Witam. Właśnie komputer odpaliłem, ostatnio po 12 godz pracuję. Super poczytać fachowe porady, konkretne opisy danego miejsca,okresu w którym będziemy łowić, plus sposób podania przynęty...prowadzenie... Luxis, bardzo chętnie się z Tobą wybiorę na ryby, na Wietcisie jeszcze nie byłem. Widziałem zdjęcia, piękna rzeczka. W minionym sezonie uparcie Wdę macałem,bo irytowało mnie,że tylko jednego porządnego pstrąga złowiłem. Chociaż na początku maja, na woblerka "Jackson holo selekt" (3,5 cm), srebrna rybka, miałem potężnego pstrąga. Ten wobek ma słabe i małe kotwiczki,a w dodatku brzuszną wypiąłem,bo podczas rzutu zaczepiała o żyłkę. Pewnie dlatego zszedł. Na tym odcinku pewien gościu miesiąc pózniej wyjął potoka 3,5kg. Potem słyszałem o dwóch podobnych kabanach,ale nieco niżej,za Łubami. Kobi kobi - chętnie zakupie od Ciebie kilka wobków, na Wdzie najwięcej brań pstrąga miałem ma srebrną rybkę.
Pawelz Gwda na tym odcinku rzeki Cię przytłaczała, bo przyzwyczajony byłeś do tych mniejszych ciurków,łatwiej było Ci je czytać. A może nie bardzo chce Ci się,na większych rzeczkach,przykładać do łowienia,bo mniej lubisz takie większe rzeczki.
Luxis . Ten odcinek AGD na Wietcisie świadczy o Skarszewach ,co nie ??? Syf ,no co ty?nie ma to jak piękny,dziki pstrąg przyczajony za deską rozdzielczą od opla omegi,albo zza fajnej lodówki Whirpoll,poezja....W tym roku stoczyłem tam nierówną walkę z ...2 osobowym namiotem,rozłożonym,z rureczkami w środku i śledziami na końcach linek....turystów nie było...Pamietam jak ongiś,polując za kropkiem ,usiadłem i spojrzałem przez drzewa na słońce które wyszło zza chmur....babie lato???kurwa w marcu???nie dało mi,podeszłem do drzew...setki metrow porwanych żyłek dyndało nad rzeką...Najurokliwsze dla mnie miejsce to,ujście tego rowka przed działkami,przed tą deską(kładką?)tysiące butelek się tapla...i tak fajnie dzwonią...feng shui jakieś...wlazł mi w nie kiedyś 50-tak na krótkim dyszlu-Mozart by wymiękł i oddał pianino do lombardu jakby to słyszał.ZGROZA.Syf,kiła,i degrengolada,i...na każdy m2 przypadają z 3 potoki.Za ta cholerną deską padł w br.72-centymetrowy,kawalek dalej,pod pomostkiem,71cm-oba widziałem...piekne,złotawe,z kufą jak pogrzebacz.Myslę sobie że to Wierzycowe tak podchodzą wysoko,bo takie kropy w tej rzeczce?niemożliwe.Co zaś do naszych wspólnych łowów Ciachor to no problem,bywaj na kablu,albo pisz pod koniec roku jakby co,ja bardzo chetnie zarażam kropkoidozą.Mieszkamy blisko siebie to wręcz nie wypada nie połowić,we dwoje rażniej i napewno taniej na dalszych wypadach,jesli zima nie wytnie chamskiego numeru to poczatek stycznia jest nasz.W zeszłym roku mrozy jakoś na chwile zelżały w tym okresie,rzeczka lodu się miejscami pozbyła i ganiałem kropki przez 1,5metrowe zaspy...i brały co najważniejsze.
A masz Kobi w swych warsztatowych zakamarkach takie woblero-robale,nie wiem jak to okreslić....wygiete w łuk,małe gdzieś z 3-5 cm,kiedys robila je chyba Rebel.Bez steru były,nikła praca,takie inne jerki,ale pstrąg jak na nie szedł...o matko...Urwałem ostatniego w sierpniu i nie moge ich namierzyć u handmade-owców,rebel też ich już nie ma.
"Ja równierż w pełni sezonu idę pod prąd i ściągam przynętę z prądem,jednakże wczesną wiosną zmieniam diametralnie".
Tak sadzilem. Z tym ze nie przetestowalem tego w praktyce, bo sezon spinningowo - pstragowy zaczynalem zawsze w maju. W tamtych czasach nie mialem auta a do najblizszych mi znanych lowisk bylo kilkaset km. Pozniej znalazlem kilka rzeczek w zasiegu 100 - paru km. Lowiac na muche juz spotkalem kiedys w kwietniu spinningiste na gornej Pilicy. Gosc mielil wode woblerem z 30 min w jednym miejscu. Z poczatku sadzilismy z kumplem ze lowi na robala. Z bliska zobaczylismy ze wpuszcza on woblera w dziure i tak modli sie nad nim kilka minut. Wyciaga i powtorka. Ale i tak nic nie przebije niektorych "spinningistow" z CP. Widzialem jak goscie rzucaja mala gumke na odleglosc 15 m z pradem, stawiaja kija jak pickera i tak siedza. Obled. Ale efekty mieli.Bylo to zima (na CP jezdze tylko od pazdziernika do marca).
To nie tak kolego,ja nie modlę się nad miejscówką,bankówkom poświęcam max 3 minuty.Jeśli kropuś się nie zamelduje po 2-3 przepływie,po 2-3 zmianie wabika to albo go nie ma albo ma mnie głęboko w poważaniu.Co zaś do stacjonarnych metod to też się kilkukrotnie z tym zjawiskiem spotkałem,koleś rzuca paprochem ,zamyka kabłąk i kilkanaście minut sprowadza wabia z powrotem bawiąc się nim po drodze.Potem zmiana koloru i cała zabawa od nowa,skuteczne to jest nie powiem,na Wietcisie jest to dobrą metodą w pełni sezonu,tacy pickerzyści potrafią wyjąć z jednej miejscówki kilka potoków,zauważyłem jednak że nie są to nigdy duże ryby-max 40-taki.Ja miałem na myśli krótkie parosekundowe,przytrzymania w domniemanym miejscu pobytu obywatela kropy,nie takie z widełkami-o nie!Dla mnie osobiście jest to nieco chore,gdzie tu zwiad,wywiad i podchody?brak też (widziałem)charakterystycznego kopnięcia,bardziej takie stonowane,spokojniejsze zassanie (?),czyli brak wszystkich cech za jakie kocham pstrągowanie.Skoro już wywodzę się na temat tego za co i love kropek to nie mogę przemilczeć- minimalizmu.Dwa trzy pudełka przynęt,jakieś kretliki,pean,zapasowa szpula,itd...wszystko to wchodzi mi do pasa biodrowego,wałówa w plecaczek,śpiochy na dupsko i heja w teren.A takie sandacze np? łajba,3 skrzynie wabików,2 kije,sonda,aku,wiosła,i cała masa innego tałatajstwa z powodu którego brak na mnie miejsca w łodzi.Musisz to zwieżć ,zwodować,zapakować przed i po...przy potokach zaś od momentu trzaśnięcia drzwiami samochodu do pacnięcia wobka o taflę mijają minuty i juz mnie nie ma...
Jesli chodzi o sprzet i jego ilosc, to latem wychodze z domu z jedna tuba w reku. Wszystko inne mam w kamizelce (kolowrotek, muchy i inne drobiazgi). Gacie leza w aucie (wogole ich nie wyjmuje - mam taki samochod tylko na ryby, zona do niego nie zaglada :) ). Super sprawa. Jak widze wedkarzy targajacych tony rupieci, slabo mi sie robi.
Nooo,super sprawa,też mam taką wędkarską padaczkę-Subaru Legacy 93,4wd,+reduktor,kombi,kosztował tyle co dobry rower ale niezawodny i pstrągi mogę łowić przez uchyloną szybę,dosłownie.Wszędzie ta cholera wjedzie,kiedyś podszedł do mnie na bagnach,nad Wietcisą,w Iłownicy,jakiś autochton z petem w zębach,walonką na krżyżu i takich fajnych gumiakach-podlazł i mówi-za flaszkę cię wyciągnę traktorem.Wyśmiałem typa i niezapomnę nigdy jego miny we wstecznym lusterku jak 130klaczy na butach z klockami wystartowało z torfowiska....
Mi sie marzy forester z 2003-2004 roku. Ten po face liftingu. Tyle ze on juz bedzie za drogi jak na takie traktowanie. Obawiam sie ze jakbym to kupil, to przejelaby go zona ;)
Nooo,super sprawa,też mam taką wędkarską padaczkę-Subaru Legacy 93,4wd,+reduktor,kombi,kosztował tyle co dobry rower ale niezawodny i pstrągi mogę łowić przez uchyloną szybę,dosłownie.Wszędzie ta cholera wjedzie,kiedyś podszedł do mnie na bagnach,nad Wietcisą,w Iłownicy,jakiś autochton z petem w zębach,walonką na krżyżu i takich fajnych gumiakach-podlazł i mówi-za flaszkę cię wyciągnę traktorem.Wyśmiałem typa i niezapomnę nigdy jego miny we wstecznym lusterku jak 130klaczy na butach z klockami wystartowało z torfowiska....
Moim marzeniem jest, m.in. mieć osobne autko na rybki...:)
Sa ale okolo 100 km od Ciebie. W samym Sulejowie raczej jakies przybledy, ale slyszalem o przypadkach lowienia sporych potokow w okolicach ujscia Czarnej Koneckiej. A tak regularnie to Szczekociny.
Fajniutki Wędkarz-u,miałem i ja kiedyś jeepka na ryby,inszego ale jeppka,nie leżał mi szczerze powiem-za wysoki i zbyt mała ładowność.Potokom odpuszczam częściowo od maja i wtedy przesiadam się na łódki,dużą 5,5m trzymam na jeziorze a małą 2,8 wrzucam na dach swej padaczki i w drogę.Duża raz,dwa razy w roku wspina się po falach ,małą zdejmuję rzadko z dachu,oj rzadko...Na jeepka nie mogłem jej nigdy wrzucić a z przyczepką zawsze jest problem,więc Samurajek poszedł w dobre ręce.Dojeżdzał podobnie jak Subaru wszędzie i nie ma tu różnicy żadnej,kombik bo kombik ale jeszcze nic go nie pokonało,glina,oranka,metrowa zaspa,to betka dla tej padaczki.Jak zawiśnie na progach to pneumtyka na amorach go podniesie i dalej orać pole,nie miałem jednak przez 3lata takiej sytuacji a naprawdę skracam drogę jak mogę...Dałem za niego 3,1 tysia,sąsiadka z góry po pijaku,w nocy,staranowała go Lupo,lekko,drzwi kierowcy dostały ale sie otwierały i zamykały.Kolanem wypchnałem blachę i gitara,jeżdzę do dziś,ją jako że była nawalona,że trafiła w nocy jeszcze dwa inne pojazdy,i że policja wyciągała ją za wszarz zza kółka ,skasowałem ją równe 3 tysie(z jej oc kasy bym nie dostał).Tak więc mam rybkowóz za stówkę i jak się skończy kiedyś to kupie taki sam,bo tani i nie szkoda włazić z buciorami i całym ostrym oprzyrządowaniem.Żonie kupiłem też Subka,ale tam pachnie,popielniczki są czyste i dywaniki też....brrr....jak można tym jeżdzić???
Luxis, nie ma możliwości abyś zaraził mnie kropkoidozą,czy też salmonidozą. To już się stało rok temu i nie ma takich piguł, które mogły by mnie z tego wyleczyć! Jak się sezon zacznie i mnie wezmie, to pierdolec konkretny! Co do padaczek którymi jezdzimy na ryby,to mam seicento 1.1. Małe to to,ale dwie osoby, plus spinningi i plecaki,gumiaki czy wodery, nie ma problemu. A co do Wietcisy, nie wiedziałem, że są tak zabrudzone odcinki na tej rzeczce!!!
A masz Kobi w swych warsztatowych zakamarkach takie woblero-robale,nie wiem jak to okreslić....wygiete w łuk,małe gdzieś z 3-5 cm,kiedys robila je chyba Rebel.Bez steru były,nikła praca,takie inne jerki,ale pstrąg jak na nie szedł...o matko...Urwałem ostatniego w sierpniu i nie moge ich namierzyć u handmade-owców,rebel też ich już nie ma. Nie stety nie wiem jak ma to wygladac ,ale jak dasz jakis rysuneczek,to chetnie sie podejme rekonstrukcji.
A masz Kobi w swych warsztatowych zakamarkach takie woblero-robale,nie wiem jak to okreslić....wygiete w łuk,małe gdzieś z 3-5 cm,kiedys robila je chyba Rebel.Bez steru były,nikła praca,takie inne jerki,ale pstrąg jak na nie szedł...o matko...Urwałem ostatniego w sierpniu i nie moge ich namierzyć u handmade-owców,rebel też ich już nie ma. Nie stety nie wiem jak ma to wygladac ,ale jak dasz jakis rysuneczek,to chetnie sie podejme rekonstrukcji.
No to poszukam KOBI dokładniej,jednak z racji iż jest to tajna broń,top secret job jego mać,będziesz musiał strugać z zawiązanymi oczami.Zaczynam szperać i wstawie fotkę na forum,powiem ci że te wabki które ja miałem były ZABÓJCZE,dosłownie.Jednak tylko na małych ciurkach niewiedzieć czemu.
Skoro zaś lubisz wyzwania to opiszę ci moją zeszloroczną przygodę ze ;znajdką;opiszę ci ja póżniej.Zeszłego roku,w ostatnich dniach listopada,wyplynałem jak zwykle za szczupłym,nie gryzł,śledziki skubały tylko leniwie.Rozstawiona na wodzie konkurencja ziewała niemrawo,cisza totalna.Postanowiłem przerzedzic okonie,po zmoczeniu całego pudła pasiastego zestawu lipa-zameldowal sie jeden 15-tak.Wygrzebałem :znajdkę;po raz pierwszy ja załozyłem a miałem ją jako ciekawostkę od 3lat w pudle.Tego co sie stało nie sposób opisać,w ok 10 rzutach zapiąłem 6 medalowych garbusów,cisza,przestawienie łajby o kawałek,to samo,kolejne rzuty ,kolejne potężne okonie,cisza,jeszcze raz zmiana miejsca -to samo,żaden nie mniejszy niż 35cm.Konkurencja zwariowała,4 łodzie otoczyły mnie jak U-boty,dziadki na nich zwariowały.Spłynąłem bo mi sie ręce trzęsły.Nastepny dzień powtórka z rozrywki,sam sobie nie wierzę,2-3 rzuty i kij w pałąk,ręce mnie juz bolą od holu,dziadki stawiają się juz na bezczelnego-10 m.odemnie,albo paląc głupa przepływają obok chcąc podejrzeć na co łowię,nie wyciągam przynety z wody,o nie....Kolejny dzień,jezioro skuł lód,nie da się wypłynąć,wpuszczam ;znajdke ;pod pomost,w wybitą dziurę i..obcinka szczupłego.koniec.Nie wiem czy trafiłem wtedy na jakiś szał żerowy,czy znajdka była magiczna,faktem jest że na nic innego,nikomu innemu nie powiesił się żaden pasiak.Ja dostałem ponad 60 ,ponadkilogramowych garbusów,w 2 dni,jak to wytłumaczyć?Po mojej akcji sklep kolegi miał oblężenie,wszyscy pytali co kupuję,na co łowię,do tego stopnia że Rafał dzwonił do mnie i pytał o co chodzi.Nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką przynętą ani takim wędkarskim cudem.Znajdka miała 4,5 cm długości,wycieta z mosięznej blaszki rybka,z ogonkiem,nad głową wystawał jej kawałek z nawierconym otworkiem do mocowania.Boki miała z drewna,blaszka była jednocześnie stelażem i obciążeniem,pracą przypominała cykadę,ale wolniej o wiele się trzęsła,tonęła średnio wolno,lusterkując.Kolor srebrny z wyzlobioną lekko łuską.cdn.
Patrząc z góry miała ok 1,5cm szerokości,symetrycznie zwężając się do gołego ogonka,mocowanie 1 kotwiczki podobnie jak w uklei RH,na brzuchu,nieco przed ogonem,z wystającego elementu z blaszki.Znalazłem ją na dzrzewie,na zaczepie,bardziej przypominała taki brelok do kluczy jakie kiedyś były w ruchach niż przynętę.Od tamtego czasu,od 2 grudnia zeszłego roku staram sie ją odtworzyć z różnym skutkiem,cos tam łowię,czasem nie,ale w TAMTO nie potrafię sie wstrzelić,praca inna zawsze mi wychodzi.Gdybym nie był wtedy mimowolnym świadkiem wydarzeń to bym nie uwierzył.Nie wiem co o tym mysleć już...czy to znajdka była magiczna czy bonus od przyrody dostałem -nie wiem.
Bardzo ciekawa sprawa z tą przynętą. Ja kiedyś na szmacie znalazłem blaszkę (niestety już ją straciłem) też leżała se w pudełku i pewnego dnia pojechaliśmy z kumplem na Bóbr machaliśmy oboje i nic zmiana przynęt nie pomagała. Z ciekawości założyłem tą blaszkę ( srebna 0 podejrzewam samoróbkę) i to co się zaczeło dziać zaszokowało mnie i mojego kolegę. Rzut pstrąg to znów lipień i na zmianę nawet świnka wzieła.Kolega wyszukał coś co miało przypominać moją i nic. A ja branie za braniem. Tak że coś w niej musiało być bo do póki ją miałem zawsze branie było. Pozdrawiam
Te na fotce to są bodajże 3.5cm topwatery(?) Rebela,moje miały napewno nieco więcej powiedzmy max 4cm i były bardziej wygięte.Twórca ponadto strugając posegmentował je ładnie tak jak np.liszka jakaś czy ludzik Michellina-wiesz o czym mówię.Te na fotkach słyszałem że są killerami na Sanie,moje były u mnie,podejrzewam że niewiele by się w pracy różniły.
A jak z kolorystyką? I jeszcze jedno pływajaca ,czy tonąca?
Nie wiem jak odpowie Ci Luxis, Kobi, ale ja myśle że te robale mają być tonące. I w orginale, myśle ,że też były tonące. Nie spotkałem się jeszcze z tymi robaczkami, ale wyglądają naprawde interesująco... I na łowne przynęty...
Ja miałem jednego w powiedzmy brudnej,szarej bieli,drugi natomiast był czarny ale taka czerń jak np.wyjęty z wody badyl albo rurecznik.Oba tonące ale nie tak na pałę jak cegła tylko powoli,schodziły pod wodę trochę wolniej niz woblery.Myślę że ich łowność nie była podyktowana kolorem lecz niespotykaną pracą bo oba egzemplarze były atakowane tak samo na tych samych ciurkach,nie błyszczały lakierami,matowe,wypisz wymaluj liszka jakaś.Słabe efekty na wiekszych wodach mogły być podyktowane właśnie tym mizernym tonięciem,robal ten w takiej np.Redze smiga pół metra pod wierzchem,ryby stoją grubo niżej.Małe ciurki często mają wody raptem do kolan więc i prezentacja odbywa się niedaleko ryby.Robale te zanotowały bardzo mało odprowadzeń,ściganie w 80-90%kończyło sie atakiem,czasami na bezczelnego,na krótkim dyszlu.Jeden z nich miał dodatkowe uszko do mocowania,coś al"a cykada i praca na każdym z nich była nieco inna.
A jak z kolorystyką? I jeszcze jedno pływajaca ,czy tonąca?
tonąca wersja lepsza , akcja prawie nie wyczuwalna , coś ala cykada , mniejsze drgania , lepiej wstawić malutki ster od spodu , taki odrysowany z 1 groszówki , i obciążenie dwa cm od głowy punktowo !!!! zrobie sobie takie !!!!
No panowie, jeszcze dwanaście dni i startujemy! Mnie już dosłownie nosi, wczoraj już chciałem samochód odpalać i chociaż pojechać zerknąć na rzekę, jaki jej stan. Podglądaliście wasze ciurki, zamarzły, a może nie jest aż tak zle? Mam nadzieję, że pogoda będzie odpowiednia pierwszego!!!
Witam kolegę.W sprawie ciurków to jestem na bieżąco,i póki co,jeśli pogoda nie zaskoczy to DA SIĘ ŁOWIĆ! Wierzyca i Wietcisa częściowo tylko pod lodem,jest lepiej niż w zeszłym roku bo nie ma zasp po 1,5 metra,prognozy pogody też nie najgorsze tak więc można pomału pucować spinningi.Ja jestem juz po przeglądzie wędkarskich maneli,wobki przygotowane,kotwice ostre,kręciołki na zimowym smarze,wszystko gra i buczy...
Mój sprzęt też już gotowy,ostatnio jeszcze żyłkę dokupiłem i kilka wobków. Racja z tym śniegiem, dobrze, że chociaż tego jest mniej niż w zeszłym roku. Jeżeli mróz przez te dwanaście dni nie będzie wyższy niż obecnie, da się wcisnąć woblerka tu i ówdzie.
Witam serdecznie kolegow pstrągarzy;)Zgadzam się,że pierwsze,zimowe wyprawy nad rzekę maja w sobie coś magicznego i niepowtarzalnego.Jeśli zima pozwoli melduje się już 3-go na Bobrze w Marciszowie.W sumie jesli nie pozwoli to też;)
Pozdrawiam wszystkich i .............połamania kija;)
Ja też od stycznia chce zacząć chodzić nad Kwisę. W sumie mam niedaleko ale zawsze chodziłem na zbiornik czocha. co do pogody początek stycznia ma być odwilż i myślę że śniegu troszkę zejdzie
Byłem dziś na zwiadzie nad rzeką Wdą, z aparatem. Zrobiłem kilkanaście zdjęć, ale żadnego nie wrzucę, bo mi k . . . . aparat spadł na lud! Na lodzie była plucha, warstwa topniejącego śniegu i po aparacie. Tak na marginesie - brzegi szeroko zamarznięte, byłem w miejscowości Łuby.
No odliczanie trwa. Oby tylko pogoda pozwoliła nam na wypady!!!!
Witam. Właśnie komputer odpaliłem, ostatnio po 12 godz pracuję. Super poczytać fachowe porady, konkretne opisy danego miejsca,okresu w którym będziemy łowić, plus sposób podania przynęty...prowadzenie... Luxis, bardzo chętnie się z Tobą wybiorę na ryby, na Wietcisie jeszcze nie byłem. Widziałem zdjęcia, piękna rzeczka. W minionym sezonie uparcie Wdę macałem,bo irytowało mnie,że tylko jednego porządnego pstrąga złowiłem. Chociaż na początku maja, na woblerka "Jackson holo selekt" (3,5 cm), srebrna rybka, miałem potężnego pstrąga. Ten wobek ma słabe i małe kotwiczki,a w dodatku brzuszną wypiąłem,bo podczas rzutu zaczepiała o żyłkę. Pewnie dlatego zszedł. Na tym odcinku pewien gościu miesiąc pózniej wyjął potoka 3,5kg. Potem słyszałem o dwóch podobnych kabanach,ale nieco niżej,za Łubami.
Kobi kobi - chętnie zakupie od Ciebie kilka wobków, na Wdzie najwięcej brań pstrąga miałem ma srebrną rybkę.
No ja tradycyjnie zaczynam 1 lutego. To jest jednak magiczna data. Więc mi pozostało jeszcze 054.
Pawelz
Gwda na tym odcinku rzeki Cię przytłaczała, bo przyzwyczajony byłeś do tych mniejszych ciurków,łatwiej było Ci je czytać. A może nie bardzo chce Ci się,na większych rzeczkach,przykładać do łowienia,bo mniej lubisz takie większe rzeczki.
Luxis . Ten odcinek AGD na Wietcisie świadczy o Skarszewach ,co nie ???
Luxis . Ten odcinek AGD na Wietcisie świadczy o Skarszewach ,co nie ???
Chyba wiem o co wam chodzi z tym AGD... :)
Takiego syfu nad wodą i w wodzie to zapewniam ,że nie widziałeś. Zgroza.........
Tak, na pewno niesamowite wrażenie, gdy nagle z pod pralki wyskakuje potok i wali w wobka! :)
Mój pstrągowy kiler.Zdjęcie trochę nie najlepszej jakości.
Wobek oczywiście z mojego warsztatu.
Właśnie na takiego wobka miałem pierwsze pstrągi. Na marginesie, ładna samiczka...
Luxis . Ten odcinek AGD na Wietcisie świadczy o Skarszewach ,co nie ???
Syf ,no co ty?nie ma to jak piękny,dziki pstrąg przyczajony za deską rozdzielczą od opla omegi,albo zza fajnej lodówki Whirpoll,poezja....W tym roku stoczyłem tam nierówną walkę z ...2 osobowym namiotem,rozłożonym,z rureczkami w środku i śledziami na końcach linek....turystów nie było...Pamietam jak ongiś,polując za kropkiem ,usiadłem i spojrzałem przez drzewa na słońce które wyszło zza chmur....babie lato???kurwa w marcu???nie dało mi,podeszłem do drzew...setki metrow porwanych żyłek dyndało nad rzeką...Najurokliwsze dla mnie miejsce to,ujście tego rowka przed działkami,przed tą deską(kładką?)tysiące butelek się tapla...i tak fajnie dzwonią...feng shui jakieś...wlazł mi w nie kiedyś 50-tak na krótkim dyszlu-Mozart by wymiękł i oddał pianino do lombardu jakby to słyszał.ZGROZA.Syf,kiła,i degrengolada,i...na każdy m2 przypadają z 3 potoki.Za ta cholerną deską padł w br.72-centymetrowy,kawalek dalej,pod pomostkiem,71cm-oba widziałem...piekne,złotawe,z kufą jak pogrzebacz.Myslę sobie że to Wierzycowe tak podchodzą wysoko,bo takie kropy w tej rzeczce?niemożliwe.Co zaś do naszych wspólnych łowów Ciachor to no problem,bywaj na kablu,albo pisz pod koniec roku jakby co,ja bardzo chetnie zarażam kropkoidozą.Mieszkamy blisko siebie to wręcz nie wypada nie połowić,we dwoje rażniej i napewno taniej na dalszych wypadach,jesli zima nie wytnie chamskiego numeru to poczatek stycznia jest nasz.W zeszłym roku mrozy jakoś na chwile zelżały w tym okresie,rzeczka lodu się miejscami pozbyła i ganiałem kropki przez 1,5metrowe zaspy...i brały co najważniejsze.
A masz Kobi w swych warsztatowych zakamarkach takie woblero-robale,nie wiem jak to okreslić....wygiete w łuk,małe gdzieś z 3-5 cm,kiedys robila je chyba Rebel.Bez steru były,nikła praca,takie inne jerki,ale pstrąg jak na nie szedł...o matko...Urwałem ostatniego w sierpniu i nie moge ich namierzyć u handmade-owców,rebel też ich już nie ma.
"Ja równierż w pełni sezonu idę pod prąd i ściągam przynętę z prądem,jednakże wczesną wiosną zmieniam diametralnie".
Tak sadzilem. Z tym ze nie przetestowalem tego w praktyce, bo sezon spinningowo - pstragowy zaczynalem zawsze w maju. W tamtych czasach nie mialem auta a do najblizszych mi znanych lowisk bylo kilkaset km. Pozniej znalazlem kilka rzeczek w zasiegu 100 - paru km.
Lowiac na muche juz spotkalem kiedys w kwietniu spinningiste na gornej Pilicy. Gosc mielil wode woblerem z 30 min w jednym miejscu. Z poczatku sadzilismy z kumplem ze lowi na robala. Z bliska zobaczylismy ze wpuszcza on woblera w dziure i tak modli sie nad nim kilka minut. Wyciaga i powtorka. Ale i tak nic nie przebije niektorych "spinningistow" z CP. Widzialem jak goscie rzucaja mala gumke na odleglosc 15 m z pradem, stawiaja kija jak pickera i tak siedza. Obled. Ale efekty mieli.Bylo to zima (na CP jezdze tylko od pazdziernika do marca).
To nie tak kolego,ja nie modlę się nad miejscówką,bankówkom poświęcam max 3 minuty.Jeśli kropuś się nie zamelduje po 2-3 przepływie,po 2-3 zmianie wabika to albo go nie ma albo ma mnie głęboko w poważaniu.Co zaś do stacjonarnych metod to też się kilkukrotnie z tym zjawiskiem spotkałem,koleś rzuca paprochem ,zamyka kabłąk i kilkanaście minut sprowadza wabia z powrotem bawiąc się nim po drodze.Potem zmiana koloru i cała zabawa od nowa,skuteczne to jest nie powiem,na Wietcisie jest to dobrą metodą w pełni sezonu,tacy pickerzyści potrafią wyjąć z jednej miejscówki kilka potoków,zauważyłem jednak że nie są to nigdy duże ryby-max 40-taki.Ja miałem na myśli krótkie parosekundowe,przytrzymania w domniemanym miejscu pobytu obywatela kropy,nie takie z widełkami-o nie!Dla mnie osobiście jest to nieco chore,gdzie tu zwiad,wywiad i podchody?brak też (widziałem)charakterystycznego kopnięcia,bardziej takie stonowane,spokojniejsze zassanie (?),czyli brak wszystkich cech za jakie kocham pstrągowanie.Skoro już wywodzę się na temat tego za co i love kropek to nie mogę przemilczeć- minimalizmu.Dwa trzy pudełka przynęt,jakieś kretliki,pean,zapasowa szpula,itd...wszystko to wchodzi mi do pasa biodrowego,wałówa w plecaczek,śpiochy na dupsko i heja w teren.A takie sandacze np? łajba,3 skrzynie wabików,2 kije,sonda,aku,wiosła,i cała masa innego tałatajstwa z powodu którego brak na mnie miejsca w łodzi.Musisz to zwieżć ,zwodować,zapakować przed i po...przy potokach zaś od momentu trzaśnięcia drzwiami samochodu do pacnięcia wobka o taflę mijają minuty i juz mnie nie ma...
Jesli chodzi o sprzet i jego ilosc, to latem wychodze z domu z jedna tuba w reku. Wszystko inne mam w kamizelce (kolowrotek, muchy i inne drobiazgi). Gacie leza w aucie (wogole ich nie wyjmuje - mam taki samochod tylko na ryby, zona do niego nie zaglada :) ). Super sprawa. Jak widze wedkarzy targajacych tony rupieci, slabo mi sie robi.
Nooo,super sprawa,też mam taką wędkarską padaczkę-Subaru Legacy 93,4wd,+reduktor,kombi,kosztował tyle co dobry rower ale niezawodny i pstrągi mogę łowić przez uchyloną szybę,dosłownie.Wszędzie ta cholera wjedzie,kiedyś podszedł do mnie na bagnach,nad Wietcisą,w Iłownicy,jakiś autochton z petem w zębach,walonką na krżyżu i takich fajnych gumiakach-podlazł i mówi-za flaszkę cię wyciągnę traktorem.Wyśmiałem typa i niezapomnę nigdy jego miny we wstecznym lusterku jak 130klaczy na butach z klockami wystartowało z torfowiska....
Mi sie marzy forester z 2003-2004 roku. Ten po face liftingu.
Tyle ze on juz bedzie za drogi jak na takie traktowanie. Obawiam sie ze jakbym to kupil, to przejelaby go zona ;)
Nooo,super sprawa,też mam taką wędkarską padaczkę-Subaru Legacy 93,4wd,+reduktor,kombi,kosztował tyle co dobry rower ale niezawodny i pstrągi mogę łowić przez uchyloną szybę,dosłownie.Wszędzie ta cholera wjedzie,kiedyś podszedł do mnie na bagnach,nad Wietcisą,w Iłownicy,jakiś autochton z petem w zębach,walonką na krżyżu i takich fajnych gumiakach-podlazł i mówi-za flaszkę cię wyciągnę traktorem.Wyśmiałem typa i niezapomnę nigdy jego miny we wstecznym lusterku jak 130klaczy na butach z klockami wystartowało z torfowiska....
Moim marzeniem jest, m.in. mieć osobne autko na rybki...:)
Jakiś jeep"ek mi się marzy...:)
Kolegi ojciec kupił jakiś czas temu Land Rover Discovery, kurde, po takich trasach śmigaliśmy, że głowa mała...:)
Jednym słowem: SZOK!:)
Jest to mniej więcej coś takiego, tylko, że ten, jak widać, jest troszkę przerobiony:
czy na rzece Pilicy są pstrągi
Sa ale okolo 100 km od Ciebie. W samym Sulejowie raczej jakies przybledy, ale slyszalem o przypadkach lowienia sporych potokow w okolicach ujscia Czarnej Koneckiej.
A tak regularnie to Szczekociny.
Fajniutki Wędkarz-u,miałem i ja kiedyś jeepka na ryby,inszego ale jeppka,nie leżał mi szczerze powiem-za wysoki i zbyt mała ładowność.Potokom odpuszczam częściowo od maja i wtedy przesiadam się na łódki,dużą 5,5m trzymam na jeziorze a małą 2,8 wrzucam na dach swej padaczki i w drogę.Duża raz,dwa razy w roku wspina się po falach ,małą zdejmuję rzadko z dachu,oj rzadko...Na jeepka nie mogłem jej nigdy wrzucić a z przyczepką zawsze jest problem,więc Samurajek poszedł w dobre ręce.Dojeżdzał podobnie jak Subaru wszędzie i nie ma tu różnicy żadnej,kombik bo kombik ale jeszcze nic go nie pokonało,glina,oranka,metrowa zaspa,to betka dla tej padaczki.Jak zawiśnie na progach to pneumtyka na amorach go podniesie i dalej orać pole,nie miałem jednak przez 3lata takiej sytuacji a naprawdę skracam drogę jak mogę...Dałem za niego 3,1 tysia,sąsiadka z góry po pijaku,w nocy,staranowała go Lupo,lekko,drzwi kierowcy dostały ale sie otwierały i zamykały.Kolanem wypchnałem blachę i gitara,jeżdzę do dziś,ją jako że była nawalona,że trafiła w nocy jeszcze dwa inne pojazdy,i że policja wyciągała ją za wszarz zza kółka ,skasowałem ją równe 3 tysie(z jej oc kasy bym nie dostał).Tak więc mam rybkowóz za stówkę i jak się skończy kiedyś to kupie taki sam,bo tani i nie szkoda włazić z buciorami i całym ostrym oprzyrządowaniem.Żonie kupiłem też Subka,ale tam pachnie,popielniczki są czyste i dywaniki też....brrr....jak można tym jeżdzić???
He he, to zrobieś interes...:)
Autko na rybki za stówkę...:)
Zgadza się, przy autku z takim przeznaczeniem, raczej nie będziemy ganiać ze szmatką...:P
Ma widać, że to samochód wędkarza, he he...:)
Luxis, nie ma możliwości abyś zaraził mnie kropkoidozą,czy też salmonidozą. To już się stało rok temu i nie ma takich piguł, które mogły by mnie z tego wyleczyć! Jak się sezon zacznie i mnie wezmie, to pierdolec konkretny! Co do padaczek którymi jezdzimy na ryby,to mam seicento 1.1. Małe to to,ale dwie osoby, plus spinningi i plecaki,gumiaki czy wodery, nie ma problemu. A co do Wietcisy, nie wiedziałem, że są tak zabrudzone odcinki na tej rzeczce!!!
A masz Kobi w swych warsztatowych zakamarkach takie woblero-robale,nie wiem jak to okreslić....wygiete w łuk,małe gdzieś z 3-5 cm,kiedys robila je chyba Rebel.Bez steru były,nikła praca,takie inne jerki,ale pstrąg jak na nie szedł...o matko...Urwałem ostatniego w sierpniu i nie moge ich namierzyć u handmade-owców,rebel też ich już nie ma.
Nie stety nie wiem jak ma to wygladac ,ale jak dasz jakis rysuneczek,to chetnie sie podejme rekonstrukcji.
A masz Kobi w swych warsztatowych zakamarkach takie woblero-robale,nie wiem jak to okreslić....wygiete w łuk,małe gdzieś z 3-5 cm,kiedys robila je chyba Rebel.Bez steru były,nikła praca,takie inne jerki,ale pstrąg jak na nie szedł...o matko...Urwałem ostatniego w sierpniu i nie moge ich namierzyć u handmade-owców,rebel też ich już nie ma.
Nie stety nie wiem jak ma to wygladac ,ale jak dasz jakis rysuneczek,to chetnie sie podejme rekonstrukcji.
Widzę Robert, że lubisz trudne wyzwania...:)
Oj lubie,lubie czasami wychodzi cos naprawde skutecznego
No to poszukam KOBI dokładniej,jednak z racji iż jest to tajna broń,top secret job jego mać,będziesz musiał strugać z zawiązanymi oczami.Zaczynam szperać i wstawie fotkę na forum,powiem ci że te wabki które ja miałem były ZABÓJCZE,dosłownie.Jednak tylko na małych ciurkach niewiedzieć czemu.
Coś takiego mniej więcej,te które mialem pochodziły z czyjegoś warsztatu,spotkałeś się z tym czymś?
Cholera,tą samą fotkę wkleiłem.
Skoro zaś lubisz wyzwania to opiszę ci moją zeszloroczną przygodę ze ;znajdką;opiszę ci ja póżniej.Zeszłego roku,w ostatnich dniach listopada,wyplynałem jak zwykle za szczupłym,nie gryzł,śledziki skubały tylko leniwie.Rozstawiona na wodzie konkurencja ziewała niemrawo,cisza totalna.Postanowiłem przerzedzic okonie,po zmoczeniu całego pudła pasiastego zestawu lipa-zameldowal sie jeden 15-tak.Wygrzebałem :znajdkę;po raz pierwszy ja załozyłem a miałem ją jako ciekawostkę od 3lat w pudle.Tego co sie stało nie sposób opisać,w ok 10 rzutach zapiąłem 6 medalowych garbusów,cisza,przestawienie łajby o kawałek,to samo,kolejne rzuty ,kolejne potężne okonie,cisza,jeszcze raz zmiana miejsca -to samo,żaden nie mniejszy niż 35cm.Konkurencja zwariowała,4 łodzie otoczyły mnie jak U-boty,dziadki na nich zwariowały.Spłynąłem bo mi sie ręce trzęsły.Nastepny dzień powtórka z rozrywki,sam sobie nie wierzę,2-3 rzuty i kij w pałąk,ręce mnie juz bolą od holu,dziadki stawiają się juz na bezczelnego-10 m.odemnie,albo paląc głupa przepływają obok chcąc podejrzeć na co łowię,nie wyciągam przynety z wody,o nie....Kolejny dzień,jezioro skuł lód,nie da się wypłynąć,wpuszczam ;znajdke ;pod pomost,w wybitą dziurę i..obcinka szczupłego.koniec.Nie wiem czy trafiłem wtedy na jakiś szał żerowy,czy znajdka była magiczna,faktem jest że na nic innego,nikomu innemu nie powiesił się żaden pasiak.Ja dostałem ponad 60 ,ponadkilogramowych garbusów,w 2 dni,jak to wytłumaczyć?Po mojej akcji sklep kolegi miał oblężenie,wszyscy pytali co kupuję,na co łowię,do tego stopnia że Rafał dzwonił do mnie i pytał o co chodzi.Nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką przynętą ani takim wędkarskim cudem.Znajdka miała 4,5 cm długości,wycieta z mosięznej blaszki rybka,z ogonkiem,nad głową wystawał jej kawałek z nawierconym otworkiem do mocowania.Boki miała z drewna,blaszka była jednocześnie stelażem i obciążeniem,pracą przypominała cykadę,ale wolniej o wiele się trzęsła,tonęła średnio wolno,lusterkując.Kolor srebrny z wyzlobioną lekko łuską.cdn.
Patrząc z góry miała ok 1,5cm szerokości,symetrycznie zwężając się do gołego ogonka,mocowanie 1 kotwiczki podobnie jak w uklei RH,na brzuchu,nieco przed ogonem,z wystającego elementu z blaszki.Znalazłem ją na dzrzewie,na zaczepie,bardziej przypominała taki brelok do kluczy jakie kiedyś były w ruchach niż przynętę.Od tamtego czasu,od 2 grudnia zeszłego roku staram sie ją odtworzyć z różnym skutkiem,cos tam łowię,czasem nie,ale w TAMTO nie potrafię sie wstrzelić,praca inna zawsze mi wychodzi.Gdybym nie był wtedy mimowolnym świadkiem wydarzeń to bym nie uwierzył.Nie wiem co o tym mysleć już...czy to znajdka była magiczna czy bonus od przyrody dostałem -nie wiem.
Bardzo ciekawa sprawa z tą przynętą. Ja kiedyś na szmacie znalazłem blaszkę (niestety już ją straciłem) też leżała se w pudełku i pewnego dnia pojechaliśmy z kumplem na Bóbr machaliśmy oboje i nic zmiana przynęt nie pomagała. Z ciekawości założyłem tą blaszkę ( srebna 0 podejrzewam samoróbkę) i to co się zaczeło dziać zaszokowało mnie i mojego kolegę. Rzut pstrąg to znów lipień i na zmianę nawet świnka wzieła.Kolega wyszukał coś co miało przypominać moją i nic. A ja branie za braniem. Tak że coś w niej musiało być bo do póki ją miałem zawsze branie było. Pozdrawiam
Luxis,a jaka długosc maja te banany?
Te na fotce to są bodajże 3.5cm topwatery(?) Rebela,moje miały napewno nieco więcej powiedzmy max 4cm i były bardziej wygięte.Twórca ponadto strugając posegmentował je ładnie tak jak np.liszka jakaś czy ludzik Michellina-wiesz o czym mówię.Te na fotkach słyszałem że są killerami na Sanie,moje były u mnie,podejrzewam że niewiele by się w pracy różniły.
A jak z kolorystyką?
A jak z kolorystyką? I jeszcze jedno pływajaca ,czy tonąca?
A jak z kolorystyką? I jeszcze jedno pływajaca ,czy tonąca?
Nie wiem jak odpowie Ci Luxis, Kobi, ale ja myśle że te robale mają być tonące. I w orginale, myśle ,że też były tonące. Nie spotkałem się jeszcze z tymi robaczkami, ale wyglądają naprawde interesująco... I na łowne przynęty...
Ja miałem jednego w powiedzmy brudnej,szarej bieli,drugi natomiast był czarny ale taka czerń jak np.wyjęty z wody badyl albo rurecznik.Oba tonące ale nie tak na pałę jak cegła tylko powoli,schodziły pod wodę trochę wolniej niz woblery.Myślę że ich łowność nie była podyktowana kolorem lecz niespotykaną pracą bo oba egzemplarze były atakowane tak samo na tych samych ciurkach,nie błyszczały lakierami,matowe,wypisz wymaluj liszka jakaś.Słabe efekty na wiekszych wodach mogły być podyktowane właśnie tym mizernym tonięciem,robal ten w takiej np.Redze smiga pół metra pod wierzchem,ryby stoją grubo niżej.Małe ciurki często mają wody raptem do kolan więc i prezentacja odbywa się niedaleko ryby.Robale te zanotowały bardzo mało odprowadzeń,ściganie w 80-90%kończyło sie atakiem,czasami na bezczelnego,na krótkim dyszlu.Jeden z nich miał dodatkowe uszko do mocowania,coś al"a cykada i praca na każdym z nich była nieco inna.
Oj lubie,lubie czasami wychodzi cos naprawde skutecznego
Już nie bądź taki skromny...:P
Z tego, co wiem, to wszystkie wobki MADE IN KOBI są b. skuteczne...:)
A jak z kolorystyką? I jeszcze jedno pływajaca ,czy tonąca?
tonąca wersja lepsza , akcja prawie nie wyczuwalna , coś ala cykada , mniejsze drgania , lepiej wstawić malutki ster od spodu , taki odrysowany z 1 groszówki , i obciążenie dwa cm od głowy punktowo !!!! zrobie sobie takie !!!!
Mówisz????????? testowałeś takie topwatery po tunningu?
No panowie, jeszcze dwanaście dni i startujemy! Mnie już dosłownie nosi, wczoraj już chciałem samochód odpalać i chociaż pojechać zerknąć na rzekę, jaki jej stan. Podglądaliście wasze ciurki, zamarzły, a może nie jest aż tak zle? Mam nadzieję, że pogoda będzie odpowiednia pierwszego!!!
Witam kolegę.W sprawie ciurków to jestem na bieżąco,i póki co,jeśli pogoda nie zaskoczy to DA SIĘ ŁOWIĆ! Wierzyca i Wietcisa częściowo tylko pod lodem,jest lepiej niż w zeszłym roku bo nie ma zasp po 1,5 metra,prognozy pogody też nie najgorsze tak więc można pomału pucować spinningi.Ja jestem juz po przeglądzie wędkarskich maneli,wobki przygotowane,kotwice ostre,kręciołki na zimowym smarze,wszystko gra i buczy...
Mój sprzęt też już gotowy,ostatnio jeszcze żyłkę dokupiłem i kilka wobków. Racja z tym śniegiem, dobrze, że chociaż tego jest mniej niż w zeszłym roku. Jeżeli mróz przez te dwanaście dni nie będzie wyższy niż obecnie, da się wcisnąć woblerka tu i ówdzie.
Witam serdecznie kolegow pstrągarzy;)Zgadzam się,że pierwsze,zimowe wyprawy nad rzekę maja w sobie coś magicznego i niepowtarzalnego.Jeśli zima pozwoli melduje się już 3-go na Bobrze w Marciszowie.W sumie jesli nie pozwoli to też;)
Pozdrawiam wszystkich i .............połamania kija;)
Dzisiaj będę w Legnicy, to zerknę, jak wygląda Kaczawa:)
Wczoraj przejeżdżałem przez mniejszy dopływ Odry, to jedynie przy brzegach lodu jak na lekarstwo, czyli jest dobrze:)
Co do pogody, to wczoraj zapowiadali odwilż na kilka dni.
Ja też od stycznia chce zacząć chodzić nad Kwisę. W sumie mam niedaleko ale zawsze chodziłem na zbiornik czocha. co do pogody początek stycznia ma być odwilż i myślę że śniegu troszkę zejdzie
Byłem dziś na zwiadzie nad rzeką Wdą, z aparatem. Zrobiłem kilkanaście zdjęć, ale żadnego nie wrzucę, bo mi k . . . . aparat spadł na lud! Na lodzie była plucha, warstwa topniejącego śniegu i po aparacie. Tak na marginesie - brzegi szeroko zamarznięte, byłem w miejscowości Łuby.