Czas taki nastał że w jeżyny to ja wpadnę nim doliczę do dziesięciu po zejściu ze schodów w domu.:) Dawniej były tu łąki, zboża a dziś w czasach gdy wszystko z Chin to muszę powoli drzewa wycinać wokół domu by widzieć dalej jak na 50 m i żeby mi nikt nie powiedział że w lesie mieszkam. Pomimo że ujmą żadną by to dla mnie nie było. Ogólnie znów gdzieś tam wyżej polało woda opada, dziś wolne od ryb ale od jutra biorę się do roboty. Jednego tylko nie pojmuję, jak to jest że wyżej wciaż opady a u mnie ziemia tak sucha i skamieniała że gwoździa nie wbijesz i tak już od lat. Jedno co mnie cieszy to że upały odeszły w niepamięć.
Ja dzis bez ryb ale nad woda byłem dosypać papu bo szykuję grybe łowy .
Ale za to byłem dziś na działce, a wczasie zbierania malin na soki spotkałem aliena :)))
Życzę więc dobrych brań. :) Ja mam bardziej tradycyjne przynęty ale chyba też sie później wybiorę. Jeśli nic nie złowię to przynajmniej popatrzę jak mnie ryby ignorują pływając dookoła jak to miało miejsce rankiem.
Rano po tych całych gruntowych łowach stwierdziłem że lepiej mi pójdzie w spinningu. Jeszcze nie dziś ale jest nadzieja.:) Wieczorem kilka jelcy i ze dwa wymiarowe kleniki reszta drobiazg.
A ja niestety ponad dwa tygodnie nie byłem na rybkach ... ale jak wiadomo co się odwlecze ... Nawet średnia w piątek pogoda i straszliwa dosłownie w tym roku plaga komarów mnie nie przeraziła i ruszyłem na rybki. Wyniki niestety kiepskie, trochę trudno z marszu połowić konkretne sztuki, za to płotek takich jak na fotce mogłem dosłownie natrzaskać :- )
Moje poranne trofea też nie skladały się z rekordów. Najważniejsze jednak że nawet ta najmniejsza z małych była prawidlowo zacięta. W sumie mnie to nie dziwi, jeśli kiełbik potrafi zassać hak nr 4-2 na którym są dwie rosówy to czym jest dla niego wobler 3 cm?
I ja dziś spędziłem poranek nad wodą , ale nad innym akwenem, celem był drapieżnik i po za jedynm braniem na trupka ( pierwszy raz w życiu coś mi sciągnełą przeszytego trupa ) nic się nie działo.
Miałem jeszcze wieczorem zajrzeć ale upał i parno było więc zrezygnowałem z pocenia się w spodniobutach. Aktualnie sie ochłodziło i wieje dość mocno. Jutro z samego rana startuję.:) Niżej towarzysz porannych połowów na jednej z miejscówek. Majdałem mu nad głową spinningiem jak wściekły ale był tym niewzruszony, siedział na kamieniu pod moimi nogami i popijał wodę czas od czasu.
A ja wczoraj w południe ołowiłem się całkiem przyzwoitych okoni (jak na charakter rzeki) do bólu. Znowu różowy okazał się killerem. Dziś zimno i pada więc oduszczam.
Z moich planów co do łowienia też dzis nic nie wyjdzie i moje stanowisko "lekko" urwistym brzegu które miałem zamiar odwiedzić będzie dzis puste. Mam zajęcie i na taka pogodę więc trzeba ten czas jakoś wykorzystać i sklecić kilka zdań. :) Proszę się nie smiać z mojego fotela kiełbiowego jak ktoś go wychwyci wzrokiem.:)))
Siedziałbym wczoraj czy dzisiaj nawet w taką mżawkę bo zimno nie było, ale niestety nie mogę, może dopiero w weekend ... także ciesz się z możliwości posiedzienia i wyników :-)
Ze względów technicznych a dokładnie małej ilości przynęty właściwej do panujących warunków moje łowienie było dziś krótkie aczkolwiek nie mogę powiedzieć że nie było szansy na dużą rybę. Była jedna obcinka zestawu przy sporym ugięciu wędziska. Miejscówka ta mnie rozbraja jak tylko woda zejdzie na dół biorę spodniobuty i włażę tam szukać tego diabła co mi tyle zestawów tam pożera gdzie bym nie rzucił.
Dzień bez połowów ale nie stracony. Z myślą o zbliżającym sie wrześniu uzupełniłem trochę "graty" na szczupaka. :) Należy planowaći być przygotowanym, zamiary na wrzesień to kleń, szczupak może jeszcze leszcz. Oczywiście na końcu miesiąca okaże się że łowione było wszystko co niezgodne z planem ale taki urok wedkarstwa. Łowi sie to co bierze a nie to co się chce łowić. :)
U mnie drobiazg nie wiesza się na hak:) ze względu na wielkośc przynęt czekam na rybę zycia :)))
3 wypady za drapieżnikiem nic nie przyniosło po za poszarpanym trupkiem czy filetem przez raki, ale się nie poddaje , i wieczorem znowu na ryby.
Wkońcu może przyjdzie ochłodzenie i drapieżnik będzie żerował bo już szykuję sprzęt
Krzyś po co ci spodniobuty ? Ja jesze póki co wskakuję do wody w spodenkach i trampkach:) A co do prognoz to na wschodnim południu do poniedziałku włącznie 30+ w cieniu :)
Grześ tu gdzie ostatnio chodziłem nie ryzykowałbym w trampkach. Na dnie płyty chodnikowe, elementy betonowe po jakimś wyburzeniu, druty zbrojeniowe i i inne cuda techniki. Wiedziałem gdzie jestem ale i tak czasem ciężko było równowagę utrzymać. Śmiałem sie z siebie że chodzę tam jak po jeżu. Sytuacji z wodą nie znam u Ciebie ale u mnie taka brudna że się do niej wchodzić nie chce. Dziś chyba sobie zrobię wolne i poczekam z łowieniem do rana aż będzie chłodniej, to nie jest jednak pewne bo czasem wystarczy chwila na zmianę planów. I nie straszcie mnie takimi temperaturami.:)
Wczoraj moim celem były sumy i sandacze. przesiedziłem do 23.00 bez brania.
Powrót do domu, którki sen i o 4 rano melduję się na innym łowisku.
Jedna wędka standardowo na kulkę , drugą szukam szczupaka.
3 brania na żywca i 3 nie udane zacięcia :/
Klenie biorą już normalnie i na normalne przynęty, a okonie oprócz różu rozróżniają inne atrakcyjne kolory. Takie złomowiska Krzyś zdarzają się moim zdaniem pod każdym mostem drogowym badź kolejowym po jego renowacji bądź gorzej przeróbce. Szkoda mi by było spodniobutów z racji ewentualnych uszkodzeń a u mnie to stapanie miedzy kamieniami. Piaskowce i łupki nie są zbyt przyjazne i każdy krok należy robić rozważnie bo o wywrotkę nietrudno.
Dokładnie Grześ jest to pod mostem który był budowany obok starego nawet nie zgadnę kiedy ale chyba już z 30 lat. Pomimo czasu jeszcze trochę tego zostało. Znam też miejsce gdzie w wodzie leżą plyty,betonowe i inne takie pomimo że tam w promieniu kilometra nie ma nic, to chyba pamięta jeszcze czasy głębokiej komuny.:) Kamienie małe czy duze to czysty rarytas. Jest ich dużo i na wodzie gdzie się chodzi kilka pierwszych dni trzeba delikatnie stawiać a nawet sunąć pierwsze kroki by nie "wodować".":) Jeśli chodzi o stan spodniobótów to jeśli wiem w co idę i uważam to jest to jeszcze do przyjęcia.
Dziś byłem trzy godziny ze spinningiem za szczupakiem. Gdyby mi ktoś dał "piątaka" za każda sarne wystraszoną z krzaków to bym nie chciał tego szczupaka którego w sumie nie złowiłem. Bliżej wieczora lekki spinning.
W takich miejscach zawsze wybieram najtańsza wersję spodniobutów ze zwykłej gumy:)))
Szkoda mi kasy na takie miejsca , ja rzekę odwiedzę dopiero w połowie września lub i później kiedy, pokrzywy, i inne ustrojswto większe odemnie opadnie no i kajaki przestana płynąć :/
Dziś pałza ale wieczorem chyba spining w wersji light :)
Ot tak dla zabicia czasu.
Pokrzywy to u mnie padły juz niemal w stu procentach w niektórych miejscach gdzie cień w dzień uchowało się trochę roślin, głównie ta zafajdana i zaplątana kolczurka a ona potrafi podnieść cisnienie.
Jędrula jest piękna i to z wygodami. Tu czekałem aż przestanie padać, pięć gwiazdek.:))) Najpierw był bieg 500 m pod most tam się dopiero przebrałem ze spodniobutów, niestety zdążyłem wejść w wodę ledwo poza kolana.
No Krzyśku piękna z was para... :)
No tak, Krzysiek znów zgarnął wisienkę z tortu:) Fajna ta Twoja rzeczka.
super ryba
Rybiszon fajny ,albo masz w szafie mole jak wróble albo głową w jeżyny podczas holu wpadłeś sądząc po tej łobdertej czapie...:) Kryptoreklama firmy:)
Czas taki nastał że w jeżyny to ja wpadnę nim doliczę do dziesięciu po zejściu ze schodów w domu.:) Dawniej były tu łąki, zboża a dziś w czasach gdy wszystko z Chin to muszę powoli drzewa wycinać wokół domu by widzieć dalej jak na 50 m i żeby mi nikt nie powiedział że w lesie mieszkam. Pomimo że ujmą żadną by to dla mnie nie było. Ogólnie znów gdzieś tam wyżej polało woda opada, dziś wolne od ryb ale od jutra biorę się do roboty. Jednego tylko nie pojmuję, jak to jest że wyżej wciaż opady a u mnie ziemia tak sucha i skamieniała że gwoździa nie wbijesz i tak już od lat. Jedno co mnie cieszy to że upały odeszły w niepamięć.
Ja dzis bez ryb ale nad woda byłem dosypać papu bo szykuję grybe łowy .
Ale za to byłem dziś na działce, a wczasie zbierania malin na soki spotkałem aliena :)))
pierwsza seria
Życzę więc dobrych brań. :) Ja mam bardziej tradycyjne przynęty ale chyba też sie później wybiorę. Jeśli nic nie złowię to przynajmniej popatrzę jak mnie ryby ignorują pływając dookoła jak to miało miejsce rankiem.
W nich jest wszystko co tradycyjne:)))
Po za panierką:))))
Rano po tych całych gruntowych łowach stwierdziłem że lepiej mi pójdzie w spinningu. Jeszcze nie dziś ale jest nadzieja.:) Wieczorem kilka jelcy i ze dwa wymiarowe kleniki reszta drobiazg.
Z dzisiejszego poranka. Niezależnie od metody, przynęty, grubości żyłki, długości kja i innych czynników ostatnio wszystko kończy się tak samo.:)
U mnie spining to sama drobnica niestety :/
Ale z gruntu idzie wszystko w dobrym kierunku :)
A ja niestety ponad dwa tygodnie nie byłem na rybkach ... ale jak wiadomo co się odwlecze ... Nawet średnia w piątek pogoda i straszliwa dosłownie w tym roku plaga komarów mnie nie przeraziła i ruszyłem na rybki. Wyniki niestety kiepskie, trochę trudno z marszu połowić konkretne sztuki, za to płotek takich jak na fotce mogłem dosłownie natrzaskać :- )
Komarzyska dawały mi się we znaki w piątek okrutnie, ponieważ nie przewiedziałem, że aż tyle tego gówna jest i nie wziąłem kapelutka :-)
Moje poranne trofea też nie skladały się z rekordów. Najważniejsze jednak że nawet ta najmniejsza z małych była prawidlowo zacięta. W sumie mnie to nie dziwi, jeśli kiełbik potrafi zassać hak nr 4-2 na którym są dwie rosówy to czym jest dla niego wobler 3 cm?
I ja dziś spędziłem poranek nad wodą , ale nad innym akwenem, celem był drapieżnik i po za jedynm braniem na trupka ( pierwszy raz w życiu coś mi sciągnełą przeszytego trupa ) nic się nie działo.
Miałem jeszcze wieczorem zajrzeć ale upał i parno było więc zrezygnowałem z pocenia się w spodniobutach. Aktualnie sie ochłodziło i wieje dość mocno. Jutro z samego rana startuję.:) Niżej towarzysz porannych połowów na jednej z miejscówek. Majdałem mu nad głową spinningiem jak wściekły ale był tym niewzruszony, siedział na kamieniu pod moimi nogami i popijał wodę czas od czasu.
Na hak go i do wody :)))
Ja dopiero w środę będę nad wodą mam trochę pracy .
Też nie połowię. Pogoda sie lekko popsuła, z nieba leci lekka mżawka. Czekam na poprawę może wieczorem.
A ja wczoraj w południe ołowiłem się całkiem przyzwoitych okoni (jak na charakter rzeki) do bólu. Znowu różowy okazał się killerem. Dziś zimno i pada więc oduszczam.
Z moich planów co do łowienia też dzis nic nie wyjdzie i moje stanowisko "lekko" urwistym brzegu które miałem zamiar odwiedzić będzie dzis puste. Mam zajęcie i na taka pogodę więc trzeba ten czas jakoś wykorzystać i sklecić kilka zdań. :) Proszę się nie smiać z mojego fotela kiełbiowego jak ktoś go wychwyci wzrokiem.:)))
Poanne cztery godziny nad wodą, z nieba leciała ciągle deszczo/mżawka. Stan wody podwyższony o jakieś 50 cm, sporo niespodzianek płynie z góry.
Spośród tych niespodzianek wyłuskłem takie 50+.
Siedziałbym wczoraj czy dzisiaj nawet w taką mżawkę bo zimno nie było, ale niestety nie mogę, może dopiero w weekend ... także ciesz się z możliwości posiedzienia i wyników :-)
Ze względów technicznych a dokładnie małej ilości przynęty właściwej do panujących warunków moje łowienie było dziś krótkie aczkolwiek nie mogę powiedzieć że nie było szansy na dużą rybę. Była jedna obcinka zestawu przy sporym ugięciu wędziska. Miejscówka ta mnie rozbraja jak tylko woda zejdzie na dół biorę spodniobuty i włażę tam szukać tego diabła co mi tyle zestawów tam pożera gdzie bym nie rzucił.
Dzień bez połowów ale nie stracony. Z myślą o zbliżającym sie wrześniu uzupełniłem trochę "graty" na szczupaka. :) Należy planowaći być przygotowanym, zamiary na wrzesień to kleń, szczupak może jeszcze leszcz. Oczywiście na końcu miesiąca okaże się że łowione było wszystko co niezgodne z planem ale taki urok wedkarstwa. Łowi sie to co bierze a nie to co się chce łowić. :)
Szału rano nie było. Poziom wody znacznie się obniżył w nocy ale nie wpłynęło to zbyt korzystniena jej klarowność. Trochę drobiazgu połowiłem.
U mnie drobiazg nie wiesza się na hak:) ze względu na wielkośc przynęt czekam na rybę zycia :)))
3 wypady za drapieżnikiem nic nie przyniosło po za poszarpanym trupkiem czy filetem przez raki, ale się nie poddaje , i wieczorem znowu na ryby.
Wkońcu może przyjdzie ochłodzenie i drapieżnik będzie żerował bo już szykuję sprzęt
Ja odkładam łowy szczupakowe do czasu aż sie wodna troche oczyści. Dziś i jutro grunt, upał taki że i chodzić ze spinningiem się nie chce.
U mnie też , ale podobno idzie ochłodzenie , więc drżyjcie esoxy :)
Krzyś po co ci spodniobuty ? Ja jesze póki co wskakuję do wody w spodenkach i trampkach:) A co do prognoz to na wschodnim południu do poniedziałku włącznie 30+ w cieniu :)
Grześ tu gdzie ostatnio chodziłem nie ryzykowałbym w trampkach. Na dnie płyty chodnikowe, elementy betonowe po jakimś wyburzeniu, druty zbrojeniowe i i inne cuda techniki. Wiedziałem gdzie jestem ale i tak czasem ciężko było równowagę utrzymać. Śmiałem sie z siebie że chodzę tam jak po jeżu. Sytuacji z wodą nie znam u Ciebie ale u mnie taka brudna że się do niej wchodzić nie chce. Dziś chyba sobie zrobię wolne i poczekam z łowieniem do rana aż będzie chłodniej, to nie jest jednak pewne bo czasem wystarczy chwila na zmianę planów. I nie straszcie mnie takimi temperaturami.:)
Wczoraj moim celem były sumy i sandacze. przesiedziłem do 23.00 bez brania.
Powrót do domu, którki sen i o 4 rano melduję się na innym łowisku.
Jedna wędka standardowo na kulkę , drugą szukam szczupaka.
3 brania na żywca i 3 nie udane zacięcia :/
Wszystko co dziś złowiłem to w sumie najwyżej większe żywce. Niektóre nawet trochę "podskubane'":)
Klenie biorą już normalnie i na normalne przynęty, a okonie oprócz różu rozróżniają inne atrakcyjne kolory. Takie złomowiska Krzyś zdarzają się moim zdaniem pod każdym mostem drogowym badź kolejowym po jego renowacji bądź gorzej przeróbce. Szkoda mi by było spodniobutów z racji ewentualnych uszkodzeń a u mnie to stapanie miedzy kamieniami. Piaskowce i łupki nie są zbyt przyjazne i każdy krok należy robić rozważnie bo o wywrotkę nietrudno.
Dokładnie Grześ jest to pod mostem który był budowany obok starego nawet nie zgadnę kiedy ale chyba już z 30 lat. Pomimo czasu jeszcze trochę tego zostało. Znam też miejsce gdzie w wodzie leżą plyty,betonowe i inne takie pomimo że tam w promieniu kilometra nie ma nic, to chyba pamięta jeszcze czasy głębokiej komuny.:) Kamienie małe czy duze to czysty rarytas. Jest ich dużo i na wodzie gdzie się chodzi kilka pierwszych dni trzeba delikatnie stawiać a nawet sunąć pierwsze kroki by nie "wodować".":) Jeśli chodzi o stan spodniobótów to jeśli wiem w co idę i uważam to jest to jeszcze do przyjęcia.
Dziś byłem trzy godziny ze spinningiem za szczupakiem. Gdyby mi ktoś dał "piątaka" za każda sarne wystraszoną z krzaków to bym nie chciał tego szczupaka którego w sumie nie złowiłem. Bliżej wieczora lekki spinning.
W takich miejscach zawsze wybieram najtańsza wersję spodniobutów ze zwykłej gumy:)))
Szkoda mi kasy na takie miejsca , ja rzekę odwiedzę dopiero w połowie września lub i później kiedy, pokrzywy, i inne ustrojswto większe odemnie opadnie no i kajaki przestana płynąć :/
Dziś pałza ale wieczorem chyba spining w wersji light :)
Ot tak dla zabicia czasu.
Pokrzywy to u mnie padły juz niemal w stu procentach w niektórych miejscach gdzie cień w dzień uchowało się trochę roślin, głównie ta zafajdana i zaplątana kolczurka a ona potrafi podnieść cisnienie.
Wypadzik ze spinem w wersji light Masa okoni od 18 do około 25cm Plus bonusik szczupaka pod 50cm Przynęta dnia był reno killer seledyn
Ja nie połowiłem długo przegoniła mnie przechodząca bokiem burza. Taki trzydziestak pomimo że ogólnie to nie okonie były dziś w planie.
Tą rzekę Krzychu to masz piękną.
Widzę Krzysztof , że nie tylko ja uciekałem z nad wody, he he :))))
Jędrula jest piękna i to z wygodami. Tu czekałem aż przestanie padać, pięć gwiazdek.:))) Najpierw był bieg 500 m pod most tam się dopiero przebrałem ze spodniobutów, niestety zdążyłem wejść w wodę ledwo poza kolana.