Reklama
  • lisek199 2012-12-23 13:07:58

    Dokładnie Piotrek doszedłem do tych samych wniosków co ty im większy mróz i przełom grudnia tym mniej brań fakt, że się gromadzą w dołach moim zdaniem sprzyja tylko szarpakowcą. których mój znajomy zakapował na policje w okolicy brzegu dolnego wyciągnęli więcej sandaczy niż ja przez cały sezon i parę sumów masakra. dlatego w następnym sezonie zacznę polowanie na sandacza już od sierpnia... pozdrawiam:))))

  • kowalek87 2012-12-23 13:29:40

    I dobrze zrobił ten znajomy. Takich chamów to sam bym na kotwicę założył i do Odry wrzucił.
    A wracając do sandaczy to moim zdaniem jest to taka sama sytuacja jak z zimowym pstrągiem. Jak ciepła zima to pstrągi biorą w każdym lepszym dołku (przynajmniej te małe), a jak zima mroźna to niczym ich nie idzie ruszyć. Mówię tu o większej rzece np. Bóbr. Po prostu gdzieś się te ryby pochowają i podobnie jest na Odrze. Oczywiście są wyjątki, ale to rzadkość.

  • Stroz26 2012-12-28 21:21:13

    Witajcie.Wczoraj wraz ze znajomym wybraliśmy się nad Odrę gdzieś około godziny 9 byliśmy na łowisku,łowiliśmy do 13:30,efekt cztero i pół godzinnej wyprawy to jeden krótki sandaczyk i sumek 138 cm,a że miałem wagę przy sobie to mogę powiedzieć,że sumek ważył nieco ponad 19 kg.A Wy chłopaki to co?Pochowaliście już wędki?

  • Reklama
  • Stroz26 2012-12-28 21:30:54

    Mariusz powiem Ci,że GS sprawił się na medal...Może i sztywny ale branie było wyczuwalne bardzo pięknie.A do tego ten wspaniały hol,nie tak małej znowu rybki na 0,12 średnicy plecionki,to bajka;) Z resztą dał mi trochę popalić...Hol trwał jakieś 30 minut,więc ból palącej ręki dawał się we znaki;) Jak na razie to moja życiówka;) Wiem,że nie jest to nie wiadomo jaki okaz ale mnie bardzo ucieszył...Życzę każdemu takiej walki...:)

  • wedkarz2309 2012-12-29 08:43:40

    Sztywny, sztywny - i taki GS właśnie ma być, takie przyłowy mu nie straszne... :)

    Co do brania, to tak wyczuwalne brania, na tym kijku, będą bardzo często, chyba, że ryba będzie brała na prawdę bardzo delikatnie, to nie zawsze będzie "kopało" w łokieć... :)

  • marecki27-1979 2012-12-29 11:48:15

    Witam kolegów.Zamierzam się wybrać na rybki kolo wsi Przystań za Prochowicami,warto tam jechać? ma ktoś jakieś wskazówki,rady?Chcę spiningować. Pozdrawiam

  • wirefree 2012-12-29 13:12:19

    jesli typowo rekreacyjnie to tak, ewentualnie zlapac suma za ogon bo nawet jednej uklejki nie widac na odrze. Chyba ze wiesz gdzie zimuja.

  • Reklama
  • kowalek87 2012-12-29 14:09:33

    Dzisiaj kolejny wypad bez brania, poranek znów mroźny i myślę, że przez to właśnie tak cienko jest na Odrze. 4 godziny rzucania nie przyniosło nawet drgnięcia, po prostu dupa.

  • marecki27-1979 2012-12-29 22:18:23

    Byłem dzisiaj koło domu na dawnej przystani na odrze koło wsi Jurcz.2 osoby od 14 jakieś 2,5 godz i zero,trok,guma opad ,drop-shot .Spotkaliśmy innego wędkarza który zaczął prędzej i tez zero,ryby nie widać nawet maleńkiej.Tak wiec to nie przypadek że innym nie biorą,cienko jest,cieniutko...

  • Stroz26 2013-01-01 16:32:27

    Wszystkiego Najlepszego chłopaki w nadchodzącym 2013 roku,oby nam wędkarskie szczęście dopisywało i żeby ten rok był obfity w nie jedną dużą sztukę,obojętnie jakiego gatunku...Pozdrawiam

  • wedkarz2309 2013-01-01 17:06:13

    U mnie również zakończenie sezonu lipne. Tylko 2,5 godz., nad wodą i zero kontaktu z rybą, może w przyszłym roku będzie lepiej.
    Znajomy zakończył sezon pięknym sandaczem 80 cm.

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2013-01-01 23:10:27

    Teraz to tylko na klenika i jazia :)

  • wedkarz2309 2013-01-02 18:52:41

    Teraz daję "odpocząć" Odrze i czas na pstrągi... :)

  • szczupi 2013-04-07 18:37:56

    Nareszcie wyszło słońce 07-04-2013  Rekonesans Na odrze jeszcze nic się nie dzieje , za to w porcie można już powiedzieć że jest wiosna.

    - małe woblery - nic- blaszki - nic- boczny trok - tak
    Na paproszka:
    -boleń szkoda że okres ochronny, bo był by nr. jeden w tym roku -krąp-jelec ((po niemrawym braniu zaczepiony za grzbiet)) jak na ten gatunek ryby to duży podręczniki piszą o 30 cm. a ten jakieś 25+
    Dużo delikatnych brań, czego efektem było ściąganie gumy z haczyka prawdopodobnie to robota krąpi lub innej drobnicy. 

  • Forum wedkuje.pl 2013-04-09 19:30:09

    To zazdroszczę wyjazdu..
    A jaki tam stan wody na odrze mamy ? :)

  • arcybiskup 2013-04-09 19:39:08

    W niedziele pierwszy wypad na starorzecze koło Lasek ale niestety zawiodłem się bo wszystko skute lodem i musiałem wracać bez rozkładania sprzętu ; / a na odrze woda wysoka...

  • Reklama
  • wedkarz2309 2013-04-10 13:24:57

    szczupi, boleń duży był? :)

  • szczupi 2013-04-10 18:59:15



    szczupi
    , boleń duży był? :)

    40 z lekkim plusem

  • wedkarz2309 2013-05-05 15:19:35

    No to czas na "obudzenie" tematu.



    Cały nadchodzący tydzień - zawalony. Nie dobrze, bo robi się bardzo fajna pogoda i była duża szansa na fajny "maraton". No trudno, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Więc, bez względu na wszystko, wybrałem się wczoraj na Odrę, otworzyć w końcu boleniowy miesiąc. Po ostatnich opadach deszczu, woda trochę się podniosła, słońce też miało się trochę poprzebijać przez chmury, więc była nadzieja na udaną inaugurację. 

    Nad wodą byłem o godz. 9. Nie spodziewałem się, że woda będzie aż tak duża, ale bolenie żerowały i to mnie najbardziej interesowało. Napotkani wędkarze, łowiący metodą gruntową, narzekali na efekty - ryba nie brała. W końcu, doszedłem do fajnego miejsca, gdzie "biło" minimum kilka boleni. Udało mi się namierzyć m.in., 2 piękne torpedy, ale pomimo wielu rzutów, zmian przynęt, nie udało mi się żadnej skusić do brania. W tym miejscu, zaliczyłem jedynie mały wir za wobkiem, ale czy to był atak w ukleję, czy w przynętę, czy może spłoszona ryba - nie mam pewności.

    Po niedługim czasie, woda zaczęła jeszcze szybciej rosnąć. Zrobiła się jeszcze bardziej brudna, zaczęło płynąć wiele syfu - trawy, patyki, itp., bolenie ucichły. To nie był najlepszy dzień, na poznawanie nowego odcinka Odry - ja tutaj jeszcze wrócę, jak woda opadnie o jakieś 3 m. To nie było przyjemne "polowanie" na rapy, w niemal każdym rzucie, czepiał się syf, który płynął w takich ilościach (na wodzie, pod wodą), że nie dało się go ominąć. Wytrwałem tak do godz. 15, zawinąłem się i... zjechałem jakieś 50 kilometrów w dół. Na tym odcinku rzeki, też lepiej nie było - pełno syfu w basenach. W tej sytuacji, pojechałem w jeszcze inne miejsce, gdzie główny nurt - według rzecznych znaków - płynie przy ostrogach przeciwnego brzegu i tam teoretycznie powinno być lepiej. Na moje szczęście tak było. Baseny były czyste. Ciche podejście do pierwszej ostrogi, kucnięcie, chwila nasłuchiwania i obserwacji. Jest atak, ale przy następnej główce. Zabieram się za obłowienie ostrogi, na której jestem, z każdej strony. W basen też poszło kilka rzutów. W końcu, to jest to - teraz czuję się, jak ryba w wodzie, do pełni szczęścia, brakuje mi już tylko kontaktu z odrzańską rapą.

    Dochodzę bodaj do trzeciej główki i widzę, jak w basenie od strony napływowej, pod samą burtą, nieduży bolek, atakuje drobnicę. Podchodzę powoli, kucam, daję rybie chwilę "odpoczynku" i rzucam możliwie daleko. Przy 3, może 4 rzucie, jest piękne kopnięcie, ale tylko kopnięcie. Ryba zawija i wraca pod trawy. Wyciągam wobler i widzę, że żyłka przechodzi przez tylną kotwicę. Był kontakt z boleniem - to mi wystarczy, nie brakuje mi już niczego, na złowienie ryby, przyjdzie jeszcze czas, to dopiero początek maja. Z dzisiejszego dnia, już jestem zadowolony. Jeszcze chwilę poświęciłem na tę rybę, ale już nie powtórzył.

    Następna ostroga, to obłowienie napływu, następnie podejście do podstawy główki, od strony warkocza i w tym momencie, na szczycie główki, następuje atak - jakiś mały boleń. Dobry byłby i taki - pomyślałem. Jeden rzut, drugi, trzeci. Szybkie prowadzenie, wolne i nic, a ataki były chyba z większą częstotliwością, niż jeden na minutę. Cały czas w tym samym miejscu. Po czterech atakach, wycofałem się powoli i przysiadłem w linii prostej z warkoczem, jakieś 10 metrów w tył, od szczytu ostrogi. Miałem na agrafce przynętę (dociążony Hunter Soul, z prywatnego pudełka Tomka z teamu Hunter Polska), którą mogłem niemal przytrzymać w miejscu, więc postanowiłem spróbować skusić rybę sposobem, teoretycznie, nie boleniowym. Pierwszy rzut i baaardzo powolne prowadzenie woblera w warkoczu. Drugi rzut, trzeci i... siedzi!! Chwilę powariował i gdy się uspokoił, widzę, że żyłka znowu jest przełożona przez tylną kotwicę - dobrze, że boleń jest mały, bo większy mógłby to wykorzystać i odpłynąć z przynętą w paszczy. Ryba jest delikatnie zapięta za jeden grot, przedniej kotwiczki. Szybkie podebranie, mierzenie - 49 cm, szybkie dwie fotki i do wody.

    W momencie wypuszczania ryby, przepływa na pełnym gazie, duża łódka, która robi spory hałas i duże fale. Po chwili zawraca. Woda ucichła, bolenie przestały "chlapać". To dobry czas (godz. 18), więc schodzę niżej, gdzie łódka nie dopłynęła. Skradam się do godz. 21, ale już bez kontaktu z odrzańskimi torpedami.

    Zeszłoroczny debiut, skończył się bez kontaktu z boleniem. W tym roku było zdecydowanie lepiej, z czego się bardzo cieszę i mam nadzieję, na udaną pozostałą część maja .


    Pierwszy tegoroczny boleń - 49 cm.

  • szczupi 2013-05-05 21:24:03

    05-05-2013Zawody  Chełm Woda wysoka w niektórych miejscach pod wały i jeszcze rosła. Dwa okonie do punktacji jeden mój drugi kolegi reszta bez ryby.Ryby złowione na starorzeczu. Dzień wcześniej też nie było rewelacji.

  • antek2004 2013-05-05 21:53:23

    Początek maja udany 3 rapki 67 ,57,40 cm

  • antek2004 2013-05-05 21:55:48

  • antek2004 2013-05-05 21:56:41

  • Reklama
  • antek2004 2013-05-05 21:57:56

  • antek2004 2013-05-05 21:58:32

  • wedkarz2309 2013-05-07 06:07:16

    Piękne otwarcie kolego - gratuluję i oczywiście czekamy na kolejne zdjęcia.

    szczupi - Ty wygrałeś, czy kolega?

  • szczupi 2013-05-10 09:46:54

    Piękne otwarcie kolego - gratuluję i oczywiście czekamy na kolejne zdjęcia.

    szczupi - Ty wygrałeś, czy kolega?



    Ja.

  • wedkarz2309 2013-05-11 06:38:02

    Gratuluję wygranej! :)


    Przedwczoraj, chcąc wykorzystać wolny dzień, wybrałem się z kolegami nad wodę. Mariusz wysiadł wcześniej, tym razem, chciał się zasadzić ze spławikiem za linem, a my pojechaliśmy na Odrę. Cel był jeden: Michał miał złowić pierwszego w życiu bolenia!.

    Nad wodą byliśmy dosyć późno, bo dopiero o godz. 9, ale mieliśmy przed sobą jeszcze niemal cały dzień. Idziemy na pierwszą główkę i Michał prosi o małe rady, jak i gdzie się ustawiać, jak ustawić hamulec, jak prowadzić przynętę, itp. Nie czuję się na tyle, aby udzielać porad (ja ich potrzebuję), ale na ile potrafiłem, na tyle starałem się pomóc koledze. Pierwszą ostrogę, palę bardzo szybko, zaczepiając woblerem o trawy i w celu jego uwolnienia, muszę się "pokazać" boleniom i narobić trochę hałasu.

    Ja idę na drugą główkę, kolega na trzecią. Plan jest taki, że będziemy schodzić w dół rzeki i Michał będzie miał pierwszeństwo. Ja miałem wchodzić na obłowione przez niego główki.

    Na bodaj czwartej główce, Michał zacina pierwszego w życiu bolenia! Słyszę, jak mnie woła i widzę, że na ma kiju rybę. Przybiegam do niego i jeszcze zdążam podebrać odrzańską rapę. Michał jest przeszczęśliwy - widok jego radości, był bezcenny!ouch Ja też się cieszyłem i to bardzo, tym bardziej, że on w siebie nie wierzył, a ja mu wmawiałem, że pojedziemy na Odrę i złowi pierwszego bolenia. Boleń ma 52 cm, skusił się Spirita 7. Pamiątkowe zdjęcia, buzi, do wody, gratulacje, "piątki", itp.

    Idziemy dalej, trzymając się planu - jestem główkę za kolegą. Cicho podchodzę, skradam się i... jest. Bije na samym szczycie. Kurcze, nie ma jak przeprowadzić w tych okolicach woblera. Chodzę w samych klapkach, więc wchodzę bardzo cicho do wody i staram się wejść na "wysepkę", z której, być może, uda mi się obłowić okolice, w której siedzi bolek. Udaje się, dostaje się jakoś na tę wysepkę, widzę kolejny atak ryby, cieszę się, że się nie spłoszyła, chcę wykonać rzut i... słyszę: "Mariuuusz!". Patrzę, a Michał stoi z wygiętym kijem. Niewiele myśląc, wydostaję się z wysepki, jak najszybciej się da i biegnę do Michała, z nadzieją, że zapiął dużą torpedę i będę pomagał przy podebraniu. Gdy dobiegam, Michał już ma rybę na brzegu. No pięknie - 2 bolenie, w przeciągu kilkunastu minut. Wymarzony debiut! Ten ma 56 cm, a więc nowa życiówka. Oczywiście znowu to samo: zdjęcia, buzi, do wody, gratulacje, itp.

    Schodzimy jeszcze niżej, ale robimy się głodni i idziemy sobie zjeść śniadanie przy samochodzie. Po zlikwidowaniu głodu, jedziemy w inne miejsce, w bezpośredniej bliskości z lasem, ale było tyle komarów, że nie wykonaliśmy ani jednego rzutu. Wyjechaliśmy z tego lasu szybciej, niż przyjechaliśmy. Pojechaliśmy na odcinek, gdzie byłem w sobotę i złowiłem pięćdziesiątaka. Bolenie nie były zbyt aktywne - przynajmniej na powierzchni. Czasami się jakiś chlapnął, ale najczęściej na samym szczycie, gdzie, jedynym sposobem, aby się tam dostać przynętą, był środek pływający. To oczywiście nas nie zniechęcało i przez kolejne godziny, schodziliśmy w dół rzeki. Tym razem, wchodziliśmy na co drugą główkę, aby każdy miał "swoje" ostrogi.

    Według prognoz, popołudniu miało padać, miały przyjść burze i porywisty wiatr. Tak też było. Nadeszły ciemne chmury, z których spadł ciepły wiosenny deszcz, w oddali się błyskało i zerwało się momentalnie naprawdę potężne wiatrzysko - wszystko, co nie było odpowiednio ciężkie, zaczęło latać. My jednak łowiliśmy dalej. Dostałem się jakoś na szczyt jednej z główek i próbowałem skusić bolka tym samym sposobem, co kilka dni temu się udało. Ataku się nie doczekałem, ale pod samymi nogami, wyskoczył za uklejami, piękny, gruby okoń. Oceniłem go na 35+ cm. Niestety i on nie zasmakował w woblerze.

    Deszcz padał coraz mocniej, ale chętnie byśmy przeczekali tę burzę w aucie, tylko nie bardzo nam to wypadało, gdyż kolega, moknąc, czekał na nas nad jeziorkiem. Zwinęliśmy się szybko, pojechaliśmy po niego i ruszyliśmy w drogę powrotną. Jak się okazało, chmury szybko przeszły i do wieczora, pięknie świeciło słońce. Ajććć, gdyby ta Odra była bliżej. Mogłoby być ciekawie...

    Dzień jak najbardziej na plus. Obserwując Michała, miałem wrażenie, że widzę starego "wyjadacza" rzecznych torped. I nie mam tutaj na myśli tylko tego, że złowił ryby. Już nie mogę się doczekać kolejnego wspólnego wypadu!

     

     

    Aaa, ja byłem cały dzień bez kontaktu z rybą, a to jeden z boleni (56 cm):

  • wedkarz2309 2013-05-12 08:49:36

    Wczoraj, kolejny wypad za boleniem. Chodź pogoda nie sprzyjała połowom - niemal cały dzień deszczowy, to jednak wybrałem się z kolegą, szukać odrzańskich rap. Na miejscu byliśmy dopiero o godz. 9 rano. Jak się spodziewaliśmy, na wodzie była zupełna cisza - w ciągu całego dnia, widzieliśmy raptem kilka ataków. Ustaliliśmy, że, aby sobie nie przeszkadzać, będziemy wchodzić na co drugą główkę.

    Dosyć szybko, bo już na 2, czy 3 ostrodze (w sumie, to one były całe pod wodą), tuż pod nogami, notuję piękny i widowiskowy atak w woblera. Zobaczyłem piękny wir, poczułem delikatnie rybę, odruchowo przyciąłem i... wobler wyskoczył w powietrze. Aj, mogło być tak pięknie, mógł być pierwszy deszczowy boleń.

    Schodząc cały czas w dół rzeki, obławiamy kolejne ostrogi, ale bez efektów. W końcu dochodzimy do zalanych krzaków, w których jakaś piękna ryba, pogoniła drobnicę. To był "mój" basen, więc podszedłem w miarę cicho i starałem się, prowadzić woblera w taki sposób, aby za często nie zahaczał się o krzaki. Kolega zszedł nieco niżej, stanął u podstawy kolejnej główki, wykonał kilka rzutów i... sytuacja się powtórzyła. Boleń, kilka metrów od brzegu, w widowiskowy sposób atakuje przynętę, zawraca i wobler wyskakuje w powietrze. 2:0 dla boleni.

    Do wieczora, nie zanotowaliśmy już żadnego kontaktu. Przemokliśmy, ale i tak było bardzo fajnie i już cieszę się na kolejny wypad.



    Napotkane resztki szczupaka...

  • wedkarz2309 2013-05-14 14:33:47

    Wczoraj, wybrałem się po raz czwarty, w tym roku, ganiać za odrzańskimi torpedami. Wiedziałem, że woda znowu zaczęła rosnąć, więc spodziewałem się trudnych warunków - nie chodzi tyle o poziom wody, co o płynącą niezliczoną ilość traw i patyków.

    Na miejscu byłem o godz. 8 rano. Z początku wiał bardzo zimny wiatr, co nie bardzo mi się podobało, ale co jakiś czas, można było zauważyć atak bolenia, więc nie było najgorzej - żerowały.

     

    Łowiło się bardzo ciężko, woda cały czas przybierała, płynęło pełno syfu i niemal w każdym rzucie, wyciągało się jakieś "niespodzianki". Co wyjazd, sytuacja się powtarza - zaczynało mnie to już powoli irytować, lecz wiedziałem, że kilka główek niżej, główny nurt, przebija się pod drugi brzeg i powinno być lepiej. Tak też było - baseny były czyste i tylko czasami się coś "przypałętało". Około południa, woda zamarła, bolenie całkowicie przestały bić. Ale wiedziałem, że one tam są i jeśli przeciągnę jakiemuś przynętę przed pyskiem, to jest szansa na atak.

    Dochodziła godzina 14, więc przyszedł czas na drugą przerwę na jedzenie. Podszedłem cicho do kolejnej z główek, gdzie przy niskim stanie wody, baseny, baaardzo krótkich ostróg są całe zarośnięte, zapiaszczone i jedynie u podstawy ostrogi, od strony zapływowej, jest mały dołek, gdzie na ogół jest nieduża kałuża - są to główki, na wewnętrznej stronie zakrętu. Przy obecnym stanie, porobiły się małe baseny, więc warto było je obrzucać. Cofnąłem się, zabrałem się za konsumpcję "obiadu" i gdy kończyłem, usłyszałem atak ryby. Wstałem i widzę piękne kręgi w owym mini basenie - tego nie mogła zrobić mała ryba. Nie spiesząc się, dokończyłem jedzenie, podszedłem cicho do wody, przykucnąłem i zacząłem rzucać. Może w +/- 10 rzucie, gdy wobler, z "boleniową" prędkością, zaczął wchodzić z nurtu, do basenu, "przecinając" przy tym podwodne wzniesienie, kleniowo-jaziowy kijek, wygiął się pięknie i nastąpił potężny wir na wodzie! Czy zaciąłem? Emocje spowodowały, że nie pamiętam tego. Niestety, po widowiskowym braniu, następuje luz... Kręcę szybko korbką kołowrotka, ale nie czuję przynęty, nie czuję nic. Domyśliłem się, co jest grane - ryba jest na końcu zestawu i idzie w moją stronę. Hamulec mam bardzo lekko ustawiony, więc nie boję się o odjazd. Ryba podpływa mi niemal pod nogi i wówczas zaczyna szaleć. Jest piękna rapa - spinningowa życiówka! Lekko drżę, bo widzę, że cały wobler, jest na wierzchu i gdy w "szczupaczym" stylu, próbuje pozbyć się go, widzę, że ryba jest zapięta w "nożyczkach" za jeden grot, tylnej kotwiczki. Hol długi nie był, po niedługim czasie, mam przeciwnika pod nogami. Tylko jak go podebrać? Chwyt za skrzela odpada - nie chcę tam pchać swoich paluchów. Łapię go za karczycho i ledwo, ledwo, ale się udaje - gdyby był nieco większy, nie byłbym w stanie go tak podnieść. Ryba piękna, ale jestem trochę zawiedziony, liczyłem na piękny i długi odjazd, a on ani razu, nie wypłynął z małej klatki. Zeszłoroczna sześćdziesiątka, dała mi więcej emocji. Ale ten, nadrobił to rozmiarem - miara wskazała dokładnie 70 cm. A zatem, jest największy boleń, złowiony na spina (do wyrównania zeszłorocznej życiówki, złowionej na ukleję, zabrakło 2 cm). Jest to też pierwsza medalowa ryba, złowiona tą metodą (był też sum, ale złowiony w okresie ochronnym). W miarę możliwości, szybka sesja zdjęciowa i po krótkim odpoczynku, odpłynął, ganiać dalej ukleje.

    Na kolejnej miejscówce, gdy chcę wykonać rzut, jakimś cudem, żyłka zaczepia się o klips i przy wymachu, strzela w tym miejscu, a wobler, na którego złowiłem przed chwilą bolenia (ten także był od członka ekipy Hunter Polska), leci daleko w nurt. No trudno...

    Dzwoni do mnie kolega i umawiam się z nim na ryby - gratuluje mi złowienia bolenia, a w środę będziemy razem atakować Odrę. Kończymy rozmowę, zakładam Soula (także sprezentowany od tego samego wędkarza) i na kolejnej główce, w drugim rzucie, palę (wydawać by się mogło) piękną miejscówkę, zaczepiając o krzaki, rosnące przy samym warkoczu. No trudno, dostaję się jakoś w to miejsce i udaje mi się odzyskać przynętę. Ale skoro już się tutaj znalazłem, postanowiłem wykonać kilka kontrolnych rzutów. W samym koncie klatki, rosło drzewo, więc stojąc na samym szczycie, wykonałem rzut, zacząłem skręcać i gdy przynęta znalazła się pod drzewem... jest kolejny, zdecydowanie mniejszy, plusk na wodzie i znowu nic nie czuję. Tym razem, wiem od razu, co się szykuje i pod samymi nogami, widzę małego bolka. Szybko go wyjmuję, robię fotkę i do wody. Ten miał 47 cm - w tym roku, jak na razie, najmniejszy.

    Patrzę na zegarek - jest godz. 16. A więc, wziął 2 godziny po siedemdziesiątce. Obskoczyłem jeszcze kilka główek, ale co kolejna, to była coraz bardziej zasyfiona (główny nurt, przeszedł znowu na moją stronę), więc postanowiłem, że podjadę w inne miejsce, gdzie powinno być czysto. Wróciłem więc do auta, zjadłem "kolację" i podjechałem w wybrane miejsce. Woda wciąż rosła i zaczęła zalewać całkowicie podstawy niektórych ostróg. Łowienie było bardzo trudne, ale pod wieczór kilka boleni się uaktywniło i zdradziły swoją obecność. Ale nie dały się złowić. Łowy skończyłem po godz. 20 i pojechałem do domu.


    Największy boleń, złowiony metodą spinningową - 70 cm.

  • Forum wedkuje.pl 2013-05-14 23:59:21

    Widzę , że w końcu zabrałeś się do łowienia Boleni , bo z tego co czytałem był z tym mały problem..:)))
    I Gratulację.
    Ostatnio też byłem na odrze jakieś dwa tygodnie temu , ale Mi nic nie udało się złowić boleń bił w ukleje ale e moe przynęty chyba mu sie nie spodobały. Ale Tatko złowił certe 35cm , a co ciekawe na obrotówke nr.3 uderzyła :D .
     I jak mówisz , tyle śmieci płynęło , że za każdym razem jakaś niespodzianka na kotwiczce..:/. Ale za to ostatnio wybrałem sie na Barycz i bolen 57cm Się trafił.  Ale juz nie będę odbiegać od tematu.

  • wedkarz2309 2013-05-15 04:56:43

    Zgadza się Kamilu, kilka lat się zabierałem za te majowe bolenie i na mówieniu się kończyło, ale w końcu, rok temu, wziąłem się "za siebie" i się przełamałem. W tym roku, już nie miałem najmniejszego problemu, żeby odłożyć feedery, na rzecz spinningu, ba, nie mogłem się doczekać maja - ten miesiąc, już jest zarezerwowany na odrzańskie torpedy.

    Bardzo przyzwoita certa i to na spina - pięknie. Szkoda tylko, że poza okresem ochronnym już tak chętnie nie biorą.

  • wedkarz2309 2013-05-15 22:51:06

    Dziś, mimo pięknej pogody, teoretycznie boleniowej, zero kontaktu. Myślę, że jest to spowodowane zbyt dużą wodą, która wciąż rośnie i jest bardzo brudna. Już o kilkadziesiąt centymetrów, przekroczyła stan alarmowy, powoli wychodzi z koryta i woda zaczyna wylewać się na łąki (aby dojść w pewne miejsca, trzeba było przejść przez ścieżkę, w której woda sięgała już do pasa). 

    Nad wodą byłem o godz, 8 rano i do godz. 14, walczyłem z dużą wodą oraz niezliczoną ilością śmieci, patyków i traw. Bolenie w ogóle się nie pokazywały na powierzchni, zupełna cisza.

    Następnie, dołączył do mnie kolega, który przyjechał prosto ze szkoły i postanowiliśmy, że poszukamy portowych szczupaków - bez efektu.
    Pod wieczór, spróbowaliśmy jeszcze porzucać za boleniem, ale nie bardzo było gdzie, więc o godz. 19, zwinęliśmy się do domu.

    Na weekend, będzie trzeba przenieść się na inną wodę...


    Łatwo nie było:

  • Forum wedkuje.pl 2013-05-18 23:11:39

    Uuuu , tyle płynącego "syfu" jeszcze nie widziałem..Ale To łowienie w tym miejscu nie mogło być łatwe. Ja dziś chwile na porcie porzucałem i nic się nie działo, poszedłem dalej na koniec portu gdzie jest główka i mino braku oznak żerowania ryby udało sie przechytrzyć bolenia , ale nie był to jakiś kolos bo miał zaledwie 51cm. ;))
    Zdjęcie wrzucę Innym razem. A co do tematu wody z 15 maja to woda raczej opadła , a na łąki sie nie wylewała :)

  • wedkarz2309 2013-05-23 07:29:39

    No to czekamy na fotę bolka:)

    Szkoda, że nie mam zdjęcia, bo przeszedłem przeszło dwa kilometry rzeki i dokładnie w trzech miejscach, dostawała się woda na łąki, ba, w jednym miejscu, już było "fajne" jezioro. Ale to nie istotne. Dzisiejszego ranka, stan Odry, to... niespełna 2 m.

  • wedkarz2309 2013-05-23 10:37:09

    Wczoraj, wybrałem się po raz szósty w tym roku, poskradać się za odrzańskimi rapami. Pon-wt, była piękna pogoda, wręcz wymarzona na bolenia, ale niestety - brak czasu. W środę miało być już zdecydowanie gorzej: dużo chmur, silny i bardzo silny wiatr (nawet "dyszka" na sekundę, nie wspominając o porywach) oraz opady deszczu. Nie jest to wymarzona pogoda na bolenia, ale trzeba było ten dzień wykorzystać, jak najlepiej.

    Nad wodą, byłem przed godz. 9 rano. Z początku było całkiem fajnie. Świeciło słońce, wiatr nie był za mocny, więc szybko poszedłem na pierwszą ostrogę i miłe zaskoczenie. Woda opadła bardzo szybko i kamienie już są widoczne. To oznacza, że jak tak dalej pójdzie, to niedługo będę mógł usiąść z feederami na opasce i odegrać się jaziom za nieudane przedwiośnie .
    Podszedłem cicho do podstawy napływu i zacząłem "młócenie". Bolenie biły, jak głupie. Było ich co najmniej po kilka sztuk zarówno na napływie, jak i na zapływie. Spędziłem na tej główce dużo czasu (godzinę), ale żaden cwaniak, nie dał się przechytrzyć. Schodziłem w dół rzeki, obławiałem kolejne główki, ale bolenie z minuty, na minutę, cichły, aż w końcu przestały się pokazywać. Słońce zostało zasłonięte przez chmury, wiatr zaczął nabierać na sile i zaczął kropić deszcz. Przeszedłem kilometr rzeki, więc postanowiłem, że wrócę do auta i podjadę w inne miejsce.

    Dochodząc już do samochodu, spojrzałem na wodę jeszcze raz i chwilę się wahając, podszedłem do niej. Wykonałem kontrolny rzut i widzę, jak duże stado uklei ucieka od mojego woblera. Drugi rzut i znowu uciekają. Zaraz, to nie wobler, to musi być ryba, one uciekały, gdy wobler był zdecydowanie niżej. Widzę kolejną ucieczkę. To musi być niewielki boleń - myślę sobie. Wykonuję kolejny rzut i silny nurt, próbuje wepchać przynętę w przybrzeżne krzaki, więc staram się prowadzić ją możliwie blisko powierzchni wody i gdy widzę, że wobler, wchodzi już w trawy, następuje piękny atak. Boleń przy braniu zawirował na wodzie, a w tym momencie, pięknie wygiął się delikatny spinning. Był mały, więc szybko go podebrałem.
    Jak na razie, najmniejszy - 44 cm. Trzeci w tym roku, na Soul"a. Podczas zdjęcia, zaczęło grzmieć, a deszcz zaczynał padać coraz mocniej, więc szybko go wypuściłem i poszedłem do auta.


    Kilka minut ulewy, burzy i... chmury sobie gdzieś poszły, wyszło słońce.
    Pojechałem w inne miejsce, które przy tym stanie wody, wygląda wręcz bajecznie. I tak, jak się spodziewałem - żerowało tam kilka rap. Niestety, godzina rzucania różnymi przynętami i zwijania w różnych prędkościach i różnych partiach wody, nie przyniosła oczekiwanego efektu. Ryby ignorowały moje przynęty całkowicie. W międzyczasie, naszły kolejne chmury, spadł kolejny deszcz i zaczął wiać bardzo silny, zapowiadany wiatr, który mocno utrudniał łowienie.


    Taka pogodowa "huśtawka", towarzyszyła mi przez cały dzień, ale udało się na szóstym wypadzie, zaliczyć szósty kontakt z boleniem. Obecnie, jest 4:2, dla mnie.  Do domu zwinąłem się przed godz. 21.


    Jak na razie, najmniejszy - 44 cm.

  • antek2004 2013-05-23 12:53:07

    Dzisiaj tylko jedna sztuka(61cm) bardzo silny wiatr ;/ jedno potężne uderzenie po którym wobler zmienił wygląd jak na zdjęciu;)

  • antek2004 2013-05-23 12:56:18

    Bardzo silny wiatr ,jedno potężne uderzenie(61cm) po którym wobler zmienił swój wygląd;)

  • antek2004 2013-05-23 12:59:54

    Dziś jedno potężne uderzenie po którym wobler zmienił swój wygląd;)Rozbójnik  z prostki(61cm)

  • antek2004 2013-05-23 13:02:19

  • kacpero 2013-05-23 19:47:40

    Witamwidze że sezon sie powoli u wszystkich rozkręca:)U mnie jak narazie na kilka wypadów wyszło całkiem nieżle :)jak narazie na jakies 5 wypadów wszytkie były udane :)miesiąc sie zacząl od bolenia 70 ktory uderzył mi w tak zwanym 3 ostatnim rzucie gdy sie zciemniło..

  • kacpero 2013-05-23 19:48:56

  • kacpero 2013-05-23 20:07:26

    niewiem czemu nie udało mi sięfotki wrzucić , no nicnastepne wypady przyniosły kilka mniejszych ale powyżej 50

  • kacpero 2013-05-23 20:08:05

  • kacpero 2013-05-23 20:09:19

    wypad do czernicy za szczupaczkiem równiez udany 61cm

  • kacpero 2013-05-23 20:10:58

  • kacpero 2013-05-23 20:12:26

    kolejny wypad i kolejne rybki tym razem przyłówsandacz 68cm

  • kacpero 2013-05-23 20:13:23

  • kacpero 2013-05-23 20:15:39

    kolejny malutki przyłów tez sandaczyk pare dni póżniej..

  • kacpero 2013-05-23 20:17:58

    i ostatni wypad jakiś tydzień temu przyniósł mi dwa bolenie równiez tuz przed zmierzchem60 i 70



Reklama
Reklama