Reklama

Marcowe klenie - zimne profesory

31/03/2010 20:47

Moja wędkarska wiosna dzieli się na dwie części: do końca lutego króluje pan w kropki w małych rzekach, a gdy woda w Sanie robi się w miarę przejrzysta po roztopach, zaczyna się uczta profesora z zimnej wody.

Marcowe klenie zaczynają żerować w momencie, gdy woda przestaje być barwnie określana jako kawa z mlekiem, i przestają płynąć śmieci w większych ilościach. Najlepsze brania są w momencie, gdy słońce zaczyna powoli przygrzewać, a woda opadać. Wtedy mamy magiczne kilka dni, gdy większe klenie stają się trochę mniej ostrożne, zaczynają pokazywać miejsca w których żerują i stają się tym samym łatwiejsze do złowienia.

Sprzęt, którym łowię jest można powiedzieć standardowy. Wędka 2,7m, mały kołowrotek i żyłka 0,16. Jeśli chodzi o przynęty to marzec stoi u mnie pod znakiem woblera. Może to moje przyzwyczajenie, ale w tym okresie używam tylko pływających woblerów lusterkujących, a niezaprzeczalnym numerem jeden jest dla mnie 6 centymetrowy Minnow firmy Salmo. A jak łowię? To może na przykładach ;)


Pierwszy wypad nad wodę.

Woda jest wysoka, ale już w miarę przejrzysta. Moimi ulubionymi miejscówkami są wtedy dołki obok głównego nurtu, nad którymi zwieszają się podtopione krzaki. Podchodzę powoli zgięty w pół do pierwszego obiecującego miejsca i kucam 10 metrów powyżej dołka. Rzucam skosem w nurt i sprowadzam na napiętej żyłce przynętę do brzegu. Pierwszym sposobem prowadzenia jaki stosuję, żeby obłowić miejsce jest dość prosty. Powolutku prowadzę woblerka wzdłuż brzegu z zatrzymaniem i lekkim przytrzymaniem i cofnięciem go szczytówką nad samym dołkiem. Rzucam tak około 4-5 razy i zmieniam taktykę. Rzut wykonuję taki sam, ale zaraz przed wejściem woblerka w dołek zaczynam zabawę. Dwa trzy lekkie szarpnięcia szczytówką i obrót korbką. Gdy doprowadzam go do wlotu dołka, w miejsce gdzie najczęściej następuje atak zaczynam się nim bawić w miejscu. Dwa szarpnięcia i pozwalam woblerkowi cofnąć się z nurtem 20-30cm, czasem podszarpuję go bardziej agresywnie, ale krócej, pracuje wtedy podobnie do jerka, ale dzięki nurtowi znajduje się prawie cały czas w tym samym miejscu. Zabawa taka trwa u mnie całkiem długo i po około 30 sekundach czuć typowe wiosenne dwa delikatne szarpnięcia. Próbowałem rok temu je zacinać ale bardzo rzadko uda się odpowiednio trafić. Dlatego teraz czekam na ten jakże miły ciężar na wędce i dopiero wtedy lekko go docinam. Pierwsze dwa odjazdy są bardzo mocne ale ryba szybko słabnie i pierwszy pod 40cm w tym roku ląduje na brzegu. Kolejne dwa miejsca (krzaki nad głębszą rynną obok głównego nurtu) przynoszą dwa troszkę mniejsze profesorki, które wzięły podczas zabawy w kolejnych rzutach. Dochodzę do miejsca, w którym woda wymyła dołek pod zwalonym drzewem. Pierwszy rzut kończy się od razu braniem przy wolnym jednostajnym prowadzeniu. Jedno lekkie szarpnięcie i czuć trochę większy ciężar na wędce. Po chwili na brzegu ląduję pierwszy na oko w okolicach 50cm.

Drugi wypad.

Wieczór, 4 dni później. Woda spadła i zaczęły się pokazywać ciekawe załamania nurtu i cofki. Pierwszym miejscem, które obławiam jest zalana spora kępa trawy, za którą powstał mały dołek. Taktyka na to miejsce jest podobna, tylko potrzeba tu trochę więcej precyzji. Trzeba tak rzucić woblerkiem, żeby wpłynął zaraz za załamanie się garba na wodzie. Pierwszy rzut jest za daleki, ale drugi wychodzi mi idealnie. Dwa szarpnięcia szczytówką i zdecydowane branie bez żadnych zbędnych prób jadalności. Chwila zabawy i mamy na brzegu takiego w okolicach 45cm. Zmiana miejsca. Teraz mam przed sobą wypłycenie zasłonięte kilkoma krzaczkami, które przechodzi w ostry spad, a kilka metrów wyżej wpada mały strumyczek cieplejszej wody. Podchodzę bardzo ostrożnie, ale przy samym brzegu trącam czubkiem buta kamyk i widać ryby odpływające w siną dal. Parę przekleństw rzuconych pod nosem ale pare rzutów trzeba wykonać. Podczas spływu na napiętej żyłce podszarpuję lekko woblerkiem i gdy zaczyna wychodzić z głębszej wody na płytszą czuję szarpnięcie i widzę spore srebro w wodzie. Czyli jednak tu zostały. Powoli na kolana i zmiana koloru woblerka. Rzut i powtórka z rozrywki przy wchodzeniu przynęty na płytką wodę. Tym razem szybka reakcja, ale kleń jest stanowczo mniejszy od tego, którego widziałem wcześniej. Kolejny taki w okolicach 40 cm. Tak się chlapie, że na pewno reszta wesołej gromadki uciekła pod drugi brzeg. Na dzisiaj wystarczy.

I takie właśnie fajne są te moje zimne profesory ;)



Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama