I z mojego wypadu nic , bo lało jak cholera i wiatr też nie próżnował może jutro się uda póki co rządzę w kuchni dziś barszczyk czerwony na wędzonce mniam mniam :)
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
Jakoś nie umiem się do kogutów przekonać. Może to dlatego, że za bardzo nie mam wody do łowienia z opadu. Ale póki gumy są skuteczne, nie jest źle. Gratki sandaczyka, teraz przynajmniej 70tka musi wpaść ;)
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
Jakoś nie umiem się do kogutów przekonać. Może to dlatego, że za bardzo nie mam wody do łowienia z opadu. Ale póki gumy są skuteczne, nie jest źle. Gratki sandaczyka, teraz przynajmniej 70tka musi wpaść ;)
Dzięki , dobry i ścigacz na kiju , to znaczy że kury dobrze skręciłem ;-)
Gratuluję Panowie pierwszych wyników Ja jeszcze muszę pościć , bo woda syf , spróbuję jutro zaczaić się na leszczyka jak pogoda pozwoli ,która od tygodnia przypomina raczej angielską i końca nie widać :(
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm Tomciu Ty nie sciemnaij :))) Pewne było ze dobrze ukręciłeś koguty. Wiec teraz nic nie pozostaje tylko łapać !!! Pozdrawiam.
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm Tomciu Ty nie sciemnaij :))) Pewne było ze dobrze ukręciłeś koguty. Wiec teraz nic nie pozostaje tylko łapać !!! Pozdrawiam.
NO tego się obawiam Robert ;-) Teraz ryby się mnie łatwo z okolicznych jezior nie pozbędą ;-)
Krzyśku odnosząc sie do postu poprzedniego ja pisałem o Wisłoce, natomiast Wisłok jest nadal wysoki bo na zbiorniku w Sieniawie (rozmawiałem o 16,00 tel ze znajomym z Sieniawy)opuszczają wodę już ok 4,5-5m brakuje do stanu i nadal spuszczają, miałem ochotę wybrać się w środę ale na wlocie ok 300m jak mówił to jest bez wody, czyli łódż leży na błocie. Więc nie spodziewaj się szybko stabilizacji u Ciebie, przykre ale co zrobisz.
Bernardzie jutro pojadę i sprawdzę jak to dokładnie wygląda a od środy mam już czas na łowienie to podejmę próby nawet na wysokiej wodzie. Mam na to swoje patenty. :)
Bernardzie jutro pojadę i sprawdzę jak to dokładnie wygląda a od środy mam już czas na łowienie to podejmę próby nawet na wysokiej wodzie. Mam na to swoje patenty. :)
Krzysku , czas ukłuć już jakiegoś zandera !!!! :) U mnie od jutra znów deszcze i wiatr . Dokręciłem dziś kilka KFC , bo stan mi się nie zgadzał . Może jak pogoda dopisze , to jutro po pracy spróbuje .
Przez tę chorobę zapomniałem zrobić zdjęcia dzisiejszej ofierze, a takich z kuchni wklejał Wam nie będę. Dzień zaczął się całkiem fajnie, 62cm już przygotowują się do obiadu :))
Przez tę chorobę zapomniałem zrobić zdjęcia dzisiejszej ofierze, a takich z kuchni wklejał Wam nie będę. Dzień zaczął się całkiem fajnie, 62cm już przygotowują się do obiadu :))
Trzeba było nalać wody do miski i udawać C&R.. ryba i tak wróci do wody ;) Smacznego
Siemanko :) Gratuluję łowcom zenderków. Mój dzisiejszy poranny wypadzik zakończony krąpiem ,płocią , leszczykiem i tu nispodzianka ,bo już dawno tej rybki nie miałem okazji oglądać czyli świnka. A mój szwagier wyjął leszcza na 52cm piękny i waleczny jak na tą rybkę .
Wczoraj nałowiłem takich 30 cm sandaczy na koguty , brały na całym brzegu i z drugiej strony podobnie ...Trudno , dziś nie jechałem bo miałem zespół wyciszania budzika o 3 rano ;-)Ogólnie z wczorajszych narobił bym frytek he he , a jeden wyglądał jak by mu ktoś ogon żywcem obgryzał ;-)niestety ma litość sięgła zenitu i nie odważyłem się na zabranie tych dzieciaków jak co nie którzy łamiący nagminnie prawo ;-)Graty Krzychu widzę ostro jedziesz z nimi ;-)
A ,u mnie Lipton. Właśnie wróciłem z kogutowania :) Miałem dwa brania jedno puste , a przy drugim zawisł metny !!! Zerwał się przy lodzi , ale to byla życiówka ( Kur......) i tak dalej. Za slabo dostal po zębach. Jurto wypad na nockę za sandaczem na fileta , ale z brzegu. Bedzie grill i browarek , ale skromnie co najwyżej po dwa , no może trzy..... bo autem trzeba wrócić do domu, niby nie daleko bo 1 km. , ale strzeżonego i tak dalej...... A , po za tym piłeś , nie jedz !!! Po 12 godzinkach na zasiadce po browarku nie będzie śladu. Pozdrawiam i gratki dla wszystkich wyciągających sandacze. Po życiówkę jeszcze wrócę , na pewno się spotkamy :)))))
Taa sandacze... Gdzie wy najkochańsze jesteście??? Stęskniłem się ;-)
Co prawda dopiero wczoraj zacząłem sezon ale mętnego nie widziałem, niestety. Za to brały sumy, sorki sumki:) Jeden spadł przy podbieraku ok 90cm a drugiemu już nie dałem się zerwać:) Szybkie mierzenie i rezultat: 84 cm wąsa. Kurde nie mogły poczekać do lipca? Ale ja jeszcze po nie przypłynę za ten niecały miesiąc :)))
Ja dziś na miejscówce nad którą "pracuję" już kilka tygodni zastałem taki widok jak niżej. Znów trzeba będzie uciekać, ciężkie jest życie wędkarza. Nawet metra cienia nie zostawią na brzegu. :)
Mnie po historii którą opowiedział mi wczoraj nad wodą łowiący jakieś 200 metrów niżej starszy wędkarz metrówki już przestały interesować. Mierzę w 150 cm.
W skrócie i przybliżeniu zacytuję.
"W tamtym tygodniu tam wyżej mówi pokazując palcem w dół rzeki i złowiłem trzy takie klenie ( odległość pomiędzy dłońmi) +/- 75 cm, na rosówkę ( co ciekawe moje doświadczenia z rosówką na tej rzece mówią że tu się nie łowi klenia na rosówki a jak już to sporadycznie i małe). Kilka lat temu za tym drzewem które przewróciła ostatnia woda - mówi dalej- wskazując leżące niżej drzewo złowiłem dużego szczupaka, podciągam go pod brzeg, kładę wędkę na trawie staję na niej nogą i idę rozłożyć podbierak. Wsuwam go do niego, wsuwam i jest 145 cm." Po tym wszystkim wrócił na swoje stanowisko i tłukł gruntówką z rosówką na haku w małą zatoczkę na przeciwko przy przeciwległym brzegu próbując złowić w ten sposób najprawdopodobniej bijącego tam bolenia.
Mnie po historii którą opowiedział mi wczoraj nad wodą łowiący jakieś 200 metrów niżej starszy wędkarz metrówki już przestały interesować. Mierzę w 150 cm.
W skrócie i przybliżeniu zacytuję.
"W tamtym tygodniu tam wyżej mówi pokazując palcem w dół rzeki i złowiłem trzy takie klenie ( odległość pomiędzy dłońmi) +/- 75 cm, na rosówkę ( co ciekawe moje doświadczenia z rosówką na tej rzece mówią że tu się nie łowi klenia na rosówki a jak już to sporadycznie i małe). Kilka lat temu za tym drzewem które przewróciła ostatnia woda - mówi dalej- wskazując leżące niżej drzewo złowiłem dużego szczupaka, podciągam go pod brzeg, kładę wędkę na trawie staję na niej nogą i idę rozłożyć podbierak. Wsuwam go do niego, wsuwam i jest 145 cm." Po tym wszystkim wrócił na swoje stanowisko i tłukł gruntówką z rosówką na haku w małą zatoczkę na przeciwko przy przeciwległym brzegu próbując złowić w ten sposób najprawdopodobniej bijącego tam bolenia.
Nawet się nie śmiałem. Normalnie mu współczułem.
No to chociaż ktoś Ci poprawił humor, inaczej byś się zanudził. A co do bolenia, miałem taki przypadek kiedyś na Wiśle łowiąc na grunt, rzucałem na rosówkę i w trakcie opadu silne przymurowania. Tamtego wypadu złowiłem 5 szt. Zacząłem innego razu łowić w tym miejscu na twistery, o dziwo już brań nie było. Co do jego podejścia, szczupak na wędce, stopa na niej. W tym czasie rozkładać podbierak. Dziwne że nie urwał mu żyłki, nie połamał kija. Wędkarz w takiej sytuacji nie myśli już o rozkładaniu podbieraka, a podbiera ręką. Ale podziwiam, opowieść fajna. Przeanalizuj całość i na blog, bardzo fajna wyjdzie i zobaczysz że będzie, miała sporo czytelników. Pozdro.
Jeśli chodzi o złowienie bolenia w czasie np. zwijania to zdarzyło się i mi że uderzył w rosówkę czy filecik. Łowiłem je z gruntu na trupka. Jednak pomimo że często łowię na rosówki nigdy nie trafiło mi się branie bolenia na rosówką z gruntu a on tak chciał łowić tylko nie mógł utrzymać zestawu zarzuconego prostopadle do brzegu bo mu tez cały interes nurt znosił. ;)
Ogólnie jakaś to zawsze rozrywka była bo ryba akurat nie brała nadzwyczajnie.
Jestem przerażony. Przyjeżdżam nad wodę, kilka samochodów stoi. Idę dalej, stoi jeszcze kilka samochodów, w tym dwa na czeskich rejestracjach. No koniec świata. Sandacz może i bierze, ale żeby aż z Czech jeździli mi je łowić?! PO-RAŻ-KA!
A ,u mnie Lipton. Właśnie wróciłem z kogutowania :) Miałem dwa brania jedno puste , a przy drugim zawisł metny !!! Zerwał się przy lodzi , ale to byla życiówka ( Kur......) i tak dalej. Za slabo dostal po zębach. Jurto wypad na nockę za sandaczem na fileta , ale z brzegu. Bedzie grill i browarek , ale skromnie co najwyżej po dwa , no może trzy..... bo autem trzeba wrócić do domu, niby nie daleko bo 1 km. , ale strzeżonego i tak dalej...... A , po za tym piłeś , nie jedz !!! Po 12 godzinkach na zasiadce po browarku nie będzie śladu. Pozdrawiam i gratki dla wszystkich wyciągających sandacze. Po życiówkę jeszcze wrócę , na pewno się spotkamy :)))))
Współczuje Koledze straconej życiówki i wiem dokładnie co czujesz :( Dziś o 6:00 siedzę sobie i łowię na lekki gruncik i spławik na gruncik co chwilkę ładny krąpik się melduje i leszcz na 45 cm ,a spławik stoi i nic ,aż tu nagle jedzie , zacinam i siedzi trzyma się dna próbuję ustawić hamulec ,bo czuję ,że to nie przelewki jest piękna ryba i w tym momencie strzela przypon z żyłki 0.18mm. Miałem ochotę połamać kij na kolanie ,ale później ochłonąłem i może lepiej ,że przegrałem ten pojedynek czasem i rybki muszą mieć swoją szanse . Pozdrawiam i życzę kolejnego spotkania z życiową rybką :)
Przede Wszystkim to gratuluję łowcą rybek tutaj no i Robert na życiówkę będzie jeszcze czas ;-)Krzychu to i ja takie historie ostatnio podsłyszałem , gość mi opowiadał jak to sandacze goniły ponad kilowe leszcze aż na pomost wyskakiwały mało mi nosem nie poleciało ze śmiechu ;-)No ale tak , co my tam wiemy o łowieniu młodzi ;-)
Temat zapewne na osobny wątek bo ciekawe historyjki opisujecie;) Też mam przygodyz podobnymi bajkopisarzami, ostatnio w niedziele przy próbie złapania sandacza metodą spinningową. Niefortunnie kiedy na "tajnej" miejscówce odpinałem w celu wypuszczenia niemiarowego zanderka, napatoczył mi się za plecami wędkarz obserwujący moje poczynania. Pan w sile wieku, uzbrojony w solidne gruntówki pod bombkę, skomentował mój połów następującymi słowami: -"eee tam sandaczyk, wczoraj takich z 10 złapałem, ale wie pan krótko łowiłem bo nie lubię spinningu, szybko się męcze łażąc"... - no to coś się dzieję chociaż- odpowiedziałem grzecznie. Już w tym miejscu koleś troszkę mi zaleciał bajkopisarzem, jednak najlepsze miało dopiero nadejśc. -" ja wole grunt, grunt i nocki, w zeszłym roku z kolegą nałowiliśmy na łowisku "x" węgorzy na robaki w nocy właśnie, ja 48 sztuk, kolega 25" Po tych zwierzeniach musieliśmy się ze szwagrem szybko z tym Panem pożegnac, gdyż ledwo powstrzymaliśmy śmiech, no a nie chcieliśmy wyjśc na buców;):)
Mnie po historii którą opowiedział mi wczoraj nad wodą łowiący jakieś 200 metrów niżej starszy wędkarz metrówki już przestały interesować. Mierzę w 150 cm.
W skrócie i przybliżeniu zacytuję.
"W tamtym tygodniu tam wyżej mówi pokazując palcem w dół rzeki i złowiłem trzy takie klenie ( odległość pomiędzy dłońmi) +/- 75 cm, na rosówkę ( co ciekawe moje doświadczenia z rosówką na tej rzece mówią że tu się nie łowi klenia na rosówki a jak już to sporadycznie i małe). Kilka lat temu za tym drzewem które przewróciła ostatnia woda - mówi dalej- wskazując leżące niżej drzewo złowiłem dużego szczupaka, podciągam go pod brzeg, kładę wędkę na trawie staję na niej nogą i idę rozłożyć podbierak. Wsuwam go do niego, wsuwam i jest 145 cm." Po tym wszystkim wrócił na swoje stanowisko i tłukł gruntówką z rosówką na haku w małą zatoczkę na przeciwko przy przeciwległym brzegu próbując złowić w ten sposób najprawdopodobniej bijącego tam bolenia.
Nawet się nie śmiałem. Normalnie mu współczułem.
Powitać kolegów...na wstępie co do ryb to w jeden dzień jest OK za to w drugi kiszka po całości woda bez ryb by się wydawało i tak na przemian jak na razie jestem codziennie nad wodą tyle w temacie...
....dodam też coś o bajkopisarzach...mam znajomego słynącego z niesamowitych opowieści wędkarskich a więc tak pewnego razu łowiąc sobie na leśnym małym jeziorku w okolicy polował liny ot takie maluchy po 1,5kg...:) w pewnym momencie podczas holu któregoś już tam z kolei prosiaczka...:) wyciągał go z wody i tuż przed podbierakiem wyłoniła się wielka otwarta paszcza jak u krokodyla...był to szczupak który kłapnął lina a po strzale została tylko jego głowa na haku!!!....:) ja po prostu słysząc to byłem spłakany....znajomy natomiast pyta się mnie opowiadając tą historię zdziwiony co nie wierzysz mi przysięgam mówię poważnie... w ubiegłym tygodniu jak siedziałem sobie tam na pomoście to szczupaki tak goniły drobnicę że uderzały w pomost że o mało się nie zatopił...:))))
P:)
Ps.Kiedyś jeszcze opiszę te jego niestworzone historie...:) spadam nad wodę...:)
Poprosił mnie o to zdjęcie Tomasz więc wystawiam efekt pracy popołudniowej . Bernard niebawem skończę i wyślę ;-) Dzięki Tomuś:) Muszę przyznać że fajne te Twoje kur(w)aczki ;-) Może kiedyś się też skuszę bo słuchy chodzą że łowne :)))
Dzisiejszy krokodylek :) Seba tylko napisz że w końcu trójcyfrówka ;-) Oj jak Ci zazdroszczę tych zęboli, też bym takie poprzerzucał w dziesiątkach dziennie :)))
I z mojego wypadu nic , bo lało jak cholera i wiatr też nie próżnował może jutro się uda póki co rządzę w kuchni dziś barszczyk czerwony na wędzonce mniam mniam :)
Okonki nieźle kąsają, a od czasu do czasu zdarza się taki przyłowik. :)
Widzę Seba , ze ładnie dajecie w Szwecji . Gratki :)))
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
No i gratuluję ryb wszystkim Panom powyżej ;-)Widzę każdy dobrze zaczął ;-)
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
Jakoś nie umiem się do kogutów przekonać. Może to dlatego, że za bardzo nie mam wody do łowienia z opadu. Ale póki gumy są skuteczne, nie jest źle.
Gratki sandaczyka, teraz przynajmniej 70tka musi wpaść ;)
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
Jakoś nie umiem się do kogutów przekonać. Może to dlatego, że za bardzo nie mam wody do łowienia z opadu. Ale póki gumy są skuteczne, nie jest źle.
Gratki sandaczyka, teraz przynajmniej 70tka musi wpaść ;)
Dzięki , dobry i ścigacz na kiju , to znaczy że kury dobrze skręciłem ;-)
Gratuluję Panowie pierwszych wyników Ja jeszcze muszę pościć , bo woda syf , spróbuję jutro zaczaić się na leszczyka jak pogoda pozwoli ,która od tygodnia przypomina raczej angielską i końca nie widać :(
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
Tomciu Ty nie sciemnaij :))) Pewne było ze dobrze ukręciłeś koguty. Wiec teraz nic nie pozostaje tylko łapać !!! Pozdrawiam.
Witam , wczoraj sama drobnica , dziś nie co lepiej , łowiłem na koguty własnej roboty i trochę biły ...to największy z wszystkich rybek 53 cm
Tomciu Ty nie sciemnaij :))) Pewne było ze dobrze ukręciłeś koguty. Wiec teraz nic nie pozostaje tylko łapać !!! Pozdrawiam.
NO tego się obawiam Robert ;-) Teraz ryby się mnie łatwo z okolicznych jezior nie pozbędą ;-)
U mnie też dziś biły. Cały dzień, krople deszczu po dachu. :)
Krzyśku odnosząc sie do postu poprzedniego ja pisałem o Wisłoce, natomiast Wisłok jest nadal wysoki bo na zbiorniku w Sieniawie (rozmawiałem o 16,00 tel ze znajomym z Sieniawy)opuszczają wodę już ok 4,5-5m brakuje do stanu i nadal spuszczają, miałem ochotę wybrać się w środę ale na wlocie ok 300m jak mówił to jest bez wody, czyli łódż leży na błocie. Więc nie spodziewaj się szybko stabilizacji u Ciebie, przykre ale co zrobisz.
Bernardzie jutro pojadę i sprawdzę jak to dokładnie wygląda a od środy mam już czas na łowienie to podejmę próby nawet na wysokiej wodzie. Mam na to swoje patenty. :)
Bernardzie jutro pojadę i sprawdzę jak to dokładnie wygląda a od środy mam już czas na łowienie to podejmę próby nawet na wysokiej wodzie. Mam na to swoje patenty. :)
Krzysku , czas ukłuć już jakiegoś zandera !!!! :) U mnie od jutra znów deszcze i wiatr . Dokręciłem dziś kilka KFC , bo stan mi się nie zgadzał . Może jak pogoda dopisze , to jutro po pracy spróbuje .
Ręka znowu śmierdziała rybą, nie jest źle.
Ps. Wiem, fotograf ze mnie żaden.
Ręka znowu śmierdziała rybą, nie jest źle.
Ps. Wiem, fotograf ze mnie żaden.
No Krzysiu,zaskoczyłeś mnie,Ręka mi jeszcze nie śmierdzi.Fotografią się nie przejmuj,ważne by co fotografować.
Pozdrawiam.
Też sobie pozwoliłem wczoraj pojechać na bogato ale Wam nie pokaże zdjęć bo was jakaś choroba sandaczowa dopadła. :)
Przez tę chorobę zapomniałem zrobić zdjęcia dzisiejszej ofierze, a takich z kuchni wklejał Wam nie będę. Dzień zaczął się całkiem fajnie, 62cm już przygotowują się do obiadu :))
Ta Wisełka u Ciebie Krzysztof jest wydajna, po tak dużej wodzie jaka przeszła nie zamuliło im skrzeli, i nadal pozostały, tylko Ci pozazdrościć.
Też sobie pozwoliłem wczoraj pojechać na bogato ale Wam nie pokaże zdjęć bo was jakaś choroba sandaczowa dopadła. :)
Krzyśku nie dziw się jest to rybka warta zachodu, dla mnie to też rarytas!!
Bernardzie ja tylko żartuję. Wiem jak to jest dlatego że sam przechodzę w ciągu roku kilka różnych "chorób". :)
Przez tę chorobę zapomniałem zrobić zdjęcia dzisiejszej ofierze, a takich z kuchni wklejał Wam nie będę. Dzień zaczął się całkiem fajnie, 62cm już przygotowują się do obiadu :))
Trzeba było nalać wody do miski i udawać C&R.. ryba i tak wróci do wody ;) Smacznego
Siemanko :) Gratuluję łowcom zenderków. Mój dzisiejszy poranny wypadzik zakończony krąpiem ,płocią , leszczykiem i tu nispodzianka ,bo już dawno tej rybki nie miałem okazji oglądać czyli świnka. A mój szwagier wyjął leszcza na 52cm piękny i waleczny jak na tą rybkę .
Sory Panowie za ten haos z mojej strony ,ale próbowałem wkleić zdjęcie ,ale bez skutku jeszcze raz przepraszam :)
Wczoraj nałowiłem takich 30 cm sandaczy na koguty , brały na całym brzegu i z drugiej strony podobnie ...Trudno , dziś nie jechałem bo miałem zespół wyciszania budzika o 3 rano ;-)Ogólnie z wczorajszych narobił bym frytek he he , a jeden wyglądał jak by mu ktoś ogon żywcem obgryzał ;-)niestety ma litość sięgła zenitu i nie odważyłem się na zabranie tych dzieciaków jak co nie którzy łamiący nagminnie prawo ;-)Graty Krzychu widzę ostro jedziesz z nimi ;-)
A ,u mnie Lipton. Właśnie wróciłem z kogutowania :) Miałem dwa brania jedno puste , a przy drugim zawisł metny !!! Zerwał się przy lodzi , ale to byla życiówka ( Kur......) i tak dalej. Za slabo dostal po zębach. Jurto wypad na nockę za sandaczem na fileta , ale z brzegu. Bedzie grill i browarek , ale skromnie co najwyżej po dwa , no może trzy..... bo autem trzeba wrócić do domu, niby nie daleko bo 1 km. , ale strzeżonego i tak dalej...... A , po za tym piłeś , nie jedz !!! Po 12 godzinkach na zasiadce po browarku nie będzie śladu. Pozdrawiam i gratki dla wszystkich wyciągających sandacze. Po życiówkę jeszcze wrócę , na pewno się spotkamy :)))))
Taa sandacze... Gdzie wy najkochańsze jesteście??? Stęskniłem się ;-)
Co prawda dopiero wczoraj zacząłem sezon ale mętnego nie widziałem, niestety. Za to brały sumy, sorki sumki:) Jeden spadł przy podbieraku ok 90cm a drugiemu już nie dałem się zerwać:) Szybkie mierzenie i rezultat: 84 cm wąsa. Kurde nie mogły poczekać do lipca? Ale ja jeszcze po nie przypłynę za ten niecały miesiąc :)))
Ja dziś na miejscówce nad którą "pracuję" już kilka tygodni zastałem taki widok jak niżej. Znów trzeba będzie uciekać, ciężkie jest życie wędkarza. Nawet metra cienia nie zostawią na brzegu. :)
Naklepałem ich już z 80 sztuk ale metra ciągle nie trafiłem. :)
Mnie po historii którą opowiedział mi wczoraj nad wodą łowiący jakieś 200 metrów niżej starszy wędkarz metrówki już przestały interesować. Mierzę w 150 cm.
W skrócie i przybliżeniu zacytuję.
"W tamtym tygodniu tam wyżej mówi pokazując palcem w dół rzeki i złowiłem trzy takie klenie ( odległość pomiędzy dłońmi) +/- 75 cm, na rosówkę ( co ciekawe moje doświadczenia z rosówką na tej rzece mówią że tu się nie łowi klenia na rosówki a jak już to sporadycznie i małe). Kilka lat temu za tym drzewem które przewróciła ostatnia woda - mówi dalej- wskazując leżące niżej drzewo złowiłem dużego szczupaka, podciągam go pod brzeg, kładę wędkę na trawie staję na niej nogą i idę rozłożyć podbierak. Wsuwam go do niego, wsuwam i jest 145 cm." Po tym wszystkim wrócił na swoje stanowisko i tłukł gruntówką z rosówką na haku w małą zatoczkę na przeciwko przy przeciwległym brzegu próbując złowić w ten sposób najprawdopodobniej bijącego tam bolenia.
Nawet się nie śmiałem. Normalnie mu współczułem.
Mnie po historii którą opowiedział mi wczoraj nad wodą łowiący jakieś 200 metrów niżej starszy wędkarz metrówki już przestały interesować. Mierzę w 150 cm.
W skrócie i przybliżeniu zacytuję.
"W tamtym tygodniu tam wyżej mówi pokazując palcem w dół rzeki i złowiłem trzy takie klenie ( odległość pomiędzy dłońmi) +/- 75 cm, na rosówkę ( co ciekawe moje doświadczenia z rosówką na tej rzece mówią że tu się nie łowi klenia na rosówki a jak już to sporadycznie i małe). Kilka lat temu za tym drzewem które przewróciła ostatnia woda - mówi dalej- wskazując leżące niżej drzewo złowiłem dużego szczupaka, podciągam go pod brzeg, kładę wędkę na trawie staję na niej nogą i idę rozłożyć podbierak. Wsuwam go do niego, wsuwam i jest 145 cm." Po tym wszystkim wrócił na swoje stanowisko i tłukł gruntówką z rosówką na haku w małą zatoczkę na przeciwko przy przeciwległym brzegu próbując złowić w ten sposób najprawdopodobniej bijącego tam bolenia.
Nawet się nie śmiałem. Normalnie mu współczułem.
No to chociaż ktoś Ci poprawił humor, inaczej byś się zanudził. A co do bolenia, miałem taki przypadek kiedyś na Wiśle łowiąc na grunt, rzucałem na rosówkę i w trakcie opadu silne przymurowania. Tamtego wypadu złowiłem 5 szt. Zacząłem innego razu łowić w tym miejscu na twistery, o dziwo już brań nie było.
Co do jego podejścia, szczupak na wędce, stopa na niej. W tym czasie rozkładać podbierak. Dziwne że nie urwał mu żyłki, nie połamał kija. Wędkarz w takiej sytuacji nie myśli już o rozkładaniu podbieraka, a podbiera ręką.
Ale podziwiam, opowieść fajna. Przeanalizuj całość i na blog, bardzo fajna wyjdzie i zobaczysz że będzie, miała sporo czytelników. Pozdro.
Jeśli chodzi o złowienie bolenia w czasie np. zwijania to zdarzyło się i mi że uderzył w rosówkę czy filecik. Łowiłem je z gruntu na trupka. Jednak pomimo że często łowię na rosówki nigdy nie trafiło mi się branie bolenia na rosówką z gruntu a on tak chciał łowić tylko nie mógł utrzymać zestawu zarzuconego prostopadle do brzegu bo mu tez cały interes nurt znosił. ;)
Ogólnie jakaś to zawsze rozrywka była bo ryba akurat nie brała nadzwyczajnie.
Mi kiedyś boleń rąbnął w szybko ściągany koszyk z zanętą. Niestety koszyk jak to koszyk był nieuzbrojony :)
Jestem przerażony. Przyjeżdżam nad wodę, kilka samochodów stoi. Idę dalej, stoi jeszcze kilka samochodów, w tym dwa na czeskich rejestracjach. No koniec świata. Sandacz może i bierze, ale żeby aż z Czech jeździli mi je łowić?! PO-RAŻ-KA!
A ,u mnie Lipton. Właśnie wróciłem z kogutowania :) Miałem dwa brania jedno puste , a przy drugim zawisł metny !!! Zerwał się przy lodzi , ale to byla życiówka ( Kur......) i tak dalej. Za slabo dostal po zębach. Jurto wypad na nockę za sandaczem na fileta , ale z brzegu. Bedzie grill i browarek , ale skromnie co najwyżej po dwa , no może trzy..... bo autem trzeba wrócić do domu, niby nie daleko bo 1 km. , ale strzeżonego i tak dalej...... A , po za tym piłeś , nie jedz !!! Po 12 godzinkach na zasiadce po browarku nie będzie śladu. Pozdrawiam i gratki dla wszystkich wyciągających sandacze. Po życiówkę jeszcze wrócę , na pewno się spotkamy :)))))
Współczuje Koledze straconej życiówki i wiem dokładnie co czujesz :( Dziś o 6:00 siedzę sobie i łowię na lekki gruncik i spławik na gruncik co chwilkę ładny krąpik się melduje i leszcz na 45 cm ,a spławik stoi i nic ,aż tu nagle jedzie , zacinam i siedzi trzyma się dna próbuję ustawić hamulec ,bo czuję ,że to nie przelewki jest piękna ryba i w tym momencie strzela przypon z żyłki 0.18mm. Miałem ochotę połamać kij na kolanie ,ale później ochłonąłem i może lepiej ,że przegrałem ten pojedynek czasem i rybki muszą mieć swoją szanse . Pozdrawiam i życzę kolejnego spotkania z życiową rybką :)
Przede Wszystkim to gratuluję łowcą rybek tutaj no i Robert na życiówkę będzie jeszcze czas ;-)Krzychu to i ja takie historie ostatnio podsłyszałem , gość mi opowiadał jak to sandacze goniły ponad kilowe leszcze aż na pomost wyskakiwały mało mi nosem nie poleciało ze śmiechu ;-)No ale tak , co my tam wiemy o łowieniu młodzi ;-)
Temat zapewne na osobny wątek bo ciekawe historyjki opisujecie;)
Też mam przygodyz podobnymi bajkopisarzami, ostatnio w niedziele przy próbie złapania sandacza metodą spinningową. Niefortunnie kiedy na "tajnej" miejscówce odpinałem w celu wypuszczenia niemiarowego zanderka, napatoczył mi się za plecami wędkarz obserwujący moje poczynania. Pan w sile wieku, uzbrojony w solidne gruntówki pod bombkę, skomentował mój połów następującymi słowami:
-"eee tam sandaczyk, wczoraj takich z 10 złapałem, ale wie pan krótko łowiłem bo nie lubię spinningu, szybko się męcze łażąc"...
- no to coś się dzieję chociaż- odpowiedziałem grzecznie.
Już w tym miejscu koleś troszkę mi zaleciał bajkopisarzem, jednak najlepsze miało dopiero nadejśc.
-" ja wole grunt, grunt i nocki, w zeszłym roku z kolegą nałowiliśmy na łowisku "x" węgorzy na robaki w nocy właśnie, ja 48 sztuk, kolega 25"
Po tych zwierzeniach musieliśmy się ze szwagrem szybko z tym Panem pożegnac, gdyż ledwo powstrzymaliśmy śmiech, no a nie chcieliśmy wyjśc na buców;):)
Mnie po historii którą opowiedział mi wczoraj nad wodą łowiący jakieś 200 metrów niżej starszy wędkarz metrówki już przestały interesować. Mierzę w 150 cm.
W skrócie i przybliżeniu zacytuję.
"W tamtym tygodniu tam wyżej mówi pokazując palcem w dół rzeki i złowiłem trzy takie klenie ( odległość pomiędzy dłońmi) +/- 75 cm, na rosówkę ( co ciekawe moje doświadczenia z rosówką na tej rzece mówią że tu się nie łowi klenia na rosówki a jak już to sporadycznie i małe). Kilka lat temu za tym drzewem które przewróciła ostatnia woda - mówi dalej- wskazując leżące niżej drzewo złowiłem dużego szczupaka, podciągam go pod brzeg, kładę wędkę na trawie staję na niej nogą i idę rozłożyć podbierak. Wsuwam go do niego, wsuwam i jest 145 cm." Po tym wszystkim wrócił na swoje stanowisko i tłukł gruntówką z rosówką na haku w małą zatoczkę na przeciwko przy przeciwległym brzegu próbując złowić w ten sposób najprawdopodobniej bijącego tam bolenia.
Nawet się nie śmiałem. Normalnie mu współczułem.
Powitać kolegów...na wstępie co do ryb to w jeden dzień jest OK za to w drugi kiszka po całości woda bez ryb by się wydawało i tak na przemian jak na razie jestem codziennie nad wodą tyle w temacie...
....dodam też coś o bajkopisarzach...mam znajomego słynącego z niesamowitych opowieści wędkarskich a więc tak pewnego razu łowiąc sobie na leśnym małym jeziorku w okolicy polował liny ot takie maluchy po 1,5kg...:) w pewnym momencie podczas holu któregoś już tam z kolei prosiaczka...:) wyciągał go z wody i tuż przed podbierakiem wyłoniła się wielka otwarta paszcza jak u krokodyla...był to szczupak który kłapnął lina a po strzale została tylko jego głowa na haku!!!....:) ja po prostu słysząc to byłem spłakany....znajomy natomiast pyta się mnie opowiadając tą historię zdziwiony co nie wierzysz mi przysięgam mówię poważnie... w ubiegłym tygodniu jak siedziałem sobie tam na pomoście to szczupaki tak goniły drobnicę że uderzały w pomost że o mało się nie zatopił...:))))
P:)
Ps.Kiedyś jeszcze opiszę te jego niestworzone historie...:) spadam nad wodę...:)
Fajne historie panowie piszecie. Ja właśnie za 30 min. wybywam na nockę . Może tez spotkam jakiegoś dobrze opowiadającego historie ! :)))
Dzisiejszy krokodylek :)
Powodzenia Robert ;-)Nie źle Seba sobie kilujesz ;-)Taki to już by nie zostawił głowy lina pewnie ;-)
Poprosił mnie o to zdjęcie Tomasz więc wystawiam efekt pracy popołudniowej . Bernard niebawem skończę i wyślę ;-)
Poprosił mnie o to zdjęcie Tomasz więc wystawiam efekt pracy popołudniowej . Bernard niebawem skończę i wyślę ;-)
Dzięki Tomuś:) Muszę przyznać że fajne te Twoje kur(w)aczki ;-) Może kiedyś się też skuszę bo słuchy chodzą że łowne :)))
Pozdro!
Dzisiejszy krokodylek :)
Seba tylko napisz że w końcu trójcyfrówka ;-) Oj jak Ci zazdroszczę tych zęboli, też bym takie poprzerzucał w dziesiątkach dziennie :)))
P:)