Moje bolenie

/ 9 komentarzy / 5 zdjęć


Na ciężka chorobę nazwaną na moje potrzeby "boleniozą" zachorowałem około dwóch lat temu. Wszystkiemu winien przypadek. Brodziliśmy ze znajomym po jednej z kamienistych bystrzyn Bzury szukając kleni. Jak, że wspomniane nie chciały współpracować zbieraliśmy się do powrotu do domu. No i wtedy przyłożył na napływie. Pierwsza myśl byle by rzucić, nie czekałem nawet chwili aż zajmie znowu swoje stanowisko. Rzut skosem pod prąd.

Zeróweczka meppsa spadła dokładnie tam gdzie chciałem, czyli jakieś pół metra przed zatopionym kamieniem. Trzeba szybko ściągać -pomyślałem- żeby obrotóweczka zaczęła pracować. Po chwili widzę jak goni obrotówkę, atakuje z boku raz drugi nie wiem czy nie trafia czy przygląda się przynęcie. Blaszka jest już na półmetrowej wodzie na grzbiecie przelewu. Fontanna wody i siedzi. Krótki hol i ku mojemu zdziwieniu nie jest to kleń lecz boleń. Całus i wraca do wody. Powrót do domu i wspomnienia pogoni za przynętą i widowiskowy atak.

Przeglądanie gazet, internetu w poszukiwaniu sposobów na tą piękną rybę. Trafiam kilak artykułów, rozmawiam ze znajomymi, szukam miejsc gdzie jeszcze mogę spotkać aspiusa. Potem nastaje okres spacerów nad rzeką, poznawania zwyczajów karpiowatego drapieżcy. W końcu zabieram się za wytwarzanie własnych przynęt, trafiam na kilka artykułów Pana Roberta Hamera, uzupełniam wiedzę na temat ryby, przynęt. Próbuję stosować wiedzę w praktyce, rewelacji nie ma są pojedyńcze sztuki ale nie przekraczają 55cm. Znajomy a właściwie sąsiad rujnuje mój światopogląd na temat łowienia boleni.

A było to tak....
Wybraliśmy się nad Bzurę poganiać za kleniami,( w głowie myśl - boleń ) jest już dość późno godzina 18, czerwcowe słoneczko jeszcze dość mocno grzeje ale schodzi coraz niżej, chowa się za olchy. Obrzucam maleńkim woblerkiem kamienista rafkę, jeden maluszek klenia, siada jazik trzydziestak. Artek drze się w niebogłosy, żebym szybko, ale to migiem przyszedł do niego. Patrzę się na niego kijek wygięty w pałąk, idę w jego strone powolutku i mówię żeby sobie jaj nie robił z jakimś zaczepem.

Dopiero gdy jestem jakieś dziesięć metrów od niego widze że kijek co jakiś czas pulsuje. Przyspieszam. Ryba chodzi na głębokiej na dwa metry wodzie, odchodzi raz w jedną raz w drugą stronę po jakieś pięć metrów. Widzimy błysk boku ryby, to nie szczupak, za wysoki. Artur podciąga rybę do brzegu i okazuje się, że to kapitalny boleń ma dobrze ponad 75cm. Pytanie pada równocześnie Masz telefon?? Aparat?? Zawiedzeni negatywną odpowiedzią zwracamy rybie wolność. Krótka relacja z brania. Wobler malowany na okonia, wężowata akcja, prowadzony przy dnie. Wszystko nie tak!! Boleń z dna ??!! Jak później się okazało można i tak , choć nie będę tego opisywał bo maj to nie okres na takie łowienie lepsze wyniki uzyskamy łowiąc wedłóg starych prawideł...

Nieobliczalność zachowań tej ryby i fakt że nie jest ją tak wcale łatwo złowić sprawia, że pierwszy maja to nie szczupak, idiota który weźmie na wszystko, tylko właśnie boleń.

Jak łowię bolenie??
Przeważnie zaczynam od tych najprostszych do złowienia, czyli wygłodzonych majowych boleni. Idealna sytuacja to taka kiedy płynie jeszcze dość wysoka jeszcze woda i w niedługim czasie ciśnienie ma zacząć spadać. Jeśli jeszcze znajdziemy miejsce o dość spokojnym nurcie gdzie przebywają ukleje, mamy duże szanse na złowienie bolenia.Słoneczna pogoda będzie naszym sprzymierzeńcem, wiatr najlepiej południowy lub południowo - zachodni. Pora dnia nie robi w maju większej różnicy, lub może inaczej nie zwróciłem na to uwagi.

Najczęściej łowię na woblery, rzadko firmowe, większość moich przynęt na bolenie powstało z balsy lub lipy i na pewno nie wyglądają jak świeżo wyjęte z pudełka, wyglądające jak stare, często już mocno zniszczone przynęty dały mi najwięcej boleni.. Najważniejsze to to żeby ładnie migotały bokami i nie stawiały dużego oporu w nurcie, jeśli wobler zaczyna zamiatać ogonem i to bardzo mocno można go odłożyć do przegródki szczupak.

No i podstawowa sprawa musi choć nie koniecznie być ciężki, znam ludzi którzy łowią na lekkie pływające woblery, ale sam wolę mieć te kilka - kilkanaście gram żeby móc cisnąc przynęte dalej w chwili gdy żerujące stadko się odsuwa coraz dalej. W przypadku gum, standard to białe i perłowe twistery, podobne kopyta. Część na zwykłych główkach, część na specjalnie dorabianych przeze mnie. Czasem w twisterze wycinam podłużny otwór w który wciskam hak z główki tyle że z owalnym podłużnym obciążeniem.

Warto w twisterach odciąć częśc ogonka by uzyskać częste ale drobne wychylenia, kopytka na które łowię nie mają tak szerokich ogonków, i przeważnie mają lekko usztywniony ogon, wklejony z innej bardziej twardej przynęty. Prowadzę przynęte zwykle wzdłóż brzegu, dość szybko z lekkim podszarpywaniem co dwa trzy obroty korbką.

Wachadłóweczki, wąskie srebrne często matowe, z kawałkiem taśmy ołowianej lub dolutowanym do kotwiczki kawałkiem drutu z koralikami i/lub mikro turbinką lub kilkoma białymi piórami( wszystko po to żeby wachadłówka np. Makrela 1 nie wpadała w korkociąg przy szybkim prowadzeniu a bujała się i migotała na boki) służą mi do obławiania dalszych miejsc, jakimi sa spadki piaszczystego dna ( o przykosie mogę sobie pomarzyć w mojej okolicy).

W maju nie musimy się zbytnio maskować wystarczy w miarę normalne zachowanie i stonowany ubiór. Nie ma się co oszukiwać jeśli trafimy na miejsce gdzie będą bolenie to złowimy maksymalnie 3-4sztuki, a i tak będzie to bardzo dobry wynik. Sprzęt jakim się posługuję, koledzy, którzy łowią na wielkich rzekach takich jak Wisła Warta czy Odra określą jako zbyt delikatny, ale na moje potrzeby wystarcza; jest to trzymetrowe wędzisko Daiwy Powermesh 3-18g do tego 2500 catana, ( w tym roku przesiadam się na exeage w 4000), żyłeczka 0,18 dobrej jakości, i opcjonalnie plecionka 0,12 ale to juz później, gdy zrobi się cieplej i bolenie jak inne ryby zaczną szukać tlenu w bystrzach i przelewach, oraz do głębszego łowienia w kiepską pogodę.
Przeważnie łowię stosując agrafkę z krętlikem, ze względu na szybką wymianę przynęty, oraz dodatkowy przegub który daje przynęcie trochę "luzu", ale w czystej wodzie często rezygnuję z tego luksusu.

Jeśli widzimy żerujące bolenie, które idą za naszą przynętą i uderzają ale nie możemy ich zaciąć nie oszukujmy się, to nie boleń nie trafił, widocznie coś z nasza przynęta jest nie tak. Z resztą jeśli poprowadzimy rozpędzona przynętę. Prosto w żerujące stadko boleni nie zdziwmy sie że nie będziemy mieli wyników. Ukleja którą ma imitować nasza przynęta nie może pruc prosto na bolenia, powinna raczej od niego uciekać, ale nie jesteśmy w stanie tak poprowadzić przynęty aby naśladowała idealnie ukleje.

Jeszcze jedna rzecz. Jeśli zlokalizowaliśmy stado uklei która gromadzi się przy jakimś krzaku, kępie zalanej trzciny, trawy, i jest co pewien czas atakowana przez bolenia nie rzucajmy prosto w stado, bo to, przez niespokojne zachowanie rybek, spłoszy bolenia czekającego na ponowne zebranie się do kupy wypłoszonej po jego ostatnim ataku uklei. Lepiej rzucać za stadko i przeprowadzać po jego obrzeżach.

Najlepsza nawet przynęta, najlepsze miejsce idealny tor przynęty i niezależny od nas czynnik "zgrania w czasie " nie gwarantuje nam sukcesu. Bo czemu boleń miałby wybrać naszą sztywną, sztuczną i często prującą na niego imitację uklei zamiast jakiegoś oryginału??
Jedyne co mogę poradzić to być nad wodą ,obserwować wodę, ryby, zależności między żerowaniem a pogodą , sposób w jaki porusza się stado lub pojedyńczy boleń, gdzie bije i w jakiej częstotliwości, łowić i nie ograniczać się w przypadku znalezienia cudownej wg. nas przynęty na którą wyjeliśmy już kilka boleni. Bo następnego dnia moze się wszystko skończyć i nasza super przynęta będzie nią znowu po kilku latach.

Nie chcę wyjść na samotnika, ale na bolenie przeważnie wybieram się sam, często bladym świtem, czasem pod wieczór gdy słońce ma się już ku zachodowi. Czemu sam? Łatwiej zachować cisze i nikt nie rozprasza naszej uwagi, jest tylko jeden problem - zdjęcia. Ale od czego statyw i samowyzwalacz lub pilot??

Cieplejsze miesiące w moim "dzienniku" wieją pustką w wynikach połowów tego drapieżnika, są pojedyńcze przypadki gdzie udało się jakiegoś bolenia wychaczyć na kopytko na ciężkiej główce prowadzonej w stosunkowo wolnym tempie gdzieś w okolicy 3/4 głębokości wody.
Wyjątkiem są sytuacje gdy brodząc za kleniami trafiam na piękny widok trącej się uklei. Wystarczy zejść ostrożnie w dół rzeki by móc przeżyć spotkanie z aspiusem. Woblerek długości około 5-7cm poprowadzony w nurcie lub obrotóweczka typu long, sprowadzane wachlarzem przez kilka ciekawszych miejsc, i można cieszyć się gejzerem wody, lub mocnym kopnięciem w dolnik przy braniu tej wspaniałej ryby.

Na zakończenie tego krótkiego tekstu przyznam się do jednego grzechu- raz jedyny zabrałem bolenia do domu w celach konsumpcyjnych. Powiem wam koledzy tylko tyle - nie warto zabijać tej pięknej ryby dla suchego i ościstego mięsa. Wypuszczony boleń da nam o wiele więcej przyjemności od tego na patelni. Ten z początku tego tekstu, cały czas chlapie przypominając mi o sobie. Mam nadzieję, że kiedyś dane będzie mi się z nim zmierzyć.

Połamania kijów na rozpoczęciu sezonu i Wodom cześć!

Materiał zgłoszony na konkurs wedkuje.pl;


 


4
Oceń
(68 głosów)

 

Moje bolenie - opinie i komentarze

MareKsMareKs
0
Ciekawy tekst :-) w koncu boleń to łosoś nizin :) pozdrawiam (2009-04-21 17:53)
NewteckyNewtecky
0
wreszcie się podzieliłeś swoją wiedzą na temat bolków :) skorzystam z Twoich rad Baltasar :) pozdro (2009-04-22 09:10)
baltasarbaltasar
0
Mariusz wiesz, że mam cie na oku ;) Zabijesz to ja Cię killne :P (2009-04-22 09:55)
kapitanmajtuskapitanmajtus
0
Bardzo ciekawy artykuł!! Jeszcze nie planowałem polowania na bolenie choć może się niedługo skuszę a wtedy na pewno skorzystam z rad :) Pozdrawiam!! (2009-04-22 10:16)
Zbig28Zbig28
0
Fajnie i madrze napisany tekst. Dużo się dowiedziałem o zwyczajach tej walecznej rybki i o metodach jej połowu. Moim zdaniem, masz szansę na zwycięstwo w tym konkursie, czego też życzę. Pozdrawiam. (2009-04-23 11:51)
użytkownik5105użytkownik5105
0
Bardzo dobry artykuł widzę ,że jesteś dobry w tym co robisz , czytasz pisma w internecie szukasz tematów interesujących , związanych z gatunkiem ryb przez Ciebie łowianych , tak postępuje wędkarz który chce odnosić sukcesy ..pozdr.. (2009-05-15 20:30)
kwiatekkwiatek
0
witam !!! gratulacje świetny artykuł mam nadzieje ze niebawem spotkamy się nad wodą i wymienimy poglądy i spostrzeżenia !!!! ps złowiłem klenia 54cm nie długo będą fotki!!! pozdro !!!! (2009-06-21 12:04)
KROPA 83KROPA 83
0

Witam świetny artykuł penie wielu kolegą pozwoli na łowienie tej cwanej i pieknej ryby. Pozdrawiam aby tak dalej

(2010-10-17 15:34)
RavRav
0
Muszę przyznać, że to jeden z lepszych i w pełni zasługujących na najwyższą ocenę artykułów traktujących o "boleniozie" jak to dowcipnie i trafnie nazwał autor :) Sam miałem kilka spotkań z tymi sprytnymi rybami i tylko raz udało mi się wyciągnąć malucha (ok. 30 cm, wrócił do wody, żeby nabrać masy i wymiarów). Natomiast większe na żerowisku (conajmniej dwa) kompletnie mnie ignorowały. Teraz, mądrzejszy o rady kol. baltasar spróbuję ponownie, jak tylko stan wody na to pozwoli. Pozdrawiam i połamania... (2010-11-21 01:14)

skomentuj ten artykuł