Kol. Morciaty, Odra, to przepiękna woda, moje ulubione łowisko...:)
Wczoraj czwarty wyjazd na ryby, we wrześniu i... w końcu...:) Na miejscu byłem o godz. 12 w południe, pierwszy rzut na kuku i od razu piękne branie.Ryba ogromna nie była, ale mała też nie, tylko co to było, to nie wiem, bo tylko mi błysnęła pod nogami i się spięła...No trudno, może będzie za chwilę kolejna ryba...Niestety, przez kilka godzin, nic się nie działo, na 1 ziarnko kukurydzy nic, na robaki nic, na ukleję nic, więc założyłem dwa ziarna kuku i... niemal natychmiastowe mega branie, ryba dwa razy szarpnęła niemal całym kijem i zaczął się bardzo fajny hol.Gdy po kilku minutach, zobaczyłem, co mam na końcu zestawu, trochę się zdziwiłem - to boleń i to ten, którego tydzień temu, złowiłem na ukleję, a dwa dni wcześniej, kolega go złowił, też na ukleję.Biedak, ukleje zaczęły go kłuć, więc przerzucił się na dietę wegetariańską... Tego dnia, złapałem jeszcze pod 30 cm krąpia i 40+ cm sandacza.
Witaj po raz trzeci - 65 cm.
Mój ojciec holował na kukurydzę "vege-szczupaki" ;)
Piękny leszcz kolego, gratuluję:) Mój ostatni wyjazd na Odrę (i w ogóle na ryby), miał miejsce w piątek i siedziałem do soboty.Wraz z kolegą Danielem (danieleklubin), przez 30 godzin, nie złowiliśmy, ani jednej ryby! Szukaliśmy jej w różnych miejscach, na przeróżne przynęty, ale i to nie przyniosło rezultatu. Z resztą, nikt, z łowiących nie złowił ani jednej ryby...
Piękny leszcz kolego, gratuluję:) Mój ostatni wyjazd na Odrę (i w ogóle na ryby), miał miejsce w piątek i siedziałem do soboty.Wraz z kolegą Danielem (danieleklubin), przez 30 godzin, nie złowiliśmy, ani jednej ryby! Szukaliśmy jej w różnych miejscach, na przeróżne przynęty, ale i to nie przyniosło rezultatu. Z resztą, nikt, z łowiących nie złowił ani jednej ryby...
Nadchodząca noc.
No to już chyba skończyły się ryby w polskich rzekach;-(
Zaraz wyjeżdżam na nockę nad Odrę w ok. Opola. Zanęta namieszana, ulepszona w granulat 6mm o smaku miodu. Zobaczymy jak będzie. Dam znać co i jak jutro!
Siedziałem wczoraj z dwoma kolegami na Odrze z feederami od 8.30 do 23.30 i... jeden mały klonek i branie najprawdopodobniej sandacza, ale nie do zacięcia, może jutro będzie lepiej...
No i wróciłem z nocki nad Odrą. Wyniki słabe. Czas łowienia: od 17:00 do 07:00 Metoda: feeder oczywiście Cel: głównie leszcz Efekty: 4 leszcze ok. 30cm, 1 kleń 43cm, kilka kiełbi i jazgarzy Było jeszcze 6 wędkarzy, poza jednym, który złowił ok. 10 leszczyków-patelniaków generalnie na zero lub prawie zero Pogoda kiepska: w nocy łącznie 5h niewielkiego deszczu, potem silny wiatr, ciśnienie atmosferyczne gwałtownie poszło do góry
Wczoraj "otworzyłem" październik, który zaczął się nie najgorzej. Złowiłem 2 klenie, które skusiły się na kukurydzę. Duże nie były, miały 43 i 39 cm. A oto jeden z nich - 43 cm.
Wczoraj "otworzyłem" październik, który zaczął się nie najgorzej. Złowiłem 2 klenie, które skusiły się na kukurydzę. Duże nie były, miały 43 i 39 cm. A oto jeden z nich - 43 cm. Ja wiem czy nieduże... Ponad 40 to już dla mnie duży:) Pzdr
Feedery, na chwilkę, wracają do łask...;) Z soboty na niedzielę, zaczaiłem się za miętusem, ale niestety, od godz. 15 do godz. 7, nie złowiłem ani jednej ryby... Jedyne, co udało mi się "złowić", to 48 cm sandacz, którego ktoś złowił i uwięził go na sznurku. Ryba najprawdopodobniej mu uciekła, bo widziałem, jak coś ledwo pływa przy powierzchni i w takich przypadkach, zawsze mnie ciekawi, co jest tego powodem, więc zarzuciłem zestaw i próbowałem zaczepić rybę. Ku mojemu zdziwieniu, udało się i gdy wyjąłem rybę, wszystko było jasne, zaczepiłem haczykiem o sznurek, który wystawał sandaczowi z pyska... Uwolniłem go z tego sznura, dałem mu dojść do siebie i w końcu odpłynął. Ale czy przeżył...? Nie wiem, mam nadzieję, że tak...
Druga, w tym roku, próba, złowienia miętusa, nie udana. Od wczoraj, od godz. 14, do dzisiaj do godz. 9, mimo sprzyjających warunków, jak na ten gatunek ryby, ani jednego brania...
Woda w Odrze bardzo niska. Z tego miejsca, wyjąłem w zeszłym roku suma 130 cm...
Witaj Mariusz no fakt faktem wolał bym też więcej wody w odrze ale ehhhh.... a co do sandacza tego ze sznurkiem to masakra tego typa co uwiązał nie wymiarowego sandacza na sznurek i puścił na pastwę losu to bym go też przywiązał nie powiem za co i puścił do odry z prądem..... Masakra co się dzieje poniżej brzegu dolnego miejscowi biorą więcej sztuk niż wolno i do tego sandaczyki nawet po 30 cm i przyjezdni też których tam nie brakuje. Ciekawe czemu tam PSR nie robi kontroli w tym roku nie widziałem tam a ni nie miałem ani razu kontroli... czemu tego nie wiem??? na elektrowni jak łapać było wolno od czasu do czasu byli nie mogą kawałek dalej podjechać i wlepić pare mandatów.... typowym mięsiarzom i kłusolą??? porażka później się dziwimy że ryb nie ma.....
Wczoraj byłem zakończyć sezon miętusowy. Tym razem krócej. Wybrał się ze mną rozchorowany Paweł (gruncik28)i od godz. 16, do godz. 22.30, na 4 wędki, nie zanotowaliśmy ani jednego brania...
Może w przyszłym roku, marmurki bardziej dopiszą...;)
Bardzo chętnie bym już wyskoczył z feederami na Odrę, rok temu już siedziałem i ryba właśnie się zaczynała ruszać, ale w tym roku, trochę się to opóźni.
Niestety,z powodu pięknej zimy też przesuwam wyjazd,ale myślę,że uda się zrealizować go w okolicach świąt Wielkanocnych. Zimo uciekaj,już mam cię dosyć:)
W końcu, sezon odrzański otwarty! Ale jak to się mówi: lepiej późno, niż wcale. Nad wodą siedziałem z feederami w godz. 10-17, ale nie zanotowałem ani jednego brania. Ryby jeszcze ewidentnie nie poczuły wiosny, gdyż nie zaczęły żerować, czego niezaprzeczalnym dowodem jest... brak łusek, po obranych rybach. Obszedłem wszystkie stanowiska i ani jednej łuski - to znak, że jeszcze za wcześnie. Ale chyba nie ma się co dziwić rybom - od kilku dni mamy powrót dużych mrozów, które dodatkowo potęguje silny i wręcz lodowaty wiatr i na dobrą sprawę, mamy jeszcze zimę. Może pod koniec tygodnia, gdy się nieco ociepli, moooże...
Sezon "grillowy" również został otwarty. Ognisko najbardziej było przydatne... zanęcie i robakom, które szybko zmarzły i były sztywne. Przy ognisku od razu zrobiły się zdecydowanie żywsze.
Dziś drugie podejście. Również nieudane. Gdy wybiła 6 rano, pojawiliśmy się nad Odrą: ja, Paweł (gruncik28) i Michał. Efekt był taki, że do godz. 18, nie złowiliśmy ani jednej ryby, ba, nie doczekaliśmy się żadnego brania. Ale ekipa była naprawdę przednia, było naprawdę super - wyjazd oceniam mega pozytywnie.
W drodze powrotnej, po odwiezieniu Pawła do domu, zajechaliśmy z Michałem w jeszcze jedno miejsce, ale do godz. 17.30, również bez brania. Jedyna ryba, jakiej mieliśmy okazję się przyjrzeć, to zaatakowany przez jakiegoś drapieżcę sum (ok 35 cm). Jeszcze żył, mam nadzieję, że doszedł do siebie.
W kooońcu! Po niemal miesięcznej przerwie, wracam na Odrę!
Na szczęście wiele nie straciłem. Początek kwietnia, to jeszcze zima, a gdy się
ociepliło, woda w Odrze podniosła się na tyle, że nie dało się łowić. Ba, do
dziś jest to niemożliwe (oczywiście wyjątkiem są porty). Na szczęście, miejsce,
które odwiedzam co roku na wiosnę, na upartego jest "do użytku" przy
tym stanie wody, więc wczoraj, pojechałem właśnie tam. Po drodze odwiedziłem
wędkarski, zaopatrzyłem się w zanętę i robactwo. Na miejscu byłem późno, bo
dopiero o godz. 10. "Moje" miejsce było zajęte, więc byłem zmuszony
łowić na "rezerwówce". Krótka rozmowa z wędkarzem, który był na
"moim" - złowił dwa małe krąpie i wracam na stanowisko, gdzie spędzę
dzisiejszy dzień.
Początek był bez rewelacji, jak na tę miejscówkę, to na
pierwszą rybę, musiałem czekać AŻ dwie godziny. Pierwsza w tym roku odrzańska
ryba (leszcz - 47 cm), skusiła się na kanapkę, złożoną z kukurydzy, czerwonego
oraz białego robaka. Dokładnie po godzinie, miałem drugiego leszcza - 51 cm.
Ten skusił się na pęczek białych robaków.
Popołudniu, podeszły żyletki (tutaj, sytuacja niemal
niespotykana i występująca niezwykle rzadko) - brały małe leszczyki (ok. 30 cm)
i krąpiki. Później nastąpiła dłuższa przerwa w braniach, by w końcu, doczekać
się kolejnego. Przed godz. 18, nastąpiło inne, niż dotychczas, branie. Były to
gwałtowne szarpnięcia szczytówką. To powinna być płoć - pomyślałem. Po zacięciu
było to samo. Ryba duża nie była, ale z początku szarpała się bardzo nerwowo i
byłem już niemal pewny, że to płoć. Przypuszczenia, potwierdziły się, gdy
doholowałem rybę do brzegu. Była to, powiedziałbym - średniaczka. Miarka
pokazała 32 cm.
Do wieczora, złowiłem jeszcze 2 leszcze - pięćdziesiątaki.
Jeden z nich (a dokładnie, to jedna), był tak silny i tak pięknie się
"szamotał" zaraz po braniu, że miałem cichą nadzieję, na życiówkę -
miarka pokazała... 50 cm. Gdy zaczęło się ściemniać, "brały" już tylko
nietoperze. O godz. 21, ruszyłem w drogę powrotną.
Ciekawostką było to, że złowione samce, wyglądały tak, jakby
był początek marca - ledwo kiełkująca wysypka, dosłownie po kilka delikatnych
kropek. Natomiast samice, wyglądały, jakby miały lada dzień odbyć tarło -
dyski, które połknęły balony.
W ciągu dnia, woda spadła na kilka godzin o 60 cm, niszcząc
przy tym, niezliczoną ilość złożonej ikry, która była przylepiona do
przybrzeżnych traw i kamieni. Słońce je wysuszyło i... woda podskoczyła o 60
cm...
Ostateczny wynik, to: leszcz - 8 szt. (do 51 cm), krąp - 3 szt., płoć - 1 szt. (32 cm).
Na odrzańskie łowy, wybrałem się także wczoraj. Na miejscu byłem o godz. 8 z kawałkiem. Miałem nadzieję, że "moja" miejscówka będzie wolna, ale niestety... już z daleka widziałem kilka aut, co oznaczało, że nie będę miał gdzie usiąść. Ale podszedłem do wędkarza, który siedział tam, gdzie planowałem spędzić cały dzień i okazało się, że zaraz się zwija. Sprzęt z auta wyjąłem, usiadłem obok niego, rozmawialiśmy (dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy i tę wiedzę, mam zamiar wykorzystać już niebawem na majowych boleniach i być może latem na brzanach) i powoli się rozkładałem, nie spiesząc się przy tym - nie chciałem rzucać, aż kolega po kiju nie skończy wędkować. Ale nalegał i po godz. 9, wykonałem pierwsze rzuty feederami. Po kilku minutach, "kumpel" zaczął się pakować - od godz. 5.30, złowił kilka małych krąpików do 20+ cm. Nie zdążył się spakować, a ja już miałem bardzo mocne branie. Tylko co to za ryba? Na pewno nie leszcz, on tak nie powinien walczyć. Może kleń? Tylko jak na niego, to branie było jednak zbyt delikatne. Nie ma szarpnięć, ryba chodzi jak karaś, tylko to na pewno nie on, branie wyklucza ten gatunek ryby. Przy brzegu okazuje się, że to... piękny i gruby krąp na rekord życiowy! Podebranie, mierzenie i... myślałem, że będzie nieco więcej - 37 cm. Życiówka poprawiona o 1 cm. Wymarzony początek. Drugi rzut i... po kilku minutach, na brzegu ląduje leszcz, taki 40+ cm. W niedługim czasie, łowię kolejnego krąpia (pod 30 cm) i leszcza (47 cm). Później zaczęła brać drobnica, więc na oba haczyki poszła kukurydza, czego efektem był kolejny krąp - 30 cm. W godzinach popołudniowych, brań nie było. Przeróżne kombinacje nie przynosiły efektów. Pod wieczór, ryba się jeszcze na chwilę ruszyła i udało mi się złowić leszcza średniaka, który miał ok. 45 cm. O godz. 21, ruszyłem w drogę powrotną, a jutro, jak plan wypali, pierwsza w tym roku, nocka...:)
Ostateczny wynik: Krąp - 8 szt. (do 37 cm), Leszcz - 4 szt. (do 47 cm), Płoć - 1 szt.
No nic, tylko pozostaje pozazdrościć. Teraz zmieniłem nieco miejsce zamieszkania i przez to z "odrzańskiego feederowania" przestawiam się na "wiślane feederowanie".
Odrę również odwiedzać będę, ale nie z taką częstotliwością, jak w roku ubiegłym. Poza tym za duży poziom wody jest teraz i majówkę nad Odrą słabo widzę...
Ale nic, niechaj innym się poszczęści :D Działajcie chłopaki :D
Heh :D A ja właśnie na majówkę planuję pojechać nad Odrę ... Tylko nie wiem jeszcze gdzie .... Zdradzi ktoś jakieś miejsce gdzie woda jest "w miarę normalna" i gdzie można połowić jakieś rybki ?Mam dość daleko nad Odrę dlatego nie mam możliwości sprawdzić stanu wody...
Witam :) A wiecie chłopaki jak tam woda? heh tzn woda jest okey ale chodzi o uciąg bo ostatnio znajomi byli a woda w porządku ale strasznie nurt rwie.. ;/
Witam :) A wiecie chłopaki jak tam woda? heh tzn woda jest okey ale chodzi o uciąg bo ostatnio znajomi byli a woda w porządku ale strasznie nurt rwie.. ;/
Chodzi mi oczywiście o Odre w okolicach Brzegu,Dobrzeń itd...
Przedwczoraj, wybrałem się na pierwszą tegoroczną
zasiadkę, podczas której, w "grę", wchodziło nocne wędkowanie. Było
nas trzech: ja, Michał i Michał. Jeden z nich, to "zawodnik", który
ma za sobą już wiele nocy, spędzonych nad wodą, natomiast drugi, to chłopak,
który stawia pierwsze kroki w tym wspaniałym hobby i było to jego pierwsze
"ciemne" podejście.
Na miejscu, byliśmy przed godz. 15 i nasze obawy się
potwierdziły. "Nasze" miejsca (nawet te rezerwowe), są zajęte. Lecz z
nadzieją, że jacyś wędkujący niebawem się "zawiną", idziemy na
"naszą" miejscówkę i... widzę dobrych znajomych, którzy właśnie się
pakują. Był to nasz portalowy kolega Emil (emil30), wraz z rodzinką - miło było się zobaczyć po raz kolejny. Zamieniliśmy "kilka" zdań (złowili kilka leszczy do 54 cm),
oni pojechali do domu, a my zaczęliśmy się rozkładać.
Brania zaczęły się niemal od razu, ale były to małe
wzdręgi i płotki. Nie były to ryby, które nas interesowały, więc we dwójkę
poszliśmy nazbierać drewna na ognisko, a trzeci, został przy wędkach. Po
niedługim czasie, zawitały leszcze. Niestety duże nie były. Kolejne branie,
które było na jednym z moich feederów, było bardzo energiczne. Tak, jak biorą
płocie, ale było mocniejsze. Walka ryby, również była typowa dla tego gatunku.
Podczas całego holu, powtarzałem, że to będzie ładna płoć - pewności tak do
końca oczywiście nia miałem, ale bardzo tego chciałem. I tak też było! Jeden z
Michałów, podebrał mi zdobycz, która ogromna może nie była, ale wiedziałem, że
w końcu udało mi się po latach, przekroczyć 33 cm. Miarka wskazała wartość,
która oznaczała, że złowiłem medalową płoć - 35 cm!
To była godzina 20, więc noc była tuż tuż, a z nią,
przychodziła nadzieja, na owocny debiut naszego kolegi. Zrobiło się ciemno,
drobnica przestała przeszkadzać i... zaczęło się. Szybko łowimy kilka leszczy,
które miały do ok. 45 cm - dla Michała (tego drugiego), są to ogromne ryby. Nie
kryje zachwytu, cieszy się niezmiernie z widoku tych średniaków. Ale to on ma
takiego złowić i niecierpliwie czekamy, kiedy jego feeder pokaże mocne branie.
No i się doczekaliśmy. Jego pierwszą nocną rybą, został leszcz, który miał...
51 cm! Radość łowcy była ogromna. Były gratulacje, zdjęcia i na końcu oczywiście
zwrócenie rybie wolności. Jak widać i w pełni można z powodzeniem łowić ryby.
O godz. 1.30, udało mi się złowić krąpia, który miał 32 cm.
Przed godz. 2, poszliśmy do auta się przespać. Budziki
ustawiliśmy na godz. 4.30, ale mi i naszemu nowicjuszowi, nie bardzo to
wychodziło, więc zasiedliśmy ponownie przy wędkach już przed godz. 4. Zanim
dołączył do nas kolega, zdążyliśmy złowić jedynie krąpia pod 30 cm.
Gdy się rozjaśniło, na naszych kijach, zaczęły pojawiać
się krąpie i różnej wielkości leszcze. Duże nie były. Największe miały 45+ cm.
Głównym ich łowcą, był Michał (weteran), który złowił ich na prawdę nie mało. W
samo południe, dorzucił na swoje konto klenia życiówkę - 39 cm. Ja nie mogłem
być gorszy (żart oczywiście) i po godzinie, złowiłem pierwszego w tym roku
jazia - 42 cm.
Deszcz padał od dobrych dwóch godzin, ale lekko i z
przerwami, więc trzymaliśmy się planu, że siedzimy do wieczora. Niestety,
pogoda nas przepędziła. Deszcz był coraz intensywniejszy i nie zapowiadało się,
aby miał przestać padać, więc zaczęliśmy się pakować (oczywiście wędki na samym
końcu: leszcz 45+ cm) i o godz. 16, skończyliśmy wędkowanie.
Największą rybą wyjazdu, był leszcz (51 cm), złowiony
przez tego Michała, który po raz pierwszy, miał do czynienia z nocną odmianą
naszego hobby.
Ile koledzy dokładnie połowili, nie wiem, ale u mnie,
wyglądało to tak:
- krąp: 5 szt. (do 32 cm),
- leszcz: 4 szt. (do 46 cm),
- płoć: 4 szt. (do 35 cm),
- jaź: 1 szt. (42 cm).
Przedwczoraj, wybrałem się na pierwszą tegoroczną
zasiadkę, podczas której, w "grę", wchodziło nocne wędkowanie. Było
nas trzech: ja, Michał i Michał. Jeden z nich, to "zawodnik", który
ma za sobą już wiele nocy, spędzonych nad wodą, natomiast drugi, to chłopak,
który stawia pierwsze kroki w tym wspaniałym hobby i było to jego pierwsze
"ciemne" podejście.
Na miejscu, byliśmy przed godz. 15 i nasze obawy się
potwierdziły. "Nasze" miejsca (nawet te rezerwowe), są zajęte. Lecz z
nadzieją, że jacyś wędkujący niebawem się "zawiną", idziemy na
"naszą" miejscówkę i... widzę dobrych znajomych, którzy właśnie się
pakują. Był to nasz portalowy kolega Emil (emil30), wraz z rodzinką - miło było się zobaczyć po raz kolejny. Zamieniliśmy "kilka" zdań (złowili kilka leszczy do 54 cm),
oni pojechali do domu, a my zaczęliśmy się rozkładać.
Brania zaczęły się niemal od razu, ale były to małe
wzdręgi i płotki. Nie były to ryby, które nas interesowały, więc we dwójkę
poszliśmy nazbierać drewna na ognisko, a trzeci, został przy wędkach. Po
niedługim czasie, zawitały leszcze. Niestety duże nie były. Kolejne branie,
które było na jednym z moich feederów, było bardzo energiczne. Tak, jak biorą
płocie, ale było mocniejsze. Walka ryby, również była typowa dla tego gatunku.
Podczas całego holu, powtarzałem, że to będzie ładna płoć - pewności tak do
końca oczywiście nia miałem, ale bardzo tego chciałem. I tak też było! Jeden z
Michałów, podebrał mi zdobycz, która ogromna może nie była, ale wiedziałem, że
w końcu udało mi się po latach, przekroczyć 33 cm. Miarka wskazała wartość,
która oznaczała, że złowiłem medalową płoć - 35 cm!
To była godzina 20, więc noc była tuż tuż, a z nią,
przychodziła nadzieja, na owocny debiut naszego kolegi. Zrobiło się ciemno,
drobnica przestała przeszkadzać i... zaczęło się. Szybko łowimy kilka leszczy,
które miały do ok. 45 cm - dla Michała (tego drugiego), są to ogromne ryby. Nie
kryje zachwytu, cieszy się niezmiernie z widoku tych średniaków. Ale to on ma
takiego złowić i niecierpliwie czekamy, kiedy jego feeder pokaże mocne branie.
No i się doczekaliśmy. Jego pierwszą nocną rybą, został leszcz, który miał...
51 cm! Radość łowcy była ogromna. Były gratulacje, zdjęcia i na końcu oczywiście
zwrócenie rybie wolności. Jak widać i w pełni można z powodzeniem łowić ryby.
O godz. 1.30, udało mi się złowić krąpia, który miał 32 cm.
Przed godz. 2, poszliśmy do auta się przespać. Budziki
ustawiliśmy na godz. 4.30, ale mi i naszemu nowicjuszowi, nie bardzo to
wychodziło, więc zasiedliśmy ponownie przy wędkach już przed godz. 4. Zanim
dołączył do nas kolega, zdążyliśmy złowić jedynie krąpia pod 30 cm.
Gdy się rozjaśniło, na naszych kijach, zaczęły pojawiać
się krąpie i różnej wielkości leszcze. Duże nie były. Największe miały 45+ cm.
Głównym ich łowcą, był Michał (weteran), który złowił ich na prawdę nie mało. W
samo południe, dorzucił na swoje konto klenia życiówkę - 39 cm. Ja nie mogłem
być gorszy (żart oczywiście) i po godzinie, złowiłem pierwszego w tym roku
jazia - 42 cm.
Deszcz padał od dobrych dwóch godzin, ale lekko i z
przerwami, więc trzymaliśmy się planu, że siedzimy do wieczora. Niestety,
pogoda nas przepędziła. Deszcz był coraz intensywniejszy i nie zapowiadało się,
aby miał przestać padać, więc zaczęliśmy się pakować (oczywiście wędki na samym
końcu: leszcz 45+ cm) i o godz. 16, skończyliśmy wędkowanie.
Największą rybą wyjazdu, był leszcz (51 cm), złowiony
przez tego Michała, który po raz pierwszy, miał do czynienia z nocną odmianą
naszego hobby.
Ile koledzy dokładnie połowili, nie wiem, ale u mnie,
wyglądało to tak:
- krąp: 5 szt. (do 32 cm),
- leszcz: 4 szt. (do 46 cm),
- płoć: 4 szt. (do 35 cm),
- jaź: 1 szt. (42 cm).
Cześć jestem początkowym wędkarzem i chciałem się zapytać czy pod rurkę antysplątaniową muszę dać koralika i krętlika czy nie musze nic dawać a może jakoś inaczej przymocować rurkę do żyłki ?? Pozdrawiam :D
Cześć jestem początkowym wędkarzem i chciałem się zapytać czy pod rurkę antysplątaniową muszę dać koralika i krętlika czy nie musze nic dawać a może jakoś inaczej przymocować rurkę do żyłki ?? Pozdrawiam :D
Ja pod rurkę daję koralik i stoper gumowy potem krętlik :)
WITAM , 18.05. WYBRALIŚMY SIĘ NAD ODRĘ NA NASZĄ MIEJSCÓWKĘ , POGODA BYŁA NIESTETY DO BANI , WIAŁ MOCNY PŁD WIATR I OD 10 ZACZEŁO PADAĆ. KARP WZIOŁ NA MAKARON I PO 3 MIN HOLU OKAZAŁO SIĘ ŻE ZAMIAST PIĘKNEGO JAZIA W PODBIERAKU WYLĄDOWAŁ SAZAN!!! WAGA POKAZAŁA 2,70 KG I 51 CM.
Kol. Morciaty, Odra, to przepiękna woda, moje ulubione łowisko...:)
Wczoraj czwarty wyjazd na ryby, we wrześniu i... w końcu...:)
Na miejscu byłem o godz. 12 w południe, pierwszy rzut na kuku i od razu piękne branie.Ryba ogromna nie była, ale mała też nie, tylko co to było, to nie wiem, bo tylko mi błysnęła pod nogami i się spięła...No trudno, może będzie za chwilę kolejna ryba...Niestety, przez kilka godzin, nic się nie działo, na 1 ziarnko kukurydzy nic, na robaki nic, na ukleję nic, więc założyłem dwa ziarna kuku i... niemal natychmiastowe mega branie, ryba dwa razy szarpnęła niemal całym kijem i zaczął się bardzo fajny hol.Gdy po kilku minutach, zobaczyłem, co mam na końcu zestawu, trochę się zdziwiłem - to boleń i to ten, którego tydzień temu, złowiłem na ukleję, a dwa dni wcześniej, kolega go złowił, też na ukleję.Biedak, ukleje zaczęły go kłuć, więc przerzucił się na dietę wegetariańską...
Tego dnia, złapałem jeszcze pod 30 cm krąpia i 40+ cm sandacza.
Witaj po raz trzeci - 65 cm.
Mój ojciec holował na kukurydzę "vege-szczupaki" ;)
Dzisiejsze 62cm z Odry.
Piękny leszcz kolego, gratuluję:)
Mój ostatni wyjazd na Odrę (i w ogóle na ryby), miał miejsce w piątek i siedziałem do soboty.Wraz z kolegą Danielem (danieleklubin), przez 30 godzin, nie złowiliśmy, ani jednej ryby!
Szukaliśmy jej w różnych miejscach, na przeróżne przynęty, ale i to nie przyniosło rezultatu. Z resztą, nikt, z łowiących nie złowił ani jednej ryby...
Nadchodząca noc.
Znów udany wypad z feederem na Odrę ;) dzisiejsze 52cm
Weekendowe 50cm i 46cm wszystko na białe robaczki i truskawkę w koszyku ;)
A gdzie jeździsz na takie fajne leszczyki? W jakie rejony ?
Piękny leszcz kolego, gratuluję:)
Mój ostatni wyjazd na Odrę (i w ogóle na ryby), miał miejsce w piątek i siedziałem do soboty.Wraz z kolegą Danielem (danieleklubin), przez 30 godzin, nie złowiliśmy, ani jednej ryby!
Szukaliśmy jej w różnych miejscach, na przeróżne przynęty, ale i to nie przyniosło rezultatu. Z resztą, nikt, z łowiących nie złowił ani jednej ryby...
Nadchodząca noc.
No to już chyba skończyły się ryby w polskich rzekach;-(
Zaraz wyjeżdżam na nockę nad Odrę w ok. Opola.
Zanęta namieszana, ulepszona w granulat 6mm o smaku miodu. Zobaczymy jak będzie.
Dam znać co i jak jutro!
Siedziałem wczoraj z dwoma kolegami na Odrze z feederami od 8.30 do 23.30 i... jeden mały klonek i branie najprawdopodobniej sandacza, ale nie do zacięcia, może jutro będzie lepiej...
No i wróciłem z nocki nad Odrą.
Wyniki słabe.
Czas łowienia: od 17:00 do 07:00
Metoda: feeder oczywiście
Cel: głównie leszcz
Efekty: 4 leszcze ok. 30cm, 1 kleń 43cm, kilka kiełbi i jazgarzy
Było jeszcze 6 wędkarzy, poza jednym, który złowił ok. 10 leszczyków-patelniaków generalnie na zero lub prawie zero
Pogoda kiepska: w nocy łącznie 5h niewielkiego deszczu, potem silny wiatr, ciśnienie atmosferyczne gwałtownie poszło do góry
Wczoraj "otworzyłem" październik, który zaczął się nie najgorzej.
Złowiłem 2 klenie, które skusiły się na kukurydzę. Duże nie były, miały 43 i 39 cm.
A oto jeden z nich - 43 cm.
Wczoraj "otworzyłem" październik, który zaczął się nie najgorzej.
Złowiłem 2 klenie, które skusiły się na kukurydzę. Duże nie były, miały 43 i 39 cm.
A oto jeden z nich - 43 cm.
Ja wiem czy nieduże... Ponad 40 to już dla mnie duży:)
Pzdr
Feedery, na chwilkę, wracają do łask...;)
Z soboty na niedzielę, zaczaiłem się za miętusem, ale niestety, od godz. 15 do godz. 7, nie złowiłem ani jednej ryby...
Jedyne, co udało mi się "złowić", to 48 cm sandacz, którego ktoś złowił i uwięził go na sznurku. Ryba najprawdopodobniej mu uciekła, bo widziałem, jak coś ledwo pływa przy powierzchni i w takich przypadkach, zawsze mnie ciekawi, co jest tego powodem, więc zarzuciłem zestaw i próbowałem zaczepić rybę. Ku mojemu zdziwieniu, udało się i gdy wyjąłem rybę, wszystko było jasne, zaczepiłem haczykiem o sznurek, który wystawał sandaczowi z pyska...
Uwolniłem go z tego sznura, dałem mu dojść do siebie i w końcu odpłynął. Ale czy przeżył...? Nie wiem, mam nadzieję, że tak...
Ot, polska mentalność...
Druga, w tym roku, próba, złowienia miętusa, nie udana. Od wczoraj, od godz. 14, do dzisiaj do godz. 9, mimo sprzyjających warunków, jak na ten gatunek ryby, ani jednego brania...
Woda w Odrze bardzo niska. Z tego miejsca, wyjąłem w zeszłym roku suma 130 cm...
Witaj Mariusz no fakt faktem wolał bym też więcej wody w odrze ale ehhhh.... a co do sandacza tego ze sznurkiem to masakra tego typa co uwiązał nie wymiarowego sandacza na sznurek i puścił na pastwę losu to bym go też przywiązał nie powiem za co i puścił do odry z prądem..... Masakra co się dzieje poniżej brzegu dolnego miejscowi biorą więcej sztuk niż wolno i do tego sandaczyki nawet po 30 cm i przyjezdni też których tam nie brakuje. Ciekawe czemu tam PSR nie robi kontroli w tym roku nie widziałem tam a ni nie miałem ani razu kontroli... czemu tego nie wiem??? na elektrowni jak łapać było wolno od czasu do czasu byli nie mogą kawałek dalej podjechać i wlepić pare mandatów.... typowym mięsiarzom i kłusolą??? porażka później się dziwimy że ryb nie ma.....
Widzisz Wojtku, takie są polskie realia...
Wczoraj byłem zakończyć sezon miętusowy. Tym razem krócej. Wybrał się ze mną rozchorowany Paweł (gruncik28) i od godz. 16, do godz. 22.30, na 4 wędki, nie zanotowaliśmy ani jednego brania...
Może w przyszłym roku, marmurki bardziej dopiszą...;)
Witam Panów :) ktoś rozpoczął już sezon ? W Opolu siedzą chłopaki z federkami widziałem ich po drodze
Woda w Odrze bardzo niska. Z tego miejsca, wyjąłem w zeszłym roku suma 130 cm...
Schował się w trawie ?
Bardzo chętnie bym już wyskoczył z feederami na Odrę, rok temu już siedziałem i ryba właśnie się zaczynała ruszać, ale w tym roku, trochę się to opóźni.
Niestety,z powodu pięknej zimy też przesuwam wyjazd,ale myślę,że uda się zrealizować go w okolicach świąt Wielkanocnych. Zimo uciekaj,już mam cię dosyć:)
Pozdrowienia i połamania Kija.
ToOmasZ
W końcu, sezon odrzański otwarty! Ale jak to się mówi: lepiej późno, niż wcale. Nad wodą siedziałem z feederami w godz. 10-17, ale nie zanotowałem ani jednego brania. Ryby jeszcze ewidentnie nie poczuły wiosny, gdyż nie zaczęły żerować, czego niezaprzeczalnym dowodem jest... brak łusek, po obranych rybach. Obszedłem wszystkie stanowiska i ani jednej łuski - to znak, że jeszcze za wcześnie. Ale chyba nie ma się co dziwić rybom - od kilku dni mamy powrót dużych mrozów, które dodatkowo potęguje silny i wręcz lodowaty wiatr i na dobrą sprawę, mamy jeszcze zimę. Może pod koniec tygodnia, gdy się nieco ociepli, moooże...
Sezon "grillowy" również został otwarty. Ognisko najbardziej było przydatne... zanęcie i robakom, które szybko zmarzły i były sztywne. Przy ognisku od razu zrobiły się zdecydowanie żywsze.
Dziś drugie podejście. Również nieudane. Gdy wybiła 6 rano, pojawiliśmy się nad Odrą: ja, Paweł (gruncik28) i Michał. Efekt był taki, że do godz. 18, nie złowiliśmy ani jednej ryby, ba, nie doczekaliśmy się żadnego brania. Ale ekipa była naprawdę przednia, było naprawdę super - wyjazd oceniam mega pozytywnie.
W drodze powrotnej, po odwiezieniu Pawła do domu, zajechaliśmy z Michałem w jeszcze jedno miejsce, ale do godz. 17.30, również bez brania.
Jedyna ryba, jakiej mieliśmy okazję się przyjrzeć, to zaatakowany przez jakiegoś drapieżcę sum (ok 35 cm). Jeszcze żył, mam nadzieję, że doszedł do siebie.
No teraz to ładnie przysypało ..... a wiosny ani widu ani słychu:((((((((((((((((((((
panowie a co sie dzieje w okolicach głogowa?
Panowie, był ktoś już może na Wyspie Puckiej w Szczecinie? Jeżeli tak, to czy ryba się już ruszyła? i jaką metodą łowiliście?
To jest temat odrzańskie federowanie, a nie "Wędkowanie nad nadmorskie"!!
A może nadmorskie razem pisane leszczu śródlądowy?????????????????????????????????????????????
Witam
gdzies w okolicy opola chciałbym się umówic na rybki na Odrę jest ktos chętny?
Witam chciał bym zasięgnąć informacji o stanie Odry w Ścinawie czy jest wysoka woda czy jest możliwość złapania jakiejś ryby czy nie ma sensu?
http://www.pogodynka.pl/polska/podest/zlewnia_gornej_odry
W kooońcu! Po niemal miesięcznej przerwie, wracam na Odrę! Na szczęście wiele nie straciłem. Początek kwietnia, to jeszcze zima, a gdy się ociepliło, woda w Odrze podniosła się na tyle, że nie dało się łowić. Ba, do dziś jest to niemożliwe (oczywiście wyjątkiem są porty). Na szczęście, miejsce, które odwiedzam co roku na wiosnę, na upartego jest "do użytku" przy tym stanie wody, więc wczoraj, pojechałem właśnie tam. Po drodze odwiedziłem wędkarski, zaopatrzyłem się w zanętę i robactwo. Na miejscu byłem późno, bo dopiero o godz. 10. "Moje" miejsce było zajęte, więc byłem zmuszony łowić na "rezerwówce". Krótka rozmowa z wędkarzem, który był na "moim" - złowił dwa małe krąpie i wracam na stanowisko, gdzie spędzę dzisiejszy dzień.
Początek był bez rewelacji, jak na tę miejscówkę, to na pierwszą rybę, musiałem czekać AŻ dwie godziny. Pierwsza w tym roku odrzańska ryba (leszcz - 47 cm), skusiła się na kanapkę, złożoną z kukurydzy, czerwonego oraz białego robaka. Dokładnie po godzinie, miałem drugiego leszcza - 51 cm. Ten skusił się na pęczek białych robaków.
Popołudniu, podeszły żyletki (tutaj, sytuacja niemal niespotykana i występująca niezwykle rzadko) - brały małe leszczyki (ok. 30 cm) i krąpiki. Później nastąpiła dłuższa przerwa w braniach, by w końcu, doczekać się kolejnego. Przed godz. 18, nastąpiło inne, niż dotychczas, branie. Były to gwałtowne szarpnięcia szczytówką. To powinna być płoć - pomyślałem. Po zacięciu było to samo. Ryba duża nie była, ale z początku szarpała się bardzo nerwowo i byłem już niemal pewny, że to płoć. Przypuszczenia, potwierdziły się, gdy doholowałem rybę do brzegu. Była to, powiedziałbym - średniaczka. Miarka pokazała 32 cm.
Do wieczora, złowiłem jeszcze 2 leszcze - pięćdziesiątaki. Jeden z nich (a dokładnie, to jedna), był tak silny i tak pięknie się "szamotał" zaraz po braniu, że miałem cichą nadzieję, na życiówkę - miarka pokazała... 50 cm. Gdy zaczęło się ściemniać, "brały" już tylko nietoperze. O godz. 21, ruszyłem w drogę powrotną.
Ciekawostką było to, że złowione samce, wyglądały tak, jakby był początek marca - ledwo kiełkująca wysypka, dosłownie po kilka delikatnych kropek. Natomiast samice, wyglądały, jakby miały lada dzień odbyć tarło - dyski, które połknęły balony.
W ciągu dnia, woda spadła na kilka godzin o 60 cm, niszcząc przy tym, niezliczoną ilość złożonej ikry, która była przylepiona do przybrzeżnych traw i kamieni. Słońce je wysuszyło i... woda podskoczyła o 60 cm...
Ostateczny wynik, to:
leszcz - 8 szt. (do 51 cm),
krąp - 3 szt.,
płoć - 1 szt. (32 cm).
Dysk:
graty:)a byłeś może na Wałach, Brzeg Dolny?ja mam zamiar sie wybrac, ale nie wiem jak to jest z tą tamą
Na tamie jest remont i nie można przechodzić.
Na odrzańskie łowy, wybrałem się także wczoraj. Na miejscu byłem o godz. 8 z kawałkiem. Miałem nadzieję, że "moja" miejscówka będzie wolna, ale niestety... już z daleka widziałem kilka aut, co oznaczało, że nie będę miał gdzie usiąść. Ale podszedłem do wędkarza, który siedział tam, gdzie planowałem spędzić cały dzień i okazało się, że zaraz się zwija. Sprzęt z auta wyjąłem, usiadłem obok niego, rozmawialiśmy (dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy i tę wiedzę, mam zamiar wykorzystać już niebawem na majowych boleniach i być może latem na brzanach) i powoli się rozkładałem, nie spiesząc się przy tym - nie chciałem rzucać, aż kolega po kiju nie skończy wędkować. Ale nalegał i po godz. 9, wykonałem pierwsze rzuty feederami. Po kilku minutach, "kumpel" zaczął się pakować - od godz. 5.30, złowił kilka małych krąpików do 20+ cm. Nie zdążył się spakować, a ja już miałem bardzo mocne branie. Tylko co to za ryba? Na pewno nie leszcz, on tak nie powinien walczyć. Może kleń? Tylko jak na niego, to branie było jednak zbyt delikatne. Nie ma szarpnięć, ryba chodzi jak karaś, tylko to na pewno nie on, branie wyklucza ten gatunek ryby. Przy brzegu okazuje się, że to... piękny i gruby krąp na rekord życiowy! Podebranie, mierzenie i... myślałem, że będzie nieco więcej - 37 cm. Życiówka poprawiona o 1 cm. Wymarzony początek.
Drugi rzut i... po kilku minutach, na brzegu ląduje leszcz, taki 40+ cm. W niedługim czasie, łowię kolejnego krąpia (pod 30 cm) i leszcza (47 cm). Później zaczęła brać drobnica, więc na oba haczyki poszła kukurydza, czego efektem był kolejny krąp - 30 cm.
W godzinach popołudniowych, brań nie było. Przeróżne kombinacje nie przynosiły efektów. Pod wieczór, ryba się jeszcze na chwilę ruszyła i udało mi się złowić leszcza średniaka, który miał ok. 45 cm.
O godz. 21, ruszyłem w drogę powrotną, a jutro, jak plan wypali, pierwsza w tym roku, nocka...:)
Ostateczny wynik: Krąp - 8 szt. (do 37 cm), Leszcz - 4 szt. (do 47 cm), Płoć - 1 szt.
Życiówka: 37 cm.
No nic, tylko pozostaje pozazdrościć. Teraz zmieniłem nieco miejsce zamieszkania i przez to z "odrzańskiego feederowania" przestawiam się na "wiślane feederowanie".
Odrę również odwiedzać będę, ale nie z taką częstotliwością, jak w roku ubiegłym. Poza tym za duży poziom wody jest teraz i majówkę nad Odrą słabo widzę...
Ale nic, niechaj innym się poszczęści :D Działajcie chłopaki :D
Heh :D A ja właśnie na majówkę planuję pojechać nad Odrę ... Tylko nie wiem jeszcze gdzie .... Zdradzi ktoś jakieś miejsce gdzie woda jest "w miarę normalna" i gdzie można połowić jakieś rybki ?Mam dość daleko nad Odrę dlatego nie mam możliwości sprawdzić stanu wody...
Ja zawsze tu sprawdzam odrę, (u mnie jeśli połęcko jest 210 - wyżej to znaczy ze płynie po główkach, i woda wysoka)
nigdy mi nie chce podkreślić linku nie wiem dlaczego, a tu linkhttp://www.pogodynka.pl/polska/hydro/odra/
Witam :)
A wiecie chłopaki jak tam woda? heh tzn woda jest okey ale chodzi o uciąg bo ostatnio znajomi byli a woda w porządku ale strasznie nurt rwie.. ;/
Witam :)
A wiecie chłopaki jak tam woda? heh tzn woda jest okey ale chodzi o uciąg bo ostatnio znajomi byli a woda w porządku ale strasznie nurt rwie.. ;/
Chodzi mi oczywiście o Odre w okolicach Brzegu,Dobrzeń itd...
Przedwczoraj, wybrałem się na pierwszą tegoroczną zasiadkę, podczas której, w "grę", wchodziło nocne wędkowanie. Było nas trzech: ja, Michał i Michał. Jeden z nich, to "zawodnik", który ma za sobą już wiele nocy, spędzonych nad wodą, natomiast drugi, to chłopak, który stawia pierwsze kroki w tym wspaniałym hobby i było to jego pierwsze "ciemne" podejście.
Na miejscu, byliśmy przed godz. 15 i nasze obawy się potwierdziły. "Nasze" miejsca (nawet te rezerwowe), są zajęte. Lecz z nadzieją, że jacyś wędkujący niebawem się "zawiną", idziemy na "naszą" miejscówkę i... widzę dobrych znajomych, którzy właśnie się pakują. Był to nasz portalowy kolega Emil (emil30), wraz z rodzinką - miło było się zobaczyć po raz kolejny. Zamieniliśmy "kilka" zdań (złowili kilka leszczy do 54 cm), oni pojechali do domu, a my zaczęliśmy się rozkładać.
Brania zaczęły się niemal od razu, ale były to małe wzdręgi i płotki. Nie były to ryby, które nas interesowały, więc we dwójkę poszliśmy nazbierać drewna na ognisko, a trzeci, został przy wędkach. Po niedługim czasie, zawitały leszcze. Niestety duże nie były. Kolejne branie, które było na jednym z moich feederów, było bardzo energiczne. Tak, jak biorą płocie, ale było mocniejsze. Walka ryby, również była typowa dla tego gatunku. Podczas całego holu, powtarzałem, że to będzie ładna płoć - pewności tak do końca oczywiście nia miałem, ale bardzo tego chciałem. I tak też było! Jeden z Michałów, podebrał mi zdobycz, która ogromna może nie była, ale wiedziałem, że w końcu udało mi się po latach, przekroczyć 33 cm. Miarka wskazała wartość, która oznaczała, że złowiłem medalową płoć - 35 cm!
To była godzina 20, więc noc była tuż tuż, a z nią, przychodziła nadzieja, na owocny debiut naszego kolegi. Zrobiło się ciemno, drobnica przestała przeszkadzać i... zaczęło się. Szybko łowimy kilka leszczy, które miały do ok. 45 cm - dla Michała (tego drugiego), są to ogromne ryby. Nie kryje zachwytu, cieszy się niezmiernie z widoku tych średniaków. Ale to on ma takiego złowić i niecierpliwie czekamy, kiedy jego feeder pokaże mocne branie. No i się doczekaliśmy. Jego pierwszą nocną rybą, został leszcz, który miał... 51 cm! Radość łowcy była ogromna. Były gratulacje, zdjęcia i na końcu oczywiście zwrócenie rybie wolności. Jak widać i w pełni można z powodzeniem łowić ryby.
O godz. 1.30, udało mi się złowić krąpia, który miał 32 cm.
Przed godz. 2, poszliśmy do auta się przespać. Budziki ustawiliśmy na godz. 4.30, ale mi i naszemu nowicjuszowi, nie bardzo to wychodziło, więc zasiedliśmy ponownie przy wędkach już przed godz. 4. Zanim dołączył do nas kolega, zdążyliśmy złowić jedynie krąpia pod 30 cm.
Gdy się rozjaśniło, na naszych kijach, zaczęły pojawiać się krąpie i różnej wielkości leszcze. Duże nie były. Największe miały 45+ cm. Głównym ich łowcą, był Michał (weteran), który złowił ich na prawdę nie mało. W samo południe, dorzucił na swoje konto klenia życiówkę - 39 cm. Ja nie mogłem być gorszy (żart oczywiście) i po godzinie, złowiłem pierwszego w tym roku jazia - 42 cm.
Deszcz padał od dobrych dwóch godzin, ale lekko i z przerwami, więc trzymaliśmy się planu, że siedzimy do wieczora. Niestety, pogoda nas przepędziła. Deszcz był coraz intensywniejszy i nie zapowiadało się, aby miał przestać padać, więc zaczęliśmy się pakować (oczywiście wędki na samym końcu: leszcz 45+ cm) i o godz. 16, skończyliśmy wędkowanie.
Największą rybą wyjazdu, był leszcz (51 cm), złowiony przez tego Michała, który po raz pierwszy, miał do czynienia z nocną odmianą naszego hobby.
Ile koledzy dokładnie połowili, nie wiem, ale u mnie, wyglądało to tak:
- krąp: 5 szt. (do 32 cm),
- leszcz: 4 szt. (do 46 cm),
- płoć: 4 szt. (do 35 cm),
- jaź: 1 szt. (42 cm).
Odrzańska płoć: 35 cm.
Przedwczoraj, wybrałem się na pierwszą tegoroczną zasiadkę, podczas której, w "grę", wchodziło nocne wędkowanie. Było nas trzech: ja, Michał i Michał. Jeden z nich, to "zawodnik", który ma za sobą już wiele nocy, spędzonych nad wodą, natomiast drugi, to chłopak, który stawia pierwsze kroki w tym wspaniałym hobby i było to jego pierwsze "ciemne" podejście.
Na miejscu, byliśmy przed godz. 15 i nasze obawy się potwierdziły. "Nasze" miejsca (nawet te rezerwowe), są zajęte. Lecz z nadzieją, że jacyś wędkujący niebawem się "zawiną", idziemy na "naszą" miejscówkę i... widzę dobrych znajomych, którzy właśnie się pakują. Był to nasz portalowy kolega Emil (emil30), wraz z rodzinką - miło było się zobaczyć po raz kolejny. Zamieniliśmy "kilka" zdań (złowili kilka leszczy do 54 cm), oni pojechali do domu, a my zaczęliśmy się rozkładać.
Brania zaczęły się niemal od razu, ale były to małe wzdręgi i płotki. Nie były to ryby, które nas interesowały, więc we dwójkę poszliśmy nazbierać drewna na ognisko, a trzeci, został przy wędkach. Po niedługim czasie, zawitały leszcze. Niestety duże nie były. Kolejne branie, które było na jednym z moich feederów, było bardzo energiczne. Tak, jak biorą płocie, ale było mocniejsze. Walka ryby, również była typowa dla tego gatunku. Podczas całego holu, powtarzałem, że to będzie ładna płoć - pewności tak do końca oczywiście nia miałem, ale bardzo tego chciałem. I tak też było! Jeden z Michałów, podebrał mi zdobycz, która ogromna może nie była, ale wiedziałem, że w końcu udało mi się po latach, przekroczyć 33 cm. Miarka wskazała wartość, która oznaczała, że złowiłem medalową płoć - 35 cm!
To była godzina 20, więc noc była tuż tuż, a z nią, przychodziła nadzieja, na owocny debiut naszego kolegi. Zrobiło się ciemno, drobnica przestała przeszkadzać i... zaczęło się. Szybko łowimy kilka leszczy, które miały do ok. 45 cm - dla Michała (tego drugiego), są to ogromne ryby. Nie kryje zachwytu, cieszy się niezmiernie z widoku tych średniaków. Ale to on ma takiego złowić i niecierpliwie czekamy, kiedy jego feeder pokaże mocne branie. No i się doczekaliśmy. Jego pierwszą nocną rybą, został leszcz, który miał... 51 cm! Radość łowcy była ogromna. Były gratulacje, zdjęcia i na końcu oczywiście zwrócenie rybie wolności. Jak widać i w pełni można z powodzeniem łowić ryby.
O godz. 1.30, udało mi się złowić krąpia, który miał 32 cm.
Przed godz. 2, poszliśmy do auta się przespać. Budziki ustawiliśmy na godz. 4.30, ale mi i naszemu nowicjuszowi, nie bardzo to wychodziło, więc zasiedliśmy ponownie przy wędkach już przed godz. 4. Zanim dołączył do nas kolega, zdążyliśmy złowić jedynie krąpia pod 30 cm.
Gdy się rozjaśniło, na naszych kijach, zaczęły pojawiać się krąpie i różnej wielkości leszcze. Duże nie były. Największe miały 45+ cm. Głównym ich łowcą, był Michał (weteran), który złowił ich na prawdę nie mało. W samo południe, dorzucił na swoje konto klenia życiówkę - 39 cm. Ja nie mogłem być gorszy (żart oczywiście) i po godzinie, złowiłem pierwszego w tym roku jazia - 42 cm.
Deszcz padał od dobrych dwóch godzin, ale lekko i z przerwami, więc trzymaliśmy się planu, że siedzimy do wieczora. Niestety, pogoda nas przepędziła. Deszcz był coraz intensywniejszy i nie zapowiadało się, aby miał przestać padać, więc zaczęliśmy się pakować (oczywiście wędki na samym końcu: leszcz 45+ cm) i o godz. 16, skończyliśmy wędkowanie.
Największą rybą wyjazdu, był leszcz (51 cm), złowiony przez tego Michała, który po raz pierwszy, miał do czynienia z nocną odmianą naszego hobby.
Ile koledzy dokładnie połowili, nie wiem, ale u mnie, wyglądało to tak:
- krąp: 5 szt. (do 32 cm),
- leszcz: 4 szt. (do 46 cm),
- płoć: 4 szt. (do 35 cm),
- jaź: 1 szt. (42 cm).
Odrzańska płoć: 35 cm.
Gratuluje ładnej płoci.
witam , łowi ktoś na odrze w kędzierzynie? jak tam stan wody ? można powędkować bez płynących śmieci?
Tu znajdziesz to co cię interesuje http://217.160.208.153:83/polska/hydro
Cześć jestem początkowym wędkarzem i chciałem się zapytać czy pod rurkę antysplątaniową muszę dać koralika i krętlika czy nie musze nic dawać a może jakoś inaczej przymocować rurkę do żyłki ?? Pozdrawiam :D
Cześć jestem początkowym wędkarzem i chciałem się zapytać czy pod rurkę antysplątaniową muszę dać koralika i krętlika czy nie musze nic dawać a może jakoś inaczej przymocować rurkę do żyłki ?? Pozdrawiam :D
Ja pod rurkę daję koralik i stoper gumowy potem krętlik :)
Dzisiejsze federowanie- 2 jazie, leszcz,krąp
Jaź 1,20 kg, 45cm
Leszcz 1,15kg 45cm
Drugiego jaźia nie mam bo padła komórka, miał 0,95 kg i 40 cm, ryby odrzańskie.
WITAM , 18.05. WYBRALIŚMY SIĘ NAD ODRĘ NA NASZĄ MIEJSCÓWKĘ , POGODA BYŁA NIESTETY DO BANI , WIAŁ MOCNY PŁD WIATR I OD 10 ZACZEŁO PADAĆ. KARP WZIOŁ NA MAKARON I PO 3 MIN HOLU OKAZAŁO SIĘ ŻE ZAMIAST PIĘKNEGO JAZIA W PODBIERAKU WYLĄDOWAŁ SAZAN!!! WAGA POKAZAŁA 2,70 KG I 51 CM.