Każda sposób wędkowania pociąga za sobą konieczność używania odpowiedniego sprzętu, nieraz naprawdę bardzo specyficznego , dedykowanego wyłącznie do danej metody, nie dającego zastosować się w innych odmianach wędkarskich. Tak samo jest z trollingiem. Kto z nas używałby licznika wysnutej żyłki do spławika? Po co łowiącemu na koszyk GPS z zapisaną trajektorią napływu. Wreszcie gdzie indziej moglibyśmy zastosować downrigger - czyli windę do ciężarków.
Jest jeszcze kilka innych drobiazgów takich jak klipsy czy uchwyty do wędek. Niektórzy z was już w tym momencie powiedzą , że za dużo w tym elektroniki, sprzętu, że to nie jest już wędkarstwo. Ale przecież karpiarze posługują się elektronicznymi sygnalizatorami brań, echosondy używają spinningiści i inni wędkarze. Dla uspokojenia nieznającym tematu powiem ,że nadal łowimy na wędki z kołowrotkiem i przynętą, a nie z wytwornicą prądu, czy z harpunem :) Ok. zacznijmy od echosondy , dlaczego jest tak ważna podczas trollowania. Na niewielkich akwenach dno zazwyczaj nie jest mocno zróżnicowane.
Pływając z przynętą na ekranie echosondy pojawiają się nieraz jakieś podwodne atrakcje w postaci nierówności dna , uskoki, górki, dołki, zatopione drzewa. I nie tylko trollingowcy wiedzą , że tam właśnie należy szukać ryb. mówimy tu o wodach o niewielkiej głębokości od 3 do kilku metrów. Przydatną funkcją echosondy jest pokazywanie przez nią ilości i wielkości występowania ryb. Duża ryba na monitorze nic nam nie powie , ale już większe skupisko niewielkich ryb powinno nas zainteresować i zachęcić do spróbowania napłynięcia na takie miejsce. Ideałem byłoby napływanie na krawędzi obszaru takiego nagromadzenia się drobnicy.
Jeśli jeszcze równolegle przepłyniemy blisko uskoku lub górki , to sukces jest bliski. GPS nie jest oczywiście niezbędny , ale z własnego doświadczenia wiem , że powtórne prawidłowe przepłynięcie nad obszarem wody, wcześniej zaplanowane zgodnie z założonymi danymi , nie jest wcale takie łatwe. A już w przypadku brania ryby w danym miejscu , nie powinniśmy odpuszczać , tylko nawet kilkakrotnie przepłynąć po takim samym kursie !!! Taką możliwość daje nam GPS z funkcją zapisywania szlaku. Wtedy posługując się pamięcią urządzenia , płyniemy jak po sznurku. Teraz powiem coś do tych którzy uważają trolling za sport dla leniwych.
Wędka w uchwycie nie włożona jest dla naszego komfortu. Zamocowanie wędziska służy temu, byśmy sprawnie i precyzyjnie mogli manewrować łodzią, a nie wędką (!) , czytając równolegle dane z echosondy i zapis GPS. Poruszamy się wtedy trochę jak pilot przy lądowaniu Airbusem, patrzący tylko na przyrządy. Na płytkich akwenach nie ma potrzeby używania windy do trollingu. Pamiętajmy jednak o tym, że bez windy musimy znacznie wydłużyć nasz hol. W tym przypadku wystarczy odpowiedni dobór przynęty, jeśli to jest wobler musimy wybrać taki, który dostosujemy do średniej głębokości łowiska, tak żeby nie uderzał nam o dno.
Podstawowym kryterium doboru jest oczywiście ster woblera i miejsce zapięcia agrafki . Rodzaj jego pływalności to już drugorzędna sprawa. Na wodzie 3-4 metry nie zastosujemy deeprunera, ponieważ jego duży ster i zamocowanie żyłki blisko korpusu powoduje zejście takiej przynęty dużo głębiej bo nawet do 6-7 metrów. Głębokość schodzenia przynęty możemy również regulować poprzez długość i prędkość holu. Standardem trollowania jest prędkość ok. 3,2 km/h . Jak możemy utrzymać taką stałą prędkość. Dysponując GPS-em możemy zrobić to bez problemu, ponieważ urządzenie pokazuje nam prędkość z jaką się przemieszczamy. Oczywiście występują odstępstwa od tej reguły i np. przy nawrocie , lub napływaniu po łuku, przynęta ma krótszą drogę do przebycia niż holująca ją łódź.
W związku z tym łódź płynie ze stałą prędkością , ale przynęta zwalnia. Jeśli chcemy utrzymać ją na stałej głębokości musimy nieznacznie przyśpieszyć. W przypadku woblera nie jest to takie konieczne jak przy zastosowaniu rippera lub innej przynęty z ołowianym ciężarkiem. Pamiętajmy że nasze główki to nie obciążenia pięciogramowe. Ale do przynęt jeszcze wrócimy. Dziś chciałem przekazać wam swoją wiedzę w zakresie wykorzystania echosondy i GPS-u. W następnym artykule opiszę jak trollować na głębszych łowiskach, szukając ryb toniowych. Oczywiście nie uważam się za eksperta , ale uznałem, iż moje 15 letnie doświadczenie może pomóc nie jednemu z początkujących wędkarzy w tej świetnej zabawie jaką jest trolling.
Trolling - metoda niechciana część I
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze