofert, zmniejszania cen itp).
Jeszcze zauważyłem jedną rzecz. Wędkarze tzw niedzielni tęsknią do "starych dobrych czasów", kiedy założenie na hak skóry od chleba czy ciasta z miękiszu dawało gwarancję złowienia dużej ryby. Wtedy ryb było od groma. Daleko szukać, mój szwagier, Jacek. Myśli, że jak przyjedzie nad wodę, zwilży 0,2kg zanęty sklepowej i będzie łowił na koszyczek to połowi okazów. Dzisiaj, taki wędkarz może liczyć co najwyżej na żyletko-leszcze, jakieś karasie, płotki itp. Złowienie okazu przez kogoś takiego nazwałbym przyłowem, fartem. Oczywiście nie mam nic do takich ludzi, niech każdy sobie rzepkę skrobie ;)
Chcąc osiągać dobre wyniki trzeba się cały czas uczyć, poświęcać naszej pasji bardzo dużo czasu. Jasne, byłoby miło, gdybym przyjechał nad wodę, zarzucił dwie gruntóweczki z zanętą typu "Karp XXL" i złowił okaz, ale powiedzmy sobie szczerze - w dzisiejszych czasach takie sytuacje świadczą o szczęściu wędkującego. Nie chwaląc się. Żeby złowić pięknego, wymarzonego lina musiałem poświęcić dużo czasu. Wędkowanie, obserwacja, poznawanie wody i zwyczajów ryb, planowanie, podnęcanie, wędkowanie, obserwacja, wyciąganie wniosków. Opłaciło się, zostałem nagrodzony, nawet mógłbym zgarnąć brązowy medal. Teraz część tego łowiska mam tak rozpracowaną, że np wiem gdzie podejdzie lin gdy świeci słońce, a gdzie w tym momencie polezie gruby leszcz. Daje mi to przewagę, bo teraz praktycznie nie ma wypadu, żebym wracał o kiju, gdy wędkujący dookoła narzekają, że ryb nie ma :) Dygresja taka: Sposobem znalazłem swoją drugą ulubioną technikę - cięższą odległościówkę ;)
W bardzo finezyjny sposób przeszliście z złów i wypuść ( temat obłęd ! ) do łowisk komercyjnych! Jeśli chodzi o mnie to lubię chyba trochę surwiwalu. Większą przyjemność sprawia mi łowienie w trudnych warunkach. Krzaczory, chaszczory utrudniony dostęp do wody, troszeczkę zmagań z naturą. Ale i nie wybrzydzam jak mam do dyspozycji pomost czy żwirek wysypany pod nogami. To zależy od dnia i humoru. Czasami jadę tylko kija pomoczyć i nad wodą posiedzieć, bez większych efektów, ale chyba w tym interesie o to chodzi!? ( nie zawsze ryba jest najważniejsza ) Pozdrawiam
Popieram kolegę ,,zamościanina” . Nie każdy lubi zbiorniki komercyjne i ryby wyćwiczone i nauczone na co mają brać . Jednak wolę trochę pomęczyć się aby złowić rybę .
Mirku ja już dawno jestem w tym klubie . Nie lubię jak mi ktoś ryby podaje na tacy . Nie ze wszystkich łowisk można zrobić łowiska komercyjne i całe szczęście . Jak by nasza przyroda wyglądała kiedy by brzegi były wykoszone , ryby tylko wymiarowe lub okazy pływały i na każdym zakręcie kible stały . Może jeszcze ogrodzone żeby z boków nikt nie podchodził . To nie wędkowanie a szpanowanie .
Niech tam każdy robi co chce. Skoro komuś pasuje łowić na burdelach czy innych komercyjnych wodach, to niech łowi. Kolega Artur Klepacki zaprosił mnie na wspólną nockę na skomercjalizowanym odcinku Wisły i ja z przyjemnością na tę jego wyprawę wyruszę.
Wszystko mi jedno czy tam ryba jest czy nie, czy można rybę zabierać czy nie, czy mi sie takie prywatne grajdoły podobają czy nie podobają, ważne jest że się siedzi nad wodą, kije się moczą, a obok siedzi prawdziwy kumpel z "cojones" jak arbuzy!
No to napisz czy faktycznie taki raj tam jest jak niektórzy o łowiskach komercyjnych zachwalają . Spotkanie z dobrym kolegą jest ważniejsze i wtedy nie liczy się gdzie , ale żeby cały czas na takim łowić to trochę przesada . Ale kończę ten temat bo to nie ten wątek . Każdy ma prawo łowić tam gdzie chce i jak chce .
Czyli "normalnym" łowiskiem jest woda skłusowana, zasyfiona i niezarybiana, po której świrują rybacy, motorowodniacy itp , tak? To, że PZW odstawia chałę nie oznacza, że to powinien być wzór do naśladowania. Przyzwyczailiśmy się do takich wód i zamiast robić coś, aby było lepiej to przyjmujemy to co jest jako standard.
Nie chodzi o "burdele", ale łowisko komercyjne to łowisko
zarządzane przez kogoś innego niż PZW. To jedyna różnica. Takie łowisko jest zarybione tak
jak powinno być, pilnowane tak jak powinno być, sprzątane tak jak
powinno być - generalnie rybne i zadbane. Nikt nie mówi o wyregulowanych brzegach, wybetonowanych stanowiskach, salonach gier nad wodą, utoczonych rybach wytresowanych do brania na takie i takie przynęty. A Wy tak właśnie postrzegacie łowiska komercyjne.
To tak jakbym ja wydzierżawił sobie jakiś staw, którym zarządzało PZW. Skoro miałbym z tego żyć to musiałbym o to dbać, żeby ktoś przychodził i dawał mi zarobić. Pierwsza rzecz - ichtiolog. Później zarybienie, sprzątanie brzegu i okolic, zatrudnienie stróży i tyle.
Mówiąc krótko komercje (nie "burdele"!) to łowiska takie, jakimi powinny być wszystkie wody ogólnodostępne PZW. Tyle, że PZW ma monopol, "nie zapłacą to nie będą łowić, proste", zatem ma gdzieś potrzeby swoich klientów. W przeciwieństwie do pojedynczego przedsiębiorcy ze stawikiem i kawałkiem rzeki, który wie, że dzisiejszy klient jest wymagający, ale sprostanie tym wymaganiom może być opłacalne.
To ja powiem inaczej nie mam nic przeciw łowiskom specjalnym na komercje mówię stop choć i łowiska specjalne troche tym zalatują lecz nie to samo i nie tak hop siup na rybkę, ale...
Chciałbym by takie dzikie łowiska trudno dostępne jak mówi Ghostmir czyli krzaczory chraście i inne zwalone drzewa na łowiskach obfitowały w takie ryby jak komercyjne lub łowiska specjalne.
Tokiem rozumowania mam ohtoę powlaczyc z rybą i po to płacę składki już nie mówię o no kil czy C&R nie nie nie tylko by połowić i odpocząć na łonie natury. Gdyby chodziło o sam wypoczynek to ie płacił bym składek PZW i jeździłbym z kumplami co wędkują na to samo wychodząc.
A znalazłęm nową metodę C&K :::)::):):) kumaci się skapną co to za skrót.
może ciągnąc ten wątek tylko wspomnę że właśnie godzinę temu wróciłem z takiego łowiska i w końcu po kilkunastu wyprawach złapałem swojego upragnionego amura , bo taka jest prawda a tu ktoś pisze o rybach podanych na tacy kolego takie miejsce nazywa sie restauracja albo bar. na lowisku trzeba sie nagłowić bo jak ryba nie bierze to nie bierze i nieraz wracałem o kiju . amur może nie jest pokaźny bo 66 cm i 3,2kg ale chciałem go złapać już od początku maja wziął dziś choć nic nie brało na kanapkę kukurydza + truskawka i to było jedno jedyne branie na nas dwóch przez dwie i pół godziny. i sam właściciel mówi że dziś nic nie brało
Bo chodzi o to Marcinie że za sto parę złoty rocznie jest się nad wodą PZW, ile się tylko chce i za każdym razem w najgorszym wypadu można najeść się krasnopiór oraz płoci aż do przysłowiowego bólu.
W takim razie to o co w końcu wam chodzi , o ryby sztucznie wprowadzone , czy o dobro środowiska wodnego . Komercją nie przywrócimy czystych rzek , brzegów nie regulowanych i ryb samo rozmnażających się . Może i kilka odcinków rzecznych w Polsce by się znalazło gdzie są i będą czyste , ale co z pozostałymi wodami do których spływają zanieczyszczenia , koryta są przystosowywane do potrzeb człowieka , regulowane i wyglądającejak kanały. Stworzymy sadzawki , czy zagrodzimy rzeki , aby były łowiska komercyjne i co będzie kiedy wpłyną ścieki z przemysłu , czy miast ? . Nic nie będzie . Rybyzostaną wytrute , brak tarlisk i naturalnego pokarmu . Komercja nie przywróci ryb do naszych wód i jest to błędne koło , a jedynie jest to sposób na wyciąganie z nas pieniędzy . PZW nie jest dobrym gospodarzem i każdy to wie , ale czy zawsze tak ma być? , czy nie można tego zmienić ?. Przecież jeżeli wszyscy będą tego się domagać to jest możliwe . Ze zbiorników komercyjnych na początku może i będzie wielu zadowolonych , ale co będzie jeżeli jakiś gatunek zacznie dominować , rozpoczną się kontrolowane odłowy i zacznie wszystko powracać do starego .A w końcu jak nie było Karpi , Amurów , i nie przenoszono ryb do łowisk w którychnie powinno ich być , były ryby rodzime i to w dużej ilości , a dzisiaj nie dość że wszystko wytruliśmy , resztę odłowiliśmy i jeszcze przez tą komercję tworzymy groch z kapustą i tak wymieszane że przyroda sama nie wie co robić i skutkuje to jeszcze większa degradacją . Ale co tam , ważne że my (ludzie) dobrze się bawimy i jest tak jak nam pasuje . Czy tak ma wyglądać nasze wędkowanie ?
Kaziku Drogi nie nawracaj kolegów z tej komercji niech tam łowią i targają jedną rybę 100 razy w roku .po tych wszystkich postach widzę że na komercję się najwięcej pchają ludzie nie lubiący sprzątać łowisk przez to na wodach PZW jest taki syf .tam jakiś idiota po nich posprząta przecież mu za to zapłacili
Kaziku Drogi nie nawracaj kolegów z tej komercji niech tam łowią i targają jedną rybę 100 razy w roku .po tych wszystkich postach widzę że na komercję się najwięcej pchają ludzie nie lubiący sprzątać łowisk przez to na wodach PZW jest taki syf .tam jakiś idiota po nich posprząta przecież mu za to zapłacili
A moze jest tak ze na komercje jezdza jedni ludzie a drudzy milosnicy przyrody nad wody PZW i wlasnie dlatego jest tam taki syf. Nie sprzatam po nikim nad woda bo nie jestem wielbladem. Na szczescie lowie na muche wiec przepis ktory kaze posprzatac stanowisko mnie nie bardzo dotyczy. Sam smieci nie generuje (zadnych pudelek po robakach, torebek po zanetach i tym podobnych syfow ze soba nie mam. No chyba ze mam targac na smietnik kible i lodowki ktore leza w srodku rzeki (patrz Bialy Dunajec). A jesli nie ja mam to robic to kto ma je z tamtad wyjac ???. Ot takie retoryczne pytanie. PS. Odnosze wrazenie po posta ktore tu ludzie wypisuja, ze przeciwnicy "komercji" nigdy na takim nie lowili. Mity o rybach wystawiajacych pyski nad wode, zeby ktos je zlowil biora sie z tego, ze ludzie nie rozrozniaja lowiska "komrcyjnego" od tzw. burdelu. Wiele razy zdarzylo mi sie wrocic z takiego lowiska z Wisly bez ryby. Mam pytanko. Wczesniej Wisla w Ustroniu nalezala do PZW BB. Pozniej przetarg wygral Wilk i na Wisle zaczeto lowic "prawdziwe" ryby. Zamiast 25 cm okazow (bo za takie uwazoano pstragi z czasow PZW) zaczeto lowic 50 - 60 cm ryby no i kontrole byly ciagle. ale dyskretne (papiery sprawdzali za pierwszym razem, potem juz tylko machali na znak ze widza wedkarza). Poza tym nad rzeka nic wiecej sie nie zmienilo. Rozumiem ze przeciwnicy "komercji" woleliby dalej lowic 25 cm pstrazki w poczuciu polowow w dzikiej nie skarzonej zarybieniami i kontrolami rzece ?. Dodam ze te duze pstragi wcale nie byly latwe do zlowienia. Mi sie to nie udalo.
Nie każda komercja jest dobra, ja obecnie po lustracji zeszłego roku pozostawiłem tylko jedną na którą uczęszczam szczególnie jak w tygodniu nie mogę wybrać się na ryby i pozostaje mi niedziela. Jak to piszę to dostaję drgawek, bo nic mnie tak nie wkurza jak wypad na ryby w niedzielę! Ale cóż zrobić kiedy nie pozostaje inna możliwość? Wtedy wybieram komercję, w zasadzie jedyną w taki dzień wodą pozbawioną dzikich tłumów amatorów piachu w d....ie i słonecznych kąpieli, wrzasków nad wodą, biegających dzieci, kręcących się wokół zestawów wszędzie srających piesków i ton śmieci przepięknie kontrastujących z tym społeczem. Wymieniać można by bez końca "walory" co niektórych wód PZW. Ale uważam że powinniśmy dać sobie już spokój bo ta dyskusja do niczego nie prowadzi, jak to powiedziało już wcześniej kilku Kolegów choć nie ukrywali swoich przekonań "każdy łowi gdzie chce" i na tym niech pozostanie.
Ja wysiadam z tej dyskusji pozdrawiam Kolegów bez względu gdzie łowią i co łowią
Właśnie to mnie denerwuje. Wizja komercji jako typowego "burdelu" tudzież "ucywilizowanej" wody. Dla mnie taka komercjalizacja miałaby jeden wielki plus. Właściciel łowiska byłby na miejscu, a co za tym idzie doglądałby swojego interesu, wiedziałby co się dzieje i czy są jakieś problemy. Na bank stosowana byłaby zasada "klient nasz pan". Jeżeli chodzi o PZW to jak się ma mała glinianka na Śląsku do ZG PZW? I założę się o dobrą flaszkę, że nikt nie zrobiłby tego o czym piszą koledzy. Powiedzmy sobie szczerze, komercja musi spełniać wymagania wędkarzy. A wielu wędkarzy lubi łowić na dzikich wodach. Więc nie obawiajcie się wycięcia drzew, wybetonowania brzegów itp. Zobaczcie sobie jak wyglądają popularne komercje. Nie mówię już o łowiskach karpiowych, ale normalnych łowiskach z prywatnym właścicielem. Woda jest, las jest, roślinność podwodna jest, zaczepy są.
Ktoś napisał, że jestem za komercjami bo nie sprzątam po sobie. Bzdura. Fakt, nie lubię tego robić bo mi się to przejadło! Ileż można zbierać śmieci po kimś, wynosić z łowiska, a po powrocie zastać to samo? Sądzę, że na komercjach ten "idiota" sprząta jeżeli jest taka potrzeba, ale na takim łowisku są takie wynalazki jak np kosze na śmieci, a samo śmiecenie jest karane np zabraniem licencji.
Łowienie jednej ryby sto razy. Ciekawe. Wiesz, że taka ryba, zahaczona 99 razy jest bardzo ostrożna? Czemu na wodach PZW tak nie ma? Bo RAPR pozwala zeżreć okaz i ryby idą do zamrażarek na kilka dni po zarybieniu. Nie wiem czy którykolwiek prywaciarz pozwoliłby na coś takiego.
Łowię na wodach PZW, jest OK, a bronię komercji, gdyż widzę, że Wasz wizerunek takich łowisk jest wypaczony i krzywdzicie ludzi tam uczęszczających.
Łowisko licencyjne Czarna Przemsza - momentami nie da się przedrzeć przez krzaczory, a złapać tam rybę nie jest tak hop-siup.
Nie każda komercja jest dobra, ja obecnie po lustracji
zeszłego roku pozostawiłem tylko jedną na którą uczęszczam szczególnie jak w
tygodniu nie mogę wybrać się na ryby i pozostaje mi niedziela. Jak to piszę to
dostaję drgawek, bo nic mnie tak nie wkurza jak wypad na ryby w niedzielę! Ale
cóż zrobić kiedy nie pozostaje inna możliwość?
Wtedy wybieram komercję, w zasadzie jedyną w taki dzień wodą pozbawioną dzikich
tłumów amatorów piachu w d....ie oraz słonecznych kąpieli, wrzasków nad wodą,
biegających dzieci (bo przecież gdzieś muszą się wyszaleć), kręcących się wszędzie srających piesków i
ton śmieci przepięknie kontrastujących z tym społeczem. Wymieniać można by bez
końca "walory" co niektórych wód PZW. Ale uważam że powinniśmy dać
sobie już spokój bo ta dyskusja do niczego nie prowadzi, jak to powiedziało już
wcześniej kilku Kolegów choć nie ukrywali swoich przekonań "każdy łowi
gdzie chce" i na tym niech pozostanie.
Ja wysiadam z tej dyskusji
pozdrawiam Kolegów bez względu gdzie łowią i co łowią
A ja nie krytykuję komercji, uczęszczam i na wody PzW i na komercję jak ma ryba nie brać to i tu nie bierze i tu, zbiornik jak zbiornik. Z tą tylko różnicą że na komercji nie muszę sprzątać łowiska aby móc na nim zasiąść.
Ale porównywać wędkowanie na łowisku komercyjnym do podrywania prostytutki w domu publicznym? Nie komentuję.
Albo rysujący się uśmiech na twarzy? To trzeba uważać żeby zajady nie popękały.
Mózg się chłopaki lasuje jak się Was czasami posłucha/przeczyta.
i w końcu zaczęła się na tym forum jakaś ludzka rozmowa na temat wędkarstwa.Bo w oczach wielu wędkarzy na łowisku komercyjnym to każdy głupi potrafi złapać,jak np mój kumpel, to zaprosiłem go żeby mi pokazał jaki to on jest mądry. i tak po dwóch godzinach kiedy to miał pierwsze poważne branie zerwał karpia mówię mu zmień przypon bo z takim 0,12 mm to tu nic nie wyciągniesz- nie on dalej mądry że wyciągnie i nie wyciągnął.później się okazało że żyłka główna to 0,16 mm bo on łapie płotki bo jego dzieci lubią. i tak po kilku godzinach i kilku zerwanych karpiach złapał jednego , cieszył się jak głupi ,poszliśmy na wagę i okazało sie że ma 1,85 kg, to ja mu przypomniałem że jak ja złapałem tu takiego 6,5 kg co mu go pokazywałem to stwierdził że każdy głupi potrafi złapać to się pytam jak mam mówić do ciebie ?
A ja nie krytykuję komercji, uczęszczam i na wody PzW i na komercję jak ma ryba nie brać to i tu nie bierze i tu, zbiornik jak zbiornik. Z tą tylko różnicą że na komercji nie muszę sprzątać łowiska aby móc na nim zasiąść.
Ale porównywać wędkowanie na łowisku komercyjnym do podrywania prostytutki w domu publicznym? Nie komentuję.
Albo rysujący się uśmiech na twarzy? To trzeba uważać żeby zajady nie popękały.
Mózg się chłopaki lasuje jak się Was czasami posłucha/przeczyta.
dzięki za te zajady to jakoś przeboleję i zrozumiem no bo jak piszesz że ci się mózg już lasuje
Tak Pisaku Drogi. Nie uważam za wędkarstwo czegoś co robią kolesie na stawie o wymiarach 100 na 50m w którym są tylko medalowe okazy. Cóż do diaska znaczy fota z 20 kilowym świniakiem, na której powinien być napis " ZOSTAŁEM ZŁOWIONY BO NIE BYŁO INNEJ MOŻLIWOŚCI".
Byłem dziś na rybach . Nocą nie było brań... no może były ze dwa, ale nic się nie uwiesiło. Ale zanęciłem łowisko tak jak umiem i raniutko, już o 6.00 pociągnąłem linka. Bidulek miał 30 cm. Po chwili jechałem drugiego, który też miał około 30 cm. Ale już koło siódmej zatrajkotało i walczyłem z takim świniakiem około 7-8 kg - na PŁOCIOWYM zestawie. Niestety walkę przegrałem, bo miejscówka powstała w skutek powodzi, woda jest o półtora metra wyżej niż zwykle i dziadyga poszedł w krzaczory, a haczyk nr 16 i przypon o,12. Około ósmej, po zmianie przyponu na mocniejszy miałem jazdę z leszczem którego wylądowałem - 70 cm, ale go puściłem bo był piękny i zasługiwał na to. Potem było kilka linów poniżej wymiaru. Na sam koniec przegrałem walkę z liniskiem który mi się będzie po nocach śnił. Powtórzył numer świniaka, ale zaprezentował mi się w całej krasie, a że byłem sam to nie dałem rady go utrzymać na wiekowej bolonce.
I TO JEST WĘDKARSTWO! bo wokół nikomu nawet płotka nie mrugnęła. Aaaaa... zapomniałem. Były jeszcze try płocie około 35 cm i jedna wzdręga 30 cm.
Ogólnie jako NMRP postanowiłem zeżreć trzy wymiarowe linki.
Tam nie miałem możliwości złowienia okazu na rekord, tam nie było eleganckich brzegów wykposzonych i pochylni z wózkiem po której można wyciągnąć smoka.
To dzikie łowisko - tam trzeba iskierkę posiadać - tę co pozwala na takie jazdy.
Ale spoko Kolego, bo wiesz że mam szacun dla Ciebie za jasne poglądy, dlatego jeśli masz porównywać moje wędkarstwo z wyciąganiem na komercjach jednego ze stu jego medalowych pobywateli - gdzie to nie ma możliwości złowienia niczego innego niż rekordowego karpucha, to spokojnie porównuj, ja szanuje Twoje zdanie i życzę Ci wielu spektakularnych przygód na wystrzyżonych łowiskach gdzie płaci się za możliwość zrobienia se życiowej foty.
Każdy ma prawo, ja wiem i tego nie neguję, ale proszę mi nie wmawiać, że to jest to samo, co pokonać rybola w jego naturalnym środowisku, tam gdzie pełno zaczepów, krzaczorów, trzcin, górek, dołków, urwisk, wodorostów.....
Ja myślę że to inna bajka niż staw z wyglancowanym dnem, wypucowanymi brzegami, i jednostajną głębokością. Sorry Pisaczku, ale ja też mam prawo do własnej teorii wędkarstwa.
Pozdro Koleś.
PS : przewaliłeś ponoć wybory - a ja na Ciebie głosowałem. :-)
Tak Pisaku Drogi. Nie uważam za wędkarstwo czegoś co robią kolesie na stawie o wymiarach 100 na 50m w którym są tylko medalowe okazy. Cóż do diaska znaczy fota z 20 kilowym świniakiem, na której powinien być napis " ZOSTAŁEM ZŁOWIONY BO NIE BYŁO INNEJ MOŻLIWOŚCI".
Byłem dziś na rybach . Nocą nie było brań... no może były ze dwa, ale nic się nie uwiesiło. Ale zanęciłem łowisko tak jak umiem i raniutko, już o 6.00 pociągnąłem linka. Bidulek miał 30 cm. Po chwili jechałem drugiego, który też miał około 30 cm. Ale już koło siódmej zatrajkotało i walczyłem z takim świniakiem około 7-8 kg - na PŁOCIOWYM zestawie. Niestety walkę przegrałem, bo miejscówka powstała w skutek powodzi, woda jest o półtora metra wyżej niż zwykle i dziadyga poszedł w krzaczory, a haczyk nr 16 i przypon o,12. Około ósmej, po zmianie przyponu na mocniejszy miałem jazdę z leszczem którego wylądowałem - 70 cm, ale go puściłem bo był piękny i zasługiwał na to. Potem było kilka linów poniżej wymiaru. Na sam koniec przegrałem walkę z liniskiem który mi się będzie po nocach śnił. Powtórzył numer świniaka, ale zaprezentował mi się w całej krasie, a że byłem sam to nie dałem rady go utrzymać na wiekowej bolonce.
I TO JEST WĘDKARSTWO! bo wokół nikomu nawet płotka nie mrugnęła. Aaaaa... zapomniałem. Były jeszcze try płocie około 35 cm i jedna wzdręga 30 cm.
Ogólnie jako NMRP postanowiłem zeżreć trzy wymiarowe linki.
Tam nie miałem możliwości złowienia okazu na rekord, tam nie było eleganckich brzegów wykposzonych i pochylni z wózkiem po której można wyciągnąć smoka.
To dzikie łowisko - tam trzeba iskierkę posiadać - tę co pozwala na takie jazdy.
Ale spoko Kolego, bo wiesz że mam szacun dla Ciebie za jasne poglądy, dlatego jeśli masz porównywać moje wędkarstwo z wyciąganiem na komercjach jednego ze stu jego medalowych pobywateli - gdzie to nie ma możliwości złowienia niczego innego niż rekordowego karpucha, to spokojnie porównuj, ja szanuje Twoje zdanie i życzę Ci wielu spektakularnych przygód na wystrzyżonych łowiskach gdzie płaci się za możliwość zrobienia se życiowej foty.
Każdy ma prawo, ja wiem i tego nie neguję, ale proszę mi nie wmawiać, że to jest to samo, co pokonać rybola w jego naturalnym środowisku, tam gdzie pełno zaczepów, krzaczorów, trzcin, górek, dołków, urwisk, wodorostów.....
Ja myślę że to inna bajka niż staw z wyglancowanym dnem, wypucowanymi brzegami, i jednostajną głębokością. Sorry Pisaczku, ale ja też mam prawo do własnej teorii wędkarstwa.
Pozdro Koleś.
PS : przewaliłeś ponoć wybory - a ja na Ciebie głosowałem. :-)
I to jest prawdziwe wędkarstwo :))Nie kazde lowisko komercyjne to staw o pow. 100 x 100 m.
W Polskiej rzeczywistosci, gdzie monopol na wody ma PZW przyjelo sie mylic pospolite burdele z lowiskami komercyjnymi. Owszem, lowienie w tzw burdelu niewiele ma wspolnego z wedkarstwem. Tam po prostu mozemy pojechac po "mieso". Lowienie na prawdziwej wodzie komercyjnej juz nie jest takie latwe. Kilka przykladow (zapraszam wszystkich ktorzy uwazaja ze latwo tam zlapac rybe):
1) Wisla Wilka - muchowa. Powodzenia jesli nikt tam nie lowil.
2) Raba Jelenskiego. Nie bylem nigdy ale mam kolegow ktorzy tam jezdza - czesto wracaja o kiju.
3) Cholerzyn - wyrobisko po kopalni piachu Jelenskiego. 3 razy wrocilem o kiju mimo ze pierszy moj wyjaz to kilkanascie teczakow (w tym kilka pow 50 cm) na 4.
4) jest jeszcze CP. To nie komercja ale tez dodatkowe oplaty.
Zgodze sie z kol. Norbiko1. Prawdziwe lowisko komercyjne rozni sie tym od wody PZW ze sa tam ryby (co nie znaczy ze zawsze biora), nikt nie zagania mnie do pracy (nie kaze sprztac, pilnowac, dzwonic po PSR SSR czy policje - woda jest dostatecznie dobrze pilnowana).
Zaczynam sie obawiac, ze bylejakosc naszych wod (PZW) tak weszla w skore wiekszosci wedkarzy ze jak zobacza inne niz PZW rybne lowisko (czyli takie jak powinno wygladac kazde w naszym kraju) to od razu jest ono eliminowane z ich kregu zainteresowan. Najlepsze sa takie gdzie siedzi sie caly dzien, lowi 1 - 2 plotki wsrod tlumu innych szukajacych tej ostatniej ryby. A ci co lowia tam gdzie ryby sa to nie wedkarze. Bo prawdziwy wedkarz lowi tam gdzie nie ma ryb
. Bo prawdziwy wędkarz łowi tam gdzie nie ma ryb -kolego to jest świetna myśl !!!!!!
i nawet wiem dlaczego bo on lubi przebywać na łonie natury, żyje w zgodzie z przyrodą, relaksuje się nad wodą he he he dobre !!! ale mam wrażenie że coraz więcej jest takich nawiedzonych ludzi co to uważają że to oni są wędkarze a jak ja jeżdżę na łowisko komercyjne to odrazu głupek. najlepszy tekst słyszałem dziś w sklepie wędkarskim jak gościu kupuje robaki i pani mi pakuje w jednorazówkę plastikową a on z gębą dlaczego to nie jest torba ekologiczna bo jak by mu się zdarzyło zapomnieć ją podnieść nad wodą to się nie rozłoży. tylko wziąć przywalić pałą aż by się rozłożył !!!!!!
pałą w łeb! dobre
Cały czas widzę, że nie każdy rozumie pojęcie łowiska komercyjnego.
Nie chodzi o niewielki staw hodowlany, gdzie nie trzeba nęcić, można dać byle co na hak itp
Łowisko komercyjne to takie samo łowisko jak inne, ale znajduje się w rękach prywatnego przedsiębiorcy, a nie PZW.
Z racji tego, że dla takiego przedsiębiorcy klient oznacza pieniążki, to właściciel dba o klienta.
Bierzemy pierwszy lepszy zbiornik PZW z naszych okolic. Jak dla mnie Rogoźnik I.
Teraz wyobrażamy sobie, że nie należy on do PZW a do prywaciarza. Gość dba, pilnuje, zarybia, kontroluje, sprząta, organizuje parking, kosze na śmieci, ustala mądry regulamin. Ryby są, nawet ładne, jest czysto, przyjemnie, ale nie jest łatwo!
Co w tym złego?
W pewnej części wody PZW to skłusowane, niedopilnowane, zanieczyszczone, zaśmiecone, niezarybione łowiska, którymi przejmuje się tylko garstka zapaleńców o ograniczonych możliwościach.
AAA! Dzięki Norbert, że zwróciłeś mi uwagę. Źle się wyraziłem.
Sam tutaj wymądrzam się na temat komercji, a pomyliłem definicje.
Oczywiście z tym podrywaniem prostytutki w domu publicznym nie chodziło mi o komercje, ale o typowe stawy hodowlane ;)
AAA! Dzięki Norbert, że zwróciłeś mi uwagę. Źle się wyraziłem.
Sam tutaj wymądrzam się na temat komercji, a pomyliłem definicje.
Oczywiście z tym podrywaniem prostytutki w domu publicznym nie chodziło mi o komercje, ale o typowe stawy hodowlane ;)
I dla tego powszechnie nazywa sie je "burdelami" :)
Widze, ze pomimo wielu nieporozumien z dawnych czasow na wiele aspektow mamy podobne zdanie :). Co do lowisk komercyjnych w 100% zgadzam sie z Toba
Pawelz, nieporozumienia muszą być, yin-yang. Niemniej jednak cieszę się, że w tej kwestii mamy podobne zdania.
Jak już wcześniej napisałem - wierzę w nasze wody. Nieraz mnie pozytywnie lub negatywnie, ale zaskakiwały. Są u nas piękne i rybne łowiska, ale nie ma za bardzo komu o nie dbać.
Gdyby była konkurencja dla wędkarskiego monopolisty to może jakość usług podskoczyłaby w górę (tak jak TPSA vs NETIA, walka o klienta zmusza ich do stałego zmieniania ofert, zmniejszania cen itp).
Jeszcze zauważyłem jedną rzecz. Wędkarze tzw niedzielni tęsknią do "starych dobrych czasów", kiedy założenie na hak skóry od chleba czy ciasta z miękiszu dawało gwarancję złowienia dużej ryby. Wtedy ryb było od groma. Daleko szukać, mój szwagier, Jacek. Myśli, że jak przyjedzie nad wodę, zwilży 0,2kg zanęty sklepowej i będzie łowił na koszyczek to połowi okazów.
Dzisiaj, taki wędkarz może liczyć co najwyżej na żyletko-leszcze, jakieś karasie, płotki itp.
Złowienie okazu przez kogoś takiego nazwałbym przyłowem, fartem. Oczywiście nie mam nic do takich ludzi, niech każdy sobie rzepkę skrobie ;)
Chcąc osiągać dobre wyniki trzeba się cały czas uczyć, poświęcać naszej pasji bardzo dużo czasu.
Jasne, byłoby miło, gdybym przyjechał nad wodę, zarzucił dwie gruntóweczki z zanętą typu "Karp XXL" i złowił okaz, ale powiedzmy sobie szczerze - w dzisiejszych czasach takie sytuacje świadczą o szczęściu wędkującego.
Nie chwaląc się.
Żeby złowić pięknego, wymarzonego lina musiałem poświęcić dużo czasu. Wędkowanie, obserwacja, poznawanie wody i zwyczajów ryb, planowanie, podnęcanie, wędkowanie, obserwacja, wyciąganie wniosków. Opłaciło się, zostałem nagrodzony, nawet mógłbym zgarnąć brązowy medal. Teraz część tego łowiska mam tak rozpracowaną, że np wiem gdzie podejdzie lin gdy świeci słońce, a gdzie w tym momencie polezie gruby leszcz. Daje mi to przewagę, bo teraz praktycznie nie ma wypadu, żebym wracał o kiju, gdy wędkujący dookoła narzekają, że ryb nie ma :)
Dygresja taka:
Sposobem znalazłem swoją drugą ulubioną technikę - cięższą odległościówkę ;)
W bardzo finezyjny sposób przeszliście z złów i wypuść ( temat obłęd ! ) do łowisk komercyjnych! Jeśli chodzi o mnie to lubię chyba trochę surwiwalu. Większą przyjemność sprawia mi łowienie w trudnych warunkach. Krzaczory, chaszczory utrudniony dostęp do wody, troszeczkę zmagań z naturą. Ale i nie wybrzydzam jak mam do dyspozycji pomost czy żwirek wysypany pod nogami. To zależy od dnia i humoru. Czasami jadę tylko kija pomoczyć i nad wodą posiedzieć, bez większych efektów, ale chyba w tym interesie o to chodzi!? ( nie zawsze ryba jest najważniejsza ) Pozdrawiam
Popieram kolegę ,,zamościanina” . Nie każdy lubi zbiorniki komercyjne i ryby wyćwiczone i nauczone na co mają brać . Jednak wolę trochę pomęczyć się aby złowić rybę .
Witaj w klubie Kaziu.
Mirku ja już dawno jestem w tym klubie . Nie lubię jak mi ktoś ryby podaje na tacy . Nie ze wszystkich łowisk można zrobić łowiska komercyjne i całe szczęście . Jak by nasza przyroda wyglądała kiedy by brzegi były wykoszone , ryby tylko wymiarowe lub okazy pływały i na każdym zakręcie kible stały . Może jeszcze ogrodzone żeby z boków nikt nie podchodził . To nie wędkowanie a szpanowanie .
Niech tam każdy robi co chce. Skoro komuś pasuje łowić na burdelach czy innych komercyjnych wodach, to niech łowi. Kolega Artur Klepacki zaprosił mnie na wspólną nockę na skomercjalizowanym odcinku Wisły i ja z przyjemnością na tę jego wyprawę wyruszę.
Wszystko mi jedno czy tam ryba jest czy nie, czy można rybę zabierać czy nie, czy mi sie takie prywatne grajdoły podobają czy nie podobają, ważne jest że się siedzi nad wodą, kije się moczą, a obok siedzi prawdziwy kumpel z "cojones" jak arbuzy!
Pozdro ryboki.
No to napisz czy faktycznie taki raj tam jest jak niektórzy o łowiskach komercyjnych zachwalają . Spotkanie z dobrym kolegą jest ważniejsze i wtedy nie liczy się gdzie , ale żeby cały czas na takim łowić to trochę przesada . Ale kończę ten temat bo to nie ten wątek . Każdy ma prawo łowić tam gdzie chce i jak chce .
Czyli "normalnym" łowiskiem jest woda skłusowana, zasyfiona i niezarybiana, po której świrują rybacy, motorowodniacy itp , tak?
To, że PZW odstawia chałę nie oznacza, że to powinien być wzór do naśladowania.
Przyzwyczailiśmy się do takich wód i zamiast robić coś, aby było lepiej to przyjmujemy to co jest jako standard.
Nie chodzi o "burdele", ale łowisko komercyjne to łowisko zarządzane przez kogoś innego niż PZW. To jedyna różnica.
Takie łowisko jest zarybione tak jak powinno być, pilnowane tak jak powinno być, sprzątane tak jak powinno być - generalnie rybne i zadbane.
Nikt nie mówi o wyregulowanych brzegach, wybetonowanych stanowiskach, salonach gier nad wodą, utoczonych rybach wytresowanych do brania na takie i takie przynęty. A Wy tak właśnie postrzegacie łowiska komercyjne.
To tak jakbym ja wydzierżawił sobie jakiś staw, którym zarządzało PZW.
Skoro miałbym z tego żyć to musiałbym o to dbać, żeby ktoś przychodził i dawał mi zarobić.
Pierwsza rzecz - ichtiolog. Później zarybienie, sprzątanie brzegu i okolic, zatrudnienie stróży i tyle.
Mówiąc krótko komercje (nie "burdele"!) to łowiska takie, jakimi powinny być wszystkie wody ogólnodostępne PZW. Tyle, że PZW ma monopol, "nie zapłacą to nie będą łowić, proste", zatem ma gdzieś potrzeby swoich klientów. W przeciwieństwie do pojedynczego przedsiębiorcy ze stawikiem i kawałkiem rzeki, który wie, że dzisiejszy klient jest wymagający, ale sprostanie tym wymaganiom może być opłacalne.
O.K... O.K.... Polemika jest bezcelowa.
To ja powiem inaczej nie mam nic przeciw łowiskom specjalnym na komercje mówię stop choć i łowiska specjalne troche tym zalatują lecz nie to samo i nie tak hop siup na rybkę, ale...
Chciałbym by takie dzikie łowiska trudno dostępne jak mówi Ghostmir czyli krzaczory chraście i inne zwalone drzewa na łowiskach obfitowały w takie ryby jak komercyjne lub łowiska specjalne.
Tokiem rozumowania mam ohtoę powlaczyc z rybą i po to płacę składki już nie mówię o no kil czy C&R nie nie nie tylko by połowić i odpocząć na łonie natury. Gdyby chodziło o sam wypoczynek to ie płacił bym składek PZW i jeździłbym z kumplami co wędkują na to samo wychodząc.
A znalazłęm nową metodę C&K :::)::):):) kumaci się skapną co to za skrót.
może ciągnąc ten wątek tylko wspomnę że właśnie godzinę temu wróciłem z takiego łowiska i w końcu po kilkunastu wyprawach złapałem swojego upragnionego amura , bo taka jest prawda a tu ktoś pisze o rybach podanych na tacy kolego takie miejsce nazywa sie restauracja albo bar.
na lowisku trzeba sie nagłowić bo jak ryba nie bierze to nie bierze i nieraz wracałem o kiju .
amur może nie jest pokaźny bo 66 cm i 3,2kg ale chciałem go złapać już od początku maja wziął dziś choć nic nie brało na kanapkę kukurydza + truskawka i to było jedno jedyne branie na nas dwóch przez dwie i pół godziny. i sam właściciel mówi że dziś nic nie brało
Bo chodzi o to Marcinie że za sto parę złoty rocznie jest się nad wodą PZW, ile się tylko chce i za każdym razem w najgorszym wypadu można najeść się krasnopiór oraz płoci aż do przysłowiowego bólu.
dodam jeszcze zdjęcie , hol trwał około 15 minut
W takim razie to o co w końcu wam chodzi , o ryby sztucznie wprowadzone , czy o dobro środowiska wodnego . Komercją nie przywrócimy czystych rzek , brzegów nie regulowanych i ryb samo rozmnażających się . Może i kilka odcinków rzecznych w Polsce by się znalazło gdzie są i będą czyste , ale co z pozostałymi wodami do których spływają zanieczyszczenia , koryta są przystosowywane do potrzeb człowieka , regulowane i wyglądające jak kanały . Stworzymy sadzawki , czy zagrodzimy rzeki , aby były łowiska komercyjne i co będzie kiedy wpłyną ścieki z przemysłu , czy miast ? . Nic nie będzie . Ryby zostaną wytrute , brak tarlisk i naturalnego pokarmu . Komercja nie przywróci ryb do naszych wód i jest to błędne koło , a jedynie jest to sposób na wyciąganie z nas pieniędzy . PZW nie jest dobrym gospodarzem i każdy to wie , ale czy zawsze tak ma być? , czy nie można tego zmienić ?. Przecież jeżeli wszyscy będą tego się domagać to jest możliwe . Ze zbiorników komercyjnych na początku może i będzie wielu zadowolonych , ale co będzie jeżeli jakiś gatunek zacznie dominować , rozpoczną się kontrolowane odłowy i zacznie wszystko powracać do starego . A w końcu jak nie było Karpi , Amurów , i nie przenoszono ryb do łowisk w których nie powinno ich być , były ryby rodzime i to w dużej ilości , a dzisiaj nie dość że wszystko wytruliśmy , resztę odłowiliśmy i jeszcze przez tą komercję tworzymy groch z kapustą i tak wymieszane że przyroda sama nie wie co robić i skutkuje to jeszcze większa degradacją . Ale co tam , ważne że my (ludzie) dobrze się bawimy i jest tak jak nam pasuje . Czy tak ma wyglądać nasze wędkowanie ?
Kaziku Drogi nie nawracaj kolegów z tej komercji niech tam łowią i targają jedną rybę 100 razy w roku .po tych wszystkich postach widzę że na komercję się najwięcej pchają ludzie nie lubiący sprzątać łowisk przez to na wodach PZW jest taki syf .tam jakiś idiota po nich posprząta przecież mu za to zapłacili
Kaziku Drogi nie nawracaj kolegów z tej komercji niech tam łowią i targają jedną rybę 100 razy w roku .po tych wszystkich postach widzę że na komercję się najwięcej pchają ludzie nie lubiący sprzątać łowisk przez to na wodach PZW jest taki syf .tam jakiś idiota po nich posprząta przecież mu za to zapłacili
A moze jest tak ze na komercje jezdza jedni ludzie a drudzy milosnicy przyrody nad wody PZW i wlasnie dlatego jest tam taki syf.
Nie sprzatam po nikim nad woda bo nie jestem wielbladem. Na szczescie lowie na muche wiec przepis ktory kaze posprzatac stanowisko mnie nie bardzo dotyczy. Sam smieci nie generuje (zadnych pudelek po robakach, torebek po zanetach i tym podobnych syfow ze soba nie mam.
No chyba ze mam targac na smietnik kible i lodowki ktore leza w srodku rzeki (patrz Bialy Dunajec). A jesli nie ja mam to robic to kto ma je z tamtad wyjac ???. Ot takie retoryczne pytanie.
PS. Odnosze wrazenie po posta ktore tu ludzie wypisuja, ze przeciwnicy "komercji" nigdy na takim nie lowili. Mity o rybach wystawiajacych pyski nad wode, zeby ktos je zlowil biora sie z tego, ze ludzie nie rozrozniaja lowiska "komrcyjnego" od tzw. burdelu. Wiele razy zdarzylo mi sie wrocic z takiego lowiska z Wisly bez ryby.
Mam pytanko. Wczesniej Wisla w Ustroniu nalezala do PZW BB. Pozniej przetarg wygral Wilk i na Wisle zaczeto lowic "prawdziwe" ryby. Zamiast 25 cm okazow (bo za takie uwazoano pstragi z czasow PZW) zaczeto lowic 50 - 60 cm ryby no i kontrole byly ciagle. ale dyskretne (papiery sprawdzali za pierwszym razem, potem juz tylko machali na znak ze widza wedkarza).
Poza tym nad rzeka nic wiecej sie nie zmienilo.
Rozumiem ze przeciwnicy "komercji" woleliby dalej lowic 25 cm pstrazki w poczuciu polowow w dzikiej nie skarzonej zarybieniami i kontrolami rzece ?. Dodam ze te duze pstragi wcale nie byly latwe do zlowienia. Mi sie to nie udalo.
Nie każda komercja jest dobra, ja obecnie po lustracji zeszłego roku pozostawiłem tylko jedną na którą uczęszczam szczególnie jak w tygodniu nie mogę wybrać się na ryby i pozostaje mi niedziela. Jak to piszę to dostaję drgawek, bo nic mnie tak nie wkurza jak wypad na ryby w niedzielę! Ale cóż zrobić kiedy nie pozostaje inna możliwość?
Wtedy wybieram komercję, w zasadzie jedyną w taki dzień wodą pozbawioną dzikich tłumów amatorów piachu w d....ie i słonecznych kąpieli, wrzasków nad wodą, biegających dzieci, kręcących się wokół zestawów wszędzie srających piesków i ton śmieci przepięknie kontrastujących z tym społeczem. Wymieniać można by bez końca "walory" co niektórych wód PZW. Ale uważam że powinniśmy dać sobie już spokój bo ta dyskusja do niczego nie prowadzi, jak to powiedziało już wcześniej kilku Kolegów choć nie ukrywali swoich przekonań "każdy łowi gdzie chce" i na tym niech pozostanie.
Ja wysiadam z tej dyskusji
pozdrawiam Kolegów bez względu gdzie łowią i co łowią
Właśnie to mnie denerwuje. Wizja komercji jako typowego "burdelu" tudzież "ucywilizowanej" wody.
Dla mnie taka komercjalizacja miałaby jeden wielki plus.
Właściciel łowiska byłby na miejscu, a co za tym idzie doglądałby swojego interesu, wiedziałby co się dzieje i czy są jakieś problemy. Na bank stosowana byłaby zasada "klient nasz pan".
Jeżeli chodzi o PZW to jak się ma mała glinianka na Śląsku do ZG PZW?
I założę się o dobrą flaszkę, że nikt nie zrobiłby tego o czym piszą koledzy.
Powiedzmy sobie szczerze, komercja musi spełniać wymagania wędkarzy. A wielu wędkarzy lubi łowić na dzikich wodach. Więc nie obawiajcie się wycięcia drzew, wybetonowania brzegów itp.
Zobaczcie sobie jak wyglądają popularne komercje. Nie mówię już o łowiskach karpiowych, ale normalnych łowiskach z prywatnym właścicielem. Woda jest, las jest, roślinność podwodna jest, zaczepy są.
Ktoś napisał, że jestem za komercjami bo nie sprzątam po sobie. Bzdura.
Fakt, nie lubię tego robić bo mi się to przejadło! Ileż można zbierać śmieci po kimś, wynosić z łowiska, a po powrocie zastać to samo?
Sądzę, że na komercjach ten "idiota" sprząta jeżeli jest taka potrzeba, ale na takim łowisku są takie wynalazki jak np kosze na śmieci, a samo śmiecenie jest karane np zabraniem licencji.
Łowienie jednej ryby sto razy. Ciekawe. Wiesz, że taka ryba, zahaczona 99 razy jest bardzo ostrożna? Czemu na wodach PZW tak nie ma? Bo RAPR pozwala zeżreć okaz i ryby idą do zamrażarek na kilka dni po zarybieniu. Nie wiem czy którykolwiek prywaciarz pozwoliłby na coś takiego.
Łowię na wodach PZW, jest OK, a bronię komercji, gdyż widzę, że Wasz wizerunek takich łowisk jest wypaczony i krzywdzicie ludzi tam uczęszczających.
Łowisko licencyjne Czarna Przemsza - momentami nie da się przedrzeć przez krzaczory, a złapać tam rybę nie jest tak hop-siup.
Nie mylcie komercji z "burdelami", proszę Was.
Nie każda komercja jest dobra, ja obecnie po lustracji zeszłego roku pozostawiłem tylko jedną na którą uczęszczam szczególnie jak w tygodniu nie mogę wybrać się na ryby i pozostaje mi niedziela. Jak to piszę to dostaję drgawek, bo nic mnie tak nie wkurza jak wypad na ryby w niedzielę! Ale cóż zrobić kiedy nie pozostaje inna możliwość?
Wtedy wybieram komercję, w zasadzie jedyną w taki dzień wodą pozbawioną dzikich tłumów amatorów piachu w d....ie oraz słonecznych kąpieli, wrzasków nad wodą, biegających dzieci (bo przecież gdzieś muszą się wyszaleć), kręcących się wszędzie srających piesków i ton śmieci przepięknie kontrastujących z tym społeczem. Wymieniać można by bez końca "walory" co niektórych wód PZW. Ale uważam że powinniśmy dać sobie już spokój bo ta dyskusja do niczego nie prowadzi, jak to powiedziało już wcześniej kilku Kolegów choć nie ukrywali swoich przekonań "każdy łowi gdzie chce" i na tym niech pozostanie.
Ja wysiadam z tej dyskusji
pozdrawiam Kolegów bez względu gdzie łowią i co łowią
Przy okazji chciałbym podkreślić że temat już bardzo dawno zboczył ze swojej zaplanowanej drogi tematycznej, dalsze dywagacje są bez celowe.