Pierwszą z nich są spiętrzenia lodu. Jedne spiętrzają się ku górze ,tworząc charakterystyczne wały (rys.A). Z racji tego, że są zazwyczaj dobrze widoczne, nie stanowią tak dużego zagrożenia jak spiętrzenia drugiego typu. Na skutek kilku czynników, lód może zacząć piętrzyć się pod powierzchnią wody, w kierunku dna (rys. B).

Na lodzie przezroczystym, tym pierwszym, owszem zobaczymy co mamy pod stopami, ale problem powstaje, gdy zaczyna padać śnieg, Cieniutka warstwa białego puchu może skutecznie pozbawić nas kontroli nad sytuacją. Jeszcze gorszą możliwością jest łamanie się pokrywy lodowej dużymi płatami na niezbyt głębokiej wodzie. Spiętrzająca się w kierunku dna kra, może wbić się w dno lub o nie zahaczyć, pozostawiając niczym nie wypełnioną dziurę w wodzie. Mróz prawdopodobnie szybko zetnie wodę cienką warstwą lodu, a padający śnieg skutecznie zatuszuje ślady jakichkolwiek ruchów pokrywy lodowej. W efekcie idący po stabilnej i grubej pokrywie wędkarz, niespodziewanie wchodzi na cienki lód i bez ostrzeżenia ląduje w wodzie. W ocenie mojego kolegi, jest to najniebezpieczniejszy typ "pułapki", bo haczące o dno kawały lodu działają jak lodowe ściany, po których nie można w żaden sposób wyjść. Jedyny ratunek w kolcach lub innych wędkarzach. Zdjęcie "B" przedstawia właśnie taką pułapkę i jak napisałem wcześniej, nie wprawione oko nie zauważy niebezpieczeństwa.
Drugą rzeczą na którą należy uważać są miejsca gdzie gromadzi się powietrze pod lodem. Sprawa na pozór błacha, lecz tylko pozornie.
Znajdujące się pod lodem powietrze, bądź gazy wydobywające się z mułu, inaczej odbierają i oddają ciepło. Cały proces jest oczywiście rozłożony w czasie, ale dąży w jednym kierunku - lód w takich miejscach zawsze będzie sporo słabszy. Oczywiście może nas utrzymać, a przy większych mrozach możemy nawet nie zauważyć różnicy w tym po czym chodzimy, lecz należy bezwzględnie unikać takich miejsc. Na wszelkiego rodzaju podwodnych górkach i wypłaceniach lód bywa słabszy. Dno odbierające promienie słoneczne inaczej się nagrzewa, co za tym idzie, także inaczej oddaje ciepło. Woda w takich miejscach jest zazwyczaj stopień lub dwa cieplejsza i przez to osłabia lód. Wszędzie tam, gdzie dno jest mocno urozmaicone, lub występują ruchy wody, lód zawsze będzie słabszy. Należy o tym pamiętać, gdy wybieramy się z zamiarem połowienia garbusów.
Trzecią rzeczą jest sam lód. Większość pewnie wie, że najmocniejszy lód to "pierwszy lód", zwany inaczej "czarnym". Zazwyczaj jest zbity, twardy i jednorodny. Mogą występować pewne różnice gdy np. fale połamią świeżą taflę, a za chwilę mróz zwiąże to wszystko razem, tworząc wyraźną nieregularną powierzchnię. Najgorszym lodem jest, jak to kolega określił "lód szpilkowy" (zdjęcia poniżej).


Lód szpilkowy jest bardzo kruchy i zbudowany jest ze swego rodzaju lodowych szpilek, które nie są do końca ze sobą powiązane. Wytrzymałość tego lodu jest dużo niższa niż lodu pierwszego, dodatkowo można się nim ostro poranić gdy wpadniemy do wody. Tworzeniu się takiego lodu sprzyjają skoki temperatur, z minusowych na plusowe i opady topniejącego śniegu. Należy pamiętać, że padający śnieg nie pomaga w zamarzaniu, przeciwnie, tworzy pewnego rodzaju termiczną kołdrę, lekko ogrzewającą lód. Wystarczy aby śnieg zaczął topnieć i zaczynają się tworzyć miejsca szczególnie niebezpieczne.
Gdy już wpadniemy
Najważniejsze to zachować przytomność umysłu i nie panikować. Jeżeli mamy kolce to znaczy, że mamy łeb na karku i najprawdopodobniej uda nam się wydostać z tej mroźnej pułapki. Jeżeli jakimś cudem nie mamy kolców, co jest skrajnie nie odpowiedzialne. Wtedy należy zaalarmować pobliskich wędkarzy. Naturalną rzeczą jest oczywiście wołanie o pomoc i jest to pierwsza rzecz, jaką zrobi każda osoba będąc w niebezpieczeństwie. Zmierzam jednak do najważniejszej rzeczy. Zapytałem kolegę, czy da się wyjść z wody bez kolców. Owszem, da się, ale nie jest to łatwe. Aby wydostać się z wody, należy oprzeć się plecami o lód, rozłożyć szeroko ręce na lodzie i próbować wypchnąć się nogami. Gdy już uda nam się wydostać, to w żadnym wypadku nie wstajemy, nie siadamy. Jedyną rzeczą jaką należy zrobić to turlanie się w bezpieczne miejsce. Punktowy rozkład masy na taflę jest mniejszy niż w przypadku wstawania czy siadania.
Gdy widzimy, że ktoś wpadł
Nadrzędną zasadą przy niesieniu pomocy innym, jest własne bezpieczeństwo. Jak kumpel Kuba powiedział "Martwy ratownik to nie ratownik".
Gdy zobaczymy, że któryś z naszych towarzyszy wpadł do wody, w pierwszej kolejności należy zadzwonić po pomoc. Drugą rzeczą jest znalezienie czegoś na przedłużenie ręki. Może to być pasek, rękaw od kurtki, gałąź, lub cokolwiek innego, co sprawi, że sami nie znajdziemy się w pobliżu przerębla. Dobrze jak są dwie osoby, lub nawet trzy, wtedy wyciągnięcie nieszczęśnika powinno odbyć się sprawniej. Oczywiście po wyciągnięciu przytomnego kolegi, zaczynamy się turlać w bezpieczne miejsce.
PL;mso-fareast-language:PL;mso-bidi-language:AR-SA">
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze