Witam. Mirek nie spał w nocy (czekał na koniec świata ?) więc pewnie coś spłodził - no może nie dosłownie ? Ale po rzodkiewkach ?, chyba, że przyprawił.
Długo czekałem w miejscu gdzie wszyscy mieliśmy się spotkać, miejsce było pięknie położone wokół małych wzniesień na których przeważały drzewa liściaste, a u podnóża tych wzniesień rozciągało się przeurocze niezbyt duże i głębokie jęzioro Czakurowskie. Dojeżdżając już do niego zauważymy że woda ma barwę lekko seledynową, a to dlatego że kiedyś rozciągała się tutaj piaskownia a specyficzne minerały zawarte w piasku podarowały wodzie ów przepiękny kolor. Wypłaszczony brzeg był porośnięty trawą, a ta dochodziła aż po samą wodę która o tej porze roku powinna być ciepła, sprawdziłem czy aby nie za zimna, ale nie była zimna, czyli jak co to możemy zażywać kąpieli. Namiot miałem już rozbity, obok ustawiłem samochód i zacząłem wyjmować swoje graty, nie spieszyłem się zbytnio a to stoliczek a to krzesełko na którym sobie usiadłem i czekałem , czekałem i zastanawiałem się kto nadjedzie pierwszy, ci którzy mieszkają bliżej czy ci którzy mieszkają dalej. Pożyjemy, zobaczymy pomyślałem i wyjąłem puszkę z piwem, było tak zimne że aż na puszce osiadł szron, otworzyłem i wypiłem jednym haustem zgniatając puszkę w dłoni , patrzyłem na drugi brzeg jęziora, to tam powinni ukazać się wszyscy gdyż tamta droga była jedyną która prowadziła do miejsca którego wybrałem. Zabłądzić nie zabłądzą , dostali wszyscy namiary Gps i nim to pomyślałem, zauważyłem tumany kurzu po drugiej stronie, złapałem szybko za lornetkę i dostrzegłem dwa ciemno-niebieskie auta które pomykały polną droga wzdłuż brzegu, po jednej stronie tej drogi rozciągały się łany zbóż pośród których wyrastały czerwone maki i niebieskie habry, i pośród których dostrzegałem polne skowronki. Patrzyłem jeszcze chwilę ale już nikogo nie dostrzegałem, powinni być już blisko i nim pomyślałem Oni już podjeżdżali do mnie. Pierwszą osobą jaka wysiadła była Edyta zmęczona ale uśmiechnięta , cześć Mirku.............. powiedziała i podała mi dłoń,zawołała dziewczynki które zdążyły wysiąść, no jak się mówi, powiedziała do Nich. - dzień dobry - powiedziały a tym samym powiedziałem - cześć i podałem im dłoń. Teraz widzę w całej okazałości Henia, który idzie w moim kierunku , no cześć stary nareszcie nie poprzez ekran i te cholerne awatary - zagadałem :)) - Cześć Miru - po czym się uściskaliśmy jak przystało na misia. - Mirek - usłyszałem czyjś głos za sobą , spojrzałem i zobaczyłem Olę, cześć Ola, nawet Cię nie zauważyłem - odparłem i uściskałem jej dłoń. - Teraz tylko czekamy na resztę - rzekłem. Heniek już rozkładał duży sześcioosobowy namiot a raczej domek z ogromnym tropikiem tuż pod olbrzymim dębem. - Może chociaż porozkładamy parasole aby w tym upale się nie gotować - zaproponowałem i zacząłem rozkładać swój parasol. Edyta poszła w moje ślady i z dziewczynami rozłożyła bardzo ładny i kolorowy parasol obok namiotu, dołożyła do tego stoliczek i kilka składanych krzesełek. -Ola zaczęła od stolika, ale jej to szybko poszło bo okazało się że ma komplet walizkowy rozkładany razem z krzesełkami, widziałem kiedyś takie coś na pasażu w REALU, nawet, nawet pomyślałem. Wreszcie wyciągnęła namiot ale nim się do niego zabrała zdjęła z siebie jedną z dwuch trykotek które miała na sobie, jest za gorąco stwierdziła po chwili. - Ola, już Ci pomożemy - powiedział Heniek, i zaczęliśmy rozkładać jej namiot, poszło szybciej niż pomyśleliśmy - dodałem. -Teraz napompuję dzieciakom kajak- powiedział Heniek i poszedł do auta. W tym czasie nadjechały następne dwa auta, których nawet nie zauważyliśmy, tak byliśmy zajęci rozbijaniem obozu. Patrzyliśmy kto wysiada, na pewno nikt obcy, i nie kto inny jak sam Zibi we własnej osobie, nienagannie uczesany i ogolony, przywitał się z Olą i Edyta a następnie z Nami, po czym zaczął rozkładać swoje klamory. - Mogę tutaj się rozłożyć zapytał i pokazał miejsce pod dębem obok Heńka, śmiało gdzie tylko chcesz - odparliśmy. W następnym aucie był nasz poczciwy Zbyszek (Kowal), jemu nie trzeba było nic mówić gdzie się ma rozłożyć , zaraz po przywitaniu się z Nim zaczął się uwijać jak w ukropie, nie upłynęło pół godziny jak jego obozowisko było gotowe i już siedział obok Nas wszystkich. Upał dawał się Nam wszystkim we znaki a nie było jeszcze południa. Najgorsze mieliśmy przed sobą , dobrze że mieliśmy dużo cienia i piękny dostęp do wody. Teraz wszyscy czekaliśmy jeszcze na resztę grupy, dziewczyny w międzyczasie połączyły nasze stoliki i wszyscy razem usiedliśmy w cieniu dęba , było o wiele lepiej niż na piekącym skwarze. Nawet nie zauważyliśmy kiedy Zibi był juz gotowy ze swoimi klamorami a nawet miał już niewielki namiocik rozbity pod dębem. Pozostało Nam tylko czekać, ktoś coś wspomniał że chyba Czesio przyjedzie trochę później bo miał problemy z załatwieniem wolnego, ale zapewniał telefonicznie że będzie. My tymczasem sączyliśmy chłodne piwko rozmawiając częściowo o portalu i o różnych przyziemnych sprawach, trochę o pracy , trochę o problemach i tak Nam ten czas mijał gdy ktoś nagle powiedział że ktoś jedzie, spojrzeliśmy wszyscy na przeciwległy brzeg i faktycznie ktoś jechał a za Nim unosiły się tumany kurzu, wodziliśmy Go wzrokiem aż zniknął za zakrętem. Zastanawialiśmy się kto to mógł być ..............Czesio raczej nie, pozostał tylko albo Jacek albo Zbynio chociaż ten ostatni raczej nie gwarantował w stu procentach przyjazdu ze względu na specyficzną prace jaką wykonywał. Postawiliśmy na Jacka, i jednak intuicja Nas nie zawiodła, wysiadł z auta .........uśmiech od ucha do ucha, podszedł i zaczął się witać najpierw z dziewczynami a potem podszedł do Nas. Jednak przyjechałeś wcześniej niż planowałeś? -Tak, ale mało brakowało a byłbym dopiero jutro, wiecie miałem problemy z autem a na warsztatach jak nie przypilnujesz osobiście to czekałbym jeszcze z kilka dni ale udało się , powiedział zadowolony na zakończenie i uśmiechnięty Jacek. No to co Ja się rozpakuję a potem będziemy gadać - dorzucił i zaczął się rozpakowywać, szło mu to dosyć sprawnie, chcieliśmy mu pomóc ale powiedział że da sobie rade. Zostaliśmy w trójkę przy stoliku gdyż Edyta i Ola poszły do wody gdzie bawiły się dziewczynki, a racze próbowały same płynąć kajakiem, Edyta założyła im małe kapoki i powiedziała aby się nie oddalały zbytnio od brzegu. - Mamo a możemy tam - zapytała starsza z nich i pokazała pobliskie zarośla. - Absolutnie nie, macie być tu tak abym Was widziała, odpowiedziała spokojnie Edyta, po czym sama powoli zaczęła razem z Olą zanurzać się w wodzie. - ale fajnie - usłyszeliśmy czyjś głos - Chłopaki chodzcie do wody , wiecie jaka woda jest ciepła, rzuciła w naszym kierunku Ola i natychmiast dała nura pod wodę. Zibi wstał zrzucił koszulkę i krótkie spodenki i biegiem ruszył w stronę wody, tak uderzył o taflę wody że zrobiła się duża fala - no chłopaki co z wami - krzyknął po chwili a my patrzyliśmy tylko na nich i w głębi duszy chyba im troszeczkę zazdrościliśmy tej ochłody. Nie zauważyliśmy kiedy Zbyszek zniknął a On również poleciał w kierunku wody i zniknął w jej toni :)) Patrzyliśmy jak pływają gdy nagle zrobił się niesamowity ruch w wodzie , to Edyta wywróciła kajak z dziewczynkami do wody a One zaczęły tak piszczeć i krzyczeć że ich głosy słychać było po całej dolinie. Teraz dopiero się zaczęło , wszyscy zaczęli się tak chlapać a następnie podtapiać że ich zabawom i pomysłom nie było końca, Ola wykorzystała to zamieszanie wsiadła do kajaka i odpłynęła troszkę dalej a reszta dalej niezmordowanie walczyła ze sobą. Nie wiem jak długo to trwało ale My już zdążyliśmy wypić po dwa piwka a Oni ciągle byli w wodzie. - Ktoś ma wędki - zapytał Heniek. Ja nie mam , odpowiedziałem ..............a Ty Jacek , zapytał i spojrzał w kierunku Jacka, ale Jacek przecząco kiwnął głową i powiedział - nie brałem, bo tak się umawialiśmy że nie jedziemy sobie powędkować tylko posiedzieć, pogadać, pobawić się. - Dobrze, dobrze - tak tylko zapytałem - odparł Heniek, dopijając piwo. - Czesia jak nie ma, tak nie ma - ktoś dorzucił , ale na pewno przyjedzie, dodał na zakończenie i ziewnął. Upłynęło dość dużo godzin a jednak nikt nie miał ochoty na jedzenie, jedynie każdy dużo pił, jedni soki inni coś tam coś tam,no i trochę owoców których nam nie brakowało, Jacek przywiózł całą skrzynkę mandarynek, nawet nie pytaliśmy skąd je ma bo i po co, są to są i tyle. Natomiast Zibi już przed spotkaniem zaoferował że przywiezie całą zgrzewkę soków dwu litrowych i słowa dotrzymał, ba nawet dorzucił do tego jeszcze dwie zgrzewki wód mineralnych, my też coś tam mieliśmy może nie aż tyle ale było tak że odwodnienie organizmu nam nie groziło. Wieczór zbliżał się milowymi krokami, w między czasie dziewczyny zajęły się sporządzaniem sałatek, bo na co innego w tym upale nie mieliśmy ochoty. Na niebie ukazały się już pierwsze gwiazdy a my wszyscy przy małym ognisku które swymi jasnymi płomieniami rozświetlały nasze twarze rozmawialiśmy na przeróżne tematy, wreszcie Zbyszek (Kowal) wstał powiedział że zaraz przyjdzie, poszedł w kierunku swego namiotu by za chwilę z niego wyjść, w dłoni miał gitarę, na ten widok wszyscy zaczęli klaskać i wołać gromkie hurrra ................ Zbyszek usiadł wygodnie a my w skupieniu czekaliśmy na pierwsze melodie jakie wydobędą się z jego pudła. Wreszcie usłyszeliśmy pierwsze melodie które były tak ciche lecz wyraźne i tak delikatne że wydawałoby się że są stworzone do pieszczenia naszych uszu. Ognisko, gitara i wreszcie jakiś wiaterek dopełniały resztę tego cudownie kończącego się wieczoru. Wreszcie Zibi podniósł toast i powiedział Czakuuuuuur...................a my zgodnie odpowiedzieliśmy - Czakuuuuuur i wznieśliśmy toast za nasze spotkanie nad jęziorem Czakurowskim, które otaczało nas swoją gościnnością. Noc powoli wtapiała się razem z brzmieniem gitary która nie cichła już do samego świtu. Oglądaliśmy gwiazdy które odbijały się od tafli jęziora, oglądaliśmy księżyc który powolutku chował się za horyzontem a My wytrwale siedzieliśmy na swoich miejscach wsłuchując sie w rytm melodi która wydobywała się może nie z pudła lecz z głębi duszy i serca..................................
Klepiący od rzeczy Miru57.................Koniec części I.
... i jak tu nagle nie pierd...nie !!! Jakiś granat, czy cuś...to Zbynio na swojej anfibji zajechał na polanke :)))
Mirek, jakże realny ten "powrót do przyszłości".Pisz chopie drugą część i nie zapomnij o moim garnku bigosu. Acha, Perwer dzwonił że też przyjedzie tylko sie spóżni bo trzy razy z trasy sie zawracał :)
Mirek, normalnie się trochę na serio rozczuliłem ale podobno uczuciowy jestem i dostrzegłeś tam peną rzecz, że wędki nie zawsze są najważniejsze a a propos "Jacka" to ja się z imiennikem chętnie bliżej zapoznam:)
Siemaneczko z wieczorka:)) Na pierwszym miejscu, chciałbym pogratulować Mirkowi, cudownego wpisu. Naprawdę fajnie napisane, a i osoby tak jakby bardzo znane;))) I wiadomo ten Heniek to zawsze z piwem, co jak co, ale Kowal grający na gitarze. Tu mnie normalnie, rozłożyłeś brawo Mirku. Czekam z niecierpliwością na drugą część. Zbyszku (Zibi ) u mnie też jakoś nie ciekawie ze zdrowiem się zrobiło. Chyba oskrzela się znowu odezwały, obym całych świąt w łóżku i na tabletkach nie spędził.
Zibi ale te kolory są zbyt mdłe, jak ktoś by mi przyniósł jakiś obraz do namalowania farbami olejnymi i w takich kolorach to bym z głodu zdechł, gdyż nigdy bym się tego nie podjął :((((
Według wytycznych Głównego Specjalisty d/s zbytecznych powinny być trzy "Entery" , lecz widocznie za mało. W drugim przykładzie jest 5 i pomogło, ale duży odstęp. ????
Według wytycznych Głównego Specjalisty d/s zbytecznych powinny być trzy "Entery" , lecz widocznie za mało. W drugim przykładzie jest 5 i pomogło, ale duży odstęp. ????
Miru - na deserek ?
Miru - na deserek ?
Ja Ci dam ogródek warzywny, ty nietolerancyjny człowieku..........:))
No nie możliwe, znów wszyscy śpią, to co ja tutaj robię :)))
O, proszę, Mirek znowu na nockę miał zmianę.
Witam wszystkich w przedweekendowy mroźny poranek.
Witam.
Mirek nie spał w nocy (czekał na koniec świata ?) więc pewnie coś spłodził - no może nie dosłownie ? Ale po rzodkiewkach ?, chyba, że przyprawił.
Witam Was wszystkich, widzę że ferajna się już zaczyna zbierać :)))
Część I
Długo czekałem w miejscu gdzie wszyscy mieliśmy się spotkać, miejsce było pięknie położone wokół małych wzniesień na których przeważały drzewa liściaste, a u podnóża tych wzniesień rozciągało się przeurocze niezbyt duże i głębokie jęzioro Czakurowskie.
Dojeżdżając już do niego zauważymy że woda ma barwę lekko seledynową, a to dlatego że kiedyś rozciągała się tutaj piaskownia a specyficzne minerały zawarte w piasku podarowały wodzie ów przepiękny kolor. Wypłaszczony brzeg był porośnięty trawą, a ta dochodziła aż po samą wodę która o tej porze roku powinna być ciepła, sprawdziłem czy aby nie za zimna, ale nie była zimna, czyli jak co to możemy zażywać kąpieli.
Namiot miałem już rozbity, obok ustawiłem samochód i zacząłem wyjmować swoje graty, nie spieszyłem się zbytnio a to stoliczek a to krzesełko na którym sobie usiadłem i czekałem , czekałem i zastanawiałem się kto nadjedzie pierwszy, ci którzy mieszkają bliżej czy ci którzy mieszkają dalej.
Pożyjemy, zobaczymy pomyślałem i wyjąłem puszkę z piwem, było tak zimne że aż na puszce osiadł szron, otworzyłem i wypiłem jednym haustem zgniatając puszkę w dłoni , patrzyłem na drugi brzeg jęziora, to tam powinni ukazać się wszyscy gdyż tamta droga była jedyną która prowadziła do miejsca którego wybrałem.
Zabłądzić nie zabłądzą , dostali wszyscy namiary Gps i nim to pomyślałem, zauważyłem tumany kurzu po drugiej stronie, złapałem szybko za lornetkę i dostrzegłem dwa ciemno-niebieskie auta które pomykały polną droga wzdłuż brzegu, po jednej stronie tej drogi rozciągały się łany zbóż pośród których wyrastały czerwone maki i niebieskie habry, i pośród których dostrzegałem polne skowronki.
Patrzyłem jeszcze chwilę ale już nikogo nie dostrzegałem, powinni być już blisko i nim pomyślałem Oni już podjeżdżali do mnie. Pierwszą osobą jaka wysiadła była Edyta zmęczona ale uśmiechnięta , cześć Mirku.............. powiedziała i podała mi dłoń,zawołała dziewczynki które zdążyły wysiąść, no jak się mówi, powiedziała do Nich.
- dzień dobry - powiedziały a tym samym powiedziałem - cześć i podałem im dłoń. Teraz widzę w całej okazałości Henia, który idzie w moim kierunku , no cześć stary nareszcie nie poprzez ekran i te cholerne awatary - zagadałem :))
- Cześć Miru - po czym się uściskaliśmy jak przystało na misia.
- Mirek - usłyszałem czyjś głos za sobą , spojrzałem i zobaczyłem Olę, cześć Ola, nawet Cię nie zauważyłem - odparłem i uściskałem jej dłoń.
- Teraz tylko czekamy na resztę - rzekłem.
Heniek już rozkładał duży sześcioosobowy namiot a raczej domek z ogromnym tropikiem tuż pod olbrzymim dębem.
- Może chociaż porozkładamy parasole aby w tym upale się nie gotować - zaproponowałem i zacząłem rozkładać swój parasol.
Edyta poszła w moje ślady i z dziewczynami rozłożyła bardzo ładny i kolorowy parasol obok namiotu, dołożyła do tego stoliczek i kilka składanych krzesełek.
-Ola zaczęła od stolika, ale jej to szybko poszło bo okazało się że ma komplet walizkowy rozkładany razem z krzesełkami, widziałem kiedyś takie coś na pasażu w REALU, nawet, nawet pomyślałem.
Wreszcie wyciągnęła namiot ale nim się do niego zabrała zdjęła z siebie jedną z dwuch trykotek które miała na sobie, jest za gorąco stwierdziła po chwili.
- Ola, już Ci pomożemy - powiedział Heniek, i zaczęliśmy rozkładać jej namiot, poszło szybciej niż pomyśleliśmy - dodałem.
-Teraz napompuję dzieciakom kajak- powiedział Heniek i poszedł do auta.
W tym czasie nadjechały następne dwa auta, których nawet nie zauważyliśmy, tak byliśmy zajęci rozbijaniem obozu. Patrzyliśmy kto wysiada, na pewno nikt obcy, i nie kto inny jak sam Zibi we własnej osobie, nienagannie uczesany i ogolony, przywitał się z Olą i Edyta a następnie z Nami, po czym zaczął rozkładać swoje klamory.
- Mogę tutaj się rozłożyć zapytał i pokazał miejsce pod dębem obok Heńka, śmiało gdzie tylko chcesz - odparliśmy.
W następnym aucie był nasz poczciwy Zbyszek (Kowal), jemu nie trzeba było nic mówić gdzie się ma rozłożyć , zaraz po przywitaniu się z Nim zaczął się uwijać jak w ukropie, nie upłynęło pół godziny jak jego obozowisko było gotowe i już siedział obok Nas wszystkich.
Upał dawał się Nam wszystkim we znaki a nie było jeszcze południa. Najgorsze mieliśmy przed sobą , dobrze że mieliśmy dużo cienia i piękny dostęp do wody.
Teraz wszyscy czekaliśmy jeszcze na resztę grupy, dziewczyny w międzyczasie połączyły nasze stoliki i wszyscy razem usiedliśmy w cieniu dęba , było o wiele lepiej niż na piekącym skwarze. Nawet nie zauważyliśmy kiedy Zibi był juz gotowy ze swoimi klamorami a nawet miał już niewielki namiocik rozbity pod dębem.
Pozostało Nam tylko czekać, ktoś coś wspomniał że chyba Czesio przyjedzie trochę później bo miał problemy z załatwieniem wolnego, ale zapewniał telefonicznie że będzie.
My tymczasem sączyliśmy chłodne piwko rozmawiając częściowo o portalu i o różnych przyziemnych sprawach, trochę o pracy , trochę o problemach i tak Nam ten czas mijał gdy ktoś nagle powiedział że ktoś jedzie, spojrzeliśmy wszyscy na przeciwległy brzeg i faktycznie ktoś jechał a za Nim unosiły się tumany kurzu, wodziliśmy Go wzrokiem aż zniknął za zakrętem.
Zastanawialiśmy się kto to mógł być ..............Czesio raczej nie, pozostał tylko albo Jacek albo Zbynio chociaż ten ostatni raczej nie gwarantował w stu procentach przyjazdu ze względu na specyficzną prace jaką wykonywał. Postawiliśmy na Jacka, i jednak intuicja Nas nie zawiodła, wysiadł z auta .........uśmiech od ucha do ucha, podszedł i zaczął się witać najpierw z dziewczynami a potem podszedł do Nas.
Jednak przyjechałeś wcześniej niż planowałeś?
-Tak, ale mało brakowało a byłbym dopiero jutro, wiecie miałem problemy z autem a na warsztatach jak nie przypilnujesz osobiście to czekałbym jeszcze z kilka dni ale udało się , powiedział zadowolony na zakończenie i uśmiechnięty Jacek. No to co Ja się rozpakuję a potem będziemy gadać - dorzucił i zaczął się rozpakowywać, szło mu to dosyć sprawnie, chcieliśmy mu pomóc ale powiedział że da sobie rade.
Zostaliśmy w trójkę przy stoliku gdyż Edyta i Ola poszły do wody gdzie bawiły się dziewczynki, a racze próbowały same płynąć kajakiem, Edyta założyła im małe kapoki i powiedziała aby się nie oddalały zbytnio od brzegu.
- Mamo a możemy tam - zapytała starsza z nich i pokazała pobliskie zarośla.
- Absolutnie nie, macie być tu tak abym Was widziała, odpowiedziała spokojnie Edyta, po czym sama powoli zaczęła razem z Olą zanurzać się w wodzie.
- ale fajnie - usłyszeliśmy czyjś głos
- Chłopaki chodzcie do wody , wiecie jaka woda jest ciepła, rzuciła w naszym kierunku Ola i natychmiast dała nura pod wodę. Zibi wstał zrzucił koszulkę i krótkie spodenki i biegiem ruszył w stronę wody, tak uderzył o taflę wody że zrobiła się duża fala - no chłopaki co z wami - krzyknął po chwili a my patrzyliśmy tylko na nich i w głębi duszy chyba im troszeczkę zazdrościliśmy tej ochłody. Nie zauważyliśmy kiedy Zbyszek zniknął a On również poleciał w kierunku wody i zniknął w jej toni :))
Patrzyliśmy jak pływają gdy nagle zrobił się niesamowity ruch w wodzie , to Edyta wywróciła kajak z dziewczynkami do wody a One zaczęły tak piszczeć i krzyczeć że ich głosy słychać było po całej dolinie.
Teraz dopiero się zaczęło , wszyscy zaczęli się tak chlapać a następnie podtapiać że ich zabawom i pomysłom nie było końca, Ola wykorzystała to zamieszanie wsiadła do kajaka i odpłynęła troszkę dalej a reszta dalej niezmordowanie walczyła ze sobą. Nie wiem jak długo to trwało ale My już zdążyliśmy wypić po dwa piwka a Oni ciągle byli w wodzie.
- Ktoś ma wędki - zapytał Heniek. Ja nie mam , odpowiedziałem ..............a Ty Jacek , zapytał i spojrzał w kierunku Jacka, ale Jacek przecząco kiwnął głową i powiedział - nie brałem, bo tak się umawialiśmy że nie jedziemy sobie powędkować tylko posiedzieć, pogadać, pobawić się.
- Dobrze, dobrze - tak tylko zapytałem - odparł Heniek, dopijając piwo.
- Czesia jak nie ma, tak nie ma - ktoś dorzucił , ale na pewno przyjedzie, dodał na zakończenie i ziewnął.
Upłynęło dość dużo godzin a jednak nikt nie miał ochoty na jedzenie, jedynie każdy dużo pił, jedni soki inni coś tam coś tam,no i trochę owoców których nam nie brakowało, Jacek przywiózł całą skrzynkę mandarynek, nawet nie pytaliśmy skąd je ma bo i po co, są to są i tyle.
Natomiast Zibi już przed spotkaniem zaoferował że przywiezie całą zgrzewkę soków dwu litrowych i słowa dotrzymał, ba nawet dorzucił do tego jeszcze dwie zgrzewki wód mineralnych, my też coś tam mieliśmy może nie aż tyle ale było tak że odwodnienie organizmu nam nie groziło.
Wieczór zbliżał się milowymi krokami, w między czasie dziewczyny zajęły się sporządzaniem sałatek, bo na co innego w tym upale nie mieliśmy ochoty.
Na niebie ukazały się już pierwsze gwiazdy a my wszyscy przy małym ognisku które swymi jasnymi płomieniami rozświetlały nasze twarze rozmawialiśmy na przeróżne tematy, wreszcie Zbyszek (Kowal) wstał powiedział że zaraz przyjdzie, poszedł w kierunku swego namiotu by za chwilę z niego wyjść, w dłoni miał gitarę, na ten widok wszyscy zaczęli klaskać i wołać gromkie hurrra ................
Zbyszek usiadł wygodnie a my w skupieniu czekaliśmy na pierwsze melodie jakie wydobędą się z jego pudła.
Wreszcie usłyszeliśmy pierwsze melodie które były tak ciche lecz wyraźne i tak delikatne że wydawałoby się że są stworzone do pieszczenia naszych uszu. Ognisko, gitara i wreszcie jakiś wiaterek dopełniały resztę tego cudownie kończącego się wieczoru.
Wreszcie Zibi podniósł toast i powiedział Czakuuuuuur...................a my zgodnie odpowiedzieliśmy - Czakuuuuuur i wznieśliśmy toast za nasze spotkanie nad jęziorem Czakurowskim, które otaczało nas swoją gościnnością.
Noc powoli wtapiała się razem z brzmieniem gitary która nie cichła już do samego świtu.
Oglądaliśmy gwiazdy które odbijały się od tafli jęziora, oglądaliśmy księżyc który powolutku chował się za horyzontem a My wytrwale siedzieliśmy na swoich miejscach wsłuchując sie w rytm melodi która wydobywała się może nie z pudła lecz z głębi duszy i serca..................................
Klepiący od rzeczy Miru57.................Koniec części I.
O "żesz ty w morde jeża" - Miru, jesteś niemożliwy... CZAKUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUR
... i jak tu nagle nie pierd...nie !!! Jakiś granat, czy cuś...to Zbynio na swojej anfibji zajechał na polanke :)))
Mirek, jakże realny ten "powrót do przyszłości".Pisz chopie drugą część i nie zapomnij o moim garnku bigosu. Acha, Perwer dzwonił że też przyjedzie tylko sie spóżni bo trzy razy z trasy sie zawracał :)
Zbynio, o mojej szlagierowej potrawce z woka też nie wspomniał, a tak smakowała !
Pewnie nie zapomniał Zibi, twoja potrawka będzie w drugiej części na drugi dzień.
Ale że Kowal na gitarze grał, tego nie pamiętam, oj musiało być ostroooo :)
Heheheheh...............tylko nie myślcie że to będzie tasiemiec wenezuelski :))
Cześć - Mirek , ty tych "szatanków " za dużo pijesz , po nocach spać nie możesz i takie poezyje nierymowane ( rym częstochowski ?! ) tworzysz .....
Fajny zlocik :)
Mirku jesteś Wielkim Wieszczem portalu:)) ... brawo brawo
czekamy na więcej.
Powitać koleżanki i kolegów...:) pozdrowienia z Wlkp...zacząłem właśnie przerwę świąteczną do 03.01.2013...:)))))))))
Cześć - Andrzej , już zdążyłeś " wyżłopać " ten zestawik ode mnie ???
Witaj Grześ...:) mam zamiar się za niego zamiar zabrać tylko nie wiem z której strony zacząć...:)
P:)
Andrzej ciągnie "Jacka", a mnie antybiotykiem uziemili świąteczne specjały na trawienie.
Mirek, normalnie się trochę na serio rozczuliłem ale podobno uczuciowy jestem i dostrzegłeś tam peną rzecz, że wędki nie zawsze są najważniejsze a a propos "Jacka" to ja się z imiennikem chętnie bliżej zapoznam:)
A ja zapodam coś w świątecznym nastroju dla uspokojenia i rozładowania emocji ..
Pamiętajmy również o.... Wesołych Świąt ...
Siemaneczko z wieczorka:)) Na pierwszym miejscu, chciałbym pogratulować Mirkowi, cudownego wpisu. Naprawdę fajnie napisane, a i osoby tak jakby bardzo znane;))) I wiadomo ten Heniek to zawsze z piwem, co jak co, ale Kowal grający na gitarze. Tu mnie normalnie, rozłożyłeś brawo Mirku. Czekam z niecierpliwością na drugą część.
Zbyszku (Zibi ) u mnie też jakoś nie ciekawie ze zdrowiem się zrobiło. Chyba oskrzela się znowu odezwały, obym całych świąt w łóżku i na tabletkach nie spędził.
Właśnie się uporałem z pierwszą potrawą wigilijną - tatar z pstrąga. (próbowałem, bo mi ślina ciekła - pychota)
Wow, kurna, ale się porobiło jakoś tak dziwnie kolorowo.
Witam, u mnie też jakoś dziwnie , ale bardzo żle to wyglada.............
Myślałem, że tylko u mnie ! Ładnie, Świątecznie !
I jak tu tweraz wejść na swojego bloga !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Faktycznie, nie da się. Pewnie jeszcze coś ustawiają, albo... to zapowiedziany koniec świata !
Już po bólu - można !
Jesli tak to zabieram tą zieleninę i chowam się do piwnicy, na więcej nie mam co liczyć, nawet nie ukończę drugiej części ..........:((((((((
Możesz spokojnie tworzyć, końca świata nie budiet !
Zibi ale te kolory są zbyt mdłe, jak ktoś by mi przyniósł jakiś obraz do namalowania farbami olejnymi i w takich kolorach to bym z głodu zdechł, gdyż nigdy bym się tego nie podjął :((((
Jesli tak to zabieram tą zieleninę i chowam się do piwnicy, na więcej nie mam co liczyć, nawet nie ukończę drugiej części ..........:((((((((
Sprawdzam tylko, czy będzie można znowu po ludzku cytować.
Sprawdzam tylko, czy będzie można znowu po ludzku cytować.
To ja też sprawdzę, bo mi nigdy nie wychodzi. (cytowanie)
Sprawdzam tylko, czy będzie można znowu po ludzku cytować.
To ja też sprawdzę, bo mi nigdy nie wychodzi. (cytowanie)
I ja sprawdzam................
Sprawdzam tylko, czy będzie można znowu po ludzku cytować.
może teraz ?
Według wytycznych Głównego Specjalisty d/s zbytecznych powinny być trzy "Entery" , lecz widocznie za mało. W drugim przykładzie jest 5 i pomogło, ale duży odstęp. ????
Sprawdzam tylko, czy będzie można znowu po ludzku cytować.
To ja też sprawdzę, bo mi nigdy nie wychodzi. (cytowanie)
I ja sprawdzam................
Chyba działa! Nareszcie!!!!!
Według wytycznych Głównego Specjalisty d/s zbytecznych powinny być trzy "Entery" , lecz widocznie za mało. W drugim przykładzie jest 5 i pomogło, ale duży odstęp. ????
Dwa enterki i strzałeczka. Chyba działa;)))
Wreszcie, długo to trwało!
Dwa enterki i strzałeczka. Chyba działa;)))
Po Heniowemu.
Dwa enterki i strzałeczka. Chyba działa;)))
Po Heniowemu.
A ja myślałem że , laptop się rozsypał
Na mnie już pora, Heniu wykręć żarówkę.
Jak tu ciemno i cicho jak na rybach,po tylu imprezkach pasuje otworzyć okno i wpuścić trochę świeżości:))))
Witajcie śpiochy :)))) i pracusie :))))))
Na dobry humorek;-)))
<iframe width="420" height="315" src="http://www.youtube.com/embed/jT7NQk5N0qY" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>
Hello hello ja właśnie z 3 zmiany wróciłem i będę się labował aż do 2 stycznia)::)
Nom jak śliczna nowa szata nie pogada.