Reklama

Wiślany sandacz

05/04/2008 11:29
Napiszę kilka słów o połowie sandacza w ukochanej Wisełce. Oczywiście są to tylko moje spostrzeżenia. Są dwa okresy w roku kiedy łowie sandacze, pierwszy to czerwiec do połowy lipca, drugi od połowy sierpnia do końca sezonu. Wiosną sandacze poławiam w rynnach o niedużej głębokości od 1.5m do 4m na gumy w jasnych kolorach np. perłowe, seledyn. Używam kopyt około 7-12cm na główkach o ciężarze od 10 do 30g, czasami twisterów do 15cm. przynętę prowadzę skokami w poprzek rynny, wzdłuż rynny pod prąd i z prądem w zależności od warunków panujących na łowisku.Miejsca w których łowie zazwyczaj charakteryzują się twardym dnem, powalonymi drzewkami lub innymi karpami zalegającymi dno rzeki.Jak sandacze żerują nie trzeba się bardzo wysilać wystarczy poprowadzić przynętę skokami w poprzek nurtu i rybka sama palnie. Problem się pojawia kiedy nie mają zbyt dużej ochoty na żerowanie wtedy zaczyna sie modlitwa i kombinowanie. Jednym z paciorków jest szukanie sandałów w ich dziennych kryjówkach i tu trzeba być często na rybkach by znać bardzo dobrze charakter dna. Sandacze przebywają w miejscach gdzie mogą sie gdzieś schować np. pień drzewa na dnie. Zazwyczaj pod takim pniem jest wypłukany dołek i w tym dołku pod pniem lub konarem stoi nasz drapieżnik. Należy ustawić łódkę powyżej tego miejsca, rzucić przynętę na główce umożliwiającej wyrazne wyczucie dna, doprowadzić skokami do pnia w momencie wyczucia pnia poderwać gumkę przeskoczyć nad przeszkodą wybrać luz plecionki i w swobodnym opadzie na napiętej plecionce wpuścić przynętę w dołek pod konar. Nie znam sandacza który wtedy nie palnie, ciężar główki nie może być taki by przynęta zbyt szybko uderzyła w dno dołeczka. Jeżeli po kilku próbach z różnymi gumkami i w różnych kolorach nie ma brań należy czmychnąć w inne miejsce. Następnym paciorkiem w modlitwie o branie jest częste przebywanie nad wodą i poznanie godzin żerowania drapieżnika oraz jego trasy polowania. Siedzimy w takim miejscu i rzucamy z uporem maniaka aż nadejdzie ta chwila, że stadko sandaczy będzie szło i żerowało. Jak doczekamy się takiej chwili trzeba sie sprężać bo sandacze jak szybko zaczną brać tak samo przestaną, zazwyczaj trwa to od 15 do 30 minut, ale wrażenia z takich brań są niesamowite są bardzo agresywne, silne i potężne. Czasami miałem wrażenie że jak uderzył to nie trzeba zacinać a będzie siedział, ale z doświadczenia wiem że trzeba palnąć ile sił w dłoniach inaczej może być niespodzianka i nie wolno oszczędzać na haczykach do główek bo na braniach i krótkim holu będzie się kończyło. Teraz kilka słów o łowieniu na jesieni tu szukam podobnych miejsc tylko dwa razy głębszych i z mniejszym uciągiem wody. Od momentu kiedy woda się wyczyści zazwyczaj jest to po pierwszych przymrozkach przechodzę na kolory gum bordo, brąz i zgniła zieleń. Jesienią jak się znajdzie miejsce o głębokości 6-8m z wolnym uciągiem możemy liczyć na branie gadów a czasami trafi sie potwór, w takich miejscach by doprowadzić przynętę do dna trzeba użyć główki o ciężarze 50 a nawet czasami więcej gram. Dobrze jak w takim miejscu są powalone stare konary dużych drzew sandacz uwielbia przebywać w zatopionych drzewkach, bardzo dużo ryb łowiłem spod łódki, dlatego ciężar główki musi być taki by dochodziła przynęta do dna przy samej łodzi. Często dobre wyniki daje stukanie o dno w jednym miejscu podrywanie i opuszczanie przynęty wtedy ciężar główki musi być tak dobrany by przynęta opadała bardzo powoli.No dobrze starczy tego bajdurzenia czas na jakieś fotki z sandaczami.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama