Ale zwroc tez uwage na jeden fakt. Wedkarzy nad woda bylo duuuuzo mniej niz teraz. Spotkanie kogos w tygodniu poza okresem urlopowym bylo sztuka. Teraz obojetne - niedziela czy srodek tygodnia, cale tabuny. Przynajmniej tak jest "u mnie". No i zwiekszyla sie znacznie mobilnosc wedkarzy. Teraz pojechac na ryby kilkadziesiat km to zaden problem. Kiedys byl klopot zeby dostac sie nad Zalew Sulejowski z Tomaszowa. Rowerem sie nie zawsze chcialo, autobus zadko jezdzil itp. Teraz po pracy wsiadam w auto i za 15 min jestem na miejscu. Lowie 1 - 2 godz i do domu
Pawelz jak zaczynałem to u nas na Narwi były 3 miejsca gdzie zamykało się łódkę i stało ich tam po 30 - 40 szt. Teraz jak widzę tam po 5 łódek to jest dobrze. Wtedy kiedy byś nie poszedł u nas nad wodę zawsze byli wędkarze na łódkach, teraz większość łowi z brzegu. Ojciec pracował od 8 to wstawał o 2:30, siadał na motor i na wodzie był już o 3, łowił do 6:30 i o 7 był znowu w domu, przebierał się i jechał do pracy. Nie był jedynym który tak robił. W zeszłym roku byli kumple u nas i po wypadzie na rybki dziwili się że u nas nie ma wędkarzy.
To prawda co pisze kolega ja wędkuję od 79 roku więc zmiany jakie nastąpiły w rzekach to nieporozumienie.W sąsiedniej miejscowości budują nowy most i to co zrobili z korytem to jest chore ,wjechały spychy ,wyrównały koryto więc część pstrąga pogrzebano żywcem a najgorsze jest to iż trzy tygodnie temu puszczono 10 000 narybku pstrążka i gdzie tu rozum.Jestem wędkarzem niedzielnym więc na jezioro jadę raz w tygodniu natomiast mieszkam w górach i pod nosem mam wody górskie ale brak czasu powoduje że raz lub dwa w tygodniu godzinkę poluję z muszką i muszę stwierdzić że jeszcze parę lat i kropki znikną z naszych rzek.Widząc niektórych wędkarzy co robią to najchętniej niejednemu trzeba byłoby wlepić solidny kolegium.Nie pomoże zarybianie gdy mięsiarze biorą wszystkie,małe duże jak leci więc jak z tym walczyć. Pozdrawiam.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Nic nie zrozumiales w wywodu kol. pisaq. Tu nie chodzi o to ze ktos ma lowic czy nie zlowic 5 kg dziennie (choc wierz mi ze dla wielu to nie jest wielki wyczyn), tylko o to ze PRZEPISY NA TAKA GRABIERZ POZWALAJA. I teoretycznie w swietle prawa mozna wyrybic bardzo szybko kazdy zbiornik.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Nic nie zrozumiales w wywodu kol. pisaq. Tu nie chodzi o to ze ktos ma lowic czy nie zlowic 5 kg dziennie (choc wierz mi ze dla wielu to nie jest wielki wyczyn), tylko o to ze PRZEPISY NA TAKA GRABIERZ POZWALAJA. I teoretycznie w swietle prawa mozna wyrybic bardzo szybko kazdy zbiornik.
Zgodzę się z tym, ale dopiszę do tego tylko - Zbiornik zamknięty, bez dopływów lub zablokowanymi dopływami.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Nic nie zrozumiales w wywodu kol. pisaq. Tu nie chodzi o to ze ktos ma lowic czy nie zlowic 5 kg dziennie (choc wierz mi ze dla wielu to nie jest wielki wyczyn), tylko o to ze PRZEPISY NA TAKA GRABIERZ POZWALAJA. I teoretycznie w swietle prawa mozna wyrybic bardzo szybko kazdy zbiornik.
W praktyce spotkalem sie kilka razy z takimi sytuacjami. "Wedkarze" w majestacie prawa wyrybiali wode ze wszystkiego co bylo regulaminowe. Ostatnio na forum bylo kilka watkow o Drzewicy. Pamietam ten zbiornik z kilku lat wstecz. Okonie walily w drobnice az milo. Niestety wedkarze walili w te okonie. Teraz to juz cien tego co bylo. Mierzawa jest nie gorszym przykladem. Najazd kilku autokarow i rzeczka zostala pozbawiona lipieni i pstragow. Cos tam podobno jeszcze zostalo, ale to juz niedobitki. Tlumy wedkarzy w Inowlodzu na Pilicy skutecznie ograniczyly ilosc jelca. No ale trzeba bylo sie pochwalic jak to biora w lutym. Kto nie mial na koncie kilkudziesieciu sztuk / dzien byl kiepski. Takich przykladow moglbym przytoczyc pewnie jeszcze kilka. Nie tylko w teorii. I wydaje mi sie ze ironia nie jest tu na miejscu.
Łowię już te kilka lat i w życiu nie złowiłem 5 kilo ryb dziennie. Tzn złowiłem, ale to była woda w której zaistniała katastrofa inwazji karasia z hodowli. Ilu jest takich co biorą codziennie 5 kilo? Znacie takich? Ja znam różnych, a takiego giganta nie spotkałem.
Jeśli takie sytuacje się zdarzają, to raczej na zawodach wędkarskich.
O tej masakrze nikt nie mówi - tajemnica poliszynela!
Ale do wędkujących rekreacyjnie to się wszyscy przypierdzilają!
Fałsz i obłuda, mierność i głupota!
Jestem nad wodą około 70 razy w roku i ani razu nie zabieram 5 kilo! Chyba że to są dwie czy trzy stuki po 2-3 kilogramy!
Ja wiem, że zdarzy się taki łeb co zabierze więcej niż mu trzeba mimo tego ze przestrzega regulamin i to jest zła rzecz. Jeśli jednak ktoś złowi suma 50 kg i zechce go zjeść to nie można mu zakazać łowić na następny miesiąc. Także umiar i zdrowy rozsądek wyleczy nasze wody a nie zakazy. Nie zgadzam się Polaków jedynie zakazami można do porządku doprowadzić. Pierwszorzędną sprawą to jest edukacja. Ludzie muszą wiedzieć czemu im nie wolno. Bo zakazy typu nie i koniec! Są prymitywne i uwsteczniające. Ludzi trzeba uwrażliwiać na piękno i subtelność natury. Uczyć prawideł a nie zakazywać. Myślę tu szczególnie o młodym społeczeństwie bo starym zatwardziałym i ciemnym ludziom już edukacja wiele nie pomoże zawsze jednak warto spróbować.
Łowię już te kilka lat i w życiu nie złowiłem 5 kilo ryb dziennie. Tzn złowiłem, ale to była woda w której zaistniała katastrofa inwazji karasia z hodowli. Ilu jest takich co biorą codziennie 5 kilo? Znacie takich? Ja znam różnych, a takiego giganta nie spotkałem.
Jeśli takie sytuacje się zdarzają, to raczej na zawodach wędkarskich.
O tej masakrze nikt nie mówi - tajemnica poliszynela!
Ale do wędkujących rekreacyjnie to się wszyscy przypierdzilają!
Fałsz i obłuda, mierność i głupota!
Jestem nad wodą około 70 razy w roku i ani razu nie zabieram 5 kilo! Chyba że to są dwie czy trzy stuki po 2-3 kilogramy!
Opanujta sie ludziska!
Witam Kolego masz rację 5 kg ryb dzięnnie to już w tych czasach chyba by musiał być rekord polski bo ja jestem często na rybach ale jeszcze tyle nie wytargałem chyba że trafie karpia też proponuje żeby koledzy się trochę opanowali według mnie kto chce brać niech bierze kto nie to niech wypuści pozdrawiam
Oczywiscie ze zlowienie ryby duzej (sum, szczupak itp) nie moze byc powodem do zabronienia lowienia w nastepne dni. To bylaby paranoja. Tu chodzi raczej o rybe srednia i mala. Piszecie ze 5 kg lowi sie rzadko. W moim przypadku to rzadkosc, to fakt. Ale ja nie lowie na ilosc. Moje lowienie jest bardziej rekreacyjne. Zlowienie jazia dla mnie na muche to tak jakbym zlowil ich 5 czy 10 na splawik. W lipcu jazie biora zdecydowanie gorzej na muche niz w maju. Ale ja metody nie zmieniam. Ale do czego zmierzam. Widzialem parokrotnie siatki z rybami jakie ludzie wyciagali z Pilicy z drobnica (ploc, leszczyki, jaziki). Mysle ze o 5 kg ocieraly sie na pewno. Na Zalewie sulejowskim swego czasu zniesiono limity na leszcza. Nie wiem czy teraz sa - nie lowie tam. Ale wtedy lowiono po 10 - 15 1,5 kg leszczy. I wiekszosc z nich ladowala w smietnikach. Czesc wzieli sasiedzi, czesc rodzina a co sie nie dalo zjesc do do smieci. Rozmawialem z gosciem na Pilicy. W dlugi weekend majowy kilka lat temu wytargali i zapalowali w kilku ponad 100 jazi. Na odcinku okolo 100 m dlugosci - okolo 60 m szerokosci. Z dwoch dolkow. Jak myslicie, co zostalo ?. Panowie 5 kg to sa 3-4 ladne leszcze, to 5-7 jazi. To kilkanascie ladnych ploci. To na prawde nie sztuka. Nie jestem wedkarzem gruntowym, ale kilka lat temu na Niegocinie z pomostu zlowilem 10 leszczykow (takich po 50 - 70 dkg) w godzine. W koncu urwalem jedyny splawik jaki mialem i poszedlem do domu. Pomyslcie co moglby zrobic wprwany grunciarz.
Jedno krotkie pytanko. Panowie, tak z reka na sercu. Naprawde nie spotkaliscie sie z sytuacja gdzie wedkarze swoja pazernoscia doprowadzali do pustyni jakies akweny ?. Bo ja tak. Jesli wam sie to nie zdarzylo, to zyjecie w jakiejs lepszej niz ja Polsce. :) Mnie po prostu w..a jak widze ludzi , ktorzy przez swoa pazernosc ale zgodnie z regulaminem wybieraja do ostatka to co plywa w wodach. A widze to niestety co jakis czas :( i rece opadaja.
Jedno krotkie pytanko. Panowie, tak z reka na sercu. Naprawde nie spotkaliscie sie z sytuacja gdzie wedkarze swoja pazernoscia doprowadzali do pustyni jakies akweny ?. Bo ja tak. Jesli wam sie to nie zdarzylo, to zyjecie w jakiejs lepszej niz ja Polsce. :) Mnie po prostu w..a jak widze ludzi , ktorzy przez swoa pazernosc ale zgodnie z regulaminem wybieraja do ostatka to co plywa w wodach. A widze to niestety co jakis czas :( i rece opadaja.
A tu kolego nie rozumiem bo jeżeli widzisz że łowią nie zgodnie z regulaminem to powinieneś to zgłosić
Koledze pawelz chodzi właśnie o to że zgodnie z regulaminem a mimo to bez umiaru. Są oczywiście takie przypadki ale tu nie jest problemem rapr a edukacja. Tacy ludzie są nie świadomi swojego błędnego postępowania.
No i tu jest sedno sprawy, bo mają swiadomośc większą, niż my wszyscy uważamy. Znam kłusowników, którzy nagle obudzeni w nocy mogą recytować RAPR bez zająknięcia, a zwłaszcza punkty mówiące o zakazach i limitach.
Koledze pawelz chodzi właśnie o to że zgodnie z regulaminem a mimo to bez umiaru. Są oczywiście takie przypadki ale tu nie jest problemem rapr a edukacja. Tacy ludzie są nie świadomi swojego błędnego postępowania.
Niby tak. Ale nie uwazasz ze edukacja w stylu: "sluchajcie, zgodnie z RAPR mozecie zabrac np. 10 jazi dziennie ale do jest zle, bierzcie 2-3 ryby. Po co wam wiecej". Nie uwazasz ze to brzmi kuriozalnie. PZW tworzy przepisy po to by potem tlumaczyc ze sa do dupy i zeby samemu sie ograniczac ?. Nie lepiej od razu je zmienic tak, zeby nikogo nie trzeba bylo edukowac. Mozesz wzisc np 1 szupaka pow 50 cm i szlus. A nie jak teraz 3 szt i biadolic - "ok mogles zabrac 3 szt ale to troche zle bo jak wszyscy tak beda robic to nic nie zostanie".
No i tu jest sedno sprawy, bo mają swiadomośc większą, niż my wszyscy uważamy. Znam kłusowników, którzy nagle obudzeni w nocy mogą recytować RAPR bez zająknięcia, a zwłaszcza punkty mówiące o zakazach i limitach.
Kol Thunder chodzilo raczej o edukacje nazwijmy to ekologiczna i etyczna a nie o suche przepisy. Te oni faktycznie znaja, bo jak napisalem, regulaminu raczej nie lamia.
Witam prawie każdy potępia zabieranie ryb do domu czemu nikt z was nie pójdzie lub nie napisze do PZW żeby zarybiali regularnie wtedy każdy weżmie rybę i nie będzie narzekania ja obliczyłem ilość wypadów na ryby i ilość złowionych OKAZÓW oczywiście liczyłem wypady na polskie łowiska i mi wyszło na jeden wyjazd 100gr ryby to żeczywiście spustoszyłem nasz rybostan policzcie swoje osiągnięcia to na pewno zaraz polecicie do PZW z pytaniem czemu nie zarybiają i dlaczego rybacy już na początku sezonu wędkarskiego robią odłowy kontrolne i robią większe spustoszenie jak kormorany nie patrząc na wymiary ochronne i okresy pozdrawiam
Mi sie wydaje, że mówienie o edukacji związanej z etyką u kłusownika, to mowy byc nie może, to wyklucza się samo przez sie. Nawet najwięksi specjaliści od resocjalizacji i edukacji resocjalizacyjnej nie nauczą mordercy etyki. Jakakolwiek edukacja resocjalizacyjna czy to z etyki, ekologii , czy przepisów prawa, moim zdaniem jest stratą czasu, nerwów i pieniędzy podatników, w przypadku przestępstw związanych z kłusownictwem zarówno leśnym jak i wodnym. Kłusownictwo to nie jest choroba, w której trzeba pomagać poprzez nauczanie i uświadamianie. Tylko odpowiednio dotkliwe kary zwalczą to zjawisko. Karać, karać i jeszcze raz dotkliwiej karać, a nie edukować. Nie znam złodzieja, który by po lekturze, doedukowaniu się z prawa karnego, zmienił nagle zdanie i postanowił przestać kraść. Natomiast wielu znam takich łamiących prawo, których odpowiednio dotkliwie (chociaż finansowo) ukarano, zaczęli potem uczciwie żyć, pracować i szanować prawo, w tym RAPR. Tylko kary pieniężne na zachodzie są wystarczającym odstraszaczem od kłusowania, który powoduje taki a nie inny rybostan w ich akwenach. Nie uświadamianie ekologiczne, czy etyczne, lecz uświadomienie o konsekwencjach karnych, dotkliwych konsekwencjach. Tymczasem u nas w kraju, kara za rzucenie peta na chodnik jest karane grzywną bardziej dotkliwie dla "kieszeni" i częściej, niż skłusowanie 20-tu kilo ryb.
A ja wam się pochwale że w tym roku złowiłem na wodach PZW może około dwóch kilogramów i (nie jestem jeszcze tego pewien) rybek maleńkich oczywiście wypuściłem je, ale będąc na łowisku komercyjnym nie wypuściłem żadnej - do bagażnika i do domku na patelnie, i tyle w temacie..........koniec kropka.......amen.
A ja wam się pochwale że w tym roku złowiłem na wodach PZW może około dwóch kilogramów i (nie jestem jeszcze tego pewien) rybek maleńkich oczywiście wypuściłem je, ale będąc na łowisku komercyjnym nie wypuściłem żadnej - do bagażnika i do domku na patelnie, i tyle w temacie..........koniec kropka.......amen. A Miru gratuluje to masz średnią pewnie taką jak ja 100g ryby tygodniowo oczywiście jak dobrze biorą
A ja wam się pochwale że w tym roku złowiłem na wodach PZW może około dwóch kilogramów i (nie jestem jeszcze tego pewien) rybek maleńkich oczywiście wypuściłem je, ale będąc na łowisku komercyjnym nie wypuściłem żadnej - do bagażnika i do domku na patelnie, i tyle w temacie..........koniec kropka.......amen.
I bardzo kurna dobrze! A na tym komercyjnym zapłaciłeś panu wystarczająco tyle, że musiała smakować, specjalnego wyjścia nie miała.
12.50 kg złowionego karpia........... A Miru ja też złowił karpia tylko bez tej dychy z przodu ale się nie chwalmy bo nas zlinczują karp to ci mówię to jest święta ryba tak jak w jnnych państwach krowa u nas jest karp
Ja karpia uwielbiam, ale jem go tylko na Wigilię, złowić u nas go trudno, chyba że na komercynych, ale z cenami przeginają :(, poza tym karpiarzem nie jestem.
Ten rok jest wyjatkowo slaby. Wy macie po 100 g / wyjazd. U mnie jest chyba jeszcze gorzej :(. W tym roku na jakies 25 wyjsc zlowilem slownie 7 miarowych jazi (najwiekszy 35 cm - zenada) i kilka jelcy. W zeszlym roku tyle dawalo sie zlowic w ciagu godziny. I nie bylem jeszcze na zadnych lososiowatych :(. Pozytek z moich ryb maja jedynie komary. Robie za pozywienie dla nich
No tak, ja tylko odniosłem sie do karpia, ale niektóre inne ryby, są napewno smaczniejsze. Okoń jest przepyszny, sandacz, jazgarz, klenia lubię bardzo, szczupak, z morskich uwielbiam dorsza, śledzia, kergulenę i grenadiera. Śledź smażony jest super.Wolę nawet tusze ryb, niż filety.
No tak, ja tylko odniosłem sie do karpia, ale niektóre inne ryby, są napewno smaczniejsze. Okoń jest przepyszny, sandacz, jazgarz, klenia lubię bardzo, szczupak, z morskich uwielbiam dorsza, śledzia, kergulenę i grenadiera. Śledź smażony jest super.Wolę nawet tusze ryb, niż filety.
Ze wszystkich ryb ktore tu wymieniles wywalilbym klenia. Inne sa OK. Kiedys probowalem i sandacza i jazgarza nawet. Ale raz w zyciu na biwaku sprobowalem klenia. Zlowiony w czystej (w miare) rzeczce. Biala Tarnowska. Tragedia. Nie dalo sie tego jesc. Pomijajac osci to smak miesa mial delikatnie mowiac, do d..y :). Jest na pewno gorszy od jazia (ktory tez do rarytasow nie nalezy). A wogole to najsmaczniejsze sa ryby morskie - zwlaszcza filety :)
12.50 kg złowionego karpia........... A Miru ja też złowił karpia tylko bez tej dychy z przodu ale się nie chwalmy bo nas zlinczują karp to ci mówię to jest święta ryba tak jak w jnnych państwach krowa u nas jest karp
Miałem na myśli 12.50 zł za kilo karpia .........
a takiego dużego to na oczy nie widziałem........hehehehe
12.50 kg złowionego karpia........... A Miru ja też złowił karpia tylko bez tej dychy z przodu ale się nie chwalmy bo nas zlinczują karp to ci mówię to jest święta ryba tak jak w jnnych państwach krowa u nas jest karp
Miałem na myśli 12.50 zł za kilo karpia .........
a takiego dużego to na oczy nie widziałem........hehehehe
Witam.Zapraszam do nas w lubelskie na karpia jest go po uszy i miejscowym się przejadł , ale osobiście bardzo uwielbiam karasie i liny ,których u nas również jest opór.pozdro daro2165
Witam.Zapraszam do nas w lubelskie na karpia jest go po uszy i miejscowym się przejadł , ale osobiście bardzo uwielbiam karasie i liny ,których u nas również jest opór.pozdro daro2165
aj tam zaraz na karpie w lubelskie ja tam nie jestem karpiarz no ale te linki i karaski no to by musiał pomysleć dzięki za zaproszenie
ja też jak czyta o tym c&r to już mi się słabo robi , bardzo chętnie zapisałem się na ten portal ale czytanie takich tekstów że ktoś jest mięsiarz , nie dba o przyrodę bo chce rzeki pogłębiać i jeszcze inne tego rodzaju hasła to najchętniej z tego wędkuje.pl to bym się wykreślił. czasem to są takie komentarze jakbym słuchał ludzi z radia Maryja
jeśli chodzi o te łapanie na stawie komercyjnym to prawda jest taka że według mnie to nie jest taka drożyzna. ostatnia moja wyprawa na ryby zamknęła sie w kwocie 75 zł (zanęta , kukurydza robaki białe czerwone, jakieś zapachy ,i takie tam inne) i złapałem dwie płocie to ja sie pytam ile kosztuje ryba na Bobrze? oczywiście jeszcze pewnie byłoby najlepiej żeby te ryby wypuścił bo taki jest duch dzisiejszego wędkarstwa.a tak jadę na staw wydatek około 40 zł i mam ze 3 kg świeżej ryby i połapać można bo właściciel często zabiera ryby do swojego baru
jeśli chodzi o te łapanie na stawie komercyjnym to prawda jest taka że według mnie to nie jest taka drożyzna. ostatnia moja wyprawa na ryby zamknęła sie w kwocie 75 zł (zanęta , kukurydza robaki białe czerwone, jakieś zapachy ,i takie tam inne) i złapałem dwie płocie to ja sie pytam ile kosztuje ryba na Bobrze? oczywiście jeszcze pewnie byłoby najlepiej żeby te ryby wypuścił bo taki jest duch dzisiejszego wędkarstwa.a tak jadę na staw wydatek około 40 zł i mam ze 3 kg świeżej ryby i połapać można bo właściciel często zabiera ryby do swojego baru
to według Ciebie Kolego łowienie ryb na komercyjnych to jest wędkarstwo ?????????
Mam w pobliżu takie fajne łowisko. Piwko można kupić, hot doga wtrząchnąć, rybę oczyścić w specjalnej rynnie z bieżącą wodą, nawet uwędzić można za drobną opłatą, można też na miejscu kupić robaki, inne przynęty, zanęty, czyli taaakie łowiiiiisko!
Brzegi równiutkie, zainstalowano ławeczki, jest wiata w razie deszczu, beczki z odkażaczem do siatek, wstęp tylko 5 zeta od wędki, a w wodzie..........
W wodzie same okazy świniaków od 5 do 30 kilogramów każdy.
Siedzą tam wędkarze z parciem na rekord. Wiadomo że tam jak się coś złowi, to będzie można fotkę na ścianie powiesić.
No i biją rekordy życiowe. Łowią w ciągu sezonu tego samego prosiaka nawet kilkanaście razy i każdy ma jego fotę na ścianie. Co tam... ze to ta sama ryba, w końcu chodzi o to, by mieć się czym pochwalić.
Każdy może tam złowić giganta, bo nie ma żadnego problemu z ilością ryb do złowienia, a ich rozmiary są pokaźne.
Taaaaaaaaaaaaak - to jest Wędkarstwo przez duże "W".
Nie rozumiem jednego. Ghostmir, zawsze miałem Cię za rozsądnego człowieka, a widzę, jak wyśmiewasz ludzi, dla których wędkarstwo to nie tylko odpoczynek na łonie natury. Dla mnie zasada jest prosta, jak mam nic nie złowić to po co brać kije? Równie dobrze można iść pospacerować po lesie. Odczuwam presję na wyniki, chciałbym łowić okazy i robię bardzo dużo w tym kierunku ("doskonalę sprzęt<!> i techniki połowu", haha).
Co złego jest w tym, że ktoś łowi rybę, która była już złowiona (przez niego czy kogoś innego)? To tak jakby chcieć codziennie dziewicę ;) Osobiście (jestem tego pewien!) złowiłem lina, którego miałem przyjemność złowić 2 miesiące wcześniej. Bardzo mnie to ucieszyło, tak jakby stary znajomy wpadł na piwko, "o! żyje i ma się dobrze", chlup do wody i "do zobaczenia za 2 miechy!" Jak podrośnie to da popalić mojej matchówce ;)
Planowanie, strategia, wybór stanowiska, nęcenie, przygotowanie zestawów, oczekiwanie, relaks, ćwierkające ptaszki, świeże "nadwodne" powietrze, jakieś piwko, moment brania, zacięcie, hol, lądowanie, jakaś fotka, chlup do wody - to dla mnie wędkarstwo, ale nie widzę nic złego w tym, że ktoś oleje któryś z w/w elementów. Jeżeli ktoś chce walczyć z ładnymi rybkami to czemu nie miałby szukać ich na komercjach itp? To jego czas, jego pieniądze i jego życie.
Jedni lubią łowić 20kg karpie, drudzy 5kg szczupaki, kolejni wolą ilościowo poławiać mniejsze rybki, a jeszcze innym wcale nie zależy na kontakcie z rybą, chcą odpocząć, złapać słońca i świeżego powietrza - także wędkowanie to pojęcie względne i - po prowdzie to - nie wolno nam oceniać po tym ludzi.
Co do wypuszczania ryb to wychodzę z założenia, że jeżeli złowię i wypuszczę to mogę mieć pewność, że jeszcze co najmniej jedna - ta wypuszczona przeze mnie - ryba tam pływa i mam po co wracać nad wodę. Jaki jest sens zjadania ryb, skoro spędzamy cały wolny czas na ich łowieniu? :) Poza tym nie lubię zabijać, patroszyć itp, a w rodzinie niewiele osób się tym zajmuje, nie ma co zawracać im gitary ;)
Ufff, przydługawo i przynudnawo, ale cóż. Spadam do pracy na godzinkę, jeszcze jutro i urlop ;) Grillowanie, rybkowanie, piwkowanie, niekoniecznie w tej kolejności ;) Pozdrawiam
tu Kolego Pisaq chodziło o co innego jest chyba różnica między wędkarstwem na jeziorze lub rzece tam trzeba jeśli się chce złowić rybę trochę pomęczyć nęcić siedzieć parę dni żeby przechytrzyć rybę na komercyjny normalnie idziemy nie wędkować tylko wyłowić po prostu okaz do zdjęć równie dobrze można iść do rybnego i też szczelić sobie fotkę dla mnie większą przyjemność sprawia złowić karpia 2kg w jeziorku niż 20kg na komercji a wypuścić można wszędzie czy to jest komercja czy rzeka według mnie można wędkarstwo na komercji porównać do polowania na lwy w zoo
Nie odróżniasz łowisk komercyjnych od akwenów hodowlanych. Łowisko komercyjne różni się tym od łowiska PZW, że właściciel dba o nie, chroni przed kłusownictwem, zarybia, dokarmia, nie godzi się na zanieczyszczanie i wprowadza życiowy regulamin. Nikomu nie pozwoli aby "opłata się zwróciła". Właściciel takiego akwenu zarabia na wędkujących, każdy wędkarz to kapusta. Musi im zaoferować coś ciekawego bo konkurencji nie brakuje, alternatyw jest wiele. Gdyby nie było tam ciekawych ryb to nikt by tam nie przyjeżdżał. Co jak co, ale na kapuście mu zależy, więc dba o swoje. I koło się zamyka. Są zadowoleni wędkarze, jest zadowolony przedsiębiorca - więc o co chodzi?
Łowiłem na stawie hodowlanym i jest to zupełnie co innego. Tam właściciel tuczy ryby i hoduje je tylko i wyłącznie w celach spożywczych. Wędkowałem tam za darmo, przerzucałem złowione karpie ze stawu do takiego małego oczka, żeby były łatwe do wyłowienia dla klientów.
"dla mnie większą przyjemność sprawia złowić karpia 2kg w jeziorku niż
20kg na komercji" Fajnie, Twoja sprawa, ale szanuj zdanie innych. Też nie jestem zwolennikiem komercji, powiedzmy, że nadal wierzę w wody PZW, a łowienie na komercjach i chwalenie się złowionymi tam rybami jest jak chwalenie się poderwaniem prostytutki w domu publicznym. Ale za żadne skarby nie powiem, że wędkarz A jest gorszy do wędkarza B bo łowi na komercjach, ani na odwrót. Co ma zrobić zapracowany człowiek, który nie ma czasu na codzienne odwiedzanie łowiska, zanęcania itp na ryby chodzi głównie w weekendy albo po pracy na kilka godzin, a marzy mu się walka z dużą rybą? Odpalić Fishing Simulator 2? Każdy robi to co lubi, jak lubi, gdzie lubi i kiedy lubi. Proste. I należy to uszanować.
u mnie jest staw komercyjny w gosławicach mają nawet coś w inernecie właśnie na tym przykładzie jest moja definicja komercji są właśnie tam takie tuczniki do zdjęć i przez to napisałem że łowienie na takich wodach to nie jest dla mnie wędkarstwo a nie napisałem który wędkarz jest lepszy dla mnie ci koledzy którzy mają chęć mogą łowić na basenie kąpielowym mi to nie przeszkadza i jeżeli im się wydaje ze łowiąc tam są wędkarzami no to niech się tak nazywają ja oprócz paru rzeczy toleruje wszystkich i wszystko niestety taki już mam pogląd na temat wędkarstwa od małego tak mnie nauczył św pamięci Ojciec i tego poglądu nie zmienie bo bym go obraził no i takie łowiska będą zawsze wywoływać uśmiech na moich ustach możesz mnie teraz zlinczować nic na to nie poradzę pozdrawiam
Rozumiem tych co chcą codziennie dziewicę gorzej z tymi chcą taką co obsłużyła autobus arabów. Podobnie jak Ghodtmir nie mam parcia na rekordy. Wolę nic nie złowić pośród kumpli niż nałapać wśród hołoty i brudu.
Rozumiem tych co chcą codziennie dziewicę gorzej z tymi chcą taką co obsłużyła autobus arabów. Podobnie jak Ghodtmir nie mam parcia na rekordy. Wolę nic nie złowić pośród kumpli niż nałapać wśród hołoty i brudu.
Ciekawa myśl ......bardzo ciekawa, w 100% popieram.
Rozumiem tych co chcą codziennie dziewicę gorzej z tymi chcą taką co obsłużyła autobus arabów. Podobnie jak Ghodtmir nie mam parcia na rekordy. Wolę nic nie złowić pośród kumpli niż nałapać wśród hołoty i brudu.
Ale zwroc tez uwage na jeden fakt. Wedkarzy nad woda bylo duuuuzo mniej niz teraz. Spotkanie kogos w tygodniu poza okresem urlopowym bylo sztuka. Teraz obojetne - niedziela czy srodek tygodnia, cale tabuny. Przynajmniej tak jest "u mnie". No i zwiekszyla sie znacznie mobilnosc wedkarzy. Teraz pojechac na ryby kilkadziesiat km to zaden problem. Kiedys byl klopot zeby dostac sie nad Zalew Sulejowski z Tomaszowa. Rowerem sie nie zawsze chcialo, autobus zadko jezdzil itp. Teraz po pracy wsiadam w auto i za 15 min jestem na miejscu. Lowie 1 - 2 godz i do domu
Pawelz jak zaczynałem to u nas na Narwi były 3 miejsca gdzie zamykało się łódkę i stało ich tam po 30 - 40 szt. Teraz jak widzę tam po 5 łódek to jest dobrze. Wtedy kiedy byś nie poszedł u nas nad wodę zawsze byli wędkarze na łódkach, teraz większość łowi z brzegu. Ojciec pracował od 8 to wstawał o 2:30, siadał na motor i na wodzie był już o 3, łowił do 6:30 i o 7 był znowu w domu, przebierał się i jechał do pracy. Nie był jedynym który tak robił.
W zeszłym roku byli kumple u nas i po wypadzie na rybki dziwili się że u nas nie ma wędkarzy.
Cześć..:) mój ojciec robił dokładnie tak samo:) a jazda kiedyś na dalej położony zbiornik to dopiero była wyprawa na ryby..:) Pozdrawiam..
To prawda co pisze kolega ja wędkuję od 79 roku więc zmiany jakie nastąpiły w rzekach to nieporozumienie.W sąsiedniej miejscowości budują nowy most i to co zrobili z korytem to jest chore ,wjechały spychy ,wyrównały koryto więc część pstrąga pogrzebano żywcem a najgorsze jest to iż trzy tygodnie temu puszczono 10 000 narybku pstrążka i gdzie tu rozum.Jestem wędkarzem niedzielnym więc na jezioro jadę raz w tygodniu natomiast mieszkam w górach i pod nosem mam wody górskie ale brak czasu powoduje że raz lub dwa w tygodniu godzinkę poluję z muszką i muszę stwierdzić że jeszcze parę lat i kropki znikną z naszych rzek.Widząc niektórych wędkarzy co robią to najchętniej niejednemu trzeba byłoby wlepić solidny kolegium.Nie pomoże zarybianie gdy mięsiarze biorą wszystkie,małe duże jak leci więc jak z tym walczyć. Pozdrawiam.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Ręce opadają czytając te posty ................................ !!!
POZDRAWIAM
Tak jest 150 kg ryb miesięcznie w dwóch egzemplarzach suma po 75 kg każdy. Kocham statystyki!! Szczególnie te tendencyjne.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Nic nie zrozumiales w wywodu kol. pisaq. Tu nie chodzi o to ze ktos ma lowic czy nie zlowic 5 kg dziennie (choc wierz mi ze dla wielu to nie jest wielki wyczyn), tylko o to ze PRZEPISY NA TAKA GRABIERZ POZWALAJA. I teoretycznie w swietle prawa mozna wyrybic bardzo szybko kazdy zbiornik.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Nic nie zrozumiales w wywodu kol. pisaq. Tu nie chodzi o to ze ktos ma lowic czy nie zlowic 5 kg dziennie (choc wierz mi ze dla wielu to nie jest wielki wyczyn), tylko o to ze PRZEPISY NA TAKA GRABIERZ POZWALAJA. I teoretycznie w swietle prawa mozna wyrybic bardzo szybko kazdy zbiornik.
Zgodzę się z tym, ale dopiszę do tego tylko - Zbiornik zamknięty, bez dopływów lub zablokowanymi dopływami.
Jak można pozwolić zabrać 5kg ryb dziennie?! Miesiąc jeden wędkarz MA PRAWO zabrać 150kg ryb!
weż mi pokaż jednego który te 5 kg dziennie złowi , no chyba że ty jestes taki wytrawny moczykij ...
Nic nie zrozumiales w wywodu kol. pisaq. Tu nie chodzi o to ze ktos ma lowic czy nie zlowic 5 kg dziennie (choc wierz mi ze dla wielu to nie jest wielki wyczyn), tylko o to ze PRZEPISY NA TAKA GRABIERZ POZWALAJA. I teoretycznie w swietle prawa mozna wyrybic bardzo szybko kazdy zbiornik.
To fakt i bez problemu
No właśnie, teoretycznie:)
No właśnie, teoretycznie:)
W praktyce spotkalem sie kilka razy z takimi sytuacjami. "Wedkarze" w majestacie prawa wyrybiali wode ze wszystkiego co bylo regulaminowe.
Ostatnio na forum bylo kilka watkow o Drzewicy. Pamietam ten zbiornik z kilku lat wstecz. Okonie walily w drobnice az milo. Niestety wedkarze walili w te okonie.
Teraz to juz cien tego co bylo. Mierzawa jest nie gorszym przykladem. Najazd kilku autokarow i rzeczka zostala pozbawiona lipieni i pstragow. Cos tam podobno jeszcze zostalo, ale to juz niedobitki. Tlumy wedkarzy w Inowlodzu na Pilicy skutecznie ograniczyly ilosc jelca. No ale trzeba bylo sie pochwalic jak to biora w lutym. Kto nie mial na koncie kilkudziesieciu sztuk / dzien byl kiepski. Takich przykladow moglbym przytoczyc pewnie jeszcze kilka. Nie tylko w teorii.
I wydaje mi sie ze ironia nie jest tu na miejscu.
Łowię już te kilka lat i w życiu nie złowiłem 5 kilo ryb dziennie. Tzn złowiłem, ale to była woda w której zaistniała katastrofa inwazji karasia z hodowli. Ilu jest takich co biorą codziennie 5 kilo? Znacie takich? Ja znam różnych, a takiego giganta nie spotkałem.
Jeśli takie sytuacje się zdarzają, to raczej na zawodach wędkarskich.
O tej masakrze nikt nie mówi - tajemnica poliszynela!
Ale do wędkujących rekreacyjnie to się wszyscy przypierdzilają!
Fałsz i obłuda, mierność i głupota!
Jestem nad wodą około 70 razy w roku i ani razu nie zabieram 5 kilo! Chyba że to są dwie czy trzy stuki po 2-3 kilogramy!
Opanujta sie ludziska!
Ja wiem, że zdarzy się taki łeb co zabierze więcej niż mu trzeba mimo tego ze przestrzega regulamin i to jest zła rzecz. Jeśli jednak ktoś złowi suma 50 kg i zechce go zjeść to nie można mu zakazać łowić na następny miesiąc. Także umiar i zdrowy rozsądek wyleczy nasze wody a nie zakazy. Nie zgadzam się Polaków jedynie zakazami można do porządku doprowadzić. Pierwszorzędną sprawą to jest edukacja. Ludzie muszą wiedzieć czemu im nie wolno. Bo zakazy typu nie i koniec! Są prymitywne i uwsteczniające. Ludzi trzeba uwrażliwiać na piękno i subtelność natury. Uczyć prawideł a nie zakazywać. Myślę tu szczególnie o młodym społeczeństwie bo starym zatwardziałym i ciemnym ludziom już edukacja wiele nie pomoże zawsze jednak warto spróbować.
Łowię już te kilka lat i w życiu nie złowiłem 5 kilo ryb dziennie. Tzn złowiłem, ale to była woda w której zaistniała katastrofa inwazji karasia z hodowli. Ilu jest takich co biorą codziennie 5 kilo? Znacie takich? Ja znam różnych, a takiego giganta nie spotkałem.
Jeśli takie sytuacje się zdarzają, to raczej na zawodach wędkarskich.
O tej masakrze nikt nie mówi - tajemnica poliszynela!
Ale do wędkujących rekreacyjnie to się wszyscy przypierdzilają!
Fałsz i obłuda, mierność i głupota!
Jestem nad wodą około 70 razy w roku i ani razu nie zabieram 5 kilo! Chyba że to są dwie czy trzy stuki po 2-3 kilogramy!
Opanujta sie ludziska!
Witam Kolego masz rację 5 kg ryb dzięnnie to już w tych czasach chyba by musiał być rekord polski bo ja jestem często na rybach ale jeszcze tyle nie wytargałem chyba że trafie karpia też proponuje żeby koledzy się trochę opanowali według mnie kto chce brać niech bierze kto nie to niech wypuści pozdrawiamOczywiscie ze zlowienie ryby duzej (sum, szczupak itp) nie moze byc powodem do zabronienia lowienia w nastepne dni. To bylaby paranoja. Tu chodzi raczej o rybe srednia i mala. Piszecie ze 5 kg lowi sie rzadko. W moim przypadku to rzadkosc, to fakt. Ale ja nie lowie na ilosc. Moje lowienie jest bardziej rekreacyjne. Zlowienie jazia dla mnie na muche to tak jakbym zlowil ich 5 czy 10 na splawik. W lipcu jazie biora zdecydowanie gorzej na muche niz w maju. Ale ja metody nie zmieniam. Ale do czego zmierzam. Widzialem parokrotnie siatki z rybami jakie ludzie wyciagali z Pilicy z drobnica (ploc, leszczyki, jaziki). Mysle ze o 5 kg ocieraly sie na pewno. Na Zalewie sulejowskim swego czasu zniesiono limity na leszcza. Nie wiem czy teraz sa - nie lowie tam. Ale wtedy lowiono po 10 - 15 1,5 kg leszczy. I wiekszosc z nich ladowala w smietnikach. Czesc wzieli sasiedzi, czesc rodzina a co sie nie dalo zjesc do do smieci. Rozmawialem z gosciem na Pilicy. W dlugi weekend majowy kilka lat temu wytargali i zapalowali w kilku ponad 100 jazi. Na odcinku okolo 100 m dlugosci - okolo 60 m szerokosci. Z dwoch dolkow. Jak myslicie, co zostalo ?.
Panowie 5 kg to sa 3-4 ladne leszcze, to 5-7 jazi. To kilkanascie ladnych ploci. To na prawde nie sztuka. Nie jestem wedkarzem gruntowym, ale kilka lat temu na Niegocinie z pomostu zlowilem 10 leszczykow (takich po 50 - 70 dkg) w godzine. W koncu urwalem jedyny splawik jaki mialem i poszedlem do domu. Pomyslcie co moglby zrobic wprwany grunciarz.
Jedno krotkie pytanko. Panowie, tak z reka na sercu. Naprawde nie spotkaliscie sie z sytuacja gdzie wedkarze swoja pazernoscia doprowadzali do pustyni jakies akweny ?.
Bo ja tak. Jesli wam sie to nie zdarzylo, to zyjecie w jakiejs lepszej niz ja Polsce. :)
Mnie po prostu w..a jak widze ludzi , ktorzy przez swoa pazernosc ale zgodnie z regulaminem wybieraja do ostatka to co plywa w wodach. A widze to niestety co jakis czas :( i rece opadaja.
Jedno krotkie pytanko. Panowie, tak z reka na sercu. Naprawde nie spotkaliscie sie z sytuacja gdzie wedkarze swoja pazernoscia doprowadzali do pustyni jakies akweny ?.
Bo ja tak. Jesli wam sie to nie zdarzylo, to zyjecie w jakiejs lepszej niz ja Polsce. :)
Mnie po prostu w..a jak widze ludzi , ktorzy przez swoa pazernosc ale zgodnie z regulaminem wybieraja do ostatka to co plywa w wodach. A widze to niestety co jakis czas :( i rece opadaja.
A tu kolego nie rozumiem bo jeżeli widzisz że łowią nie zgodnie z regulaminem to powinieneś to zgłosić
Koledze pawelz chodzi właśnie o to że zgodnie z regulaminem a mimo to bez umiaru. Są oczywiście takie przypadki ale tu nie jest problemem rapr a edukacja. Tacy ludzie są nie świadomi swojego błędnego postępowania.
No i tu jest sedno sprawy, bo mają swiadomośc większą, niż my wszyscy uważamy. Znam kłusowników, którzy nagle obudzeni w nocy mogą recytować RAPR bez zająknięcia, a zwłaszcza punkty mówiące o zakazach i limitach.
Koledze pawelz chodzi właśnie o to że zgodnie z regulaminem a mimo to bez umiaru. Są oczywiście takie przypadki ale tu nie jest problemem rapr a edukacja. Tacy ludzie są nie świadomi swojego błędnego postępowania.
Niby tak. Ale nie uwazasz ze edukacja w stylu:
"sluchajcie, zgodnie z RAPR mozecie zabrac np. 10 jazi dziennie ale do jest zle, bierzcie 2-3 ryby. Po co wam wiecej".
Nie uwazasz ze to brzmi kuriozalnie. PZW tworzy przepisy po to by potem tlumaczyc ze sa do dupy i zeby samemu sie ograniczac ?. Nie lepiej od razu je zmienic tak, zeby nikogo nie trzeba bylo edukowac.
Mozesz wzisc np 1 szupaka pow 50 cm i szlus. A nie jak teraz 3 szt i biadolic - "ok mogles zabrac 3 szt ale to troche zle bo jak wszyscy tak beda robic to nic nie zostanie".
No i tu jest sedno sprawy, bo mają swiadomośc większą, niż my wszyscy uważamy. Znam kłusowników, którzy nagle obudzeni w nocy mogą recytować RAPR bez zająknięcia, a zwłaszcza punkty mówiące o zakazach i limitach.
Kol Thunder chodzilo raczej o edukacje nazwijmy to ekologiczna i etyczna a nie o suche przepisy. Te oni faktycznie znaja, bo jak napisalem, regulaminu raczej nie lamia.
Witam prawie każdy potępia zabieranie ryb do domu czemu nikt z was nie pójdzie lub nie napisze do PZW żeby zarybiali regularnie wtedy każdy weżmie rybę i nie będzie narzekania ja obliczyłem ilość wypadów na ryby i ilość złowionych OKAZÓW oczywiście liczyłem wypady na polskie łowiska i mi wyszło na jeden wyjazd 100gr ryby to żeczywiście spustoszyłem nasz rybostan policzcie swoje osiągnięcia to na pewno zaraz polecicie do PZW z pytaniem czemu nie zarybiają i dlaczego rybacy już na początku sezonu wędkarskiego robią odłowy kontrolne i robią większe spustoszenie jak kormorany nie patrząc na wymiary ochronne i okresy pozdrawiam
Mi sie wydaje, że mówienie o edukacji związanej z etyką u kłusownika, to mowy byc nie może, to wyklucza się samo przez sie. Nawet najwięksi specjaliści od resocjalizacji i edukacji resocjalizacyjnej nie nauczą mordercy etyki. Jakakolwiek edukacja resocjalizacyjna czy to z etyki, ekologii , czy przepisów prawa, moim zdaniem jest stratą czasu, nerwów i pieniędzy podatników, w przypadku przestępstw związanych z kłusownictwem zarówno leśnym jak i wodnym. Kłusownictwo to nie jest choroba, w której trzeba pomagać poprzez nauczanie i uświadamianie. Tylko odpowiednio dotkliwe kary zwalczą to zjawisko. Karać, karać i jeszcze raz dotkliwiej karać, a nie edukować. Nie znam złodzieja, który by po lekturze, doedukowaniu się z prawa karnego, zmienił nagle zdanie i postanowił przestać kraść. Natomiast wielu znam takich łamiących prawo, których odpowiednio dotkliwie (chociaż finansowo) ukarano, zaczęli potem uczciwie żyć, pracować i szanować prawo, w tym RAPR. Tylko kary pieniężne na zachodzie są wystarczającym odstraszaczem od kłusowania, który powoduje taki a nie inny rybostan w ich akwenach. Nie uświadamianie ekologiczne, czy etyczne, lecz uświadomienie o konsekwencjach karnych, dotkliwych konsekwencjach. Tymczasem u nas w kraju, kara za rzucenie peta na chodnik jest karane grzywną bardziej dotkliwie dla "kieszeni" i częściej, niż skłusowanie 20-tu kilo ryb.
A ja wam się pochwale że w tym roku złowiłem na wodach PZW może około dwóch kilogramów i (nie jestem jeszcze tego pewien) rybek maleńkich oczywiście wypuściłem je, ale będąc na łowisku komercyjnym nie wypuściłem żadnej - do bagażnika i do domku na patelnie, i tyle w temacie..........koniec kropka.......amen.
A ja wam się pochwale że w tym roku złowiłem na wodach PZW może około dwóch kilogramów i (nie jestem jeszcze tego pewien) rybek maleńkich oczywiście wypuściłem je, ale będąc na łowisku komercyjnym nie wypuściłem żadnej - do bagażnika i do domku na patelnie, i tyle w temacie..........koniec kropka.......amen.
A Miru gratuluje to masz średnią pewnie taką jak ja 100g ryby tygodniowo oczywiście jak dobrze biorą
A ja wam się pochwale że w tym roku złowiłem na wodach PZW może około dwóch kilogramów i (nie jestem jeszcze tego pewien) rybek maleńkich oczywiście wypuściłem je, ale będąc na łowisku komercyjnym nie wypuściłem żadnej - do bagażnika i do domku na patelnie, i tyle w temacie..........koniec kropka.......amen.
I bardzo kurna dobrze! A na tym komercyjnym zapłaciłeś panu wystarczająco tyle, że musiała smakować, specjalnego wyjścia nie miała.
12.50 kg złowionego karpia...........
12.50 kg złowionego karpia...........
A Miru ja też złowił karpia tylko bez tej dychy z przodu ale się nie chwalmy bo nas zlinczują karp to ci mówię to jest święta ryba tak jak w jnnych państwach krowa u nas jest karp
Ja karpia uwielbiam, ale jem go tylko na Wigilię, złowić u nas go trudno, chyba że na komercynych, ale z cenami przeginają :(, poza tym karpiarzem nie jestem.
a tam ja nie lubie karpia taki zwykły jakis jest. ale lin to co innego albo okon
Ten rok jest wyjatkowo slaby. Wy macie po 100 g / wyjazd. U mnie jest chyba jeszcze gorzej :(.
W tym roku na jakies 25 wyjsc zlowilem slownie 7 miarowych jazi (najwiekszy 35 cm - zenada) i kilka jelcy. W zeszlym roku tyle dawalo sie zlowic w ciagu godziny. I nie bylem jeszcze na zadnych lososiowatych :(. Pozytek z moich ryb maja jedynie komary. Robie za pozywienie dla nich
No tak, ja tylko odniosłem sie do karpia, ale niektóre inne ryby, są napewno smaczniejsze. Okoń jest przepyszny, sandacz, jazgarz, klenia lubię bardzo, szczupak, z morskich uwielbiam dorsza, śledzia, kergulenę i grenadiera. Śledź smażony jest super.Wolę nawet tusze ryb, niż filety.
No tak, ja tylko odniosłem sie do karpia, ale niektóre inne ryby, są napewno smaczniejsze. Okoń jest przepyszny, sandacz, jazgarz, klenia lubię bardzo, szczupak, z morskich uwielbiam dorsza, śledzia, kergulenę i grenadiera. Śledź smażony jest super.Wolę nawet tusze ryb, niż filety.
Ze wszystkich ryb ktore tu wymieniles wywalilbym klenia. Inne sa OK. Kiedys probowalem i sandacza i jazgarza nawet. Ale raz w zyciu na biwaku sprobowalem klenia. Zlowiony w czystej (w miare) rzeczce. Biala Tarnowska. Tragedia. Nie dalo sie tego jesc. Pomijajac osci to smak miesa mial delikatnie mowiac, do d..y :). Jest na pewno gorszy od jazia (ktory tez do rarytasow nie nalezy). A wogole to najsmaczniejsze sa ryby morskie - zwlaszcza filety :)
12.50 kg złowionego karpia...........
A Miru ja też złowił karpia tylko bez tej dychy z przodu ale się nie chwalmy bo nas zlinczują karp to ci mówię to jest święta ryba tak jak w jnnych państwach krowa u nas jest karp
Miałem na myśli 12.50 zł za kilo karpia .........
a takiego dużego to na oczy nie widziałem........hehehehe
12.50 kg złowionego karpia...........
A Miru ja też złowił karpia tylko bez tej dychy z przodu ale się nie chwalmy bo nas zlinczują karp to ci mówię to jest święta ryba tak jak w jnnych państwach krowa u nas jest karp
Miałem na myśli 12.50 zł za kilo karpia .........
a takiego dużego to na oczy nie widziałem........hehehehe
to rozwaliłeś mnie teraz ha ha ha
Witam.Zapraszam do nas w lubelskie na karpia jest go po uszy i miejscowym się przejadł , ale osobiście bardzo uwielbiam karasie i liny ,których u nas również jest opór.pozdro daro2165
Witam.Zapraszam do nas w lubelskie na karpia jest go po uszy i miejscowym się przejadł , ale osobiście bardzo uwielbiam karasie i liny ,których u nas również jest opór.pozdro daro2165
aj tam zaraz na karpie w lubelskie ja tam nie jestem karpiarz no ale te linki i karaski no to by musiał pomysleć dzięki za zaproszenie
ja też jak czyta o tym c&r to już mi się słabo robi , bardzo chętnie zapisałem się na ten portal ale czytanie takich tekstów że ktoś jest mięsiarz , nie dba o przyrodę bo chce rzeki pogłębiać i jeszcze inne tego rodzaju hasła to najchętniej z tego wędkuje.pl to bym się wykreślił. czasem to są takie komentarze jakbym słuchał ludzi z radia Maryja
jeśli chodzi o te łapanie na stawie komercyjnym to prawda jest taka że według mnie to nie jest taka drożyzna. ostatnia moja wyprawa na ryby zamknęła sie w kwocie 75 zł (zanęta , kukurydza robaki białe czerwone, jakieś zapachy ,i takie tam inne) i złapałem dwie płocie to ja sie pytam ile kosztuje ryba na Bobrze? oczywiście jeszcze pewnie byłoby najlepiej żeby te ryby wypuścił bo taki jest duch dzisiejszego wędkarstwa.a tak jadę na staw wydatek około 40 zł i mam ze 3 kg świeżej ryby i połapać można bo właściciel często zabiera ryby do swojego baru
jeśli chodzi o te łapanie na stawie komercyjnym to prawda jest taka że według mnie to nie jest taka drożyzna. ostatnia moja wyprawa na ryby zamknęła sie w kwocie 75 zł (zanęta , kukurydza robaki białe czerwone, jakieś zapachy ,i takie tam inne) i złapałem dwie płocie to ja sie pytam ile kosztuje ryba na Bobrze? oczywiście jeszcze pewnie byłoby najlepiej żeby te ryby wypuścił bo taki jest duch dzisiejszego wędkarstwa.a tak jadę na staw wydatek około 40 zł i mam ze 3 kg świeżej ryby i połapać można bo właściciel często zabiera ryby do swojego baru
to według Ciebie Kolego łowienie ryb na komercyjnych to jest wędkarstwo ?????????
TAK! To jest wędkarstwo przez duże "W"!
Mam w pobliżu takie fajne łowisko. Piwko można kupić, hot doga wtrząchnąć, rybę oczyścić w specjalnej rynnie z bieżącą wodą, nawet uwędzić można za drobną opłatą, można też na miejscu kupić robaki, inne przynęty, zanęty, czyli taaakie łowiiiiisko!
Brzegi równiutkie, zainstalowano ławeczki, jest wiata w razie deszczu, beczki z odkażaczem do siatek, wstęp tylko 5 zeta od wędki, a w wodzie..........
W wodzie same okazy świniaków od 5 do 30 kilogramów każdy.
Siedzą tam wędkarze z parciem na rekord. Wiadomo że tam jak się coś złowi, to będzie można fotkę na ścianie powiesić.
No i biją rekordy życiowe. Łowią w ciągu sezonu tego samego prosiaka nawet kilkanaście razy i każdy ma jego fotę na ścianie. Co tam... ze to ta sama ryba, w końcu chodzi o to, by mieć się czym pochwalić.
Każdy może tam złowić giganta, bo nie ma żadnego problemu z ilością ryb do złowienia, a ich rozmiary są pokaźne.
Taaaaaaaaaaaaak - to jest Wędkarstwo przez duże "W".
Nie rozumiem jednego. Ghostmir, zawsze miałem Cię za rozsądnego człowieka, a widzę, jak wyśmiewasz ludzi, dla których wędkarstwo to nie tylko odpoczynek na łonie natury.
Dla mnie zasada jest prosta, jak mam nic nie złowić to po co brać kije? Równie dobrze można iść pospacerować po lesie. Odczuwam presję na wyniki, chciałbym łowić okazy i robię bardzo dużo w tym kierunku ("doskonalę sprzęt<!> i techniki połowu", haha).
Co złego jest w tym, że ktoś łowi rybę, która była już złowiona (przez niego czy kogoś innego)? To tak jakby chcieć codziennie dziewicę ;)
Osobiście (jestem tego pewien!) złowiłem lina, którego miałem przyjemność złowić 2 miesiące wcześniej. Bardzo mnie to ucieszyło, tak jakby stary znajomy wpadł na piwko, "o! żyje i ma się dobrze", chlup do wody i "do zobaczenia za 2 miechy!" Jak podrośnie to da popalić mojej matchówce ;)
Planowanie, strategia, wybór stanowiska, nęcenie, przygotowanie zestawów, oczekiwanie, relaks, ćwierkające ptaszki, świeże "nadwodne" powietrze, jakieś piwko, moment brania, zacięcie, hol, lądowanie, jakaś fotka, chlup do wody - to dla mnie wędkarstwo, ale nie widzę nic złego w tym, że ktoś oleje któryś z w/w elementów. Jeżeli ktoś chce walczyć z ładnymi rybkami to czemu nie miałby szukać ich na komercjach itp? To jego czas, jego pieniądze i jego życie.
Jedni lubią łowić 20kg karpie, drudzy 5kg szczupaki, kolejni wolą ilościowo poławiać mniejsze rybki, a jeszcze innym wcale nie zależy na kontakcie z rybą, chcą odpocząć, złapać słońca i świeżego powietrza - także wędkowanie to pojęcie względne i - po prowdzie to - nie wolno nam oceniać po tym ludzi.
Co do wypuszczania ryb to wychodzę z założenia, że jeżeli złowię i wypuszczę to mogę mieć pewność, że jeszcze co najmniej jedna - ta wypuszczona przeze mnie - ryba tam pływa i mam po co wracać nad wodę.
Jaki jest sens zjadania ryb, skoro spędzamy cały wolny czas na ich łowieniu? :)
Poza tym nie lubię zabijać, patroszyć itp, a w rodzinie niewiele osób się tym zajmuje, nie ma co zawracać im gitary ;)
Ufff, przydługawo i przynudnawo, ale cóż.
Spadam do pracy na godzinkę, jeszcze jutro i urlop ;)
Grillowanie, rybkowanie, piwkowanie, niekoniecznie w tej kolejności ;)
Pozdrawiam
Pisag masz 100% racje
tu Kolego Pisaq chodziło o co innego jest chyba różnica między wędkarstwem na jeziorze lub rzece tam trzeba jeśli się chce złowić rybę trochę pomęczyć nęcić siedzieć parę dni żeby przechytrzyć rybę na komercyjny normalnie idziemy nie wędkować tylko wyłowić po prostu okaz do zdjęć równie dobrze można iść do rybnego i też szczelić sobie fotkę dla mnie większą przyjemność sprawia złowić karpia 2kg w jeziorku niż 20kg na komercji a wypuścić można wszędzie czy to jest komercja czy rzeka według mnie można wędkarstwo na komercji porównać do polowania na lwy w zoo
Nie odróżniasz łowisk komercyjnych od akwenów hodowlanych.
Łowisko komercyjne różni się tym od łowiska PZW, że właściciel dba o nie, chroni przed kłusownictwem, zarybia, dokarmia, nie godzi się na zanieczyszczanie i wprowadza życiowy regulamin. Nikomu nie pozwoli aby "opłata się zwróciła".
Właściciel takiego akwenu zarabia na wędkujących, każdy wędkarz to kapusta. Musi im zaoferować coś ciekawego bo konkurencji nie brakuje, alternatyw jest wiele. Gdyby nie było tam ciekawych ryb to nikt by tam nie przyjeżdżał.
Co jak co, ale na kapuście mu zależy, więc dba o swoje. I koło się zamyka.
Są zadowoleni wędkarze, jest zadowolony przedsiębiorca - więc o co chodzi?
Łowiłem na stawie hodowlanym i jest to zupełnie co innego.
Tam właściciel tuczy ryby i hoduje je tylko i wyłącznie w celach spożywczych.
Wędkowałem tam za darmo, przerzucałem złowione karpie ze stawu do takiego małego oczka, żeby były łatwe do wyłowienia dla klientów.
"dla mnie większą przyjemność sprawia złowić karpia 2kg w jeziorku niż 20kg na komercji"
Fajnie, Twoja sprawa, ale szanuj zdanie innych. Też nie jestem zwolennikiem komercji, powiedzmy, że nadal wierzę w wody PZW, a łowienie na komercjach i chwalenie się złowionymi tam rybami jest jak chwalenie się poderwaniem prostytutki w domu publicznym.
Ale za żadne skarby nie powiem, że wędkarz A jest gorszy do wędkarza B bo łowi na komercjach, ani na odwrót. Co ma zrobić zapracowany człowiek, który nie ma czasu na codzienne odwiedzanie łowiska, zanęcania itp na ryby chodzi głównie w weekendy albo po pracy na kilka godzin, a marzy mu się walka z dużą rybą? Odpalić Fishing Simulator 2? Każdy robi to co lubi, jak lubi, gdzie lubi i kiedy lubi. Proste. I należy to uszanować.
u mnie jest staw komercyjny w gosławicach mają nawet coś w inernecie właśnie na tym przykładzie jest moja definicja komercji są właśnie tam takie tuczniki do zdjęć i przez to napisałem że łowienie na takich wodach to nie jest dla mnie wędkarstwo a nie napisałem który wędkarz jest lepszy dla mnie ci koledzy którzy mają chęć mogą łowić na basenie kąpielowym mi to nie przeszkadza i jeżeli im się wydaje ze łowiąc tam są wędkarzami no to niech się tak nazywają ja oprócz paru rzeczy toleruje wszystkich i wszystko niestety taki już mam pogląd na temat wędkarstwa od małego tak mnie nauczył św pamięci Ojciec i tego poglądu nie zmienie bo bym go obraził no i takie łowiska będą zawsze wywoływać uśmiech na moich ustach możesz mnie teraz zlinczować nic na to nie poradzę pozdrawiam
Rozumiem tych co chcą codziennie dziewicę gorzej z tymi chcą taką co obsłużyła autobus arabów. Podobnie jak Ghodtmir nie mam parcia na rekordy. Wolę nic nie złowić pośród kumpli niż nałapać wśród hołoty i brudu.
Rozumiem tych co chcą codziennie dziewicę gorzej z tymi chcą taką co obsłużyła autobus arabów. Podobnie jak Ghodtmir nie mam parcia na rekordy. Wolę nic nie złowić pośród kumpli niż nałapać wśród hołoty i brudu.
Ciekawa myśl ......bardzo ciekawa, w 100% popieram.
Brawo.......
Rozumiem tych co chcą codziennie dziewicę gorzej z tymi chcą taką co obsłużyła autobus arabów. Podobnie jak Ghodtmir nie mam parcia na rekordy. Wolę nic nie złowić pośród kumpli niż nałapać wśród hołoty i brudu.
dobrze ujęte 100%