Po raz pierwszy pozwoliłem sobie na mały plagiat czyli skopiowanie przykładowego artykułu na temat hodowli ryb konsupcyjnych sprowadzanych do Europy z Azji . Czynię to nie dlatego ze brak mi odpowiedniej wiedzy lecz ze zwykłego lenistwa i wygodnictwa - mając pewność że i tak sporo wiecie na temat kolejnych przeżuwanych kęsów smacznej potrawy : (..) Panga, którą w coraz większych ilościach sprowadza się do Europy pochodzi z Wietnamu, a dokładnie z Mekongu. Jeśli żyje w stanie naturalnym, samice rok w rok płyną w górę rzeki, aby tam złożyć ikrę. Niestety, ta "góra rzeki" leży poza granicami Wietnamu, więc z ekonomicznego punktu widzenia, to dla Wietnamczyków cios. Dlatego zakładają masowo sztuczne hodowle - na mniejszą skalę (interesy rodzinne) lub na większą (hodowle i przetwórnie zatrudniają tysiące osób, a będą jeszcze większe).
Aby zmusić ryby do rozmnażania w zamknięciu, samicom robi się zastrzyk hormonalny.
Używa się do tego importowanych z Chin fiolek zawierających hormon pobierany z moczu kobiet w zaawansowanej ciąży - hormon, który u ludzi wyzwala akcję porodową.
Umieszczone w niewielkich basenach pangi rosną w potwornym ścisku - wyglądało to tak, jakby w zamkniętych basenach było więcej ryb niż wody. Podobno żaden inny gatunek nie wytrzymałby takiej koncentracji.
Aby w ciągu 6 miesięcy ryby zyskiwały 1,5 kg mięsa karmi się je specjalnymi granulkami - składa się na nie mączka rybna (importowana z Peru), witaminy, ekstrakt soi i manioku. Podrośnięte ryby łowi się ręcznie, przekłada do ażurowych koszy i na małych motorkach, jak tylko szybko się da, przewozi na stateczki ze zbiornikami wody, skąd ryby płyną, już nie o własnych siłach, do przetwórni. Dalej następuje standardowa droga - filetowanie, mrożenie, pakowanie, transport do Europy.
Póki co, UE nie zakwestionowała metod hodowli. Szacuje się, że w przyszłym roku import pangi wzrośnie dwukrotnie. Naszym rodzimym rybom, takim jak np. dorsz, grozi wyginięcie (zostały przełowione, lub są łowione niewłaściwymi sieciami, które zgarniają też małe osobniki, a nie powinny), a więc ich ceny rosną. Już Wietnamczyków w tym głowa, abyśmy pangi mieli pod dostatkiem.
Przy takim obrocie jakość jest kluczowa,jednak wielu mniej uczciwych eksporterów wietnamskich nie cofa się przed traktowaniem filetów podejrzanymi dodatkami (polifosforany i niefosforowe dodatki typu MTR-79), które w połączeniu z solą kuchenną powodują wiązanie wody - filet jest przez to bardziej soczysty i... cięższy nawet o 19%. Jeśli jest do tego pokryty 20% glazurą (warstwą zamarzniętej wody) to nieświadomy konsument może kupić wraz z rybą także 40% importowanej z Wietnamu wody. Sami Wietnamczycy różnicują produkt trafiający na poszczególne rynki - najlepsze idealnie białe filety trafiają głównie na eksport do USA; jasnoróżowe filety są najbardziej pożądane w Europie Zachodniej, jasnokremowożółte filety trafiają do Polski i Rosji. Gorsze filety o barwie różowej są sporadycznie sprowadzane do Europy "na promocje cenowe", zaś filety żółte są przeznaczone rynek azjatycki. SMACZNEGO !
Uprzejmie przepraszam za dygresję nie związaną z Nowym rekordem ale chciałbym Was prosić o opinię na temat pewnego zdarzenia którego byłem świadkiem . Pewnego razu wędkując na niewielkim i lecz niestety - obficie zarybionym karpiem jeziorze - miałem okazję obserwować wędkarza łowiącego na zestaw karpiowy z kulką proteinową w roli przynęty . I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby ów wędkarz nie używał wędziska MIKADO FAN IDEA CW 300 G ( wędka wybitnie morska do połowu dorszy na pilkery a także na sumy ) . Chciałbym się Was zapytać co sądzicie o tego typu rozwiązaniach ?
Witam - chciałbym Was prosić o opinię na temat pewnego zdarzenia którego byłem świadkiem . Pewnego razu wędkując na niewielkim lecz niestety - obficie zarybionym karpiem jeziorze - miałem okazję obserwować wędkarza łowiącego na zestaw karpiowy z kulką proteinową w roli przynęty . I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby ów wędkarz nie używał wędziska MIKADO FAN IDEA CW 300 G ( wędka wybitnie morska do połowu dorszy na pilkery a także na sumy ) . Chciałbym się Was zapytać co sądzicie o tego typu rozwiązaniach ?Moim zdaniem wędka ta nie nadaje się do tego typu połowów .
Molus mów (pisz) za siebie a nie za innych! """Błagam Cie nie dobijaj już ludzi swoimi mądrościami o zazdrości bo zaczynasz chyba sam w to wierzyć ale wszyscy inni pukają się w czoło""" To są Twoje słowa a jak na razie jeszcze mi nic nie wiadomo o dobiciu kogokolwiek moimi mądrościami.
Widzę, że odbierasz mnie jako skrajnie głodnego i spragnionego rybiego mięsa wędkarza. Jednakże grubo się mylisz, bo ja należę do grona nokill"owców, tyle że tych anonimowych. Ręczę, że niemal wszystkie ryby łowione przeze mnie wracają z powrotem do wody. Czynię tak z wielu powodów, nie czas, żeby je wymieniać. Kiedyś byłem całkowitym, radykalnym nokillowcem, chciałem naprawiać wodny świat, mówiłem wszystkim żeby wypuszczali, a z dziadków co fotografują się z metrowym zębatym na tle garażu - jawnie się śmiałem. Myślę, że zarówno Ty jak i mój wcześniejszy oponent, prezentujecie podobny typ. Dlaczego obecnie moje wypowiedzi są przesiąknięte "anty-nokillaniem"? Bo uważam, że ciągłe i natrętne powtarzanie innym o wypuszczaniu ryb stało się sztuczne i próżne. Gdzie człowiek nie spojrzy, tam wmawia mu się, że ryby trzeba wypuszczać. Cel jest jak najbardziej szczytny ale forma przekazu delikatnie mówiąc - niewłaściwa. Na portalu toczy się obecnie jeszcze jedna dyskusja dotycząca tego wątku. Pozwolę sobie zacytować słowa Kolegi Norbiko1, które trafnie oddają moje podejście: "Wypuszczam ryby do wody bo to jest moja osobista sprawa tylko i wyłącznie moja nie podpatrzona nie ślepo powielana tylko moja osobista wypływająca z mojego wnętrza. Nigdy nie założyłbym koszulikki "no kill" ani tez nie przyłączył bym się do żadnej organizacji tego typu ponieważ uważam to za totalny festyn i nie potrzebne nagłośnianie czegoś co jest osobistą sprawą każdego człowieka". Molus"ie, niestety ale odbieram Cię jako osobę, która przyjechała z wędkarskiego raju, do naszego polskiego piekiełka - z celem nawracania głupich, niedouczonych moczykijów na właściwą drogę - sportowego wędkarstwa. Wypowiadając się w tego typu temacie, nigdy nie staram się odwrócić uwagi od słuszności wypuszczania ryb. Kłusownicy, rybacy itd - owszem szkodzą naszym wodom, ale to inny problem. Jednakże propagowanie całkowitego wypuszczania ryb, czy też okazów, prowadzi do szkalowania wędkarzy, którzy z różnych osobistych powodów pragną rybę zabrać. Piętnowanie takiej postawy jest słuszne, gdy zabranie ryby jest całkowicie bezpodstawne (np. osławione tępienie białorybu do samej kreski limitu - tzw. "do zamrażary"), ale w wielu przypadkach oczernianie wędkarza, który w zgodzie z regulaminem i własnym sumieniem zabrał rybę - jest złym efektem ubocznym zasady "Złów i wypuść". Dlaczego staję w obronie faceta, który zarżnął takie bydle? Bo wiem, że jest tylko człowiekiem - chciał poczuć się sławny i pewnie wielu z nas zrobiło by identycznie. Nie możemy zapewniać, że nie - dopóki nie znajdziemy się w takiej sytuacji. Oczywiście Ty wiesz na pewno, że zwrócił byś jej wolność- jeśli tak jest, to chwała Ci za to.
(...)" ZARŻNĄŁ TAKIE BYDLĘ" - OTO OPIS ŚMIERCI PIĘKNEJ I DOSTOJNEJ , ZDROWEJ RYBY UJĘTA W " EUFEMISTYCZNY SCHEMAT " PRZEZ WĘDKARZA UWAŻAJĄCEGO SIĘ ZA OSOBĘ GODNĄ UWAGI NA FORUM .SPIDERLING - NIE JESTEM W STANIE CZYTAĆ WIĘCEJ TWOICH WYPOWIEDZI . WYBACZ .
Chłopie, już wcześniej pisałeś, że nie czytasz moich wypowiedzi. Teraz, nagle wyskakujesz z takim tekstem?. Ogarnij się. Nie piszę tego do Ciebie. Czytaj tytuł!
Dobra Panowie, mam dla Was radę - skończcie p*******ć, bo taka "dyskusja" czyli wzajemne próby dyskredytowania adwersarza w oczach "gapiów" są po prostu podłe. Przypomina mi się pewien użytkownik i jego schizofrenia.
Samo no-kill to jakaś głupia snobistyczna moda. Krzyczą "no kill" i myślą, że są przez to lepszymi wędkarzami, wędkarską elitą psia mać. A wszystko jak i katolicyzm w tym kraju - na pokaz. Zesraj się a pokaż się. Typowe pozerstwo.
-Czemu puszczasz wszystkie ryby? -Bo jestem no-kill. to dla mnie to samo co: -Czemu nie lubisz chrześcijan? -Bo jestem satanistą.
No kill powinno być środkiem, a nie celem czy powodem. Nie kilaci wypuszczają ryby bo chcą być nie kilaci, nawet nie wiedzą po co... Jeżeli ktoś nie bierze ryby i potrafi to sobie słusznie uargumentować - czyli nie pierdzielić o spadającym pogłowiu ryb - to ok, ma swoje powody. Nie lubi ryb, nie lubi ich zabijać, patroszyć, żona go bije, teściowa dobija, boi się krów czy coś...
Nie możemy po prostu chodzić na rybki? Dziś złowię i wypuszczę, jutro złowię i najdzie mnie ochota to zjem.
Właśnie jutro się wybieram, a mam takiego smaka na szczupaka, że chyba wezmę jak złowię. I co, mam przez to płakać? Pierwszy zabrany szczupak w tym sezonie! O Boże, ale ze mnie kawał s********a i mięsiarza! Będę musiał iść na kolanach na Turawę albo do karpiowej Mekki - Sandomierza.
Pisząc coraz to kolejne komentarze w poszczególnych wątkach i stukając monotonnie w klawiaturę - często myślimy o naszym rozmówcy - kim jest , jakim jest wędkarzem , jakie metody stosuje Uzmysławiamy sobie wtedy że gdzieś - po drugiej stronie grubej , hermetycznej szklanej tafli monitora znajduje się osoba być może podobna do nas samych bo mająca wspólne spojrzenie na wodę i ryby . Chcielibyśmy uścisnąć jej dłoń , rzeczowo porozmawiać , może nawet wspólnie powędkować . Jedna rzecz nas przed tym krokiem skutecznie powstrzymuje - a jest nią nasza polska , swojska i właściwa dla wszystkich społeczności wędkarskich - NIETOLERANCJA .
A czym jest ta tolerancja? Kołopalizm i wdupizm ;> Dla mnie ta "popularna" tolerancja to machanie ręką na wszystko i powtarzanie "nie moja sprawa". Są rzeczy, które trzeba tolerować, wręcz popierać, ale są też takie które trzeba ganić za wszelką cenę i nie pozwalać się im "zaaklimatyzować". We wszystkim najważniejszy jest rozsądek i umiar, bo skrajności to nic dobrego.
Witam, niech każdy pisze co chce, ale moim zdaniem za umiejętności żeby wyjąć takiego "potworka" to należy się gościowi szacunek, ale się musiał chłop na walczyć!!!!!!!!, a czy go zabrał czy wypuścił - to jego sprawa i takie jest moje zdanie, a swoją droga ciekawe jakie były by komentarze jak by go wypuścił i rybka by zdechła, wtedy dopiero by się zaczęło!!!!!!, pewnie by chłop musiał z kraju uciekać ,pozdrawiam
Tak się właśnie zastanawiam, co by było gdyby..... wzięła mi taka ryba :) 1. Nigdy bym jej nie wytargał, bo nie umiem i nie ukrywam tegomój sprzęt by tego nie przeżył za chudy jestem i wciągnął by mnie do wody :P nie miałbym siły - patrz punkt wyżej kilka godzin holowania, a kiedy przerwa na fajkę? :)2. Gdyby zdarzył się cud i jednak bym wytargał..... ale dopiero byłby problem. Co kurna zrobić z taką górą mięsa? Do domu zawieźć? A kto mi to na samochód zapakuje? Paleciaka nie mam na stanie. Dalej - żona mnie pogoni od razu do sklepu, żeby nową zamrażarkę kupić :) Przed świętami wielki problem był, żeby pół świnki zapakować po lodówkach i zamrażarkach. Pozostaje opcja wypuścić. No ale jak to tak, bez ważenia? A jak to zważyć? Zawieźć - zdechnie. Wagę przywieźć - też zdechnie. Albo ktoś ukradnie pod nieobecność :) Ale z drugiej strony - sum dobry jest....
I jak znam życie to.... nie wiem co bym zrobił. I tak siedziałbym zadumany nad rozwiązaniem dylematu az sum wziąłby i zdechł sam z siebie. No i wychodzi mi na to, że jednak w domu pojawiłby się nowy sprzęt AGD. A z takimi wielkimi rybkami to same problemy.
pozdrawiam wszystkich
Bartek
p.s. ale jakby było fajnie jednak wytargać takiego potwora.... :)
jak tak czytam to chcial bym wrócić do podstaw sum ładny gratulacje złowił zabral zabił jego swięte prawo które mu przysługuje no killowcy w życiu nie bedzie wiedzeli jak taka ryba walczy bo jesteście za słabi w te klocki... zamiast teoretyzować idzie nad wo∂e i pozbierajcie śmieci wszystkim wyjdzie to na dobre.. ja większość ryb wypuszczam chyba że dostaje zlecenie od babci na rybę to je spełniam:)
Jakbym złowił takiego kolosa, to bym go wypuścił z kilku powodów. Po pierwsze, z szacunku że był tak dobrze przystosowany do środowiska, że przetrwał tyle lat, po drugie, żeby inni mieli wielką radość łowiąc go, po trzecie, mięso takiego staruszka nie jest zbyt smaczne. Dlaczego w Zachodniej Europie w czaspismach wędkarskich można znaleźć wiele zdjęć takich okazów, a u nas jest to rzadkie? Ano z tej racji, że tam tą samą wielką rybę złowi kilkudziesięciu wędkarzy, a u nas jeden, który zrobi zdjęcie i zaraz ją pałą ubije, aby zaspokoić odwieczny instynkt myśliwego i przenieść dużo mięsa do domu. Słynny angielski karp, którego w ubiegłym roku znaleziono martwego na brzegu zbiornika, o czym rozpisywała się angielska prasa, był złowiony ponad 50 razy i tyleż razy przyniósł ogromną radość wędkarzom. Co prawda nie jestem zagorzałym zwolennikiem "No kill" i lubię sobie czasem zjeść rybkę, ale uważam, że rekordowe okazy różnych gatunków ryb należy chronić.Zatem apeluję: chrońmy duże okazy i chociaż wiem, że mój głos jest głosem wołającego na puszczy, sądzę, że do nielicznych przemówi. To byłoby moje słowo na sobotę. Pozdrawiam!
(...)" ZARŻNĄŁ TAKIE BYDLĘ" - OTO OPIS ŚMIERCI PIĘKNEJ I DOSTOJNEJ , ZDROWEJ RYBY UJĘTA W " EUFEMISTYCZNY SCHEMAT " PRZEZ WĘDKARZA UWAŻAJĄCEGO SIĘ ZA OSOBĘ GODNĄ UWAGI NA FORUM .SPIDERLING - NIE JESTEM W STANIE CZYTAĆ WIĘCEJ TWOICH WYPOWIEDZI . WYBACZ .
Ciekawe ile facet holował tego olbrzyma. To musiała być walka z tak wielką rybą ;) ...
Po raz pierwszy pozwoliłem sobie na mały plagiat czyli skopiowanie przykładowego artykułu na temat hodowli ryb konsupcyjnych sprowadzanych do Europy z Azji . Czynię to nie dlatego ze brak mi odpowiedniej wiedzy lecz ze zwykłego lenistwa i wygodnictwa - mając pewność że i tak sporo wiecie na temat kolejnych przeżuwanych kęsów smacznej potrawy : (..) Panga, którą w coraz większych ilościach sprowadza się do Europy pochodzi z Wietnamu, a dokładnie z Mekongu. Jeśli żyje w stanie naturalnym, samice rok w rok płyną w górę rzeki, aby tam złożyć ikrę. Niestety, ta "góra rzeki" leży poza granicami Wietnamu, więc z ekonomicznego punktu widzenia, to dla Wietnamczyków cios. Dlatego zakładają masowo sztuczne hodowle - na mniejszą skalę (interesy rodzinne) lub na większą (hodowle i przetwórnie zatrudniają tysiące osób, a będą jeszcze większe).
Aby zmusić ryby do rozmnażania w zamknięciu, samicom robi się zastrzyk hormonalny.
Używa się do tego importowanych z Chin fiolek zawierających hormon pobierany z moczu kobiet w zaawansowanej ciąży - hormon, który u ludzi wyzwala akcję porodową.
Umieszczone w niewielkich basenach pangi rosną w potwornym ścisku - wyglądało to tak, jakby w zamkniętych basenach było więcej ryb niż wody. Podobno żaden inny gatunek nie wytrzymałby takiej koncentracji.
Aby w ciągu 6 miesięcy ryby zyskiwały 1,5 kg mięsa karmi się je specjalnymi granulkami - składa się na nie mączka rybna (importowana z Peru), witaminy, ekstrakt soi i manioku. Podrośnięte ryby łowi się ręcznie, przekłada do ażurowych koszy i na małych motorkach, jak tylko szybko się da, przewozi na stateczki ze zbiornikami wody, skąd ryby płyną, już nie o własnych siłach, do przetwórni. Dalej następuje standardowa droga - filetowanie, mrożenie, pakowanie, transport do Europy.
Póki co, UE nie zakwestionowała metod hodowli. Szacuje się, że w przyszłym roku import pangi wzrośnie dwukrotnie. Naszym rodzimym rybom, takim jak np. dorsz, grozi wyginięcie (zostały przełowione, lub są łowione niewłaściwymi sieciami, które zgarniają też małe osobniki, a nie powinny), a więc ich ceny rosną. Już Wietnamczyków w tym głowa, abyśmy pangi mieli pod dostatkiem.
Przy takim obrocie jakość jest kluczowa,jednak wielu mniej uczciwych eksporterów wietnamskich nie cofa się przed traktowaniem filetów podejrzanymi dodatkami (polifosforany i niefosforowe dodatki typu MTR-79), które w połączeniu z solą kuchenną powodują wiązanie wody - filet jest przez to bardziej soczysty i... cięższy nawet o 19%. Jeśli jest do tego pokryty 20% glazurą (warstwą zamarzniętej wody) to nieświadomy konsument może kupić wraz z rybą także 40% importowanej z Wietnamu wody. Sami Wietnamczycy różnicują produkt trafiający na poszczególne rynki - najlepsze idealnie białe filety trafiają głównie na eksport do USA; jasnoróżowe filety są najbardziej pożądane w Europie Zachodniej, jasnokremowożółte filety trafiają do Polski i Rosji. Gorsze filety o barwie różowej są sporadycznie sprowadzane do Europy "na promocje cenowe", zaś filety żółte są przeznaczone rynek azjatycki. SMACZNEGO !
Krótki opis dość długiego holu znajduje się w aktualnym numerze " WW ".
Uprzejmie przepraszam za dygresję nie związaną z Nowym rekordem ale chciałbym Was prosić o opinię na temat pewnego zdarzenia którego byłem świadkiem . Pewnego razu wędkując na niewielkim i lecz niestety - obficie zarybionym karpiem jeziorze - miałem okazję obserwować wędkarza łowiącego na zestaw karpiowy z kulką proteinową w roli przynęty . I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby ów wędkarz nie używał wędziska MIKADO FAN IDEA CW 300 G ( wędka wybitnie morska do połowu dorszy na pilkery a także na sumy ) . Chciałbym się Was zapytać co sądzicie o tego typu rozwiązaniach ?
Witam - chciałbym Was prosić o opinię na temat pewnego zdarzenia którego byłem świadkiem . Pewnego razu wędkując na niewielkim lecz niestety - obficie zarybionym karpiem jeziorze - miałem okazję obserwować wędkarza łowiącego na zestaw karpiowy z kulką proteinową w roli przynęty . I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby ów wędkarz nie używał wędziska MIKADO FAN IDEA CW 300 G ( wędka wybitnie morska do połowu dorszy na pilkery a także na sumy ) . Chciałbym się Was zapytać co sądzicie o tego typu rozwiązaniach ?Moim zdaniem wędka ta nie nadaje się do tego typu połowów .
Molus mów (pisz) za siebie a nie za innych! """Błagam Cie nie dobijaj już ludzi swoimi mądrościami o zazdrości bo zaczynasz chyba sam w to wierzyć ale wszyscy inni pukają się w czoło""" To są Twoje słowa a jak na razie jeszcze mi nic nie wiadomo o dobiciu kogokolwiek moimi mądrościami.
Widzę, że odbierasz mnie jako skrajnie głodnego i spragnionego rybiego mięsa wędkarza. Jednakże grubo się mylisz, bo ja należę do grona nokill"owców, tyle że tych anonimowych. Ręczę, że niemal wszystkie ryby łowione przeze mnie wracają z powrotem do wody. Czynię tak z wielu powodów, nie czas, żeby je wymieniać. Kiedyś byłem całkowitym, radykalnym nokillowcem, chciałem naprawiać wodny świat, mówiłem wszystkim żeby wypuszczali, a z dziadków co fotografują się z metrowym zębatym na tle garażu - jawnie się śmiałem. Myślę, że zarówno Ty jak i mój wcześniejszy oponent, prezentujecie podobny typ. Dlaczego obecnie moje wypowiedzi są przesiąknięte "anty-nokillaniem"? Bo uważam, że ciągłe i natrętne powtarzanie innym o wypuszczaniu ryb stało się sztuczne i próżne. Gdzie człowiek nie spojrzy, tam wmawia mu się, że ryby trzeba wypuszczać. Cel jest jak najbardziej szczytny ale forma przekazu delikatnie mówiąc - niewłaściwa. Na portalu toczy się obecnie jeszcze jedna dyskusja dotycząca tego wątku. Pozwolę sobie zacytować słowa Kolegi Norbiko1, które trafnie oddają moje podejście: "Wypuszczam ryby do wody bo to jest moja osobista sprawa tylko i wyłącznie moja nie podpatrzona nie ślepo powielana tylko moja osobista wypływająca z mojego wnętrza. Nigdy nie założyłbym koszulikki "no kill" ani tez nie przyłączył bym się do żadnej organizacji tego typu ponieważ uważam to za totalny festyn i nie potrzebne nagłośnianie czegoś co jest osobistą sprawą każdego człowieka". Molus"ie, niestety ale odbieram Cię jako osobę, która przyjechała z wędkarskiego raju, do naszego polskiego piekiełka - z celem nawracania głupich, niedouczonych moczykijów na właściwą drogę - sportowego wędkarstwa. Wypowiadając się w tego typu temacie, nigdy nie staram się odwrócić uwagi od słuszności wypuszczania ryb. Kłusownicy, rybacy itd - owszem szkodzą naszym wodom, ale to inny problem. Jednakże propagowanie całkowitego wypuszczania ryb, czy też okazów, prowadzi do szkalowania wędkarzy, którzy z różnych osobistych powodów pragną rybę zabrać. Piętnowanie takiej postawy jest słuszne, gdy zabranie ryby jest całkowicie bezpodstawne (np. osławione tępienie białorybu do samej kreski limitu - tzw. "do zamrażary"), ale w wielu przypadkach oczernianie wędkarza, który w zgodzie z regulaminem i własnym sumieniem zabrał rybę - jest złym efektem ubocznym zasady "Złów i wypuść". Dlaczego staję w obronie faceta, który zarżnął takie bydle? Bo wiem, że jest tylko człowiekiem - chciał poczuć się sławny i pewnie wielu z nas zrobiło by identycznie. Nie możemy zapewniać, że nie - dopóki nie znajdziemy się w takiej sytuacji. Oczywiście Ty wiesz na pewno, że zwrócił byś jej wolność- jeśli tak jest, to chwała Ci za to.
(...)" ZARŻNĄŁ TAKIE BYDLĘ" - OTO OPIS ŚMIERCI PIĘKNEJ I DOSTOJNEJ , ZDROWEJ RYBY UJĘTA W " EUFEMISTYCZNY SCHEMAT " PRZEZ WĘDKARZA UWAŻAJĄCEGO SIĘ ZA OSOBĘ GODNĄ UWAGI NA FORUM .SPIDERLING - NIE JESTEM W STANIE CZYTAĆ WIĘCEJ TWOICH WYPOWIEDZI . WYBACZ .
Chłopie, już wcześniej pisałeś, że nie czytasz moich wypowiedzi. Teraz, nagle wyskakujesz z takim tekstem?. Ogarnij się. Nie piszę tego do Ciebie. Czytaj tytuł!
Dobra Panowie, mam dla Was radę - skończcie p*******ć, bo taka "dyskusja" czyli wzajemne próby dyskredytowania adwersarza w oczach "gapiów" są po prostu podłe. Przypomina mi się pewien użytkownik i jego schizofrenia.
Samo no-kill to jakaś głupia snobistyczna moda. Krzyczą "no kill" i myślą, że są przez to lepszymi wędkarzami, wędkarską elitą psia mać. A wszystko jak i katolicyzm w tym kraju - na pokaz. Zesraj się a pokaż się. Typowe pozerstwo.
-Czemu puszczasz wszystkie ryby?
-Bo jestem no-kill.
to dla mnie to samo co:
-Czemu nie lubisz chrześcijan?
-Bo jestem satanistą.
No kill powinno być środkiem, a nie celem czy powodem.
Nie kilaci wypuszczają ryby bo chcą być nie kilaci, nawet nie wiedzą po co...
Jeżeli ktoś nie bierze ryby i potrafi to sobie słusznie uargumentować - czyli nie pierdzielić o spadającym pogłowiu ryb - to ok, ma swoje powody. Nie lubi ryb, nie lubi ich zabijać, patroszyć, żona go bije, teściowa dobija, boi się krów czy coś...
Nie możemy po prostu chodzić na rybki? Dziś złowię i wypuszczę, jutro złowię i najdzie mnie ochota to zjem.
Właśnie jutro się wybieram, a mam takiego smaka na szczupaka, że chyba wezmę jak złowię. I co, mam przez to płakać? Pierwszy zabrany szczupak w tym sezonie! O Boże, ale ze mnie kawał s********a i mięsiarza!
Będę musiał iść na kolanach na Turawę albo do karpiowej Mekki - Sandomierza.
Popieram
Pisząc coraz to kolejne komentarze w poszczególnych wątkach i stukając monotonnie w klawiaturę - często myślimy o naszym rozmówcy - kim jest , jakim jest wędkarzem , jakie metody stosuje Uzmysławiamy sobie wtedy że gdzieś - po drugiej stronie grubej , hermetycznej szklanej tafli monitora znajduje się osoba być może podobna do nas samych bo mająca wspólne spojrzenie na wodę i ryby . Chcielibyśmy uścisnąć jej dłoń , rzeczowo porozmawiać , może nawet wspólnie powędkować . Jedna rzecz nas przed tym krokiem skutecznie powstrzymuje - a jest nią nasza polska , swojska i właściwa dla wszystkich społeczności wędkarskich - NIETOLERANCJA .
I tutaj drugi raz się z Tobą zgadzam
A czym jest ta tolerancja? Kołopalizm i wdupizm ;>
Dla mnie ta "popularna" tolerancja to machanie ręką na wszystko i powtarzanie "nie moja sprawa".
Są rzeczy, które trzeba tolerować, wręcz popierać, ale są też takie które trzeba ganić za wszelką cenę i nie pozwalać się im "zaaklimatyzować".
We wszystkim najważniejszy jest rozsądek i umiar, bo skrajności to nic dobrego.
ja i tak mam szacun do lowcy tego olbrzyma
Witam, niech każdy pisze co chce, ale moim zdaniem za umiejętności żeby wyjąć takiego "potworka" to należy się gościowi szacunek, ale się musiał chłop na walczyć!!!!!!!!, a czy go zabrał czy wypuścił - to jego sprawa i takie jest moje zdanie, a swoją droga ciekawe jakie były by komentarze jak by go wypuścił i rybka by zdechła, wtedy dopiero by się zaczęło!!!!!!, pewnie by chłop musiał z kraju uciekać ,pozdrawiam
Coz,w necie mozna bylo zobaczyc filmik juz w zeszlym roku.
Ryba faktycznie dostala w lep i na hak, czy to byla siekiera, tego nie wiem.
Po co komu tyle miesa ?
Pozdrawiam !
Tak się właśnie zastanawiam, co by było gdyby..... wzięła mi taka ryba :)
1. Nigdy bym jej nie wytargał, bo
nie umiem i nie ukrywam tegomój sprzęt by tego nie przeżył
za chudy jestem i wciągnął by mnie do wody :P
nie miałbym siły - patrz punkt wyżej
kilka godzin holowania, a kiedy przerwa na fajkę? :)2. Gdyby zdarzył się cud i jednak bym wytargał..... ale dopiero byłby problem. Co kurna zrobić z taką górą mięsa? Do domu zawieźć? A kto mi to na samochód zapakuje? Paleciaka nie mam na stanie. Dalej - żona mnie pogoni od razu do sklepu, żeby nową zamrażarkę kupić :) Przed świętami wielki problem był, żeby pół świnki zapakować po lodówkach i zamrażarkach.
Pozostaje opcja wypuścić. No ale jak to tak, bez ważenia? A jak to zważyć? Zawieźć - zdechnie. Wagę przywieźć - też zdechnie. Albo ktoś ukradnie pod nieobecność :)
Ale z drugiej strony - sum dobry jest....
I jak znam życie to.... nie wiem co bym zrobił.
I tak siedziałbym zadumany nad rozwiązaniem dylematu az sum wziąłby i zdechł sam z siebie.
No i wychodzi mi na to, że jednak w domu pojawiłby się nowy sprzęt AGD. A z takimi wielkimi rybkami to same problemy.
pozdrawiam wszystkich
Bartek
p.s. ale jakby było fajnie jednak wytargać takiego potwora.... :)
kolego sumik-destroyer.mylisz sie!sum im wiekszy tym smaczniejszy-w przeciwienstwie do szczupaka!
myslalem ze to powzne forum a koledzy kloca sie jak dzieci w piaskownicy!!!oj,nie ladnie!!!
KOLEDZY ,TO PO TO JEST FORUM ,ŻEBY BRUDY PRAĆĆĆĆĆ.SZANUJMY SIĘ.
jak tak czytam to chcial bym wrócić do podstaw sum ładny gratulacje złowił zabral zabił jego swięte prawo które mu przysługuje
no killowcy w życiu nie bedzie wiedzeli jak taka ryba walczy bo jesteście za słabi w te klocki... zamiast teoretyzować idzie nad wo∂e i pozbierajcie śmieci wszystkim wyjdzie to na dobre..
ja większość ryb wypuszczam chyba że dostaje zlecenie od babci na rybę to je spełniam:)
szacun dla łowcy jednak ja wolę buszować po morzach i oceanach-pozdro dla braci wedkarskiej
<object style="height: 390px; width: 640px"><param name="movie" value="
Jakbym złowił takiego kolosa, to bym go wypuścił z kilku powodów. Po pierwsze, z szacunku że był tak dobrze przystosowany do środowiska, że przetrwał tyle lat, po drugie, żeby inni mieli wielką radość łowiąc go, po trzecie, mięso takiego staruszka nie jest zbyt smaczne. Dlaczego w Zachodniej Europie w czaspismach wędkarskich można znaleźć wiele zdjęć takich okazów, a u nas jest to rzadkie? Ano z tej racji, że tam tą samą wielką rybę złowi kilkudziesięciu wędkarzy, a u nas jeden, który zrobi zdjęcie i zaraz ją pałą ubije, aby zaspokoić odwieczny instynkt myśliwego i przenieść dużo mięsa do domu. Słynny angielski karp, którego w ubiegłym roku znaleziono martwego na brzegu zbiornika, o czym rozpisywała się angielska prasa, był złowiony ponad 50 razy i tyleż razy przyniósł ogromną radość wędkarzom. Co prawda nie jestem zagorzałym zwolennikiem "No kill" i lubię sobie czasem zjeść rybkę, ale uważam, że rekordowe okazy różnych gatunków ryb należy chronić.Zatem apeluję: chrońmy duże okazy i chociaż wiem, że mój głos jest głosem wołającego na puszczy, sądzę, że do nielicznych przemówi. To byłoby moje słowo na sobotę. Pozdrawiam!
(...)" ZARŻNĄŁ TAKIE BYDLĘ" - OTO OPIS ŚMIERCI PIĘKNEJ I DOSTOJNEJ , ZDROWEJ RYBY UJĘTA W " EUFEMISTYCZNY SCHEMAT " PRZEZ WĘDKARZA UWAŻAJĄCEGO SIĘ ZA OSOBĘ GODNĄ UWAGI NA FORUM .SPIDERLING - NIE JESTEM W STANIE CZYTAĆ WIĘCEJ TWOICH WYPOWIEDZI . WYBACZ .