Udało i mi się wyrwać wczoraj na trzy godzinki. Jeden pistolet około 40 cm. i 2 okonki po około 17 cm. Po za tym nic. I na koniec deszczyk ...
Przyjemności z łowienia także za bardzo nie było ...
Ale fajne krzakory masz....uwielbiam takie klimaty,nie trawię spina gdy nie mam czego obrzucać i brak mi punktu odniesienia jak na Żarnowieckim.Walisz i walisz w ten bezmiar wody aż ziewać zaczynasz....Nuda.A tutaj? ten chachorek,tamta kępka,wzdłuż trzcinek przelecisz....:) i osiem godzin mija jak z bicza strzelił....tak jak dziś u mnie.Włóczyłem się od 7 do 15 blisko po moich chabaziach,esoxików w bród naciąłem ino konusowatych z lekka.
U mnie wczoraj w dwugodzinnym wypadzie (od7do9-tej) siedem ryb. Cztery szczupaki i trzy sandacze. Dosyć dawno już nie miałem takiego dnia a właściwie dwóch godzin żeby w jednej miejscówce zaliczyć siedem ryb, jeden spad i dwa brania niezacięte.
Szczupaki , okonie , sandacze , ludzie nie zasnę dzisiaj chyba , cały weekend bez wędki w ręku.
Biedactwo....Dlatego ja,dzielny Lux,pomny na cierpienia kolegi z Malborka-pomściłem cię....Od siedmiu dni tnę esoxy jak dziki,za dwóch,za czterech czasami...:) Aż mnie ręka boli od chlastania gumami i siłowych holi w habaziach,ale co tam....czego to się dla kolegi nie zrobi....Nawet foty na oślep już pykam .....
Ależ się złośliwy robisz Lux. Ja wczoraj zliczyłem tylko kilka maluchów i żaden do fotki sie nie nadawał. Jakby co to za mnie nie łów bo może z bidą, ale dam radę :)
Dzięki Lux za słowa otuchy, za pomoc i zrozumienie w trudnej sytuacji minionego weekendu w jakiej się znalazłem. Jak tylko uporam się z awarią mojego zielonego lambo w LPG , rychło wrócę do gry. W tym roku szybko nie odpuszczę, na tarczy nie skończę , co to, to nie ;]
BNawet foty na oślep już pykam .....
Luxxxis te foty to nie takie na oślep bo dobrze widać że zdjęcie zrobione wędce a nie rybie ;) Bez urazy oczywiście ;)
We "wekend" i ja mam plan na jakieś zębate małe, a może i te większe, które uwagi godne mojego obiektywu będą ;-)
O ile dojścia do moich wód nie zaleje totalnie bo ostatnio wody coraz więcej ...
BNawet foty na oślep już pykam .....
Luxxxis te foty to nie takie na oślep bo dobrze widać że zdjęcie zrobione wędce a nie rybie ;) Bez urazy oczywiście ;)
No oczywiście,przecież nie ukrywam "testerowości" i promocji dragoników:) A na oślep i tak pyknięta,esox mi w kadra nie wlazł,wrócił jak każdy do swoich a mnie ostała się nieprzydatna focia bo z "dzwonkiem" ryby.
Ależ się złośliwy robisz Lux. Ja wczoraj zliczyłem tylko kilka maluchów i żaden do fotki sie nie nadawał. Jakby co to za mnie nie łów bo może z bidą, ale dam radę :)
Kaban-jakby co to na mnie możesz liczyć,dam radę,jak złamałeś sobie rękę to też ci "popilnowałem" pstrągów,statystyka rzecz święta,normę trza wyrabiać,od tego są koledzy przecież....
U mnie ostatni szczupak wczoraj rano jakieś 65 cm a to bez zdjęcia bo mi się spiął pod nogami. Pojawiła sie konkurencja i "chlebodawca" chyba przekarmił mi szczupaki. Jednak od konkurencji możne sie wiele nauczyć. Ja od wczraj wiem że nim zacznie sie spinningować trzeba wdupić do wody kilka bochenków chleba. Jeszcze nie wiem o co do końca w tym chodzi ale do końca zimy ogarnę, na przyszły sezon będzie jak znalazł.
Kaczki jeszcze dziś rano pływaja jak ogłupiałe i szukają chleba. :)
To ty nie wiesz??? toć to stara indiańska sztuczka----walisz 4 bochny chleba,te zwabiają kaczki a za nimi jak wilki ściagają metrowe esoxy....---ja dodatkowo pasztetową w sztucznym flaku smaruję ,zwabia większe.
Jak zwykle czekam na weekend bo w tygodniu już nie połowię i mam skromną nadzieję, że pogoda się poprawi. Na wielkie połowy nie liczę, ale nad wodą "trza być żeby nie zwariować" :)))
Ja też czekam na weekenda....Muszę odsapnąc od ryb na parę dni,zresetować system bo coś mi z nimi nie wychodzi ostatnio----po fali amoku dopadła je apatia i masę odprowadzeń mam bez ataku.Irytujące zjawisko jak diabli---widzisz że V zapieprza za wabikiem i nijak nie możesz sprawić by chapnęła bestia jak należy,ani kolorem,pracą,wielkością,rodzajem przynęty,głębokością,porą dnia...--niczym,nie działa nic.
Łowienie na rzece mam chyba z głowy bo zaś idzie w górę. Będę musiał znowu męczyć się nad jakimś zbiornikem z tłumem w większości szukających wygodnego miejsca na samochód, grilla, i niedajbóg otwarte drzwi i żużel bądź disko-polo... .
U mnie też bida z nędzą. Spokój ducha zachowuję tylko dlatego że wiem iż zrobiłem wszystko co mogłem. Łowiłem na wodzie z rybam a że nie biorą to i diabeł nic nie wskóra. W drodze powrotnej była szansa coś ukilować ale nie miałem ochoty na bieganie.:)
Kołowrotek to wygrany już kilka lat temu Robinson Marshal 1125 w metalowej obudowie. Niewiele pracował do tej jesieni ale teraz to nadrabia. Niedostępny już w sklepach. Widziałem co prawda jego następcę jednak już korpus nie jest z metalu a i cena sporo wyższa.
Napalony jak szczerbaty na suchary i ja ruszyłem ze spinem nad wodę bo cały tydzień nie miałem takiej możliwości. Szkoda, że chęci miałem tylko ja ... ryby absolutnie nie współpracowały. I u mnie tak samo, a może i mocniej wieje. Momentami nie wiedziałem czy to wiatr czy branie mi wędęczkę podgina ;-)
U mnie ostatnio szanse na brania też dawała tylko pora 1.5-2 godziny ciszy porannej. Niestety dziś tej ciszy już nie ma wieje i gwizda wiatr za oknem. Raczej nie liczę na jakiekolwiek brania.
Ja dziś bez brania i bytności nad wodą. Pogoda mnie rozwaliła... . Gdyby tylko padało, bądź wiało bez kwintesencji jednego i drugiego to jeszcze bym spróbował, ale wiek robi swoje i zdrów muszę zameldować się jutro na dniówkę.
Udało mi się wykorzystać czas od 6.30-8.00, były chwile z spokojniejszym wiatrem. Jednak i tak pomimo że łowisko płytkie i nieduże musiałem użyć gum z cięższymi główkami jak zazwyczaj by poradzić sobie z podmuchami. Cieszy mnie że w końcu odstrzeliłem tego "kasownika" ze zdjęcia bo już sporo gum mnie kosztował. Dzięki niemu mam kolekcję gum bez ogonów.:) Dziś też wziął delikatnie byłem pewny że przyhaczyłam moczarkę ale odruch zadziałał i po przycieciu siadł zapięty za sam koniec "dzioba".
Wieczór odpuszczam, wieje mocno, u mnie nie padało przez cały dzień i nadal deszczu nie ma.
Jestem amatorem spinningu od tego roku, zawsze wolałem spławik grunt ogólnie Biała ryba, i mam pytanie, które wyda się głupie ale odbieram gumy blachy i woblery jak każdy wędkarz na łowisku na które uczeszczam, ale chodzi o zacięcie ,kiedy to poznać ?? Dosyć często czuje jak coś "szarpie" za każdym razem ciąć ?? I jak to robić prawidłowo??
U mnie porażka totalna. W niedzielę ponad 4 godziny na pontonie i same maluchy, których i tak było tylko 7 ...
No ja nie narzekam. Codziennie są ryby, tylko mniejsze ilości niż ze dwa tygodnie temu, ale jak na krótkie wypady 1,5-2 godziny, to nie jest źle. Dzisiaj znowu połowiłem, ale mniejsze.
U mnie nadal zimno i pogoda taka ogólnie nie wędkarska. Prognozy na brania kiepskie ale trzeba poranny obowiązek spinningowy odbębnić. Gruntówki zawiesiłem na kołku do czasu poprawy pogody.
Udało i mi się wyrwać wczoraj na trzy godzinki. Jeden pistolet około 40 cm. i 2 okonki po około 17 cm. Po za tym nic. I na koniec deszczyk ...
Przyjemności z łowienia także za bardzo nie było ...
Ale fajne krzakory masz....uwielbiam takie klimaty,nie trawię spina gdy nie mam czego obrzucać i brak mi punktu odniesienia jak na Żarnowieckim.Walisz i walisz w ten bezmiar wody aż ziewać zaczynasz....Nuda.A tutaj? ten chachorek,tamta kępka,wzdłuż trzcinek przelecisz....:) i osiem godzin mija jak z bicza strzelił....tak jak dziś u mnie.Włóczyłem się od 7 do 15 blisko po moich chabaziach,esoxików w bród naciąłem ino konusowatych z lekka.
Ta kępa na drugim zdjęciu to ona sobie po prostu płynęła z prądem rzeki ... :-) choć są i takowe na rzece.
Dzisiaj zabawa z okoniami na Kolibri. Gumki do 9 cm na 3-4 g główkach.. Były 3 obcinki szczupaka i niezłe brania pasiaków. :)
U mnie wczoraj w dwugodzinnym wypadzie (od7do9-tej) siedem ryb. Cztery szczupaki i trzy sandacze. Dosyć dawno już nie miałem takiego dnia a właściwie dwóch godzin żeby w jednej miejscówce zaliczyć siedem ryb, jeden spad i dwa brania niezacięte.
Szczupaki , okonie , sandacze , ludzie nie zasnę dzisiaj chyba , cały weekend bez wędki w ręku.
Szczupaki , okonie , sandacze , ludzie nie zasnę dzisiaj chyba , cały weekend bez wędki w ręku.
Biedactwo....Dlatego ja,dzielny Lux,pomny na cierpienia kolegi z Malborka-pomściłem cię....Od siedmiu dni tnę esoxy jak dziki,za dwóch,za czterech czasami...:) Aż mnie ręka boli od chlastania gumami i siłowych holi w habaziach,ale co tam....czego to się dla kolegi nie zrobi....Nawet foty na oślep już pykam .....
Ależ się złośliwy robisz Lux. Ja wczoraj zliczyłem tylko kilka maluchów i żaden do fotki sie nie nadawał. Jakby co to za mnie nie łów bo może z bidą, ale dam radę :)
Dzięki Lux za słowa otuchy, za pomoc i zrozumienie w trudnej sytuacji minionego weekendu w jakiej się znalazłem. Jak tylko uporam się z awarią mojego zielonego lambo w LPG , rychło wrócę do gry. W tym roku szybko nie odpuszczę, na tarczy nie skończę , co to, to nie ;]
BNawet foty na oślep już pykam .....
Luxxxis te foty to nie takie na oślep bo dobrze widać że zdjęcie zrobione wędce a nie rybie ;) Bez urazy oczywiście ;)
We "wekend" i ja mam plan na jakieś zębate małe, a może i te większe, które uwagi godne mojego obiektywu będą ;-)
O ile dojścia do moich wód nie zaleje totalnie bo ostatnio wody coraz więcej ...
BNawet foty na oślep już pykam .....
Luxxxis te foty to nie takie na oślep bo dobrze widać że zdjęcie zrobione wędce a nie rybie ;) Bez urazy oczywiście ;)
No oczywiście,przecież nie ukrywam "testerowości" i promocji dragoników:) A na oślep i tak pyknięta,esox mi w kadra nie wlazł,wrócił jak każdy do swoich a mnie ostała się nieprzydatna focia bo z "dzwonkiem" ryby.
Ależ się złośliwy robisz Lux. Ja wczoraj zliczyłem tylko kilka maluchów i żaden do fotki sie nie nadawał. Jakby co to za mnie nie łów bo może z bidą, ale dam radę :)
Kaban-jakby co to na mnie możesz liczyć,dam radę,jak złamałeś sobie rękę to też ci "popilnowałem" pstrągów,statystyka rzecz święta,normę trza wyrabiać,od tego są koledzy przecież....
U mnie ostatni szczupak wczoraj rano jakieś 65 cm a to bez zdjęcia bo mi się spiął pod nogami. Pojawiła sie konkurencja i "chlebodawca" chyba przekarmił mi szczupaki. Jednak od konkurencji możne sie wiele nauczyć. Ja od wczraj wiem że nim zacznie sie spinningować trzeba wdupić do wody kilka bochenków chleba. Jeszcze nie wiem o co do końca w tym chodzi ale do końca zimy ogarnę, na przyszły sezon będzie jak znalazł.
Kaczki jeszcze dziś rano pływaja jak ogłupiałe i szukają chleba. :)
To ty nie wiesz??? toć to stara indiańska sztuczka----walisz 4 bochny chleba,te zwabiają kaczki a za nimi jak wilki ściagają metrowe esoxy....---ja dodatkowo pasztetową w sztucznym flaku smaruję ,zwabia większe.
A u mnie powyższa metoda sumy wabi, które to ku uciesze gawiedzi kaczki łomocą ;-)
Lux dobra rada z Podkarpacia - przerzuć się na naturalne jelito :)))
Kanapka z pasztetową i kiszony ogórek , zajedobra zakąska pod luksusowa ;] mniam.
Porywisty wiatr i deszcz. Wybory Mistrza zostają dziś zawieszone z powodu wybitnie i skrajnie niekorzystnych warunków atmosferycznych.:)
Jak zwykle czekam na weekend bo w tygodniu już nie połowię i mam skromną nadzieję, że pogoda się poprawi. Na wielkie połowy nie liczę, ale nad wodą "trza być żeby nie zwariować" :)))
Ja też czekam na weekenda....Muszę odsapnąc od ryb na parę dni,zresetować system bo coś mi z nimi nie wychodzi ostatnio----po fali amoku dopadła je apatia i masę odprowadzeń mam bez ataku.Irytujące zjawisko jak diabli---widzisz że V zapieprza za wabikiem i nijak nie możesz sprawić by chapnęła bestia jak należy,ani kolorem,pracą,wielkością,rodzajem przynęty,głębokością,porą dnia...--niczym,nie działa nic.
Łowienie na rzece mam chyba z głowy bo zaś idzie w górę. Będę musiał znowu męczyć się nad jakimś zbiornikem z tłumem w większości szukających wygodnego miejsca na samochód, grilla, i niedajbóg otwarte drzwi i żużel bądź disko-polo... .
U mnie też bida z nędzą. Spokój ducha zachowuję tylko dlatego że wiem iż zrobiłem wszystko co mogłem. Łowiłem na wodzie z rybam a że nie biorą to i diabeł nic nie wskóra. W drodze powrotnej była szansa coś ukilować ale nie miałem ochoty na bieganie.:)
Dzisiejszy przyłowik okoniowy na meppsa 3
A
Ah te meppsy, latka lecą a one zawsze skuteczne. Kiedyś miałem 70 na Nogacie, na nr3.
Krótki poranny rekonesans nad wodą. Sezon zamarzających przelotek uważam za otwarty. :)
Od "ogona". :)
Piękne zdjęcie Krzysztof ;] Co to za kręcioł ? Okuma?
Kołowrotek to wygrany już kilka lat temu Robinson Marshal 1125 w metalowej obudowie. Niewiele pracował do tej jesieni ale teraz to nadrabia. Niedostępny już w sklepach. Widziałem co prawda jego następcę jednak już korpus nie jest z metalu a i cena sporo wyższa.
Poobiednia godzinka nad wodą zaliczona. Dłużej nie było sensu siedzieć, warunki kiepskie Putin dmie na całego.:)
Napalony jak szczerbaty na suchary i ja ruszyłem ze spinem nad wodę bo cały tydzień nie miałem takiej możliwości. Szkoda, że chęci miałem tylko ja ... ryby absolutnie nie współpracowały. I u mnie tak samo, a może i mocniej wieje. Momentami nie wiedziałem czy to wiatr czy branie mi wędęczkę podgina ;-)
Trzeba się przespać a jutro rano będzie lepiej. Tak myślę ja wędkarz gorszego sortu. :)
U mnie dzisiaj tylko trzy takie. Brania z samego ranka między 7.00-7-15 później już tylko studnia. Zobaczymy jutro.
U mnie ostatnio szanse na brania też dawała tylko pora 1.5-2 godziny ciszy porannej. Niestety dziś tej ciszy już nie ma wieje i gwizda wiatr za oknem. Raczej nie liczę na jakiekolwiek brania.
Na razie leje i wieje, może popołudnie będzie lepsze .... .
Pierwsze branie.
Drugie branie.
Ja dziś bez brania i bytności nad wodą. Pogoda mnie rozwaliła... . Gdyby tylko padało, bądź wiało bez kwintesencji jednego i drugiego to jeszcze bym spróbował, ale wiek robi swoje i zdrów muszę zameldować się jutro na dniówkę.
Udało mi się wykorzystać czas od 6.30-8.00, były chwile z spokojniejszym wiatrem. Jednak i tak pomimo że łowisko płytkie i nieduże musiałem użyć gum z cięższymi główkami jak zazwyczaj by poradzić sobie z podmuchami. Cieszy mnie że w końcu odstrzeliłem tego "kasownika" ze zdjęcia bo już sporo gum mnie kosztował. Dzięki niemu mam kolekcję gum bez ogonów.:) Dziś też wziął delikatnie byłem pewny że przyhaczyłam moczarkę ale odruch zadziałał i po przycieciu siadł zapięty za sam koniec "dzioba".
Wieczór odpuszczam, wieje mocno, u mnie nie padało przez cały dzień i nadal deszczu nie ma.
Jestem amatorem spinningu od tego roku, zawsze wolałem spławik grunt ogólnie Biała ryba, i mam pytanie, które wyda się głupie ale odbieram gumy blachy i woblery jak każdy wędkarz na łowisku na które uczeszczam, ale chodzi o zacięcie ,kiedy to poznać ?? Dosyć często czuje jak coś "szarpie" za każdym razem ciąć ?? I jak to robić prawidłowo??
Foty kiepsko wchodzą..
Iras może kiepsko, ale wchodzą i rybki i foty :-)
U mnie porażka totalna. W niedzielę ponad 4 godziny na pontonie i same maluchy, których i tak było tylko 7 ...
Dzisiaj krótko na Motławie ; )
Iras może kiepsko, ale wchodzą i rybki i foty :-)
U mnie porażka totalna. W niedzielę ponad 4 godziny na pontonie i same maluchy, których i tak było tylko 7 ...
No ja nie narzekam. Codziennie są ryby, tylko mniejsze ilości niż ze dwa tygodnie temu, ale jak na krótkie wypady 1,5-2 godziny, to nie jest źle. Dzisiaj znowu połowiłem, ale mniejsze.
U mnie nadal zimno i pogoda taka ogólnie nie wędkarska. Prognozy na brania kiepskie ale trzeba poranny obowiązek spinningowy odbębnić. Gruntówki zawiesiłem na kołku do czasu poprawy pogody.
Wyniki całego dnia w dwudziestu siedmiu sekundach.:)
Nie zwalniamy tempa ; )